Na łamach Billboard.com można już od wczoraj przeczytać spory artykuł o Metallice zawierający m.in. liczne wypowiedzi Larsa i Jamesa, a także innych osób (m.in. człowieka, który był na koncercie w „piwnicy”, czy też Cliffem Burnsteinem). Całość dotyczy wielu spraw, m.in. przybliża biograficzne początki obu Panów (kilka ciekawych wątków, np. pierwszy zakupiony w życiu Jamesa singiel), ciekawe statystyki z obecnej trasy, szeroko rozwodzi się o Live At Grimey’s, a także występie charytatywnym w zw. z premierą Call of Duty: Black Ops. Ponadto Lars przyznaje, że walka z Napsterem wynikała z niewiedzy, czym on jest, oboje z Jamesem dzielą się obserwacjami co do tego, jak się rzeczywistość muzyczna zmieniła przez te 30 lat, swoim stosunkiem do nowych technologii. poznajemy również plany na 2011r., (w Adelaidzie podobno zagrali w tuning roomie nowe riffy!) Słowem – musicie to przeczytać.

Artykuł przetłumaczył dla nas Mathios. Był tak miły i nas wyręczył, choć zajęło mu to nieco dłużej, niż przewidywał w zw. z czym mamy lekkie opóźnienie i poszło dopiero w nocy. Nadrobił to jednak jakością – prawie w niczym nie trzeba było pomagać! Resztę wklejamy niemal jak leci. Dzięki, stary!
Na długo przed zostaniem legendą, każda z obecnych ikon rocka miała swojego przewodnika, nieopiewanego w pieśniach mentora, który wskazał jej drogę do świetności u samego początku. W przypadku Larsa Ulricha był to koleś o imieniu Ken, z Bristol Music Center w centrum Kopenhagi.
Lars:
„Wiedział wszystko”, mówi o nim perkusista Metalliki. „Saxon, Iron Maiden, Judas Priest. Płyty sprowadzane z Kanady, Francji i Niemiec. Pierwszy album Accept Był moją przepustką do całego tego świata. Mogę o nim mówić „mój idol”.
Ken zajmował się stoiskiem w dziale rockowym w jednym z największych sklepów muzycznych w Danii, gdzie Ulrich (l. 46) dorastał, zanim przeniósł się do południowej Kalifornii w wieku 17 lat.
„Musicie zrozumieć, to było w połowie lat ’70. Wtedy nie było internetu”, mówi. „I nie mieliśmy żadnej stacji radiowej z prawdziwego zdarzenia, takie jakie W, chłopaki mieliście w Ameryce. Było radio krajowe, które raz na trzy miesiące może puściło coś od Status Quo czy pieprzonego Alvina Stardusta. Wybranie się do sklepu muzycznego to wszystko, co Ci pozostawało?”
Jako nastolatek Ulrich rozwoził gazety i pracował w stołówce swojego klubu tenisowego, a jakieś dwa czy trzy razy w tygodniu wybierał się na 20-minutową przejażdżkę pociągiem do Kopenhagi i wydawał wszystko, co zarobił w Bristol Music Center.
„Siedziałbym w piwnicy”, wspomina, „a Ken powiedziałby 'Ok, sprawdź ten zespół z Anglii o nazwie Motörhead’, a ja na to coś w rodzaju 'Whoa, spójrz na tą okładkę!’ To odegrało wielką rolę w kształtowaniu tego, kim dziś jestem”
Jakieś trzydzieści lat później, Ulrich i reszta Metalliki – wokalista/gitarzysta James Hetfield (l. 47), Kirk Hammett (l. 48) i bastista Robert Trujillo (l. 46) mają nadzieję pomóc zachować podobne doświadczenia przy życiu, wydając w następny piątek (26 listopada) „Live at Grimey’s”, nowy, składający się z 9 utworów występ na żywo, przeznaczony do sprzedaży w niezależnych punktach sprzedaży detalicznej oraz na stronie internetowej zespołu. Będzie dostępny zarówno na CD, jak i podwójnym 10-calowym winylu. Według wytwórni Warner Bros. płytka zawiera zapis z małego koncertu Metalliki przed występem w Bonnaroo, który Metallica zagrała w 2008 roku pod sklepem muzycznym „Grimey New & Preloved Music” w Nashville.
