Książę Ciemności i lider Black Label Society zrobili sobie przerwę w trasie koncertowej i odwiedzili Sixx Sense, gdzie opowiedzieli o różnicach w rejestrowaniu albumów, które pojawiły się na przestrzeni lat, biorąc za przykład debiut Black Sabbath.
Ozzy: Graliśmy nasz debiut przez pewien okres na żywo. Zaczynaliśmy jako bluesowo-jazzowe coś. Ten album to czyste jammowanie, rozumiesz? Nigdy nie podchodziliśmy do tego, jako nagrywania albumu. Byliśmy w Regend Sound dwa dni i wszystko było załatwione. Z czasem mieliśmy więcej sprzętu, spędzaliśmy tam więcej czasu i tak dalej. To zabawne, bo myślisz, że mając 16 ścieżek sprawisz, że zabrzmisz ciężej, mocniej, ale to nieprawda.
Zakk: To tak jak z „Sgt. Pepper’s” Beatlesów i Hendrixem… Ludzie zawsze mówią „Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby mieli do dyspozycji cały ten współczesny sprzęt i Pro Tools?”. Odpowiadam wtedy, że to nie byłyby takie same albumy. Ograniczenia sprawiały, że musiałeś być kreatywny. Gdy masz ograniczone zasoby, to musisz zdać się na swoją wyobraźnię. Fakt, że teraz mamy Pro Tools itd. nie oznacza, że musimy od razu wszystkiego używać.
