Konkurs: Wygraj autobiografię „Ja, Ozzy” [Zakończony]

0

Razem z wydawnictwem In Rock postanowiliśmy podtrzymać radosną atmosferę po koncercie Black Sabbath. Dla osób, którym po koncercie wciąż mało wrażeń oraz dla wszystkich nieobecnych mamy konkurs, w którym możecie wygrać 2 egzemplarze autobiografii Księcia Ciemności – “Ja, Ozzy”.

Konkurs: Wygraj autobiografię „Ja, Ozzy"

Wielki powrót Black Sabbath oraz sukces płyty “13” sprawiły, iż w wywiadach coraz częściej pada pytanie – co dalej z zespołem? Obecne plany koncertowe kończą się na 4 lipca, gdzie BS zagra w londyśnkim Hyde Parku. Nie wiemy czy Tony Iommi i spółka wystąpią jeszcze razem na żywo na scenie. Pytaniem jest również, czy kwartet nagra kolejną płytę. Ozzy Osbourne stwierdził niedawno, iż jest to możliwe

Przygotowany przez nas konkurs dotyczy właśnie nowego wydawnictwa. Jak sobie je wyobrażacie? Czego oczekujecie? Skonkfrontujcie się z naszym zadaniem konkursowym:

Stwórz koncepcję kolejnej płyty Black Sabbath. Nie narzucamy żadnej formy. Możecie przesyłać projekty okładki, opisy koncepcji płyty, tytuły i teksty utworów.

Swoje zgłoszenia wysyłajcie na adres konkurs@deathmagnetic.pl, w tytule wpisując “OZZY”. Macie czas do niedzieli, 22 czerwca do godziny 23:59. Spośród nadesłanych prac wybierzemy 2 najciekawsze i nagrodzimy je fenomenalną autobiografią “Ja, Ozzy”.

Wyniki ogłosimy we wtorek, 24 czerwca, aktualizując ten post. Powodzenia!

Konkurs wygrywają: Temur oraz Klaudia. Serdecznie gratulujemy – mieliście bardzo solidną konkurencję! Najciekawsze nadesłane prace można obejrzeć poniżej:

Praca Klaudii:

Konkurs: Wygraj autobiografię „Ja, Ozzy" [Zakończony]

Praca Temura [pisownia zgodna z oryginałem]:

Koncept jest oparty o prawdziwą historię. W 2011 roku Joshua Robb, amerykański chłopiec cierpiący na autyzm, pewnego dnia zaginał w lesie nieopodal swojego domu. Nikt nie mógł go odnaleźć przez 24 godziny. Zdesperowani rodzice zasugerowali, aby spróbować zlokalizować chłopca za pomocą jego ulubionej muzyki. Ratownicy objeżdżali okolice puszczając z głośników piosenki Ozzego i dźwięki te muzyki spowodowały, że Joshua wyszedł z lasu i został odnaleziony przez ekipę ratunkową.

http://abcnews.go.com/US/missing-autistic-boy-found-searchers-play-ozzy-osbourne/story?id=14510302

Bohaterem tej płyty byłaby postać zainspirowana Joshuą. Płyta zaczynałaby się wiec od utworów “Open Door, Closed Windows” oraz “Safe Within”, czyli o byciu w świecie autyzmu. “The Dark Noise” opowiadałby o próbach dostania się ludzi z zewnątrz do tego świata, często nachalnych i nie rozumiejących jego kruchości. Bohater uciekałby więc do swojego sanktuarium, którym byłaby muzyka (This One Thing I Have). Pewnego dnia wiedziony emocjami wywołanymi przez muzykę wychodzi z domu (Into The Light), jednak znajduje się w nie takim miejscu, jakie sobie wyobrażał (Out In The Dark). To jest złe miejsce, mroczne, zimne, nieprzyjazne, dlatego on nie chce tam być, woła o pomoc, ale tak naprawdę krzyczy tylko jego dusza (Silent Scream). Bohater ma jednak nadzieję, że ktoś go odnajdzie. Jego rodzice odchodzą od zmysłów, ale i w nich tli się nadzieja, że uda im się odnaleźć dziecko (Hope). Ktoś wpada na pomysł by użyć muzyki. Muzyki, która porusza bohatera (The Bright Noise). Dziecko się odnajduje. Na zewnątrz jest milczący jak zawsze, ale w duchu szczęśliwy i już spokojny. Płaczący ze szczęścia rodzice przepraszają go za swoją nieuwagę ( I’m Sorry). Na koniec instrumentalny utwór, o tym, że najbliżej jest się wtedy, gdy jest się razem