Standich:
„Było gorąco!”
mówi wiceprezes do spraw marketingu Warner Bros. Peter Standish, jedna z około 150 duszyczek obecnych na tym występie.
Pamiętam, jak w jednym punkcie występu odwróciłem się i zobaczyłem przynajmniej pół tuzina policjantów z Nashville z tyłu sali. 'Uh-oh, co się dzieje?’ Ale za chwilę uświadomiłem sobie, że byli tam jako widzowie, a nie ochrona”, śmieje się Standish. „Zrobili co trzeba było, żeby dostać się do środka.”
Trudno ich winić. Metallica jest bez dwóch zdań jednym z największych i najgłośniejszych zespołów rockowych na świecie. Początek ich kariery poprzedza uruchomienie „Nielsen SoundScan” w 1991 roku, ale według tego źródła od tamtej pory sprzedali 52,6 milionów albumów w samych Stanach Zjednoczonych. Ich najnowsza płyta studyjna, „Death Magnetic”, zadebiutowała na pierwszym miejscu na liście Billboard 200 (udało się to Metallice po raz piąty), osiągając prawie pół miliona sprzedanych kopii w ciągu zaledwie trzech dni (obecnie – 1,9 mln egzemplarzy).
Przychody z tras koncertowych tej doświadczonej na placu boju grupy są jeszcze większe. Z samej tylko pracy na międzynarodowej trasie Metallica pod względem uzyskanych dochodów w roku 2010 uplasowała się na 8 miejscu, raportując o zarobieniu 62 milionów dolarów dzięki obecności ponad 700 tysięcy widzów na zaledwie 33 koncertach zgłoszonych do Billboard Boxscore.
Ulrich sugeruje ze skromnym chichotem, że co prawda „Live at Grimey’s”nie stanie w szranki z klasycznymi albumami z jego młodości, takimi jak „Live and Dangerous” Thin Lizzy czy „Double Live Gonzo!” Ted Nugenta. Mimo to, szansy na zobaczenie jak zespół wielkości Metalliki demoluje przestrzeń wielkości Grimey’s nie można przegapić.
Metallica udowodniła to po raz kolejny 4 listopada na lotnisku w Santa Monica, dając wypełniony po brzegi występ tylko dla gości zaproszonych na lunch z okazji premiery „Call of Duty: Black Ops” wydanej przez Activision (w ubiegłym roku to oni wydali zresztą „Guitar Hero: Metallica”). Wraz z zaproszonymi celebrytami, takimi jak były gubernator Kalifornii Gray Davis, aktor Zach Braff i Kobe Bryant z L.A. Lakers, impreza miała służyć, podając za „Call of Duty Endowment” „ułatwieniu przejścia żołnierzom do cywilnej kariery po służbie wojskowej”. To brzmi jak rzeczowa, spokojna sprawa, czego chyba nikt nie powiedział Metallice, która ryczała do mikrofonów przez godzinę, grając między innymi takie przeboje jak „Enter Sandman”, „One”, „Master of Puppets” czy cover zespołu Queen „Stone Cold Crazy”.
„Live at Grimeys” będzie najważniejszym produktem na piątkowy„Back to Black”, który swoją inaugurację będzie miał dzień po Dniu Dziękczynienia. Jest to wydarzenie związane ze sprzedażą detaliczną, pomysłu organizatorów corocznego „Record Store Day”, w tym przedstawicieli „ Alliance of Independent Media Stores”, „the Coalition of Independent Music Stores (CIMS)” i „ Music Monitor Network”. Metallica świętowała pierwszy „Record Store Day” w 2008 roku, odwiedzając sklep „Rasputin Music” w San Francisco .
Michael Kurtz:
„Kiedyś Czarny Piątek był wtedy, kiedy sprzedawcy detaliczni ”
dyrektor wykonawczy MMN Michael Kurtz mówi:
Teraz sprzedawcy detaliczni przodują jako liderzy strat. Chcieliśmy to zmienić. Stawiamy muzykę na pierwszym miejscu i chcemy, by Czarny Piątek był o arystach, muzyce i jakim wspaniałym darem to wszystko jest.”
