Po kilku udanych wyprawach do niemieckich kopalń Dauþuz po raz kolejny schodzi w dół do mrocznej i zimnej samotni w górach ze swoim nowym i wyczekiwanym albumem „Monvmentvm”. Tak jak wcześniej duet dostarcza doskonały melodyjny black metal, ale w jeszcze bardziej epicki sposób i zachęca słuchacza do ponownego zagłębienia się w królestwo kamienia, metalu i legend.
Taki opis najnowszego wydawnictwa Dauþuz przyszedł do mnie wraz z promówką od Naturmacht Productions. Spojrzałem więc na zdjęcia w materiałach promocyjnych i wszystko stało się jasne. Widać na nich dwóch kolesi ze starymi narzędziami górniczymi wyglądających jakby mieli właśnie szychtę w kopalni. Szczerze mówiąc, nie spotkałem się wcześniej w black metalu z tematyką typowo górniczą, a tu taka niespodzianka. Rogaty, piekło, siarka, płomienie, pogaństwo, natura, góry itp. to dość często poruszane kwestie w obrębie tej stylistyki, ale o drążeniu tych ostatnich, ryciu pod ziemią jak kret i wydobywaniu stamtąd różnych złóż nikt chyba jeszcze nie śpiewał – przynajmniej z tego, co mi wiadomo. Zresztą wystarczy spojrzeć na okładkę, która wiele wyjaśnia. Gdyby duet pochodził z naszego kraju, to być może obchodziłby Barbórkę, chyba że w ich rodzimych Niemczech też mają jakieś święto górników. Zostawię jednak te wywody na temat górnictwa na boku. Pora zająć się muzyką znajdującą się na „Monvmentvm”.
O ile pod względem tekstowym Dauþuz zaprezentował coś innego i mało spotykanego w tym gatunku tak muzycznie płyta niespodzianek nie przynosi. Jeśli ktoś liczy na jakiś potężny strzał, nowatorstwo i objawienie to od razu wyjaśniam, że nie dozna go podczas obcowania z „Monvmentvm”. Mimo wszystko nie oznacza to, że zespół nie ma nic do zaoferowania słuchaczowi. Ten album to kawał porządnego, melodyjnego black metalu o epickim klimacie, który potrafi wciągnąć i sprawić, że człowiek przeniesie się gdzieś w ciemne zakamarki gór, poczuje ciężar kilofu w rękach, a w trakcie przerwy w pracy osuszy kufel – albo i dwa – piwa ze swoimi górniczymi kamratami. Sztygar dorzuci do tego coś mocniejszego, jakąś zakąskę i wszyscy będą zadowoleni. A po ocknięciu się w rzeczywistym świecie stwierdzi, że z niewyjaśnionych powodów ma brudne ręce i umorusaną twarz od wydobywania węgla.
https://www.youtube.com/watch?v=oB0Llvc7G4w
Jeśli chodzi o same kompozycje, to jak przystało na epicki i melodyjny black metal są one długie, oprócz trzech instrumentalnych, i cechują się różnorodnością. Są, a jakże, akustyczne fragmenty, czyste wokale czy chóry, czyli to, co można usłyszeć na wielu innych płytach zespołów grających w podobnym stylu. Mnie najbardziej przypadły do gustu utwory ‘Der Bergschmied’ i tytułowy. Niemniej album jest równy i w zasadzie nie ma na nim jakiegoś kawałka, który byłby muzycznym nieporozumieniem czy wypełniaczem. To solidny materiał i słuchając go, można się wkręcić w tę górniczą atmosferę. A jak nie są wam straszne kopalniane szyby i podziemia, to włączcie „Monvmentvm” i przenieście się tam, gdzie słońce nie dochodzi.
2. Der Bergschmied
3. Hornstein (Instrumental)
4. Knochengrube
5. Kupferglanz (Instrumental)
6. Mæna Dauþuz
7. Himmelseisen (Instrumental)
8. Monvmentvm

Wyro(c)k
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- PIERWSZE WRAŻENIE7.5
- INSTRUMENTARIUM8
- WOKAL8
- BRZMIENIE8
- REPEAT MODE8
