Początek 2015 roku przyniósł koniec Beastmilk. Zespół debiutował nie tak dawno, bo w 2013 z genialnym „Climax”. Gitarzysta Johan ‘Goatspeed’ Snell, który razem z wokalistą Matem ‘Khvostem’ McNerney był główną siłą napędową grupy, postanowił zakończyć swoją przygodę z zespołem na początku tego roku. Z nadzieją, ale też pewnymi obawami spoglądałem w przyszłość Beastmilk, który odrodził się pod nazwą Grave Pleasures (Khvost nigdy nie przepadał za nazwą, która kojarzyła mu się z ‘breast milk’). Czy zreformowani i z nowymi muzykami podołają presji, czy ulegną syndromowi drugiego albumu? Nie trzeba było długo czekać na efekty. Singlowy utwór ‘Crying Wolves’ stanowił zapowiedź solidnego albumu, który wciąż tkwi w post-punkowo-apokaliptystycznym klimacie debiutu Beastmilk.
O ile obsadzenie Uno Bruniusson na stołku perkusisty mnie nie zdziwiło, tak wybór Linnei Olsson w miejsce Goatspeeda nieco mnie zaskoczył. Bruniusson znany był dotychczas z gry w heavy metalowej grupie In Solitude, która sporo koncertowała z Beastmilk po wydaniu swojego ostatniego, błyskotliwego albumu „Sister” po którym się rozpadła. Mimo że gatunkowo różne, In Solitude miał zawsze w swojej muzyce pewną dozę wisielczej melancholii znanej również z nagrań Beastmilk. Inaczej sprawy się mają z The Oath, w której wcześniej udzielała się Olsson, o której można mówić jako damskiej odpowiedzi na Saint Vitus z bardziej heavy metalowym brzmieniem. Pomimo niepokoju, odnowiony skład Grave Pleasures był czymś ekscytującym.
Początek „Dreamcrash” nie zaskakuje nas niczym nowym, ani odkrywczym w porównaniu z debiutem Beastmilk. Fani Joy Division XXI wieku dostali to na co czekali. ‘Utopian Scream’ jest esencją wszystkiego, co wcześniej tworzył Beastmilk i jednocześnie próbą prześcignięcia „Climax”. Niestety rzadko kiedy takie próby wychodzą na dobre (patrz: „A Dramatic Turn Of Events” Dream Theater). Mimo że bardzo bym chciał zostawić w tyle porównania do debiutu Beastmilk, jest to po prostu niemożliwe, ponieważ początek „Dreamcrash” wypada po prostu blado w porównaniu z ‘Death Reflects Us In‘, które bezpardonowo otwierało „Climax” w wielkim stylu. Potem jest jednak tylko lepiej. Singlowe ‘New Hip Moon’ i ‘Crying Wolves’ to najsilniejsze punkty całego krążka. Wyraźnie słychać w nich zmianę jaką przyniosła reformacja składu. Olssen nie sili się na kopiowanie Goatspeeda wprowadzając własne brzmienie. Bruniusson który okłada perkusję tak jakby jutra miało nie być w ‘New Hip Moon’ także wnosi nową energię w kompozycje grupy.
Nie bez powodu odniosłem się wcześniej do Joy Division. Muzyka Beastmilk była przywróceniem do życia grania, jakie znamy z działalności Curtisa i przeniesieniem je na współczesny grunt. W przypadku „Dreamcrash” wciąż mamy do czynienia z tym samym post-punkowym proroczym wołaniem w przeddzień apokalipsy. Doświadczenia Olssen z poprzednich zespołów i jej brzmienie pomogły również to przenieść na nowy poziom. Szwedka udowodniła, że świetnie czuje się w klimatach zarówno heavy metalowych, jak i stylistyce Grave Pleasures. Nie bez echa te pierwsze odbiły się na „Dreamcrash”. Słychać to szczególnie w ‘Worn Threads’, którego druga połowa brzmi jak inspiracja nawiedzonym heavy metalem w stylu Blue Öyster Cult i Ghost. Fani post-punku znajdą się za to najlepiej w szybkich ‘Futureshock’ i ‘Lipstick On Your Tombstone’.
Na dobre Grave Pleasures wyszło podpisanie kontraktu z dużą wytwórnią i nagrywanie ze znanym producentem. Zdecydowanie skorzystał na tym wokal Khvosta, który brzmi bardziej zróżnicowanie, zyskując na głębi. Wyciągnięte zostało także brzmienie basu, które miejscami przywołuje skojarzenia z Royal Blood. Nieprzypadkowo, ponieważ Tom Dalgety odpowiedzialny za produkcję ma za sobą współpracę z brytyjskim duetem. Wniósł on brzmienie nowoczesnego rocka w muzykę Grave Pleasures, bez odcinania jej od silnych post-punkowych korzeni. Trudno było o wybór lepszego producenta niż Dalgety, który oprócz pracy z Royal Blood ma na koncie produkcję albumów mistrzów nawiedzonego punku, Killing Joke.
Trudno jest uciec w recenzji Grave Pleasures od porównań do Beastmilk. Można debatować jak brzmiałby zespół gdyby pozostał w nim Goatspeed. Faktem jest, że „Dreamcrash” to zdecydowany krok naprzód dla Khvosta i spółki. Po tak solidnym, zróżnicowanym i dobrze brzmiącym albumie nie mam żadnych wątpliwości ani obaw w kontekście przyszłości Grave Pleasures.
2. New Hip Moon
3. Crying Wolves
4. Futureshock
5. Crisis
6. Worn Threads
7. Taste The Void
8. Lipstick on Your Tombstone
9. Girl in a Vortex
10. Crooked Vein
11. No Survival
0-10 Sad But True
11-20 Bad Reputation
21-30 Wild Thing
31-40 Satisfaction
41-50 Another Brick in the Wall
51-60 Proud Mary
61-70 Highway to Hell
71-80 2 Minutes to Midnight
81-90 Ace of Spades
91-100 Master of Puppets
- Pierwsze wrażenie8
- Instrumentarium8.5
- Wokal9
- Brzmienie9
- Repeat Mode8.5

