Serwis SPIN.com przeprowadził wywiad z Ozzym Osbournem. Rozmowa dotyczyła głównie spraw związanych z pracami nad ostatnim albumem „13”. Książe ciemności jak zwykle odpowiadał szczerze i prosto z mostu. Najciekawsze wypowiedzi dotyczyły wyboru brzmeinia płyty i zastępcy Billa Warda, co – jak się okazuje – nie poszło po myśli Ozzy’ego.

– Krąży plotka, że Rick Rubin kazał wam posłuchać waszej pierwszej płyty przed przystąpieniem prac do „13”. Nie przestraszyliście się?
Pamiętam, że pojechałem do niego do domu, a on nawijał o tym pierwszym albumie. Mówię mu: „Człowieku, kurwa, co to za różnica? Czemu akurat pierwszy? Zrobiliśmy od tamtej pory miliard albumów.” On mi na to: „Nie jesteście kapelą metalową. Pierwsza płyta była bluesowa”. Ja: „Ta, jasne”. On dalej: „Tego właśnie szukam”. Ja: „Bluesowej płyty?! Chcesz żebyśmy grali bluesa?” Nie miałem pojęcia, o co mu kurwa chodzi. Pomyślałem, że go popierdoliło. Olśniło mnie trzy tygodnie później. Nie chciał, żebyśmy nagrali płytę bluesową, oczekiwał, że będzie miała bluesowy feeling.
– Bill Ward nie zagrał na „13”. Postawmy sprawę jasno: co się stało?
Mówiąc najszczerszą prawdę, nie pamiętam. To było tak dawno temu. Całość rozbiła się o sprawy biznesowe i o sprawy finansowe. Nie mieliśmy po prostu czasu, żeby kazać ludziom czekać kolejne jebane 10 lat. Sprawa perkusisty była jak wrzód na dupie. Bardzo chcielibyśmy, żeby Bill Ward dał z siebie wszystko, ale nie wyszło. Ciągle kocham go jak brata. Nie udało się, ale hej!, wydaliśmy właśnie kolejny album, jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Choć wątpię, żeby Bill był tak samo szczęśliwy jak my.
– Czy Brad Wilk to wasz pierwszy kandydat na miejsce Billa?
Nie chcę tego drążyć. Od początku miał to być Tommy [Clutefos]. Sposób w jaki załatwiliśmy całą sprawę był zły, bo nie można kazać ludziom czekać na nic. Zamierzaliśmy z początku użyć Tommy’ego, ale Rick był temu przeciwny. Później mało profesjonalnie zajęto się tą sprawą i delikatnie się wkurwiłem. Mimo wszystko, Tommy odwala kawał świetnej roboty na trasie z Sabbath.
Z kolei w wywiadzie dla The Pulsce of Radio ujął to tak:
Tommy dostał propozycję zajęcia tego miejsca dopóki Rick Rubin się nie pojawił. Rick Rubin nie chciał Tommy’ego i nikt mu tego nie powiedział – to była trochę spaprana komunikacja. Tommy czekał na boku, a to po prostu nie doszło do skutku, rozumiesz. Ostatecznie wyszło dobrze.