W ostatniej odsłonie podcastu prowadzonego przez Danko Jonesa pojawił się Mille Petrozza z Kreatora. Frontman niemieckich thrash metalowców opowiadał m.in. o swojej miłości do Metalliki i nadziei na jej nowy album. Muzyk mówił:
Naprawdę chciałbym, aby Metallica wydała album, który rozwali wszystkich. „Death Magnetic” może nie było świetne, ale na pewno lepsze od ich wcześniejszego krążka (czyli „St. Anger” z 2003 roku – przyp. red.). Na „Death Magnetic” jest jeden utwór, który naprawdę zapadł mi w pamięć – ten, który brzmi jak… ballada, która przypomina w strukturze Led Zeppelin (Millie ma na myśli 'The Day That Never Comes’). To dobry numer.
Petrozza dodaje:
Niezbyt jednak lubię brzmienie Death Magnetic. Gitary nie są tam dostatecznie ostre. Myślę, że facet, który pracuje z Rickiem Rubinem (chodzi o Grega Fidelmana – przyp. red.) nie ma zbyt dobrego gustu, jeśli chodzi o brzmienie gitar. Nagrywa dziwne, niezniekształcone brzmienie, które może pasować do kapel rockowych, ale nie do Metalliki. Brzmi to tak, jakby Tube Screamer (efekt gitarowy typu overdrive) był wyłączony, wiesz o co chodzi? (śmiech)
Mille stwierdził też, że muzyczny aspekt Metalliki to nie jedyna rzecz w tym zespole, którą jest obecnie rozczarowany:
Jeśli chodzi o Metallicę, brakuje mi też dobrych tekstów, historii, poruszania aspektów politycznych. Rzekłbym, że brakuje mi jej buntowniczego ducha. To jeden z moich najbardziej ukochanych zespołów, na które zawsze spoglądałem i mówiłem sobie: „Tak, mają rację. Śpiewają o czymś prawdziwym.” Śledziłem to, o czym piszą i co myślą na dany temat, a obecnie po prostu mnie to nie interesuje. To dziwne.
Jak widać, nie tylko my tęsknimy za nowym krążkiem Metalliki… i nie tylko nam brakuje jej „buntowniczego ducha”. Jeśli zaś chodzi o kapelę Millego, to pracuje ona nad krążkiem, którego premiera przewidywana jest na 2017 rok. Ostatnia płyta Kreatora, „Phantom Antichrist”, ukazała się w 2012 roku.
