Steven Wiig przez wiele lat był asystentem i przyjacielem Larsa Ulricha. Z zespołem związany był bardzo blisko od dawien dawna. Ostatnio jednak zerwał z Metalliką wszelkie kontakty i pozwał Larsa za niewypłacanie należnych mu wynagrodzeń za nadgodziny. Lecz kim tak naprawdę jest Steven Wiig? Jak odkrył Metallikę? Jak wkręcił się do ekipy? Jak został asystentem Larsa? A przede wszystkim: co z takiego bliska dane mu było zobaczyć? (zabawne historie z tras, perypetie z Larsem, spotkanie Jamesa tużemil po odwyku, etc.) Odpowiedzi na te i na wiele innych pytań dotyczących tak jego życia osobistego jak i życia 'Talliki znajdziecie w tekście tego obszernego wywiadu, przeprowadzonego swego czasu przez lokalny chapter MetClubu w Virginii.

Virginia Fuel [VF]: Steve, powiedz nam coś o sobie. Skąd jesteś? Gdzie dorastałeś? Masz rodzeństwo?
Steven Wiig [SW]: Dorastałem w oddalonym miasteczku Negaunee w stanie Michigan, niedaleko brzegów Jeziora Górnego [największe z pięciu Wielkich Jezior Ameryki Północnej – red.]. Jestem synem dwójki nauczycieli matematyki (problem z matmą rozwiązany) i jestem najstarszym z czwórki rodzeństwa (dwóch braci i jedna siostra – Kevin, Brian i Kristen).
VF: Wiig jest ciekawym nazwiskiem – w szczególności ze względu na dwa ‘i’. Skąd oryginalnie pochodzi twoja rodzina?
SW: Prawie na pewno nazwiska mieszkańców miasteczka, z którego pochodzę, jak i z tej części kraju, mają pochodzenie skandynawskie lub rdzenno – amerykańskie. Większość mego dziedzictwa jest pochodzenia fińskiego i szwedzkiego. Nazwisko samo w sobie jest pochodzenia fińskiego, lecz sądzę, iż zostało ono skrócone do Wiig.
VF: Potrafisz mówić w jakimkolwiek obcym języku?
SW: Znacznie lepiej idzie mi zrozumienie obcych języków, niż porozumiewanie się nimi. Niektórych uczyłem się w liceum, więc rozumiem podstawowe słowa itd. Znam niektóre duńskie słowa i frazy (przeważnie same bluźnierstwa), tak samo z niemieckim i fińskim. W gimnazjum liznąłem trochę francuskiego, lecz nie mówię biegle w żadnym z tych języków.
VF: Byłeś na studiach?
SW: Studiowałem na Northern Michigan University w Marquette w Michigan z naciskiem na sztuki graficzne oraz socjologię/psychologię. Wówczas także pracowałem jako artysta w miejscowym sklepie z komiksami. Pracowałem tam jedynie kilka lat, ponieważ rozpocząłem pościg za pewnym „zespołem rockowym” po środkowo-zachodnich Stanach. Tylko tego było mi trzeba. Jak tylko rozpocząłem swą podróż, już nigdy nie oglądałem się za siebie.