1. Open Door, Closed Windows
2. Safe Within
3. The Dark Noise
4. This One Thing I Have
5. Into The Light
6. Out In The Dark
7. Silent Scream
8. Hope
9. The Bright Noise
10. I’m Sorry
11. Together.

Jędrek:

Konkurs: Wygraj autobiografię „Ja, Ozzy" [Zakończony]

Ola:

Konkurs: Wygraj autobiografię „Ja, Ozzy" [Zakończony]

Michał:

Konkurs: Wygraj autobiografię „Ja, Ozzy" [Zakończony]
Konkurs: Wygraj autobiografię „Ja, Ozzy" [Zakończony]

Jakub:

Nowa płyta nazywałaby się Inferno czyli po łacinie – piekło. Nazwa prosta, lecz nie banalna – jak przystało na Black Sabbath.

Krążek byłby prawdopodobnie ostatnim w dorobku grupy, stworzyliby go więc jak najlepiej. Legendarny zespół musi zakończyć karierę legendarnym dziełem.

Gitara byłaby ciężka, a riffy miażdżące. Połączenie Master Of Reality i Paranoid. Na jednym utworze pojawiłaby się harmonijka, grałaby w sposób powolny, nadający nastroju.

Cała płyta zawierałaby dziesięć utworów w tym jedną balladę.

Jeden utwór instrumentalny – najdłuższy na płycie, poświęcony byłby wyczynom Iommiego podczas genialnej solówki.

Teksty traktowałyby o śmierci, oraz o tym co dzieje się potem.  Sporo uwagi poświęconoby również “głosom” które słyszy Ozzy. “Butt still the voices in my head are telling me that God is dead” “Can You hear them? All the voices in my head (…) They won’t be happy ’till I’m dead”

Jeden utwór byłby swoistym powrotem do czasów Vol 4 – szybkie bębny i szalona gitara.

Geezer dałby z siebie wszystko, zarówno przy tekstach jak i bassie. Słuchając tego albumu czułoby się przysłowiowe “ciary” na plecach.

Jeżeli miałbym opisać ten album w kilku słowach, powiedziałbym: Mroczny klimat,powalający bass,inteligentne teksty, no i cóż… po prostu Black Sabbath!

Rafał:

Why do you hiding behind that mask?
Do you have something to hide?
Did you make something bad?
Dont be affraid, Im here
But you lieing and lieing
And you are hiding
Behind the mask of lies
Why do you do that?

Are you someone else?
What is your real name?
I dont think, that I can trust you
To man who wears a mask of lies
Why you cant tell me the truth
Please do it now
Before I will cry

You are still wearing mask
Oh, I will find you
And I will take those lies of you
And I will know all the truth
I will find out who you really are
I will take off your Mask of Lies Lies Lies!
I promise.

