Kolejny fragment z obszernego wywiadu udzielonego dla nowego numeru Guitar World przez najbliższych Jeffa Hannemana (wcześniejsze wypowiedzi TUTAJ). Tym razem Kerry King opowiada o swojej partnerskiej przyjaźni ze zmarłym kolegą z zespołu:
[Za każdym razem, gdy kończyliśmy trasę, Jeff] Po prostu jechał do domu i odcinał się. Nawet jeśli mieszkał tylko 45 minut drogi od ciebie t,o o ile nie należałeś do jego zamkniętego koła, ciężko było być z nim w kontakcie. I zrozumienie tego zajęło mi kilka lat. Przez jakiś czas myślałem sobie, „Dlaczego on do mnie nie oddzwania?” Ale wraz z wiekiem zdałem sobie sprawę, że on po prostu taki był.
Nie wydaje mi się, abyśmy ja i Jeff byli kiedykolwiek najlepszymi przyjaciółmi. Myślę, że w zespole prawdopodobnie byliśmy sobie najbliższymi, ale [poza zespołem]nigdy najlepszymi. Ujmując to tak, by każdy zrozumiał, Jeff i ja byliśmy jak partnerzy biznesowi. Czy był moim przyjacielem? Oczywiście, że był moim przyjacielem. Ale tak naprawdę nie zachowywaliśmy się tak. Ostatni raz byłem u Jeffa w domu w styczniu 2003r. Poszliśmy do niego oglądać Raidersów w playoffach. I to może brzmi okropnie, ale to nie było okropne. Tak po prostu było.
