Są takie produkty na rynku, które kupuje się właśnie dlatego, że ich cechy jak na przykład smak, jakość czy w tym przypadku brzmienie, są znane od wielu lat i nabywając je macie pewność że nic się w tej kwestii nie zmieniło. Tu nie ma miejsca na eksperymenty, stąd jeśli chcecie na przykład poczuć smak magicznego płynu określanego jako Coca Cola, po prostu nie macie wyjścia – musicie kupić oryginalną Coca Colę. Jeśli ktoś kupuje samochód i stawia na jakość, długowieczność i prestiż wybiera zazwyczaj coś z wyższej półki takich koncernów jak mercedes, jaguar czy choćby bmw. A co jeśli oczekujecie dawki solidnego grania bez kompromisów? Nic prostszego, wystarczy zakupić kolejny album Cannibal Corpse. Kanibale wypuścili właśnie dwunasty album którym niniejszy recenzent torturuje się od prawie miesiąca.

„Torture” – bo tak nazywa się najnowsze dzieło Cannibal Corpse, to w świecie metalu jeden z najbardziej oczekiwanych albumów tego roku. Nie można się temu dziwić, od przynajmniej kilkunastu lat ekipa z Nowego Yorku nie wydała albumu słabego, o ile w ogóle wydała takowy w swojej karierze. Ostatnie kilka lat na czele z takimi dziełami jak „Kill” czy „Evisceration Plague” były to wyłącznie lata tłuste dla nich. Respekt dla tej ekipy powinien być tym większy, że Cannibal Corpse jest już na scenie prawie 25 lat, śmiem twierdzić, że niektórych czytających tą recenzję nie było jeszcze na świecie, kiedy oryginalni członkowie pierwszego składu czyli Alex Webster i Paul Mazurkiewicz nagrywali swoje ścieżki na „Eaten Back to Life”. Tak więc droga młodzieży – wykonajcie teraz głęboki ukłon, gdyż panowie z Cannibal Corpse przekroczyli czterdziestkę, trudno w to uwierzyć patrząc na nich na scenie, czy tym bardziej słuchając ich albumów. Polska ma to szczęście, że w ramach promocji „Torture” również zostaniemy poddani męczarniom, gdyż kanibale mają nasz kraj w rozpisce koncertowej. Nim to się więc stanie, parę słów o ich najnowszym wydawnictwie.
Wspomniałem, że albumy tej ekipy nabywa się ze względu na pewne oczekiwania, więc i tym razem nie ma co liczyć na jakąś diametralną rewolucję. Kto zna ich twórczość lub szuka dawki porządnego, solidnego czadu z pewnością nie będzie czuł się rozczarowany. Kto nie był fanem ich grania przez lata lub nie lubuje się w takich ekstremalnych dźwiękach, niech nie liczy na zmiany. Wszystko jest więc zgodnie z oczekiwaniami, jednakże to zgodnie z nimi w przypadku Cannibal Corpse ma swój jakże pozytywny wydźwięk. Steve Harris death metalu, a jednocześnie główny sternik Cannibal Corpse czyli Alex Webster, tym razem w większym stopniu podzielił się z kolegami komponowaniem niż miało to choćby miejsce w przypadku „Evisceration Plague”. Czy album dzięki temu jest lepszy? Powiedzmy, że dzięki temu jest bardziej zróżnicowany. W przypadku tej płyty pojawiają się równie często nazwiska spółki O’Brien & Mazurkiewicz (obu panom dobrze chyba się współpracuje, gdyż skomponowali otwierający „Demented Aggression”, „As Deep as the Knife Will Go” , czy choćby „Torn Through”). Syn marnotrawny, czyli Rob Barrett tym razem też nie pozostaje dłużny („Caged…Contorted” i „Sarcophagic Frenzy”), a Alex Webster dokłada od siebie choćby „Rabid” czy „Scourge of Iron”. Fanów tego utalentowanego basisty z pewnością ucieszy też basowa wstawka w jego autorskim numerze „The Strangulation Chair”, która przypomina nieco jego znaną zagrywkę w „Hammer Smashed Face”. Basistom warto przypomnieć, iż Alex w zeszłym roku wypuścił też swoje wydawnictwo instruktażowe do gry na basie.
httpv://www.youtube.com/watch?v=_HxV65bn0Zw
Tak jak to miało miejsce ostatnimi razy, rejestracją tego albumu zajął się ponownie Erik Rutan, który poza grą w Hate Eternal od ładnych już kilku lat zajmuje się również strona producencką, wspomagając często swoich dobrych znajomych z którymi dzieli też sceny podczas tras koncertowych. Kanibale zaufali mu już po raz kolejny i nie ma się co dziwić – któż ich zrozumie lepiej jak nie człowiek, który sam trudni się tą stylistyką. Album brzmi solidnie i klarownie, co nie jest łatwe do osiągnięcia w przypadku takiego natłoku i prędkości dźwięków.
Kwestia liryczna jak i graficzna nie wymaga chyba szczegółowego omawiania – i w tej kwestii w przypadku Cannibal Corpse niewiele się zmieniło przez lata, choć oczywiście siła rażenia tego typu kontrowersji jest już dziś o wiele mniejsza. Obecnie z rozrzewnieniem już tylko można wspominać czasy, kiedy samo założenie koszulki na której widniała któraś z okładek kanibali, wywoływało nieomalże małą lokalną kontrowersję, no ale cóż, i sam świat diametralnie się zmienił od czasu, kiedy panowie wypuszczali „Eaten Back to Life”. Jednak protoplastom takich kontrowersji trudno odmówić prawa do posługiwania się tą stylistyką przekazu, nawet jeśli trąci już nieco myszką.

Podsumowując – jeśli macie zamiar stawić się na ich koncercie w Polsce myślę, że jest to obowiązkowa pozycja do zapoznania się. Kanibale są obecnie na trasie w swojej rodzinnej Ameryce, ale już niedługo zjawią się także u nas, a wtedy na pewno będzie można usłyszeć numery z „Torture” choć wybór z pewnością nie będzie dla nich łatwy, gdyż panowie dorobili się żelaznej set listy i trudno sobie wyobrazić żeby nie zagrali wspomnianego „Hammer Smashed Face” czy „Stripped, Raped, and Strangled”. Tak czy siak z pewnością nie będziecie rozczarowani.