VF: Jak na siebie zarabiałeś będąc w Minnesocie i Michigan?
SW: Tworzyłem swoją własną muzykę, rachunki opłacałem z pieniędzy zarobionych w sklepach spożywczych i magazynach (recykling papieru). Byłem też porannym DJ-em na uniwersytecie. Ta praca była dla mnie kolejną kreatywną formą ekspresji. Mogłem grać cokolwiek chciałem. Odkryłem wiele zespołów, które potem polubiłem. Mogłem także puścić coś śmiesznego. Mogłem rozpocząć od utworu George’a Karlina „A Place For My Stuff”, następnie puścić „Greek Machine” z repertuaru Kyuss. Czasami, jako lekarstwo na nudę, dzwoniłem do moich znajomych, lub też oni do mnie przychodzili, udawali, że są Henrym Rollinsem lub Glennem Danzigiem, a ja przeprowadzałem z nimi wywiad osobiście lub przez telefon. To było ciekawe przeżycie, w szczególności o 7 rano! Pracowałem też w sklepie z komiksami, zajmowałem się wystawą okienną jak i wystawami w środku.
VF: Kiedy więc odkryłeś Metallikę? Jak długo byłeś ich fanem?
SW: Grając w baseball na podwórzu przed domem mego sąsiada późnym latem roku ’84 lub może ’85. Puścił „Ride The Lightning” (wraz z „Mercyful Fate” – The Oath) lecz nie wiedziałem (a może nie dbałem? Miałem wówczas 11 lub 12 lat) czyj to jest utwór aż do momentu, w którym usłyszałem ten utwór ponownie później od innego kumpla. Słuchając „Master Of Puppets” stałem się ich ‘fanem’. Ten sam kolega kupił ich kasetę tego samego dnia, kiedy się ukazała i pokazał mi okładkę (nigdy nie lekceważ mocy okładki albumu). Słuchanie „The Thing That Should Not Be” również było temu winne. Poza tym uważałem, iż wyglądają znacznie fajniej niż W.AS.P., Twisted Sister i Motley Crue. Naprawdę pamiętam jak myślałem ‘to jest MÓJ zespół’, kiedy po raz pierwszy usłyszałem „Garage Days Re-Revisited”. Odkryłem ich energię i nastawienie. Było w tym trochę zabawy, coś w rodzaju luzu. Wydali zupełnie inny album. Podoba mi się ten rodzaj humoru zaprezentowany na „Garaże Days” (rozmowy w tle, nucenie, bekanie). Takiej Metalliki jeszcze nie znałem. Po przesłuchaniu ich EPki, pomyślałem, że to jest najfajniejszy zespół mojej generacji. Myślę, że to mnie utwierdziło w tym przekonaniu. Że nie wspomnę o „Cliff ‘Em All!” … Nie tylko kochałem ich muzykę, lecz także miałem szacunek do tego JAK Metallica wszystko robiła. Standard Metalliki co do doskonałości był znacznie wyżej niż wszystkich wokół nich – z mojego punktu widzenia. Byli bardziej profesjonalni niż ktokolwiek inny, zawsze mieli najfajniejsze tourbooki, ich wkładki do albumów były najlepsze … wszystkie te dodatki. Otaczali się najlepszymi, od Q Prime przez Pusheada [a.k.a. Brian Schroeder – artysta, który m.in. zaprojektował okładki do 2 of One i St. Anger – red.] do Rossa Halfina. Jeżeli coś miało przybitą pieczątkę Metalliki, wówczas było pewne, że było to fajniejsze niż cokolwiek innego. Nie byli grupą pijanych gości ubranych w laikrę, kręcących się z dziewczynami i jeżdżących szybkimi samochodami. Było to coś prawdziwego i kręciło mnie to.
VF: W części Shortest Straw #7 w So What! mówiłeś o tym jak byłeś wychowywany w chrześcijańskiej rodzinie i o tym jak twoi rodzice nie lubili heavy – metalu. Jest to podobne do tego jak dorastał James. Czujesz jakąś specjalną więź pomiędzy wami na tym polu?
SW: Słuchając jego tekstów, myślałem sobie „Ten gość mówi w moim języku … mówi rzeczy, które czuję”. Z całą pewnością istniało jakieś połączenie pomiędzy nami.