Latarka:

Recenzja nowej płyty Black Sabbath – „Never Enough”

Niemożliwe stało się faktem. Legendarne Black Sabbath wydało kolejny album! Mało kto wierzył, że powstanie następca dobrze ocenianej „13”, jednak ku uciesze całego metalowego świata do tego doszło, pomimo przeciwności losu. Choroba Iommiego, powrót do nałogów Ozziego, niedyspozycja Butlera to za mało dla gigantów z Birmingham. Muzycy powracają ze świetnym krążkiem, na którym zagrał Bill Ward, nieobecny na ostatniej płycie. W takim razie do dzieła! „Never Enough” już w odtwarzaczu i z drżącym sercem wciskam przycisk PLAY…

Na pierwszy front idzie kawałek tytułowy. Rozpoczyna się ciężkim, hipnotyzującym riffem Iommiego. Klimat bardzo kojarzący się z pierwszą płytą Black Sabbath. Do gitary dołącza perkusja z basem i brzmi to niesamowicie! Powolny, majestatyczny początek, jednak po chwili brytyjska machina się rozpędza i utwór staje się nagle energetyczny, skoczny. Ozzy brzmi fantastycznie! Z łatwością radzi sobie z wysokimi tonami. Kawałek kończy się melodyjną i szybką solówką. Jestem rozochocona! Serce bije mi szybko i nie mogę doczekać się kolejnej dawki tego dzieła. Następny utwór – ‘Better Place’ od początku do końca zachowuje podniosły klimat, podsycany monumentalnymi riffami i tajemniczym wokalem samozwańczego Pana Ciemności. Warto zaznaczyć, że tekst jest swoistym hołdem skierowanym ku zmarłemu byłemu wokaliście grupy – Ronniemu Jamesowi Dio. Muzyka wciąż brzmi świeżo, wyczuwalna jest swoboda z jaką komponowali weterani heavy metalu. Kolejne utwory – ‘Strange Land’ i ‘Disease’ wpadają od razu w ucho. Są wyjątkowo szybkie i naładowane energią. Mógłbym napisać, że noga aż rwie się do tupania wraz z rytmem lecz byłaby to bzdura! Podczas tych kawałków nie da się zrobić nic innego, jak tylko machać opętańczo głową! Tak mocnego Black Sabbath jeszcze nie słyszałam! Pół albumu za mną, a ja już mogę powiedzieć, że jest idealny. Jestem prawie pewna, że od teraz jest to mój ulubiony krążek brytyjskich dinozaurów. Następny w kolejce jest ‘Born To Win’. Niezwykle rozbudowany kolos z licznymi zmianami tempa i zupełnie różnymi klimatami. Początek raczej wolny, środkowa część melodyjna i majestatyczna z niesamowitymi popisami Iommiego, natomiast końcówka to czyste szaleństwo i istna ściana dźwięków, która niemal miażdży głowę. Moja ulubiona kompozycja z tego krążka. Utwory ‘Dying Again’ i ‘Neverending War’ to gratka dla wielbicieli głębokich tekstów z poważnym przesłaniem. Słowa Ozziego traktują o trudach życia codziennego i zmienności ludzkiego losu. Drugi z kawałków mówi o alkoholizmie wokalisty, o niekończącej się walce z nałogiem. Muzyka po raz kolejny skoczna, momentami stonowana by znów przyspieszyć. Te melodie mogłyby spokojnie znaleźć się na „Sabbath Bloody Sabbath”! Nie da się wyrazić mojego zachwytu nad tą płytą. Ostatni numer zaskoczył mnie zupełnie. Prawie spadłam z krzesła już przy pierwszych dźwiękach! Otóż „Never Enough” zamyka cover Deep Purple – ‘Space Truckin’! Zdziwieni? Z pewnością! Być może zespół pozazdrościł Iron Maiden, który niedawno również coverował ten kawałek. Która wersja lepsza? Niech każdy zdecyduje sam.

„Nowa płyta Black Sabbath” – już same te słowa brzmią niesamowicie! Jeśli doliczyć do tego fakt, że Brytyjczycy nagrali jeden z lepszych albumów w karierze, wrażenie jest niemal orgazmiczne. Muzyka jest świeża i pełna energii. Zupełnie nie czuć, że muzycy są już w podeszłym wieku. Tytył „Never Enough” jest być może wyrazem możliwości twórczych Black Sabbath. W końcu wydali nowe dzieło zaledwie dwa lata po premierze „13”! Wybitny powrót do gry. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów cięższych brzmień. Ocena 10/10.

