Luca Turilli’s Rhapsody to projekt stworzony przez byłego gitarzystę Rhapsody of Fire. W zeszłym roku wydali nowy album, rok 2016 rozpoczęli trasą po całej Europie, w tym Polsce (Wrocław i Warszawa). Porozmawialiśmy z Lucą Turillim o jego nowym projekcie, o muzyce w całokształcie, kinie i filmach oraz o kondycji sceny metalowej we Włoszech.
Od 2011 skupiłeś się na swoim solowym projekcie Luca Turilli’s Rhapsody, którego efektem są dwa albumy, jeden z nich dość nowy – „Prometheus, Symphonia Ignis Divinus”. Co mógłbyś powiedzieć o swojej kapeli osobom, które nie są zaznajomione z Twoją muzyką?
Wydaje mi się, że definicja nadana przez wytwórnię jest całkiem dobra. Określamy naszą muzykę “filmowym metalem”, podkreślając w ten sposób moją miłość do świata kina, do świata muzyki filmowej. Wyrosłem słuchając Johna Williamsa, Jerrego Goldsmitha czy Basila Poledourisa. Nazwałbym to połączeniem melodycznego heavy metalu i świata kina. Chciałbym także podkreślić, że nasza muzyka ma pozytywne przesłanie, że nie mamy nic wspólnego z satanizmem, bluźnierstwami i innymi tego typu rzeczami, wręcz przeciwnie – stoimy po drugiej stronie. Zawsze czułem się odpowiedzialny za sferę tekstową, wiedząc, że słuchają nas również dzieciaki.
W zeszłym roku wydałeś nowy album – „Prometheus, Symphonia Ignis Divinus”, która została dość ciepło przyjęta przez fanów i prasę. Co sądzisz o tym albumie, czy jesteś zadowolony z niego, czy określa on kierunek w którym chciałbyś iść?
Zawsze uważałem że każdy album to odrębna historia, epizod w twojej karierze. Zawsze starasz się zrobić coś nowego. W przypadku tego albumu, rok spędziłem na komponowaniu, trzy miesiące na pisaniu tekstów (które stały się dla mnie bardzo ważne). Dużo czasu poświęciłem na dopracowanie orkiestracji. Jest to moja pasja i uwielbiam robić to samemu, co jednak zajmuje nieco czasu. Wiesz, trudno byłoby po takim czasie wyjść ze studia i nie być zadowolonym z efektów pracy. Płyta pokazuje też to, że heavy metal sam w sobie nie jest dla mnie interesujący, wolę go mieszać z innymi gatunkami.
„Prometheus, Symphonia Ignis Divinus” to album z konceptem, nie ma wątpliwości. Czy możesz nam o nim nieco opowiedzieć?
Nie jest to całkowicie koncepcyjny album. Po wydaniu ostatniego albumu sagi, „From Chaos to Eternity” (2011, ostatni album Rhapsody of Fire z Lucą – przyp. red.), postanowiłem nie ograniczać się do jakiegoś unikatowego konceptu, historii. W zamian chciałbym pokazać, co mnie interesuje w nieco szerszym aspekcie. Podstawowy koncept albumu to pojęcie duchowej ewolucji, poszukiwania prawdy. To dość ambitny pomysł, ale myślę, że zrozumienie naszego życia jest możliwe, właśnie dzięki tej duchowej ewolucji. Nie mówię o religii, raczej zrozumieniu naszego własnego potencjału. Powiedziałbym, że główną osią tekstów na płycie jest moja miłość do tej metafizyki. Mówię dużo o nauce, o tajemnicach naszej planety, kosmosu. Przesłanie nie jest oczywiste, a raczej ukryte w tekstach. Nie lubię pokazywać wszystkiego na wierzchu, od razu, z miejsca.
Po rozstaniu z Rhapsody of Fire, wiele osób zaczęło porównać Twój zespół z Rhapsody of Fire. Jak uważasz, czy Luca Turilli’s Rhapsody jest podobne do starszego Rhapsody of Fire, czy są to dla Ciebie dwie osobne kapele?
Kiedy zdecydowaliśmy się rozstać po nagraniu dziesięciu albumów, zamknęliśmy pewną historię, która trwała ponad dwadzieścia lat. W ciągu tych dwudziestu lat opowiedzieliśmy długą, wspaniałą historię. Myślę, że możemy być jedynym zespołem, któremu udało się stworzyć dziesięć albumów opowiadających jedną historię. Tak więc, jeślibym został w Rhapsody of Fire, muzyka i tak by uległa zmianie, ponieważ saga została zamknięta.