Michael Bunnell:
„Tradycyjnie, małe sklepiki nie mają się najlepiej w okresie świątecznym od około 10 dni do dwóch tygodni od Bożego Narodzenia”, mówi dyrektor wykonawczy CIMS Michael Bunnell, właściciel „Record Exchange” w Boise, Idaho. „To próba darowania takim sklepom czegoś, czym mogą się pochwalić na święta. „Nie mamy tanich tosterów, ale mamy Metallikę”.
Inne przedmioty przeznaczone na sprzedaż specjalnie dla „Back to Back Friday” to między innymi live EP od U2, 7-calowy singiel Soundgarden, Cee Loo i Ting Tings i wznowienia na winylach „All Things Must Pass” George’a Harrisona, debiut the Doors i „A Jolly Christmas from Frank Sinatra.”
„Grimey’s” startuje również z „Metal Clubem”, inicjatywą MNN mającą na celu „kontaktować ze sobą tętniącą życiem społeczność metalową z jej lokalnymi sklepikami muzycznymi”. Kurtz porównuje „Metal Club” do „Record Store Day”, ale zauważa, że nowy pomysł już jest w toku, związany jest bardziej z jednym gatunkiem muzycznym i obejmuje również wyprzedaże Hastings.
Wydawnictwo Metalliki będzie dystrybuowane przez „CIMS’ Junketboy”. Jak mówi główny szef jego A&R Scott Register, „posypało się naprawdę sporo zamówień na 'Live at Grimey’s’”. „Szczególnie pod względem ekonomicznym jesteśmy zadowoleni”.
Zarówno Standish jak i Cliff Burnstein, jeden z menedżerów Metalliki w Q-Prime twierdzą, że nie napotkali żadnych sprzeciwów ze strony sprzedawców hurtowych po ogłoszeniu przez zespół decyzji o dystrybucji albumu wyłącznie poprzez małe sklepiki.
Burnstein:
„Nie sądzę, by stanowiło to jakiś problem dla Best Buy czy Walmart”, mówi Burnstein. „Nie wyrządzi to większej szkody interesom, które prowadzą”.
Według Hetfielda, „Grimey’s” to inicjatywa udowadniająca wsparcie Metalliki dla „swego rodzaju mniejszych sklepików w stylu 'mamuśka i tatusiek’ [oznacza to mały biznes, zazwyczaj rodzinny – Mathios]”, w których kupował poza Los Angeles, w Downey, w Kalifornii, podczas swojego dorastania.
James:
„Pamiętam, że nie byłem w stanie pojechać na rowerze tak daleko, by dostać się do wielkich sklepów muzycznych”, mówi. „Ale było tam to małe miejsce, które było Ci bardzo bliskie, to było bardziej jak miejsce gdzie pójdziesz, by dostać lekcje gry na skrzypcach. Raz na jakiś czas mieli coś bardzo fajnego. I rzeczywiście kupiłem tam swój pierwszy singiel”.
Pamiętasz, co to było?
„Oczywiście: 'Sweet Home Alabama’.”
Jak od tamtej pory zmieniły się sprawy dla kupca muzyki?
Hetfield:
”Wtedy była w tym pewna mistyczność i oczekiwanie, której nie doświadczysz już nigdy więcej. Oczekiwanie na nowe nagrania Judas Priest czy Scorpions – to było świetne. Albo nawet kiedy musiałeś coś zamówić: nagranie Angel Witch czy Venoma. W końcu dostawałeś zawiadomienie, i myślałeś coś w rodzaju: 'Tak, jest tutaj!’”
Ulrich:
„Mam troje dzieci i moi 12-letni i 9-letni synowie słuchają Rage Against the Machine i System of a Down i wymiatają przy tym jak mało kto. Ale nie mają tej radości z odkrywania tych nagrań, tak jak my to zrobiliśmy. Po prostu słuchają na iPodzie.”
Czy Twoje doświadczenia z Bristol Center Music są możliwe do powtórzenia online?
Ulrich:
„Nie sądzę, żeby chodziło tu o porównywanie tych dwóch doświadczeń. Jestem bardziej facetem typu „szklanka jest w połowie pełna”, a nie pusta, więc zamiast siedzenia tutaj i myślenia co wszyscy stracili, wolałbym się cieszyć tym, co mamy.”
