W wywiadzie dla NY Hard Rock Music Examiner frontman Slayera zapytany został o odmienność swojego zespołu względem reszty z Big 4, relacje osobiste z nimi i swoją ulubioną twórczość w ich dorobku. Tom jak zwykle szczery do bólu odpowiedział w swoim stylu. Przy okazji najmilej wspomina koncert w Polsce, rzuca więcej światła na grane razem we czwórkę kawałki (co by wolał, co mu się nie podoba, co jeszcze nas być może czeka), teoretyzuje, jaki event potencjalnie mógłby przebić Big 4 i in. Tłumaczenie wewnątrz.

– Wiem, że możesz już machać głową, gdy grasz, ale czy to wpłynęło jakoś na twoją grę?
Nie, nie wpłynęło na moją grę ani trochę. W zasadzie jeśli już, to gdy gram, robię to [teraz]lepiej. Złączyli mi trzy kręgi razem, więc tak, żadnego machania łbem.
– Jesteśmy więc mniej niż miesiąc od Big 4 na Yankee Stadium tu w Nowym Jorku. Czy te koncerty Big 4, czy to te tu w Stanach, czy w Europie, różnią się jakoś od reszty koncertów Slayera z twojej perspektywy? Czy musisz się przygotowywać lub grać inaczej?
Cóż, mówimy o czterech grupach, które istnieją od 30 lat, do pewnego stopnia, i jest to zebranie się czterech obozów, rozumiesz, co mam na myśli? Dla mnie to całkiem wyjątkowe i wiele mówi o muzyce, jaką te cztery zespoły stworzyły, a my jesteśmy tego częścią, że przetrwaliśmy tak długo i do pewnego stopnia nadal brniemy silni.
– Czy występy jako takie, setlisty, produkcja, różnią się jakoś od typowego Slayera?
Cóż, wiesz o co tu chodzi? To ostrze współzawodnictwa, wszyscy chcą zrobić to lepiej niż reszta kapel. Więc rezultat jest taki, że masz cztery zespoły grające naprawdę, naprawdę dobrze, starając się wzajemnie prześcignąć. Dla mnie to bardziej koleżeńskie współzawodnictwo… Czy inni chcą to przyznać, czy nie, wszyscy chcemy tam wyjść i pobić resztę kapel. Ale myślę, że to wyjątkowe, ponieważ jako fan takiej muzyki zawsze chciałem zobaczyć te cztery kapele grające razem. Próbowaliśmy to zrobić w latach ’90 z Clash of the Titans, więc to bardzo wyjątkowa sprawa.
– Który z koncertów Big 4 był dotychczas twoim ulubionym?
Takim wyjątkowym byłby chyba ten pierwszy, ten zupełnie pierwszy występ, który zrobiliśmy jako Big 4, a który w rezultacie okazał się być wręcz ogromny. To było w Polsce. To przeszło oczekiwania organizatora, mówimy o ponad 80, 90 tys. ludzi. To przrosło oczekiwania wszystkich, nawet zespołów. To po prostu nas rozwaliło, wiesz, wow. A potem każdy występ był świetny. Reakcja tłumu była bardzo, bardzo dobra, dokądkolwiek pojechaliśmy. Zrobiliśmy trasę w Ameryce Południowej i wszyscy w Ameryce Południowej chcieli wiedzieć, czy to [Big 4] przyjedzie do ich krajów. To przeszłoby wszelkie oczekiwania, wiem to, jeśli miałoby to trwać i zdecydowaliby – ok, zróbmy parę występów tu w Ameryce Południowej albo zróbmy parę występów gdzieś indziej, o co np. Australia też prosi. Gdy byliśmy w Australii pytali, czy Big 4 tam przyjedzie. Wszyscy chcą to zobaczyć, wszyscy chcą być tego częścią. Wszyscy chcą tego doświadczyć, więc to uświadomiło mi, że to bardzo wyjątkowa sprawa.
– Opowiedz mi o ewolucji trasy Big 4. Kiedy pierwszy raz zdałeś sobie sprawę, że było planowano coś wspólnego między Slayerem, Megadeth, Metalliką i Anthraxem?
Nie wiem, kiedy to było dokładnie. Ale to było coś, co zawsze sądziłem, że będzie świetnym zestawem, jestem wielkim fanem muzyki i tego, co robimy. Jak powiedziałem, próbowaliśmy tego już na Clash of the Titans w 1990r., więc to zawsze było coś, co mi siedziało w głowie, a gdy nasz manager zadzwonił, żeby powiedzieć, 'Hej, Metallica myśli o zrobieniu jednego koncertu’, to skończyło się na więcej niż jednym. Byłem podekscytowany, to jest jak sen. Tak jak futbolowy dream team, koszykarski dream team, to było jak koncert marzeń każdego metala, w mojej opinii. Wielu ludzi chciało to zobaczyć, wielu ludzi nadal chce. Gdy wyczułem, co się święci, pomyślałem, 'Nareszcie kurwa!’. To była moja jedyna reakcja. 'Cholera, tak długo trzeba było czekać!’
– Czy zgadzasz się, że to główne zespoły, które stworzyły thrash metal, czy sądzisz, że są jeszcze inne, które możnaby do tego zaliczyć?
Sądzę, że są inne zespoły, które prawdopodobnie były tego częścią, ale to są te cztery, które odstawały od reszty na samym początku. Było pierwsze pokolenie, to byliśmy my, zdaje się, i kolejne, i trzecie. Są inne zespoły, moim zdaniem, które miały w tym duży udział, ale my jesteśmy pierwszym pokoleniem i tak właśnie to widzę.