Ludzie mogą mówić, co chcą – nie mógłbym nigdy wydać płyty z myślą „co ludzie będą chcieli usłyszeć”. Takie myślenie to przeciwieństwo sztuki, to zwykły biznes. Nie będę tworzyć czegoś, aby zadowolić starszych fanów. Jeśli ktoś chce posłuchać kopii „Emerald Sword” wydanej dwadzieścia lat później – to nigdy się nie stanie. To samo dotyczy Rhapsody of Fire – byliśmy razem stworzyliśmy coś, zamknęliśmy historię, koniec. To że straciliśmy starszych fanów jest zrozumiałe, koniec końców zyskaliśmy też nowych fanów. Jeśli mam być szczery – bardziej mi się podoba to co komponuję teraz, niż to co komponowałem kiedyś.
Włoski metal jest obcy wielu ludziom. Sam jestem w stanie wymienić kilka zespołów – twoje Luca Turilli’s Rhapsody, Rhapsody of Fire, Lacuna Coil, Elvenking, i bardzo stary – Black Hole. Co możesz nam powiedzieć o włoskiej scenie metalowej -czy jest naprawdę zdominowana (jak się wydaje) przez power metal?
W latach 1998-2000, po naszym ogromnym sukcesie komercyjnym, nastąpił niemal wybuch kapel grających power metal. Nasz sukces przyniósł zainteresowanie tym nowym stylem power metalu. Niestety, tak jak to nagle się zaczęło, tak teraz powoli zaczyna się kończyć. Oczywiście, nazwy są znane, ale nie przekłada się to na sprzedać płyt. Generalnie mówiąc – nie widać już tej sceny power metalowej, tak jak wyglądała te piętnaście lat temu. Niewiele zespołów jest w stanie się utrzymać ze swojej muzyki.
Trzymając się poprzedniego pytania – czy trudno mieć kapelę metalową we Włoszech? Czy metal jest popularny w waszym kraju?
To dość trudne pytanie dla mnie, ponieważ grając z Rhapsody of Fire osiągnąłem duży sukces, bo jak powiedziałem wcześniej – mieszaliśmy inne style z metalem, co zaowocowało „łatwym” w odbiorze materiałem. Nawet matki z dziećmi słuchały naszych płyt. Pamiętam jak Helloween wydawało swoje pierwsze albumy, to ludzie z mojej miejscowości słuchali zarówno popu jak i „Keepersów”. Teraz Ci sami ludzie słuchają naszej muzyki. Z Rhapsody miałem dość „proste życie” ze względu na to, że nasza muzyka była czymś nowym, chwytliwym. Wydając poprzedni album, „Ascending to Infinity” trafiłem na 50-te miejsce w włoskiej liście najlepiej sprzedających się płyt. Wydaje mi się, że gdybyśmy mieli zwyczajny zespół heavy metalowy, prawdopodobnie o wiele trudniej byłoby osiągnąć sukces.
Jak już wcześniej wspomniałeś – kochasz filmy i ścieżki dźwiękowe. Czy możesz opowiedzieć nam o swoich ulubionych filmach i partyturach filmowych?
Och, jest tak wiele ścieżek dźwiękowych, które uwielbiam. Gdybym miał zrobić listę, zajęłoby to bardzo dużo czasu,. Bardzo lubię filmy z specjalnymi efektami. Czasami ludzie mówią, że „to tylko efekty specjalne” ale dla mnie to także jest rodzaj sztuki, tworzenie efektów specjalnych. Czasami oglądam filmy tylko dla efektów specjalnych, jak Transformers, lub takie klasyki jak Terminator. Kiedy kochasz kino, kochasz oglądać wszystko na dużym ekranie. Znajdujesz się w innym wymiarze, na dwie godziny zapominając o całym świecie. Jeśli chodzi o ścieżki dźwiękowe, jedną z moich ulubionych jest trylogia Matrixa, która miała ogromny wpływ na mnie.
I ostatnie pytanie – Twój zespół niedługo zagra w Polsce, w nadchodzącej trasie. Wiem, że to nie jest pierwszy raz, gdy odwiedzasz nasz kraj. Co myślisz o naszym kraju, o tłumach na koncercie?
Fani w waszym kraju są niesamowici. Pamiętam, kiedy pierwszy raz przyszedł do Polski mieliśmy mało osób na koncertach, ale na drugi raz było ich więcej i tak za każdym razem. Dzięki Facebookowi możemy również zobaczyć, skąd pisane są komentarze – wiele z nich pochodzi z Polski. Tak więc polska baza fanów wzrasta, przynajmniej w naszym przypadku. Powiedziałbym, że polska publiczność jest jak „Ameryka Południowa Europy” – bardzo ciepli i energetyczni ludzie!