Co jest czym?
Ulrich:
„Niesamowitość internetu – cały świat na wyciągnięcie ręki. Możesz śledzić swoje ulubione zespoły dzień po dniu, znasz ich setlisty z dalekich zakątków świata. W sytuacji Metalliki możesz usłyszeć występ nawet w 6 godzin po jego zakończeniu. Kiedy miałem 11 lat i miałem okazję podążać za Deep Purple czy Uriah Heep po całym świecie, to było ogromne. Cieszę się, że dzieciaki ciągle chcą okrywać się muzyką i zbliżyć się do swoich ulubionych zespołów. To bardzo fajna sprawa, tylko po prostu różni się od tego, jak było kiedyś. Mówię swoim dzieciom „Byłem w pieprzonym pociągu do Kopenhagi każdego ranka, a wszystko co Wy musicie zrobić to kliknąć myszką!” Mogą mniej się tym przejmować.”
Niesamowitość internetu nie zawsze była tak oczywista dla członków Metalliki. Bardzo nagłośniona walka zespołu z Napsterem w 2000 roku spowodowała nadszarpnięcie ich reputacji wśród niektórych fanów; skutecznie opierali się udostępnieniu ich katalogu do sprzedaży na iTunes do 2006 roku. Jeśli chodzi o Napstera, to Ulrich jest przekonany, że kiedy jego nekrolog pojawi się w „New York Times”, to słowo „Napster” znajdzie się w pierwszym akapicie.
„To jest coś co muszę zaakceptować i akceptuję to”, mówi. „Ale nie jest to coś, co odgrywa znaczącą rolę w moim życiu w 2010 roku. Jestem dumny z faktu, że staliśmy murem za tym, w co wierzyliśmy i nie opuściliśmy posterunku. Czy byliśmy zaskoczeni? Zdecydowanie. Czy było w tym trochę całkowitego niezrozumienia czym ta rzecz jest? Tak jest. Ale wyszło to od tego samego, impulsywnego ducha, który napędza wszystkie działania tego zespołu.”
Co do iTunes, Hetfield przyznaje, że „odrobina strachu” była paliwem dla niechęci Metalliki wobec interesów z cyfrowym dystrybutorem.
„Przyszło coś nowego i to było jak ten nocny gadżet TV”, mówi frontman. „Niekoniecznie chciałeś wskoczyć na to w odpowiedni sposób. Oczywiście, to niesamowite w jaki sposób ludzie zdobywają teraz muzykę; szczególnie młodzi, którzy chcą wszystko natychmiast. Chwytam to i nie możemy tego zmienić. Tak po prostu ma się świat.”
Hetfield dodaje, że nie czuje się zbyt komfortowo z faktem oferowania pojedynczych utworów jako przeciwwagi dla całych albumów.
„To jak sprzedaż dolnego rogu obrazu albo piętnastego rozdziału książki”, mówi. „Ale cały album nie wydaje się teraz tak ważny dla dzieciaków.”
Zauważa również, że stawką jest sprawa kontroli.
„Z wytwórnią to my wybieramy nasz kierunek”, mówi. „’Chcemy umieścić tyle piosenek na albumie i chcemy go sprzedać za taką cenę.’ Zostawiają to nam, tak jak lubimy, natomiast iTunes nie wpisuje się w tą zasadę. Nie ma negocjacji i niestety nie będzie, dopóki oponent nie odpuści.”
Zapytany o sposób postrzegania ewolucji stosunków Metalliki z konsumentami od czasów Napstera, Burnstein odpowiada:
„Dlaczego zaczynasz od Napstera? Dlaczego nie wrócisz się do 1983 roku, kiedy wydali płytę z Megaforce i nikt nie zwracał uwagi na ten malutki zespół?” Burnstein podkreśla, że „Live at Grimey’s” nie zostało wymyślone w związku z imidżem Metalliki. „W ogóle nie o to chodzi”, mówi. „To jedna z tych rzeczy, które zawsze robiliśmy. Mamy limitowaną produkcję rzeczy dla fan-klubu, mogących zainteresować fanów Metalliki. Jest to kolejny podejście do tego typu spraw.”
