Nie mam dokąd uciec
Jest paskudna lecz pociesza mnie
Gdy wszyscy pójdą do domu
Ona zawsze czeka na mnie
Gdy słońce zmierza w stronę Piekła
A Księżyc wskrzesza noc
Ukrywam się w niej
Niewiele dobrego wypływa ze światła
Gdy wszyscy pójdą do domu
I zostanę tu sam
Pobiegnę prosto do Piekła i z powrotem
Prosto do Piekła i z powrotem
Gdy gaszą wszystkie światła
I pozostaje mi rozmyślać nocą
Zawsze wracam do Piekła i z powrotem
Prosto do Piekła i z powrotem
Prosto w dół
Samotne światło w oknie
Stęskniony za towarzystwem
Tragiczna, bez serca i pełna nienawiści
Ale nikt nie ma tyle zapału co ona
A gdy już noc zapadła
Zapada ciężko i wtedy wszystko się zaczyna
Gdy zaczyna wzywać
Czuję jak rośnie we mnie ciemność
Gdy wszyscy pójdą do domu
I zostanę tu sam
Pobiegnę prosto do Piekła i z powrotem
Prosto do Piekła i z powrotem
Gdy gaszą wszystkie światła
I pozostaje mi rozmyślać nocą
Zawsze wracam do Piekła i z powrotem
Prosto do Piekła i z powrotem
Staję się dwojgiem
Łączymy się w jedno
Nieposkromieni… Niezrównani… Nieświęci… Niedokończeni
Ścieżka głęboko wydeptana
Ścieżka mocno zużyta
Podążę własnymi śladami ku ciepłu Piekła
Ku ciepłu Piekła
Gdy wszyscy pójdą do domu
I zostanę tu sam
Pobiegnę prosto do Piekła i z powrotem
Powrócę do Piekła i z powrotem
Prosto do Piekła i z powrotem
Prosto do Piekła i z powrotem
Pobiegnę prosto do Piekła i z powrotem
Prosto w dół