Miłośnicy najwcześniejszego etapu twórczości Pink Floyd mają wreszcie powód do zadowolenia – w księgarniach pojawiło się obszerne wydawnictwo poświęcone Sydowi Barrettowi i początkom zespołu.
Założyciel, gitarzysta i wokalista Pink Floyd, Syd Barrett, pozostał jedną z najbardziej tajemniczych postaci w historii rocka. Przewodząc grupie, która wprowadziła psychodeliczny rock na salony na stałe zapisał się na kartach muzycznych podręczników, a pierwsza płyta „A Piper at the Gates of Dawn” dla wielu jest najważniejszym albumem w bogatej dyskografii zespołu. Fenomen tej postaci z pewnością pozwoli zrozumieć książka Juliana Palaciosa, której stworzenie zabrało autorowi całe 10 lat. Wnikliwie studiował on historię zespołu oraz samego Barretta, wyszukując informacje jak najbliżej źródła – od znajomych, przez ekipę techniczną i towarzyszy tras koncertowych, po samych członków zespołu.

Historia genialnego muzyka jest ekscytująca, lecz jednocześnie tragiczna. Najdokładniej w książce są oczywiście opisane lata formowania się i rozkwitu Pink Floyd z Barrettem w roli głównej, czyli druga połowa lat 60-tych. Muzyk, pomimo początkowego entuzjazmu i stworzenia z kolegami jednego z najbardziej legendarnych albumów rocka, zaczynał mieć coraz większe problemy ze swoim stanem psychicznym, co stopniowo odbijało się na jakości wykonywanej muzyki. Nieobliczalność Syda stopniowo napawała frustracją resztę grupy, co wspomina m.in. Alice Cooper, który w tamtym czasie również stawiał pierwsze kroki w branży muzycznej:
„W trakcie pierwszej piosenki Syd zagrał jakiś akord i dostał prądem – mówi Cooper. – Przestał grać. Przez resztę koncertu tylko stał i się gapił. To trwało z półtorej godziny. […] Pink Floyd grali dalej. Wspomniałem to w rozmowie z Rogerem Watersem, a on powiedział: »Tamtego wieczoru dotarło do nas, jak wielkie Syd miał problemy z psychiką«”.
Wspomniane problemy i dalsze pogrążanie się we własnym, odizolowanym świecie doprowadziły w końcu do jego odejścia z zespołu. A raczej… muzycy przestali po prostu przyjeżdżać po niego przed koncertami. Tak sam David Gilmour wspomina ostatnie chwile Barretta w Pink Floyd:
„Po moim dołączeniu do grupy Syd był w nieco lepszym nastroju – opowiada Gilmour. – Pewnie zdjęło to z jego barków część ciężaru. Nauczyłem się partii z płyty. Syd czasami coś zaśpiewał, a czasami nie. Było jasne, że ten stan długo nie potrwa. Początkowy plan był taki, że dołączę do nich i stworzymy kwintet, dzięki czemu Syd mógłby pozostać dziwny, a zespół byłby w stanie funkcjonować. Kolejny pomysł polegał na tym, że Syd zostanie w domu i będzie komponował, ale nie będzie z nami grał koncertów; coś na kształt Briana Wilsona. Trzeci plan zakładał, że nie będzie robił nic. Wszystko zmieniało się niezwykle szybko. Dalsza praca w takich warunkach nie była możliwa, więc pozbyliśmy się Syda. Przestaliśmy wpadać po niego przed koncertami.”
Choć okresowi działalności Barretta z jego macierzystym zespołem poświęcona jest większa część książki, można znaleźć w niej ciekawe i bardzo szczegółowe informacje na temat tego, jak radził sobie po odejściu z Pink Floyd. Autor wnikliwie opisał kolejne miesiące i lata, gdy Syd próbował jeszcze nagrywać solowe płyty, a także czas, gdy już zupełnie odcięty od świata, poddany chorobie, spędzał życie w swoim domu na rzeczach błahych lub kompletnej bezczynności.
Książka Juliana Palaciosa przetłumaczona przez Jakuba Michalskiego to potężna pozycja i kawał świetnej roboty włożonej w przedstawienie nietuzinkowej, choć tragicznej postaci, jaką był Syd Barrett. Po raz pierwszy na polskim rynku ukazuje się tak obszerna i wnikliwa biografia samego muzyka, a także pierwszych lat istnienia Pink Floyd. Do tego jest napisana w taki sposób, że pomimo dużej objętości czyta się ją z nieustającym zaciekawieniem. Jest to więc nie tylko skarbnica wiedzy dla fanów Floydów i Barretta – można polecić ją wszystkim czytelnikom rockowych biografii, których interesuje nie tylko muzyka, ale i życie w tamtych czasach. Pozwala ona choć na chwilę poczuć klimat rozkwitu brytyjskiej sceny lat 60-tych, a dodatkowo jest to jedna z lepiej zredagowanych muzycznych książek, jakie dane mi było czytać.