Ulrich mówi, że sprzedaż „Grimey’s” jako exclusive’a dla małych sklepów jest rzeczywiście zgodna z kierunkiem, jaki obrał w sprawie Napstera:
„Największe dwie błędne koncepcje tamtego okresu mówiły, że chodzi o pieniądze i o przetrwanie Metalliki”, mówi. „Wszyscy przewidywaliśmy, że zespół będzie miał się dobrze. Tak naprawdę chodziło o tych wszystkich ludzi, którzy słyszeli Metallikę i trzy miesiące później zakładali własny zespół. Obawialiśmy się skąd miałyby się wziąć pieniądze do wspierania tych zespołów, wydawnictw, które wypuszczałby ich nagrania i sklepów, które by je sprzedawał” Ulrich się śmieje. „I teraz wszystko to dzieje się w bardzo podobny sposób, jaki przewidzieliśmy 10 lat temu.”
Jak dużo czasu poświęcasz myśląc jak Metallica może się przystosować do tych zmian, innymi słowy, z modelu, w jakim dorastała?
Ulrich:
„Nie tak dużo. Uważam siebie za fana Metalliki numer 1, więc dla mnie to bardziej 'Co jeszcze bym chciał od Metalliki? W czym mogą być lepsi?’ Najważniejszy jest dostęp, więc staramy się go dać jak najwięcej ludziom z całego świata. Mogą się zbliżyć do tego co się dzieje na trasie czy w studiu. Stara idea mistyczności już nie obowiązuje, więc udawanie, że tak jest zwyczajną stratą czasu. Równie dobrze możesz wykorzystać fakt, że fani chcą zbliżyć się do Ciebie.”
Hetfield:
„Nie jesteśmy zainteresowani staniem się zadowalającym z urzędu zespołem, grającym tylko nasze największe hity. Tego z pewnością nie ma na liście rzeczy do zrobienia. Bycie istotnym zaczyna się od Twojej postawy, głodu i pasji wobec tego co robisz. To co przychodzi później to tylko lukier. Możesz robić te wszystkie nowe zabawki, ściągające muzykę prosto do Twoich słuchawek czy czegokolwiek – ale jeśli nie masz piosenek, to nie ma racji bytu.”
Burnstein mówi, że jedynym wpływem spadku poziomu sprzedaży na Metallikę będzie to, że zespół sprzeda mniej nagrań:
„To nie zmieni niczego innego co robimy”, mówi. „Nie chcę być zbyt zarozumiały, ale na poziomie Metalliki, rzeczy, które możesz zrobić by zmienić przychód są małe w porównaniu do tego co (za)robisz jadąc w trasę koncertową i na sklepiku. Jesteśmy właśnie po 255 występach na całym świecie (promujących „Death Magnetic”) i były to ogromne występy. Możemy zagrać wszędzie. Co jeszcze musimy zrobić, naprawdę? Jeśli sprzedamy mniej nagrań, niech tak będzie. Oczywiście wolałbym sprzedawać więcej, ale nie mogę zrobić nic w temacie wielkości rynku, tak samo i oni.”
Metallica zagra ostatni z tych wielkich występów 21 listopada na Rod Laver Arena w Melbourne, w Australii. A potem, jak mówi Ulrich „czas wrócić kurwa do domu i zostać tam na chwilę.”
Plany na rok 2011 są w tym momencie minimalne, podając za Ulrichem i Burnsteinem: grupa planuje zagrać na Rock in Rio w Brazylii we wrześniu przyszłego roku, a pisanie następczyni „Death Magnetic” powinno zacząć się jego pierwszej połowie. Drugiej nocy w Adelaide, w Australii, członkowie zespołu zarzucili nawet kilka nowych riffów w tuning roomie.
Ulrich mówi, że Metallica jest blisko realizacji obecnych kontraktów nagraniowych na całym świecie, co oznacza, że zespół czeka kilka „ciekawych decyzji do podjęcia”, o tym jak (i z kim) będzie sprzedawać swoją muzykę w przyszłości. Nie martwi się.
„Ze względu na powolne tempo w jakim piszemy albumy”, mówi ze śmiechem, „to nie jest coś z czym będziemy mieli do czynienia w najbliższym czasie.”