Mateusz:

Cóż to był za koncert! 11 czerwca, dokładnie rok po wydaniu „13”, legendarny zespół, który systematycznie dziurawi moje bębenki uszne- Black Sabbath zawitał do naszego Kraju! Dla mnie, młokosa, dla którego czas w muzyce zatrzymał się w latach ’60, ’70 i ’80, i który ciężko znosi wszelaki „bulgot” elektronicznej muzyki, obecność na koncercie jednego z ulubionych zespołów była sprawą życia i śmierci. Wcześniej jednak musiałem poradzić sobie z brakiem funduszy na bilet. Załamałem się. Perspektywa pracy bardzo mnie przeraziła. Nie było łatwo. Jestem bowiem z upodobania leniem. Mimo wszystko „spiąłem” się w sobie. Motywacja sięgnęła zenitu. Poświęciłem okres ferii zimowych, aby zdobyć potrzebne pieniądze na koncert. Oczywiście nie żałuję, ponieważ tego, czego świadkiem byłem w łódzkiej Atlas Arenie nie zapomnę do końca życia. I jeszcze dłużej.

Wracając jednak do sedna, czyli do pytania, a raczej polecenia konkursowego: Jak wyobrażam sobie kolejną płytę w dorobku Black Sabbath?

Inspiracją dla nazwy nowego albumu mogłoby być wesołe pohukiwanie Ozzy’iego w czasie koncertu. Choć „Uhu!” to niezbyt dobra i głęboka nazwa, wręcz bardzo infantylna, można jednak doszukać się w nim drugiego dna, sensu.  Być może takim określeniem, bijącym w odbiorcę z okładki zespół zasygnalizowałby po raz kolejny: „Wciąż tu jesteśmy! Cały czas w dobrej formie! Nadal podtrzymujemy stare, dobre tradycje Rock ‘n’ Roll’a, a wy młodzi patrzcie, jak należy grać.”

Aby nawiązać do klasyki, okładka mogłaby przypominać nieco tę pierwszą w dorobku Black Sabbath.

I tutaj pomysłów jest masa. Na froncie można by zawrzeć czarny, gęsty las, jego wnętrze. Nawiązując do nazwy albumu, na jednej z gałęzi drzewa siedziałaby gigantyczna sowa, a raczej jej tułów z głową Ozzy’iego, konsumująca nietoperza, ewentualnie ślicznego, białego gołąbka z podobizną Justina Biebera 🙂 (Oczywiście nie mam na uwadze ubliżania nikomu :D) W ten sposób można by było również odnieść się do obecnej sytuacji w muzyce popularnej, która przesiąknięta jest tandetą i nic nie znaczącymi tekstami, pozbawiona jakiejkolwiek kreatywności. Mając na myśli fiasko z okładką, która przez zawartą podobiznę młodego celebryty mogłaby zostać odrzucona, drugim pomysłem na ilustrację mogłaby być- podobnie z resztą jak na pierwszym albumie- niezidentyfikowana postać, tym razem jednak w innej aranżacji. Wyobrażam sobie wielki księżyc w pełni (który również po wyjściu z Atlas Areny oślepił mnie swym blaskiem), rzucający bladym światłem na ów nieokreślonego stwora, który z kolei wyciąga swoje łapska w kierunku stojącej przed nią, niczego się nie spodziewającej osoby. Jak to się ma do tej wdzięcznej nazwy „Uhu?”? Otóż układam sobie dalszy ciąg, kiedy potwór siłą nawiązuje kontakt cielesny (nie chodzi mi o gwałt, bardziej coś w deseń „ocierania się” w stłoczonym autobusie) z ofiarą. Ta, zaskoczona, oczywiście śmiertelnie wystraszona próbuje wyrwać się z silnego uścisku straszydła, które z wesołym,  szyderczym uśmiechem „uchuje” sobie w jej kierunku.