VF: Kiedy po raz pierwszy zobaczyłeś ich na żywo?
SW: Ponieważ dorastałem w tak oddalonej części kraju, koncerty które pamiętam najlepiej, są jednocześnie tymi które opuściłem, Metallica była 5 godzin drogi od mojego miasta a ja nie mogłem ich zobaczyć. Kiedy jesteś 13 letnim dzieciakiem, koncert Metalliki był bardziej fantazją. Dodatkowo, nie wiele zespołów odwiedzało część naszego kraju w której ja mieszkałem. Pamiętam że pierwszy koncert który na którym nie byłem, był w Greek Bay w Wisconsin podczas trasy z Ozzim (11 Lipca 1986). Nie było mnie na koncercie podczas trasy Justice Damage Tour (19 Kwietnia 1989) ponieważ było to noc przed szkołą (miałem kilku starszych znajomych, którzy kupili mi tourbooki i koszulkę). Po raz pierwszy ich zobaczyłem w ’91 gdy byłem w stanie sam podwieźć się na koncert. Było to 12 Listopada w Greek Bay. Po koncercie czekałem przy autobusach i poznałem ich wszystkich. To było fajne doświadczenie. Dzięki temu moja pasja dla nich wzniosła się na wyżyny ponieważ pomyślałem sobie, że „Spotkanie ich jest możliwe!”. Do tego momentu w mym życiu byłem przekonany że filmy, muzyka i wszystko inne dzieje się gdzieś indziej … nie w moim oddalonym świecie. Myślę też, że była to dla mnie trampolina do tego aby żyć wraz z nimi na maxa ( np. śledzenie ich podczas trasy). Nie miałem takiej szansy gdy dorastałem. Był to moment w mym życiu w którym wciąż starałem się odnaleźć siebie samego po liceum, po studiach itd. – jak wówczas, gdy ludzie podejmują te zmieniające życie przygody (jak w filmie „Into the wild”). Biorąc pod uwagę ich timing jak i wszystkie ich koncerty w środkowym zachodzie Stanów, postanowiłem jechać za nimi, a oni zdali się być nastawieni powitalnie. Wtedy było to coś fajnego … zdawało się jak bym podążał we właściwym kierunku. Pamiętam po kolejnym koncercie w Michigan, nie długo po moim pierwszym ich koncercie, nie mogłem znaleźć drogi na backstage, więc poczekałem aż ochrona poszła do domu. Wtedy przedarłem się przez otwarte tylne drzwi, rozmawiałem z Larsem i piłem z nim piwo przez 45 minut. Powiedziałem „Wow! To jest to, co chciałbym robić!”, był tym rozbawiony.
VF: Czy nie byłeś jednym z pierwszych członków MetClubu, który stworzył lokalny oddział, kiedy MetClub powstał pod koniec roku 1993?
SW:Taa, Byłem w początkowej grupie członków MetClubu, która zapoczątkowała istnienie lokalnego oddziału. Nie wiedziałem, czym tak właściwie jest taki lokalny oddział, lecz stworzyłem takowy. Nie wiedziałem czy istnieją jakieś zasady, lub czy powinniśmy robić coś konkretnego jako oddział lokalny. Zastanawiałem się czy są jakieś dodatki, korzyści z bycia w lokalnych strukturach MetClubu. Utworzyłem Creeping Duluth, który mieścił się tam gdzie mieszkałem w tym czasie, potem po przeprowadzce do Minneapolis przemianowałem to na Creeping Minnesota.
VF: Powiedz nam coś więcej o 2 oddziałach, których istnienie zapoczątkowałeś, lub pomagałeś w ich rozruchu – Creeping Duluth/Creeping Minnesota i Chapter of the Mad (COTM). Chapter of the Mad zakończył swą działalność 1 stycznia 2000 (myślę, że powodem tego był bug Y2K). Czy Creeping Minnesota nadal działa?
SW: W Creeping Duluth/Creeping Minnesota mieliśmy wspaniałą grupę ludzi, lecz nie sądzę aby nadal byli razem. Generalnie była to wymówka, aby móc grillować, pić i grać. Chapter of the Mad – ci ludzie (założycielami byli Jameson Calantoc, Eric Nielsen, Jaff Shaw i Kimon Milburn, w szczytowym momencie COTM miał ponad 1000 członków) poprosili mnie abym się do nich przyłączył. Nie byłem współzałożycielem, raczej konsultantem, członkiem honorowym. Moja rola polegała na pomaganiu. COTM był potężnym, opartym na Internecie oddziałem lokalnym, mogłem pisać raporty (z mych czasów, kiedy pracowałem z Metalliką)które ukazywały się jako ich newsletter, Killing Tide.

