Niemal rok temu szef i mózg Ministry, Al Jourgensen, opowiadał o swoim nowym projekcie Surgical Meth Machine i chęci nagrania najszybszego albumu na świecie. W sieci pojawiło się właśnie więcej informacji dotyczących jego poczynań.
Data premiery debiutanckiego albumu Surgical Meth Machine o tym samym tytule planowana jest na 15 kwietnia. Krążek został nagrany głównie w domowym studiu Jourgensena w kalifornijskim Burbanku razem z jego wieloletnim inżynierem, Samem D’Ambruoso. Oprócz tego dostępna jest tracklista zbliżającego się wydawnictwa:
02. Tragic Alert
03. I Want More
04. Rich People Problems
05. I Don’t Wanna
06. Smash And Grab
07. Unlistenable
08. Gates Of Steel
09. Spudnik
10. Just Go Home
11. Just Keep Going
12. I’m Invisible
W październiku 2015 roku Al Jourgensen tłumaczył powód powołania do życia projektu Surgical Meth Machine:
Wiesz, Mikey (Scaccia, gitarzysta Ministry – przyp. red.) zmarł kilka lat temu i doszedłem do wnioski, że nie, czas to skończyć. Nie chcę, żeby grał z nami na perkusji dzieciak Johna Bonhama i nie chcę bez końca zastępować poszczególnych części. Postanowiłem więc: „Ok, zakończmy to. Zróbmy coś innego.” Ale to nie wszystko. Zauważyłem, że nie sprawia mi problemu nie posiadanie szyldu Ministry i związanych z nim oczekiwań. Chcę robić to, na co kurwa mam ochotę. To znaczy – zespół nazywa się Surgical Meth Machine. Nie trafimy do radiowego Top 40, ani „The Voice” czy „American Idol”. (śmiech)
Rozumiem, że nie jest to dla nas zbytnio komercyjny projekt, nie wypełni on mojego portfela, ale sprawia on dużo przyjemności. Nie posiada on ograniczeń i oczekiwań tego, co robiłeś przez 20 lat. To swego rodzaju nowy materiał. Jest bardzo fajny. Brzmi po trochu jak Ministry, ale to inny poziom. Dosłownie wcisnąłem gaz do dechy na tym albumie.
Jak stwierdził wtedy Al, brzmienie „Surgical Meth Machine” skupia się mocno na agresywnej stronie, ale fani mogą też oczekiwać kilku niespodzianek:
Jest tam kilka naprawdę popowych rzeczy, więc zataczam tam pełne koło, bo, dosłownie, mam to już gdzieś. W gruncie rzeczy prawie przyznałem się do swojej pierwszej, okropnej popowej płyty, którą nagrałem w 1983 roku. Na nowym krążku będzie kilka popowych kawałków, ale reszta będzie jak brutalne natarcie. To bardzo dwudzielny album, ale taki jestem, przyznaję się do wszystkiego, z czym miałem styczność przez ostatnie 35 lat. Wyłóżmy moje jaja na stół i miejmy nadzieję, że nikt nie będzie miał rzeźniczego tasaka pod ręką.

