Roger Waters: Relacja z koncertu w Tauron Arenie [4.08.2018]

0

Basista Pink Floyd wrócił ze swoim bezkompromisowym show do Polski. Wcześniej był to spektakl ‘The Wall Live’, teraz trasa została nazwana ‘Us + Them’, lecz koncerty Rogera Watersa mają na celu jedno – zwrócenie uwagi na problemy i podziały społeczne wynikające głównie z polityki prowadzonej przez światowych przywódców.

Wydaje się, że Waters w dzisiejszych czasach coraz bardziej radykalizuje swoje poglądy, a muzykę swojego byłego zespołu wykorzystuje jako magnes do przyciągania publiczności na organizowane przez siebie wiece. Nietrudno zrozumieć nieustanną niechęć Davida Gilmoura do reaktywacji Pink Floyd. Gitarzysta chociażby parę lat temu na koncercie we Wrocławiu udowodnił, że wciąż najważniejsza dla niego jest muzyka i stroni od jakichkolwiek aluzji politycznych. Waters natomiast nawet starym utworom Pink Floyd stara się nadawać znaczenie polityczne. Z tego powodu jego krakowski koncert dla osób, które przede wszystkim przyszły posłuchać muzyki mógłby wydawać się niestrawny, jednak sądząc po odbiorze fani „kupują” muzyka takim, jaki jest.

Watersowi trzeba przyznać jedno, a właściwie dwie rzeczy – jego koncerty robią niesamowite wrażenie wizualne, a do tego, podobnie jak Gilmour, zebrał doskonały zespół. Trudno się dziwić – granie z byłym basistą Pink Floyd to oczywiście marzenie wielu, a obecność dziesięciu muzyków na scenie stwarza wielkie możliwości. W związku z tym wykonania stały na najwyższym poziomie, a już pierwszy ‘Breathe’ wprowadził Floydowski klimat. Trzy gitary pozwalały na perfekcyjne odtworzenie aranżacyjnych smaczków. Co ciekawe, muzycznie do roboty najmniej miał chyba sam Roger, którego momentami jeden z muzyków wspierał nawet na basie. Jak wiadomo wielkim wokalistą Waters również nie jest, więc dużą rolę odgrywał Jonathan Wilson imitujący Gilmoura. Trzeba przyznać, że w tej roli sprawował się znakomicie. Swoje pięć minut miały również wokalistki „pożyczone” przez muzyka z zespołu Lucius – Jess Wolfe i Holly Laessig. Ich wykonanie ‘The Great Gig in the Sky’ naprawdę zrobiło wrażenie i zostało nagrodzone wyjątkową owacją.

Pierwszą część koncertu wypełniły głównie klasyki z najsłynniejszych płyt Pink Floyd, takie jak ‘Time’, ‘Welcome to the Machine’ i ‘Wish You Were Here’. Każdy utwór wzbogacony był typową dla Floydów psychodeliczną wizualizacją pojawiającą się na wielkim ekranie za plecami muzyków. Przerywnik stanowiły jedynie trzy kompozycje z ostatniej płyty Watersa, „Is This The Life We Really Want?”, wykonane jedna po drugiej. Niestety, album nie jest jednym ze szczytowych osiągnięć artysty i te utwory na koncercie również odstawały, nie wnosząc nic interesującego. Pierwszą odsłonę zakończyły dwie części ‘Another Brick in the Wall’, w których pojawił się chór dzieci z Krakowa. Co prawda nie śpiewały one, lecz wykonywały jedynie wykonywały drobną choreografię, ale i tak był to bardzo miły akcent i jeden z mocniejszych punktów wieczoru.

Podczas 15-minutowej przerwy na ekranie zaczęły pojawiać się komunikaty, m.in. lista neofaszystowskich polityków, na której nie zabrakło Trumpa, Orbana i Putina. Zdziwiłem się, że będąc w Polsce Waters zapomniał o naszym podwórku, lecz w Gdańsku na tablicy w tym doborowym towarzystwie pojawił się już Kaczyński. Po powrocie na scenę zespół zaczął od dwóch piosenek z płyty „Animals” – ‘Dogs’ i ‘Pigs’, które oczywiście zostały powiązane politycznie. W drugiej części koncertu Roger nie przebierał już w środkach i na ekranach zamiast fantastycznych wizualizacji zaczęły pojawiać się zdjęcia i fotomontaże Trumpa i innych polityków. Twarz prezydenta USA została zakryta wyrazem ‘charade’, co można przetłumaczyć jako farsa, parodia. Mimo tego w sferze wizualnej wciąż było ciekawie – z góry hali zjechały dymiące kominy oraz płachty, na których wyświetlano ściany fabryki kojarzące się ze wspomnianą płytą „Animals”. Nie zabrakło dmuchanej świni latającej po arenie. Została ona ozdobiona napisem „pozostań człowiekiem”. Po paru kursach zastąpiła ją wielka połyskująca kula. Przechodząc do kolejnych utworów z „The Dark Side of the Moon”, czyli ‘Brain Damage’ oraz ‘Eclipse’ przed sceną powstał wielki ostrosłup utworzony z laserów, imitujący pryzmat z okładki płyty. Do tego pojawiły się różnokolorowe lasery imitujące rozszczepione światło. Wyglądało to naprawdę imponująco i dla takich chwil naprawdę warto chodzić na koncerty.

Na bis Waters z zespołem wykonał ‘Mother’, które poprzedziła jego przemowa na temat praw człowieka, broni atomowej oraz rozdziału państwa od kościoła, które, jak podkreślił powinno mieć miejsce przede wszystkim w Polsce. Wieczór zakończyło, podobnie jak u Gilmoura w 2016 roku, ‘Comfortably Numb’. Cały występ trwał prawie trzy godziny. Należy wspomnieć również o doskonałym nagłośnieniu – z pewnością był to jeden z najlepiej nagłośnionych koncertów, na jakim byłem. Niestety większość szczególnie rockowych artystów myśli, że głośniej znaczy lepiej. Tutaj było dość cicho, lecz dzięki temu bardzo selektywnie. Kwestią dyskusyjną pozostaje jedynie aż tak ewidentne mieszanie muzyki i polityki. Waters pogłębia jednak swe fascynacje tym tematem od wielu lat, więc każdy kto idzie na jego koncert wie, czego się spodziewać.

Roger Waters Setlist Tauron Arena, Kraków, Poland 2018, Us + Them Tour

Udostępnij to

O autorze

Michał Dudek

Gdy w wieku 11 lat poznał "Nevermind" Nirvany, nic nigdy nie było już takie samo. Od tamtej pory pozostaje niezmiennie wierny swojej jedynej prawdziwej miłości - muzyce rockowej. Od 16 lat jeździ na koncerty, kolekcjonuje płyty, potrafi wymienić chronologicznie wszystkich członków The Fall. Zapatrzony w największych, ich wzorem pragnie rozsiewać... dobrą rockową nowinę!