VF: Czy to ty utworzyłeś ‘Chapter Messiah Project’ (ankieta wśród wszystkich ówcześnie istniejących lokalnych oddziałów, by dowiedzieć się, czego owe lokalne oddziały chciały od MetClubu) czy może była to idea Tony’ego Smitha (były przewodniczący MetClubu)? Zakończyło to się powodzeniem?
SW: Haha, wow, zapomniałem o tym. Gdy formowały się te lokalne oddziały, wszyscy byli niepewni, co do tego, czym taki oddział lokalny jest i co robił. Tony i ja rozmyślaliśmy nad niektórymi pomysłami. Chodziło o to, aby uzyskać informacje zwrotne od członków MetClubu, oddziałów, tym samym stworzyć dialog. Staraliśmy się dać członkom MetClubu wskazówki dla potencjalnych pomysłów, co robić w takim lokalnym oddziale. Nie sądzę, aby którykolwiek z nich zrobił pierwszy krok w tym kierunku.

VF: Więc pod koniec lat dziewięćdziesiątych twoje zaangażowanie w te oddziały się zakończyło?
SW: Mniej więcej w tym samym czasie zaczynałem coraz poważniej myśleć o moich zespołach, o graniu koncertów, nagrywaniu, itp. I zdawało się, że społeczność fanów Metalliki, którą współtworzyłem, była już na swoim kursie. Czułem, że zrobiłem tyle ile tylko mogłem, więc skupiłem cały swój czas i energię na moich sprawach i na pewien czas odpuściłem sobie Metallikę, wraz z zaangażowaniem w lokalne oddziały MetClubu. Mniej więcej wtedy Jason Newsted zadzwonił do mnie i zaoferował mi pracę, lecz o tym trochę potem.
VF: Czy odpowiednim byłoby powiedzieć, że twoja przyjaźń z Larsem zaczęła się od konkursu, który został ogłoszony w dziale Shortest Straw #7 na łamach So What!, w którym to konkursie wygrałeś jedną z głównych nagród? (W owym konkursie uczestnik musiał napisać esej od 500 do 1000 słów, lub wysłać zdjęcie, motywem przewodnim miał być utwór „Fade to Black”. Nagrodą była wycieczka do studia i spotkanie z Metalliką).
SW: Każdy zakłada, że to tam rozpoczęła się moja znajomość z Metalliką, tak właściwie to doszło do tego przed tym spotkaniem. Pod koniec lata roku ’94 mówiliśmy do siebie po imieniu, chodziłem na ich koncerty i cały czas zaglądałem na backstage, aby poznać się z nimi do tego stopnia. Nie wygrałem tego konkursu tylko dlatego, że ich znałem. Choć w tym samym czasie wykształciła się między nami znajomość, przyjaźń, dzięki czemu nie musiałem się ponownie przedstawiać. Pamiętam, że kiedy wszedłem do studia, Lars zobaczył mnie i krzyknął „Wiedziałem, że to byłeś ty”.
VF: Na wideo z Fan Can #1 widzieliśmy, iż doświadczyłeś rzeczy, o których fani Metalliki mogą jedynie marzyć (np. grałeś z nimi na gitarze, śpiewałeś, grałeś na perkusji, podczas gdy Lars śpiewa „Am I Evil?”, widziałeś kolekcję płyt Larsa itp.) Czy możesz podzielić się z nami swymi wspomnieniami z tego listopadowego weekendu roku 1995?
SW: Człowieku … pamiętam jak to pisałem (mój zwycięski esej) o godzinie 2 nad ranem, starając przenieść się w ten szczery, refleksyjny stan umysłu. Starałem cofnąć się do tego uczucia, gdy byłem czternastolatkiem i do tego, czym to dla mnie było w tym momencie. Próbowałem możliwie najprościej przedstawić mą pasję do Metalliki jak tylko mogłem. Zawsze byłem zainteresowany tym, co dzieje się za kulisami i zawsze uważałem, że fajnie by było móc widzieć zespoły, które podziwiałem, podczas pracy w studiu. Z jakiegoś powodu pamiętam jak słuchałem wówczas pierwszego albumu zespołu Down („Nola”) oraz trzeciego albumu Alice In Chains („Alice In Chains” – ten z trójnogim psem na okładce). Ostatnio oglądałem pewien odcinek „Inside the Actor’s Studio”, zaproszonym gościem był Anthony Hopkins. Powiedział on coś, co przypomniało mi gdzie znajdowała się moja głowa, gdy pisałem ten esej. Powiedział coś takiego „Są w naszym życiu momenty… gdy nie wiesz co czym jest, lub nie wiesz co nadchodzi… lecz w twej głowie siedzi głos mówiący ‘to może być twoje, jeśli tylko tego chcesz’”. Poczułem, że całkowicie rozumiem, co on powiedział. Ponieważ był wówczas w mej głowie mały głos mówiący, ‘jeśli tego chcesz, musisz usiąść i napisać to!’ Wczułem się tak bardzo jak tylko mogłem i napisałem to w jakieś dwadzieścia minut i wysłałem. Kilka tygodni potem Tony Smith zadzwonił do mnie i powiedział, „Więc to ty przyjedziesz i spotkasz się z nimi w studiu”.


