Dowodzona przez Phila Anselmo stoner-rockowa grupa Down zasłynęła przede wszystkim wydanym w 1995 roku przełomowym albumem „Nola”. Wspólny efekt pracy muzyków Pantery, Corrosion of Comformity i Crowbar to wrzucenie ducha Black Sabbath w nowoczesne, gitarowe brzmienie podrasowane genialnym wokalem Anselmo. Ten projekt zadziwił wszystkich. Opinie na temat późniejszych wydawnictw były już co prawda dość zróżnicowane, jednak to właśnie pomysł wydania najnowszego albumu w postaci serii EP-ek wywołał największe kontrowersje. Tym bardziej, że „Down IV Part One – The Purple EP” nie zachwycał. Jak wypada druga część czwartego krążka Downa?
Nie wiem, szczerze mówiąc, co o tym albumie napisać. Po wielokrotnym przesłuchaniu mam wrażenie, że w równym stopniu ten krążek znam jak i jest on mi obcy. Słuchając dźwięków wyprodukowanych przez ekipę z Down wiem jaki będzie następny utwór, riff, pamiętam, kiedy wejdzie wokal Anselmo. Z drugiej strony jednak momenty, które jestem sobie w stanie przypomnieć bez pomocy muzyki mogę policzyć na palcach jednej ręki.
Album jest zrobiony poprawnie – ma kilka świetnych lub dobrych momentów, jednak głównie góruje tutaj przeciętność. Znacznie większą przyjemność z odsłuchu krążka czerpałem kiedy słuchałem go na ściszonym sprzęcie nie skupiając się na każdym dźwięku. Kiedy jednak założyłem słuchawki z zamiarem zagłębienia się w drugą część „Down IV” coś przestało grać. Riffy są przekombinowane, Anselmo praktycznie non-stop krzyczy nie dając nawet posłuchać kunsztu gitarzystów, a w całym materiale brakuje dynamiki. Biorąc na przykład pierwszy utwór, 'Steeple’ – ma kilka soczystych riffów i ciekawych patentów, jednak całość brzmi tak, jakby muzycy nie mogli się zdecydować na kierunek, w którym zamierzają iść. Gdzieś podziały się też uderzające prosto w twarz potężne gitary, które potrafiły zainteresować od samego początku.
Podobnie sprawa wygląda w przypadku większości znajdujących się na tym krążku utworów. Przy 'Hogshead/Dogshead’ można z powodzeniem machać głową, by za parę chwil zostać kompletnie wybitym z rytmu przez zwyczajnie słaby moment i Anselmo ciągnącego swoje wokalne partie w nieskończoność. Próbowałem znaleźć na tym krążku wyraźne wpływy Black Sabbath, o których wykonawcy starali się przekonać swoich fanów na jakiś czas przed premierą. Ciężko jednak je znaleźć na tym konkretnym wydawnictwie w szczególnych ilościach – nie zapominajmy, że cały gatunek stoner lub doom metalu ma swoje korzenie właśnie w grupie dowodzonej przez Ozzy’ego Osbourne’a. Down się starzeje – jak większość wykonawców z biegiem czasu. Zamiast rzekomych wpływów Black Sabbath wolałbym posłuchać pełnych rock and rolla utworów takich jak 'Beautifully Depressed’, 'Learn From This Mistake’ czy chociażby 'On March The Saints’.
Dość jednak narzekania – druga część najnowszego wydawnictwa Downa jest z pewnością lepsza od pierwszej. Ponad poziom materiału wybija się rewelacyjne, doomowe 'Conjure’ oraz singlowe 'We Knew Him Well’. Ten pierwszy przywodzi na myśl skomponowane przez Tony’ego Iommiego (i de facto zaśpiewane przez Phila Anselmo) 'Time Is Mine’, a drugi to Down znany chociażby ze świetnego krążka „Down III: Over The Under”. Na wyróżnienie zasługuje również zakończenie albumu – akustyczny motyw z utworu 'Bacchanalia’ to naprawdę solidny i przemyślany kawał gitarowego rzemiosła.
Zastanawiając się nad historią zespołu Down odniosłem wrażenie, że największym przekleństwem tej grupy jest wydanie swojego czasu płyty doskonałej – „Nola”. Od 1995 roku każdy kolejny krążek grupy jest porównywany do przełomowego debiutu i, niestety, żaden z następnych tego porównania nie wytrzymuje. O ile jednak druga i trzecia płyta formacji Anselmo były dobrą dawką zabarwionego bluesem metalu, tak w przypadku „Down IV – Part II” sprawa ma się o wiele gorzej. Mimo iż część pierwsza jest słabsza od drugiej, to nie takiego poziomu oczekujemy od legend, które powołują się w wywiadach na Black Sabbath.
Ocena: 6/10
Bartosz Pietrzak

