Wywiadu dla Manchester Rocks udzielił niedawno perkusista Vinnie Paul Abbott znany ze współpracy z grupą Pantera i Hellyeah. Opowiedział o różnicach w odbiorze muzyki metalowej w Europie i USA, reakcji na nową płytę Hellyeah oraz o rozwoju swojej kapeli. Fragmenty tej rozmowy znajdziecie poniżej.
Manchester Rocks: Widzisz zauważalną różnicę między amerykańską i brytyjską sceną hardrokową i metalową?
Vinnie Paul:
Kiedyś nie było wielkiej różnicy. Jednak teraz Europa i Wielka Brytania ciągle tym żyją, oddychają, kochają to. Wiesz, to jest część ich kultury i stylu życia. Jeśli grzebiesz w muzyce metalowej to ciągle możesz pokładać nadzieję i wiarę w Europie, że kapele metalowe zawsze będą miały tutaj swoje miejsce do grania, bo ludzie o nich nie zapomną. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych wielu ludzi wyznaje zasadę „żyj tym co jest dzisiaj, jutra nie ma”. A to „dzisiaj” znika już po południu. Napędzają to ludzie, którzy chcą dostać jakąś konkretną piosenkę i ściągają ją z internetu zamiast kupić całą płytę i podążać za zespołem. Dlatego fani ze Stanów nadal chwytają czym jest metal, ale nie sądzę, żeby ich to tak osobiście dotykało, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii i Europie.
„Blood For Blood” [nowy album Hellyeah], który ukazał się niedawno, jest świetny. Z jakim odbiorem tej płyty się spotkaliście?
To było godne przyjęcie. Mieliśmy bardzo dobre recenzje i zyskaliśmy uznanie nawet wśród tych krytyków, którzy nigdy nie byli dobrze nastawieni do naszej kapeli. To był dobry początek, a potem zrobiliśmy trasę po Stanach z Avenged Sevenfold i poszło nam świetnie z ich fanami. Teraz jesteśmy w Europie i gramy tu prawie całą naszą płytę – około siedmiu utworów – każdego wieczoru idzie nam świetnie. Ponadto wiele zespołów, które wychodzą na scenę z nową płytą grają jedną, dwie nowe piosenki i skupiają się na nagraniach z przeszłości, nad swoimi hitami. Jednak jeśli chodzi o ten album i tę wersję zespołu chcemy skupiać się na nowych rzeczach. To znaczy, ciągle gramy kawałki z poprzednich płyt, ale nowa jest naszą ulubioną.
Zauważyłem, że „Blood For Blood” jest mroczniejsza i cięższa od poprzednich płyt. Jaka była wasza postawa podczas nagrywania tego albumu? Ponieważ wiem, że dwoje z was (basista Bob „Zilla” Kakaha i gitarzysta Greg Tribbett) odeszło z zespołu.
Nie odeszli, poprosiliśmy ich żeby to zrobili – wyrażajmy się jasno. [śmiech] Sęk w tym, że zrobiliśmy te imprezowe płyty, wyzbyliśmy się agresji na pierwszych nagraniach. Potem na „Band Of Brothers” wróciliśmy do grania heavy metalu. Chcieliśmy po prostu grać to co jest w nas, minęła faza eksperymentów. Dlatego kiedy przyszedł czas na „Blood For Blood” skupiliśmy się na stworzeniu ciężkiego materiału, nie chcieliśmy narzucać sobie żadnych granic, tylko być sobą i tak właśnie powstał ten album.
Jesteś w Hellyeah od 2006 roku i macie teraz cztery albumy. Wymień jedną rzecz jakiej nauczyłeś się grając w tym zespole.
Z płyty na płytę jesteśmy coraz silniejsi, lepsi i bardziej skoncentrowani na zespole. Wszystko było naprawdę nieuporządkowane, kiedy zaczynaliśmy. Niektóre piosenki miały klimat southern rockowy, inne były prawie w stylu country, jeszcze inne to rock n’ roll czy straight-up rock, kolejne – heavy metal. Fajnie było sobie na to pozwolić po graniu w Panterze, gdzie było miejsce tylko na heavy metal. Jednak to co robimy dojrzewa, staje się lepsze, bardziej skoncentrowane i naprawdę jest jak braterstwo, mimo że mieliśmy zmianę składu. Nie mogę się doczekać co będzie dalej.