– Slayer jest niejako odstającą kapelą w tej grupie – nigdy nie próbowaliście robić kawałków radiowych albo łagodzić swojego brzmienia jak inne zespoły. Czy czujecie, że wnosicie coś unikalnego do tych koncertów Big 4?
Tak, jak powiedziałeś, jesteśmy jedynymi z tej czwórki, którzy nigdy naprawdę nie mieli hitu radiowego. Pojawiliśmy się w radiu, ponieważ radio dodało godzinę z metalem i w ten sposób zdołaliśmy załapać się do radia. Myślę, że ze wszystkich kapel, my trafiliśmy do radia dzięki Metal Shop, czy też Metal Shop Hour, i to był powód, przez który udało nam się znaleźć w radiu. Nie z powodu naszych przebojów, czy naszych piosenek o miłości, albo naszych wolnych, melodyjnych kawałków. Ta jedna godzina tygodniowo, ta jedna godzina w miesiącu.
– Czy możesz nazwać swoje ulubione kawałki Metalliki, Megadeth i Anthrax?
Ee. Lubię pierwsze trzy albumy Metalliki, Kill’Em All, Ride The Lightning i Master of Puppets.
– Masz jakieś ulubione kawałki z nich?
Battery byłoby chyba jednym z nich. Co do Anthraxu, znam niektóre z nich, ale nie mam raczej ulubionej nuty. Anthrax jest [dla mnie]na bardziej osobistym, ludzkim poziomie i mają świetne kawałki, ale są bardziej na osobistym poziomie, to fajni kolesie. Co do chłopaków z Megadeth, dane było mi poznać nowego perkusistę i nowego gitarzystę, to naprawdę mili faceci. Jestem w ciągłej relacji z Davidem Ellefsonem, który również jest naprawdę fajnym gościem i poznałem go dobrze. A Mustaine… cóż [śmiech]. Tak więc chyba Peace Sells to mój ulubiony utwór. A goście z Metalliki, trochę ich jakby miałem okazję poznać, Robert to stary przyjaciel z Suicidal Tendencies, który nie zmienił się ani trochę i jest naprawdę przemiłym człowiekiem. Okazja do grania i do poznania ich jest naprawdę dobra i cieszę się po prostu, że w końcu do tego doszło.
– Wszyscy kochają te grupowe jamy pod koniec koncertów Big 4, wiem że Slayer niektóre z nich opuścił w zw. z terminami albo problemami z niemożnością bycia na próbach. Czy jest jakiś kawałek, który naprawdę chciałbyś zagrać w grupowym jamie?
Przesłali nam listę kawałków, ale nie wiem. Naprawdę mnie to nie kręci. Gdyby mieli zrobić The Four Horsemen, pisałbym się. To bardzo reprezentatywne wobec tych czterech kapel w mojej opinii.
– Czy są jakieś covery, którymi byłbyś bardziej zainteresowany?
Uhm, nie. Jest cztery czy pięć, które nam podesłali, to wspaniałe utwory, ale dla mnie nie reprezentują zbytnio tych czterech zespołów na jednej scenie.
– Zawsze uwielbiałem slayerowy cover In A Gadda Da Vida.
Nie, nie wydaje mi się [żeby to się nadawało]. Nie, nie. Ale robią Am I Evil, to nie jest zły kawałek. Utwór zwany So What i Overkill Motorheadu…
httpv://www.youtube.com/watch?v=ZPARMVSopUM
– Czytałem, że James nie lubi już grać So What, ponieważ jet tam wiele przeklinania, a jego dzieci są na tych koncertach. Nie wiem, czy to prawda, czy nie.
Może być w tym trochę prawdy, ale to był jeden z utworów, które mieli [zaplanowane]. Było pięć na liście, wysłali cztery czy pięć, z tekstami, żebyśmy je wszyscy mieli. Ale dla mnie Four Horsemen jest mocno reprezentuje nasze cztery zespoły jako takie, jesteśmy czterema kapelami apokalipsy.
– Więc cała ta Wielka Czwórka była już przedmiotem plotek i szumu od jakichś 3 lat jako nawiększa rzecz w metalu. Czy myślisz, że jest coś, co inne zespoły metalowe mogłbyby zrobić w przyszłości, żeby temu dorównać?
O tak, myślę, że tak będzie. Myślę, że to część tego gatunku, który stworzyliśmy, jakby… gdy zagraliśmy w Coachella tu w Kaliforni, weekend wcześniej odbył się weekend z kapelami i muzyką radiową. A weekend po nas był weekend z country. I myślę, że to pokaże, że możesz mieć trzydniowy event, jak to robią w Europie, trzydniowy festiwal metalowy. Można prawdopobonie zrobić to w Ameryce. I mają tam olbrzymi odzew, przyciągają ludzi, by przyszli i się dobrze bawili. Myślę, że to głośno przemawia do organizatorów, agentów, że metal może zajść tam, gdzie wszystko inne, czyli przyciągać ludzi na cały weekend. Trzy, lub cztery dni.
– Jakieś zespoły w szczególności?
Pewnie! Slipknot, In Flames. Meshuggah, Machine Head, Cannibal Corpse, Sepultura. Zespoły z innych krajó, które wyrobiły sobie imię na całym świecie. Wyróżniające się zespoły, naprawdę jest ich wiele, trzymających się swego i to od 20, 25 lat. Testament to kolejny przykład. Poradzili sobie z trudnościami, które przychodzą, gdy ma się zespół, i przełamali je. To byłby potężny koncert. Starsze zespoły, jak Maiden i Judas Priest. Ludzie poszliby to zobaczyć. Jestem pewien, że jest wielu ludzi, którzy mówią, 'Oh, oni są już historią’. Nie, nie są, oni stworzyli historię. Są częścią historii.