Choć od premiery ostatniego krążka Slayera mijają dopiero 2 lata, to fani już oczekują na następcę „Repentless”. Niedawno pojawiły się pierwsze informacje o pracach nad nowymi kompozycjami. Teraz w rozmowie z LPP Tom Araya wyjaśnia, że najpierw musi rozwiązać wątki finansowe z Kerrym Kingiem.
Kiedy zaczynaliśmy grać… kiedy ja zacząłem grać… zawsze chciałem być w zespole i po prostu wykonywać muzykę. Skończyło się tak, że poznałem kilku gości, którzy mieli podobny światopogląd i zgraliśmy się. Potem zaczęliśmy się spotykać, grać, jammować, a później tworzyć własny repertuar. Wiesz, z czasem ktoś krzyknął „Hej, chcę nagrać utwór. A ja chcę nagrać album.” i tak to się toczyło.
35 lat później jestem w miejscu, o którym nigdy bym nie pomyślał, przysięgam. To biznes. Coś, co naprawdę polubiłem, obserwując jak muzyka powoli przekształca się w biznes. Nie chodziło już o tworzenie muzyki, a o zarabianie na tym. Zmierzam do tego, że niedawno Jeff Hanneman umarł, a do tego czasu nigdy nie martwiliśmy się o sprawy biznesowe.
Teraz razem z Kerrym jesteśmy w to wplątani i musimy rozwiązać parę kwestii. Co do nowego albumu; nagraliśmy już kilka utworów, ukończyliśmy około 6-7 kawałków. Zobaczymy, co z tego będzie. (śmiech)
Ostatni album był tworzony we współpracy przeze mnie i Kerry’ego, ale nie… (śmiech). To wskazówka. (śmiech). Dałem wam wielką wskazówkę. (śmiech)
Jak myślicie, co miał na myśli basista Slayer?