To, co wówczas robiliśmy zostało w miarę dobrze udokumentowane (w So What! i na Fan Can #1 wideo), lecz dobrze pamiętam jak grałem wraz z nimi. Grałem riff z „2×4”. Lars powiedział, iż nie może uwierzyć w to, że gram utwór przed jego wydaniem! (‘2×4’ był pierwszy raz grany na żywo w sierpniu/wrześniu 1995 i nie był oficjalnie wydany aż do czerwca 1996 – wydanie „Load”). Pamiętam, że czułem się naprawdę komfortowo i naturalnie grając z nimi. Pomyślałem sobie „Wow! Jestem w jednym pokoju z Metalliką, gram „Breadfan” i jest fajnie!” Nie szalałem, ponieważ nie byłem typem wrzeszczącego fana, lecz i tak było wspaniale.

Był to moment zwrotny, ponieważ oni (Metallica) widywali coraz częściej mnie … takiego kim byłem i jakim byłem. Trzymaliśmy się razem, zjedliśmy kolację, graliśmy razem w studiu, jeździliśmy na rowerach górskich itp. Nie było to coś na kształt meet & greet (uścisk dłoni, autograf, zdjęcia i do widzenia). Miałem wystarczającego farta, aby móc doświadczyć na własnej skórze i wzmocnić to, co z biegiem czasu stało się długotrwałą przyjaźnią.

Fajnie jest myśleć o tym … w szczególności, gdy Lars wziął mnie na bok, zabrał mnie do swojego „bunkra” i pokazał mi jego kolekcję płyt CD, taśmy nagrań z prób z jakimś anonimowym gościem w początkowym składzie Metalliki, taśmy z nagrań z Jasonem Newstedem z ’86 roku, Master of Puppets 7” i wszystkie inne te rzadkie rzeczy, o których istnieniu nawet nie wiedziałem. Teraz jest to trochę zabawne, ponieważ Lars lubi wyżywać się na mnie za to, że nie porządkuję tej jego kolekcji. (śmiech)
VF: Po przeczytaniu twej zwycięskiej pracy, z całą pewnością odczuwasz specjalną więź nie tylko z Metalliką, lecz także z Larsem. Czyż nie?
SW: Absolutnie! Prawdopodobnie Lars reprezentuje pewien typ podobieństwa do mnie. Dodatkowo uważam, że zauważył we mnie trochę samego siebie. Powiedział to mi więcej niż raz – może nie za często w ciągu kilku ostatnich lat – lecz gdy tworzyła się nasza przyjaźń. Mówił „Taki byłem. Gdybym nie był perkusistą Metalliki, byłym prawą ręką Lemmy’ego”. (Lars niejednokrotnie wspominał o swej pasji podążania za Motorhead będąc nastolatkiem wraz z VH-1 Special „Fanclub”)
VF: Byłeś na wielu koncertach Metalliki (jako fan, jako członek załogi i jako asystent Larsa). Potrafisz powiedzieć w ilu miejscach byłeś?
SW: Nigdy nie poświęcałem czasu na obliczenie tego.
VF: Gdy byłeś tylko fanem, jeździłeś za nimi podczas trasy w latach 90-tych. Możesz podzielić się z nami swymi wspomnieniami z tamtych dni?
SW: Wiele razy trzymałem się z zespołem… stąd też wziął się mój nick „Starhanger”(śmiech) [’trzymający się gwiazd’ – red.]. Nie pamiętam wszystkich szczegółów dotyczących wszystkich koncertów, lecz pamiętam wszystkie te różniące się grupy, tudzież gromady ludzi z różnych zakątków kraju i świata: Robert ‘Elvis’ Reisinger (znany także jako „Niemiecki Dracula” R.I.P.) i Gerber „Wielki” Kok, wy ludzie i Eric Nielsen na wschodnim wybrzeżu, Marc Paschale i Eric Braverman, chłopaki z CBL (CBL Records) na zachodzie, Phil z IPOM (Insanity Palace of Metallica [Obłędny pałac Metalliki – red.] alias „iHop”), Tim i Otto (są na „Cliff’Em All!”) z Detroit, Heather i The Govner z Ohio, Paul z Motor City Sanitation (R.I.P.) itd.
VF: Byłeś na MTV Reload, Rehearse, Request w San Francisco (w marcu 1998). MTV nie miało decydującego głosu na każdy temat (kto gdzie siedzi, kto ma zaśpiewać, jaka będzie setlista itp.), to musiało być wspaniałe show, czyż nie?
SW: Znienawidziłem ten występ. Wówczas był unikalny. Pamiętam, że byłem zniechęcony całością tego eventu, przesyceniem go przez MTV. Producenci MTV kręcili się wokół ze swoimi dokumentami, mówiąc ludziom gdzie powinni siedzieć itp. To było takie Nie – Metallikowe! Pamiętam, że Lars rozmawiał z Mattem Pinfieldem (który był gospodarzem). Po wszystkim Lars powiedział, że spotka się z nami w restauracji, lecz nie pokazał się. Domyślam się, że matka Larsa zmarła tamtej nocy. Pamiętam też, że Jason zachowywał się jak kretyn. Nie wiem, dlaczego – może miał zły humor, lub stresował się czymś.