Oh no, no, please God help me!

Oczywiście płyta powinna zostać nagrana w oryginalnym składzie. Poprzednio perkusistą sesyjnym był Brad Wilk. Tommy Clufetos zaś wymiata na koncertach, lecz mimo wszystko do zespołu powinien wrócić Bill Ward. Black Sabbath znów byłby w oryginalnym składzie.

Co do niektórych nazw utworów:

1. Bats In my Barn- piosenka nawiązywałaby do sytuacji Ozzy’iego, który przez obecność rzadkiego gatunku nietoperzy goszczących w jego stodole nie może jej przebudować. Zemsta jest słodka.
2. Letter Bloody Letter- i znów nawiązanie do słów Ozzy’iego, który przy okazji opisywania genezy utworu God is Dead wspomniał o listach napisanych krwią, które swego czasu były mu dostarczane.
3. Oh the Fire, the Fire!- Sharon, świeczka, pożar- coś Wam to mówi?(http://heavyrock.eu/blog/tymczasem-na-zamku-ksiaze-ozzy-stracil-wlosy-i-brwi-gaszac-pozar-od-swieczki/)
4.Glblglblblbgl- Ozzy jako najbardziej niezrozumiały wokalista? No to posłuchajcie sobie tego, przyjemniaczki z „The Pulse of Radio”!
5. The Knighthood of Ozz (,Tony, Geezer and Bill)- tak nazywa się inicjatywa, która ma na celu nadanie Ozzy’iemu tytułu szlacheckiego. W nawiasie dalsza część nazwy, która sugeruje Elżbiecie II co powinna zrobić.
6. Insanity- był Paranoid, niech będzie też Insanity.

Żeby nadać trochę należytej powagi, na albumie powinny znaleźć się kawałki, które mogłyby zwrócić uwagę na konflikt ciągle jątrzący się na Ukrainie. Również utwór wspominający o chorobie Tony’iego, bardziej uniwersalny, który dałby każdemu walczącemu o powrót do zdrowia siły i nadzieje. Na albumie powinien znaleźć się także utwór spokojny, melancholijny, podobny do Changes z płyty Vol.4, oraz instrumentalny kawałek, taki jak Fluff z Sabbath Bloody Sabbath czy Orchid, zamieszczony na Master of Reality. A Insanity, zawarte we wcześniejszym punkcie powinno zostać nagrane w przerwie na lunch, tak jak Paranoid 😉

Tak, zdaję sobie sprawę z moich idiotycznych pomysłów i z tego, że mam nierówno pod sufitem, ale dlatego właśnie dajcie mi tę książkę! Obok twórczości Black Sabbath nie da się przejść obojętnie. Od lśniącej w witrynie sklepowej autobiografii Ozzy’iego trudno natomiast odwrócić wzrok. Pozwólcie mi więc wsiąknąć, zanurzyć głęboko w potoku jej słów! Jak już wcześniej wspomniałem, wszystkie albumy Black Sabbath miażdżą konsekwentnie moje uszy i słuch. Obdarzcie mnie więc nagrodą, żeby również moje oczy zostały zmasakrowane przez stronice książki „Ja Ozzy”! Jeżeli chodzi zaś o materialistyczne podejście do sprawy, chcę ją mieć, bo po koncercie jestem „zrujnowany pieniężnie”, a bardzo chciałbym ją powąchać, pomacać, a przede wszystkim przeczytać! 😀 Bo papierowa książka ma w sobie ducha, czym bezwzględnie przebija ebooki, a tym bardziej audiobooki. Obiecuję, zajmę się nią należycie i nie porysuję okładki!

PS: Wcześniej pisałem o niejakim Justinie Bieberze. Poniżej krótki filmik 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=_Fuitsj37UI

Udostępnij to

O autorze

piotrek-665

Księżyc milczy piotrek665