Déhà to nie tylko nazwa jednoosobowego zespołu. To również pseudonim belgijskiego multiinstrumentalisty, który udziela się w wielu innych formacjach obracających się głównie w black, death czy doom metalowych klimatach. „Cruel Words” to trzecia płyta tego niezwykle aktywnego i płodnego muzyka, która swoją premierę miała 29 marca tego roku dzięki Rain Without End Records.
Tempo nagrywania przez niego materiałów może budzić podziw, gdyż tylko w zeszłym roku pojawiły się cztery wydawnictwa sygnowane nazwą Déhà: dwa albumy, EPka i kompilacja starych nagrań. Z drugiej strony może pojawić się pytanie, czy taka częstotliwość nie odbija się za bardzo na jakości muzyki. Żeby się o tym przekonać, najlepiej zapoznać się z tym, co ma do zaoferowania ów człowiek, który najwidoczniej nie usiedzi w miejscu i nie znosi bezczynności.
Jak nadmieniłem wcześniej Déhà gra lub grał w innych grupach i gdyby zrobić listę ich wszystkich to pewnie zajęłaby ona sporo miejsca. Niemniej tutaj skupię się na „Cruel Words”, ponieważ dywagacje na temat innych formacji i płyt z jego udziałem nie są tematem niniejszej recenzji. Co zatem przynosi trzeci krążek tego multiinstrumentalisty?
Przede wszystkim twórczość belga jest ciężka do sklasyfikowania. Jest tu sludge i doom metal, post rock oraz kilka innych stylów. Jednak ta mieszanka jest podana w strawny sposób, a elementy, jakie się na nią składają, pasują do siebie. Utwory do najkrótszych też nie należą, albowiem ich czas wynosi od ponad siedmiu do prawie trzynastu minut. Zaczynają się one zazwyczaj od spokojnych, lirycznych i melancholijnych dźwięków z czystym i dobrze brzmiącym wokalem. W dalszych ich częściach robi się ciężko, wręcz przytłaczająco, atmosfera się zmienia, a wokale przybierają zupełnie inny charakter – są bardziej rozhisteryzowane czy wrzeszczące. Przesterowane gitary grają masywne, toczące się riffy, a jednocześnie nie brakuje w tej muzyce dobrych melodii. Bas świetnie pulsuje, jest wyraźny i ma niezły „dół”. Natomiast perkusja robi swoje, tworząc podkład i uwydatniając ciężar gitar i basu. Znalazło się również miejsce dla klawiszy, lecz są one używane głównie do wypełnienia brzmienia i podkreślenia klimatu.
Słychać, że Déhà stawia bardziej na budowanie odpowiedniego nastroju w swojej twórczości i wychodzi mu to nadzwyczaj dobrze. Na pewno odważnym krokiem jest także wykraczanie poza gatunkowe schematy i robienie czegoś, co nie jest łatwe do zaszufladkowania; i raczej jest to zamierzone, ponieważ gdyby miałoby być odwrotnie, to Déhà by przecież tego nie robił. Szanuję niezależność artystów, a ta płyta jest właśnie dowodem wolności artystycznej i wizji, jaką miał muzyk. Nie wiem, czy metalowi ortodoksi ustawią się w kolejce do jej wysłuchania, ale znajdą się i tacy, którzy z chęcią to zrobią. To dobry album i powinien on trafić w gusta tych, którzy lubią niespodzianki.
2. Pain Is A Wasteland
3. Blackness In May
4. Butterflies
5. Dead Butterflies
6. Cruel Words

Wyro(c)k
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- PIERWSZE WRAŻENIE8
- INSTRUMENTARIUM8.5
- WOKAL8.5
- BRZMIENIE8.5
- REPEAT MODE8.5