VF: Gdy byłeś fanem, co było twoją ulubioną częścią jeżdżenia za Metalliką podczas trasy?
SW: Ucieczka. Przygoda. Aspekt „wakacji”. Kręcenie się po całym kraju wraz z grupą idiotów (śmiech) i obserwowanie tego, co się dzieje… nie wiesz, gdzie jedziesz, dopóki Metallika nie ogłosi dat następnych koncertów… „Zdaje się, że tego lata pojedziemy tu i tu”… głupie nawyki, które następowały… zatrzymywanie się w gównianej, przydrożnej restauracji na jakimś zadupiu z grupą dupków… chłopakami będącymi sobą… to było coś w rodzaju braterstwa…

Wiesz, jest coś fajnego w jeżdżeniu samochodem wraz z kilkoma spoconymi gośćmi przez siedem godzin… w spaniu w domu kogoś innego… ośmiu ludzi w jednym pokoju hotelowym… w harowaniu wiosną w magazynie, aby zarobić na letnią trasę… w braterstwie podróżujących wojowników. Zawiązałem wiele znajomości z tymi ludźmi… niektórzy z nich wciąż to robią… inni znaleźli coś innego do robienia w życiu… niektórzy zniknęli. Mam wiele wspaniałych wspomnień z tych dni…

VF: Gdy byłeś tylko fanem, co było najmniej lubianą przez ciebie częścią śledzenia Metalliki w trasie?
SW: Alergie, polityka i dramaturgia.

VF: W So What! 4.4 przeprowadziłeś wywiad z Metalliką. To był ciekawy i unikalny wywiad, ponieważ pytałeś każdego członka zespołu o ich przemyślenia nt. pozostałych członków Metalliki. Ten wywiad był twoim pomysłem? Był przerażający?
SW: Taa, to był mój pomysł. Nie był przerażający, ponieważ znaliśmy się wówczas, więc był to sposób na przeniesienie tej znajomości na kolejny poziom… znacznie głębiej. Mogę powiedzieć, że chyba się im to spodobało ponieważ byli w środku trasy i promocji albumu, więc było pełno takich samych pytań. Myślę że ten wywiad był wówczas dla nich nieco inny.
VF: Napisałeś także artykuł, który ukazał się na łamach So What! 4.2 nazwany „Month In the life of Poor Touring Me” [miesiąc z życia biednego podróżującego mnie – red.], w którym opisałeś miesiąc spędzony w trasie z Metalliką (wspólne granie w kręgle z nimi i ich ekipą, lot w samolocie Metalliki itp.). To musiał być niesamowity miesiąc, prawda?
SW: Taa, musiał być! Najlepszy czas w mym życiu. Nie czytałem tego od pewnego czasu, lecz jestem pewien, że zabawnie będzie móc to przeczytać pewnego dnia. Naprawdę nie mogę tego przeczytać teraz. Pisanie tego polegało bardziej na oczyszczeniu się dla następnej takiej przygody. Tak piszę.

