Zakk Wylde udzielił wywiadu portalowi Pop-Break.com. Muzyk opowiedział o kondycji swojego głosu, o tym jak wyglądają relacje w Black Label Society, jak sprawdza się nowy gitarzysta i jak wyglądało opuszczenie zespołu przez Nicka oraz w ciekawy sposób porównuje muzykę do sportu.
Pop-Break.com: Jakie jest twoje zdanie, jeśli chodzi o poziom gry na gitarze w obecnej muzyce rockowej i metalowej? Słyszałem, że jesteś fanem Synystera Gatesa z Avenged Sevenfold.
Zakk Wylde:
Myślę, że to wspaniałe, że Avenged Sevenfold odniósł sukces. To niesamowite dla całej społeczności rockowej. Jest inspiracją dla dzieciaków, żeby grać solówki, nauczyć się skali i rozwijać swoje wyczucie. To samo z Randy’m Rhoadse’m (gitarzysta Ozzy’ego Osbourne’a i Quiet Riot), oprócz fantastycznych piosenek i solówek, on uczynił chęć nauki i pogłębiania wiedzy o gitarze czymś cool.
Uważam, że to godne podziwu, aby pokazać swoje wsparcie i zostawić otwarte drzwi dla Nicka Catanese i byłych członków Black Label Society. Myślę, że widziałeś nieraz brudną część przemysłu muzycznego, gdzie zespoły zżerało od środka przerośnięte ego ich członków. Wydaje mi się, że to nie przypadek, że pozytywne nastawienie prowadzi ten zespół do przodu.
Oczywiście, kochamy Nicka i zawsze będzie naszym bratem. Kiedy zadzwoniłem do niego z propozycją nagrania kolejnego albumu, powiedział, że pracuje nad swoim własnym projektem. Odpowiedziałem: „Nick to fantastycznie, skop wszystkim tyłki i rób to dalej, bracie.”. Tak właśnie u nas się dzieje. Jesteśmy jak banda Navy SEALS: wiemy po co tu jesteśmy i dlaczego razem. Zamierzamy iść zabić kilku złych gości, a potem wrócić do domu. Bez marudzenia i narzekania. Wszyscy naprawdę się cieszymy i lubimy ze sobą przebywać. Kocham wszystkich gości z Black Label Society, bo są dla mnie jak bracia. Wszyscy są wyjątkowi i przynoszą zespołowi swój własny styl. To tak jak Derek Jeter, który idzie teraz na emeryturę i Yankeesi odwieszają koszulkę z jego numerem, a potem witają kolejnego sportowca.
Jak dotąd pracuje ci się z nowym gitarzystą Dario Loriną? Macie nowego, młodego kolesia w Black Label Society, wytworzyła się między wami chemia? Myślisz, że jaki będzie jego wkład w zespół w przyszłości?
Myślę, że to podobna sytuacja do tej, kiedy ja dołączyłem do Ozzy’ego. Wszyscy mieli wtedy około czterdziestki na karku. Teraz jest tak samo. Ale my nikogo nie straszymy, nie wierzymy w takie głupoty. Jesteś w zespole, ponieważ chcemy cie tutaj i należysz do nas. Dario to gitarowy potwór i jest świetnym gościem. Kochamy to, że jest z nami i nie możemy prosić o więcej.
Na krążku „Catacombs Of The Black Vatican”, twój śpiew brzmi bardzo dojrzale, powiem więcej, uważam, że w niektórych utworach zaprezentowałeś najlepszy wokal w swojej karierze. Jakie masz sposoby na tak dobre brzmienie w życiu i w studiu?
Myślę, że im dłużej coś robisz, tym lepiej ci to wychodzi. To jest to do czego dążysz. Jeśli ostatnio wycisnąłeś 500 funtów to następnym razem spróbujesz podnieść 505 lub 525. Jeśli uda ci się podnieść 525 to świetnie. Uprawiam sporty jak dziecko, próbuje prześcignąć swoje wyniki z zeszłego sezonu. Nawet gdybyśmy wygrali Super Bowl, ty jako właściciel drużyny zastanawiasz się, co zrobić żeby powtórzyć sukces w przyszłym roku. Kocham sport, ale nie da się tego porównać do muzyki. Nawet jeśli „Led Zeppelin IV” to najlepiej sprzedający się album tej kapeli, ktoś może powiedzieć, że woli „Presence”. Tutaj rozmawiamy o sztuce. Mam kilku znajomych, którzy wolą Van Hagara niż Davida Lee Rotha i bardziej podobają im się wcześniejsze albumy. Kiedy ktoś pyta mnie jaki jest mój ulubiony album Van Halen, odpowiadam, źe „Fair Warning”, ale część moich przyjaciół skomentuje to tak, że nagrania z Sammym to gówno, a najlepsze jest „5150”. To muzyka – tu wszystko jest subiektywne, nie jak na ławeczce do wyciskania. Jeśli mówimy o Pink Floyd „Który album ci się najbardziej podoba?” „The Wall”, czy „Dark Side Of The Moon”? Gwarantuję, że gdybyśmy zapytali 20 osób, odpowiedzi byłyby niesamowicie różne. W sporcie najlepszy jest ten kto najwięcej wyciska na ławce.
