Portal Ultimate-Guitar.com przeprowadził niedawno wywiad z gitarzystą Lamb of God, Williem Adlerem. W rozmowie padają pytania na temat Randy’ego Blythe’a, przyszłości zespołu oraz tego, w jaki sposób Willie tworzy muzykę. Najciekawsze kwestie możecie przeczytać poniżej:
,,As the Places Burn” nie zaczyna się jak dokument o procesie Randy’ego Blythe’a.
Oryginalną myślą było zabranie kamer i odwrócenie ich na chwilę od nas. Chcieliśmy pokazać, jak wielkie znaczenie ma scena, na której jesteśmy zaangażowani i ludzie, którzy tworzą tę scenę, będąc jej fanami. Więc, oryginalnie, reflektory były zwrócone – i część filmu to pokazuje, ale oczywiście, w pewnym momencie wszystko dramatycznie się zmienia – w kierunku fanów, aby naprawdę pokazać, jak bliskie i osobiste jest to dla tych ludzi oraz jak wiele osób należy do społeczeństwa tego gatunku, który za sobą ciągniemy.
To oczywiste, że Randy nie miał zamiaru wyrządzić szkody Danielowi Noskowi (fanowi Lamb of God, który podczas koncertu zespołu w Pradze nabawił się poważnej kontuzji, na skutek której zmarł – przyp. red.), gdy ten pojawił się na scenie. Zdarzył się po prostu straszny wypadek. To wielka szkoda.
Tak, mam na myśli, że tak jak Slash powiedział w filmie, wkraczasz w szalone, bawiące się środowisko. Na nieszczęście, tragedie się zdarzają i żadna wrogość nie stoi tu za niczym. To po prostu szaleńcza atmosfera i, niestety, wypadek może mieć miejsce.
Wcielając się w adwokata diabła – czy wiesz, co stałoby się z Lamb of God, gdyby Randy został uznany winnym?
Nie, naprawdę nie wiem. Tak jak powiedziałeś, było bardzo prawdopodobne, że po tym, jak odsiedział już 5 tygodni w więzieniu, wróci tam ponownie. Nie mam pojęcia, co by się wtedy stało. Jestem bardzo szczęśliwy, że to wszystko potoczyło się w taki, a nie inny sposób. Jednocześnie, wciąż i prawdopodobnie zawsze będziemy myśleć o rodzinie Daniela i mamy nadzieję, że sprawa będzie dla nich tak samo zamknięta, jak dla nas. Nie myślę, że to przyjdzie im łatwo, ale modlimy się za nich i mamy nadzieję, że kiedyś będą mogli osiągnąć ten sam rodzaj zamknięcia sprawy, co my.
Decyzja Randy’ego, żeby powrócić do Czech na proces, musiała wymagać dużej ilości odwagi.
Tak, to prawdziwa definicja mężczyzny. Według mnie, Randy jest najwspanialszym człowiekiem z najbardziej mocnym i gwałtownym charakterem, jakiego w życiu spotkałem.
To dość niewiarygodne.
Ale tak właśnie jest. Sposób, w jaki Randy sobie z tym wszystkim poradził – mam nadzieję, że to pomoże ludziom zachować dystans oraz da im trochę wytycznych, jak przejść przez swoje życie i zawsze podejmować dobre decyzje.
Czy Lamb of God pracuje aktualnie nad nowym albumem?
Myślę, że na obecną chwilę wciąż relaksujemy się po wydarzeniach z zeszłego roku i ostatniego cyklu koncertowego. Ale jeśli chodzi o mnie, to piszę coś codziennie. Zawarłem ze sobą pakt, żeby być kilka kroków przed wszystkimi, do momentu, aż zbierzemy się wspólnie i oficjalnie zaczniemy pisać album. Chcę być w stanie pisać przynajmniej jeden riff dziennie, więc mogę być całkiem do przodu, przez co wciąż próbuję i komponuję codziennie.
Jak ten proces przebiega dla ciebie?
Jak na razie jest dobrze. Mój plan działa, a ja spędzam przyjemne chwile.
Tak jak kiedyś wspomniałeś kilka razy, piszesz cholerne tony riffów. Czy czujesz, gdy stworzysz jakiś wyjątkowy riff, albo jakiś okropny?
O tak, wiem o tym. Mam to drobne mrowienie w żołądku i myślę coś w stylu: „O tak, kurwa”, po czym kieruję się w tym kierunku. Włączam wtedy moje programy do produkcji, naciskam przycisk nagrywania i pozwalam się temu uwolnić, po prostu riffować. Potem, gdy pod koniec mam coś, ustawiam do tego odpowiedni beat i gram to. Tak, wiem. Jakoś nie potrafię opisać tego słowami, ale masz wtedy to konkretne uczucie i dostajesz gęsiej skórki.
Gdy nie jesteś akurat w swoim studiu i nie produkujesz masowo riffów, jak wygląda twój typowy dzień?
Przez ostatni rok czy raczej ostatnie półtora roku, lubię wstać i zrobić dobre ćwiczenia. Odkryłem, że to bardzo mnie koncentruje i oczyszcza mój umysł, oraz, w zasadzie, pozwala mi rozpocząć dzień. Teraz czuję się trochę dziwnie, jeśli tego nie zrobię. Więc w taki oto sposób zaczynam, a potem idę do swojego pokoju muzycznego, powłóczę się trochę, po czym mówię: „W porządku, czas zacząć grać”. Robię sobie wtedy kawę i zaczynam tworzyć.
Cały wywiad możecie przeczytać pod tym linkiem.