VF: W So What! 6.1 Eric Braverman napisał artykuł o tobie. Przede wszystkim, czy możesz wytłumaczyć wszystkim tym, którzy nic o tym nie wiedzą, kim jest Eric Braverman? Pisał, że sprzedawałeś puszki i swoją krew, abyś mógł jeździć za Metalliką w czasie ich trasy. Czy to jest prawda? W tym artykule było także napisane to, że jeździłeś autostopem. Czy tak było?
SW: Eric Braverman był jednym z najlepszych przyjaciół Jasona z czasów, gdy ten był członkiem Flotsam and Jetsam. W czasie trasy zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Był z niego pojeb. Był dowcipny, sprytny; zawsze miał ze sobą aparat; zawsze gotów zrobić coś paskudnego; był niczym nadworny błazen; wszystko to było szalone; lecz jest z niego naprawdę fajny gość i wspaniały przyjaciel. Napisał jeszcze kilka artykułów dla So What!. Był w stanie pójść do Jamesa i powiedzieć jego ochroniarzowi coś ohydnego, wkurzając go tym, podczas gdy James śmiał się z tego… w zabawny sposób. Miał te wielkie bokobrody, z których niektórzy ludzie robili sobie żarty, że zainspirowały one Glenna Danziga do zapuszczenia takich samych. Wyglądał jakby pochodził z planety małp. Widziałeś film dokumentalny Judas Priest, „Heavy Metal Parking Lot”? Cóż, on nakręcił coś podobnego, nazwał to “Metallimania”, podobny dokument, w którym przeprowadzał wywiady z fanami Metalliki na parkingu, za kulisami itp. Napisał artykuł o mnie, ponieważ był zafascynowany „moją historią” (coś w stylu: gość z Michigan chce pokręcić się z zespołem rockowym i udaje mu się to!). Część o tym jak miałem sprzedawać swą krew i aluminiowe puszki jest całkowicie zmyślona… prawdopodobnie dla humoru lub dramaturgii. Mimo wszystko nadal są ludzie, którzy to robią (jeżdżą na stopa, sprzedają krew, śpią w krzakach, zatrzymują się w zajazdach itp.), ja nigdy nie byłem tak ekstremalny.

VF: Zanim zostałeś osobistym asystentem Larsa, czy nie byłeś technicznym Metalliki? Jak dostałeś tą pracę? Jakie były twoje obowiązki? Jak długo pracowałeś z nimi w taki sposób?
SW: Każda trasa była inna. Wszystko zaczęło się na Slim Show (Metallika grała wówczas kilka koncertów w klubach w czerwcu 1996 roku w San Francisco i Toronto). Te koncerty były zabawne. To był pierwszy koncert po tym konkursie z Shortest Straw #7 w So What!. Wówczas ponownie zobaczyłem ich wszystkich po dłuższej przerwie i zastanawiałem się czy mnie jeszcze pamiętają. Po koncercie podszedłem do Larsa i Torbena (ojca Larsa) a oni zaprosili mnie na afterparty. Potem grali na festiwalu Lollapalooza (Lato 1996). Nagrywałem wideo z tych koncertów dla Larsa… i tak przedłużyło to się na trasę Load/Reload (1996-97). Myślę, że to Niclas i Tony Smith umożliwili mi pracę w trasie z Metalliką. Było to coś w rodzaju stażu. Nie zarabiałem na tym pieniędzy, lecz nie musiałem płacić za jedzenie, hotel, przejazdy itp., co pozwalało mi dalej pracować na trasie koncertowej. Myślałem wówczas, iż to może gdzieś mnie zaprowadzi… może nie. Lars zlecał mi pewne osobiste sprawy (opieka nad jego gośćmi, nagrywanie koncertów itp.) Potem była letnia trasa w ’98 roku. Byłem prawą dłonią Zacha Harmona. Wiele już wiedziałem o instrumentach… grałem na gitarze itd., więc prawdopodobnie byłem idealnym kandydatem do pracy z Zachem. Miałem różne obowiązki, od ogłaszania setlisty członkom ekipy, przez uzupełnianie kostek w statywach mikrofonowych, podawanie gitar pomiędzy utworami, przynoszenie napojów podczas koncertów, do zbierania butów, które były wrzucane na scenę, itp. Wspaniałe, nieprawdaż?

Zaraz po tym Metallica zajęła się nagrywaniem “Garage, Inc.” w domu Kirka w San Francisco. Lars postanowił zachować mnie przy sobie na pewien czas. Kochałem wszystko, co związane ze studiem, więc było to dla mnie, z całą pewnością, zabawnym doświadczeniem. Pewnej nocy u Larsa zawitał Brian Tatler (z Diamond Head), graliśmy razem utwory Diamond Head aż słońce wzeszło (Brian na gitarze, ja na perkusji, a Lars prawie odśpiewał sobie tyłek). Zorganizowaliśmy też dzień, którego motywem przewodnim był zespół Mercyful Fate, to było śmieszne. James miał zrobiony make-up niczym King Diamond, był też podobnie ubrany śpiewając utwory Mercyful Fate. Ah, byłem też pasażerem samochodu, który prowadził Lars, jechaliśmy 300 mph (czyli przekroczyliśmy dopuszczalną prędkość o 275 mil) do domu Larsa, słuchając wiązanki utworów Mercyful Fate, to było szalone!

Następnie rozpoczęła się trasa „Garage, Inc.” podczas której dosłownie „przewracałem strony” Jamesowi. Mogłem siedzieć naprzeciwko niego, wstać i przewrócić stronę (w jego zeszycie z tekstami – gdyż na tej trasie grali wszystkie covery) pomiędzy utworami. Trasa milenijna [przełom lat 1999-2000 – red.] została nagrana przez mnie i Niclasa, całość nosi nazwę METALLIVISION, czy jakoś tak. Wydaje mi się, że wszystkie odcinki są dostępne na stronie MetClubu.

VF: Co było najdziwniejszą rzeczą, która cię spotkała lub, którą widziałeś jako członek załogi Metalliki?
SW: Całość sama w sobie jest bardzo, bardzo dziwna. Sprawa ich sławy jest dziwna. Ludzie się kłaniają, wydurniają, wszystko to jest dziwne dla mnie. Dla przykładu, gdy jedziemy samochodem na koncert, niekiedy ludzie zaczynają rzucać się na nasz samochód a jeżeli okno jest otwarte wtedy aparaty fotograficzne są niemal przy samych twarzach członków zespołu. Nie chcę być niemiły, lecz to jest chamskie, jak na człowieka. Lecz nie mogę zapomnieć o tym, iż jest to oparte na poczuciu bycia fanem i może to być dla nich jedyna szansa, by zobaczyć z bliska Larsa, Jamesa lub kogokolwiek innego. Więc zdaje się, ze mogę zrozumieć skąd Ci ludzie się biorą.
VF: Jakie jest twoje najfajniejsze doświadczenie z pracy z Metalliką na trasie?
SW: Zdanie ‘Grałem na basie z Metalliką, w Pałacu Playboy’a’[oryg.- The Playboy Mansion – red.] jest zdaniem, które wypowiedzieć może niewielu. Powinienem sprawić sobie koszulkę z napisem „Grałem na basie z Metalliką, w Pałacu Playboya”.
VF: Dokładnie! Byłeś na imprezie Playboy’a i przeprowadzałeś testy nagłośnienia wraz z Jamesem, Kirkiem i Larsem, ponieważ Jason był na weselu kolegi, tak? Masz jakieś ciekawe historie do opowiedzenia nam?
SW: Tak… lecz to co się tam działo, musi tam pozostać.

VF: Metallica ma zwyczaj robienia kawałów członkom załogi w ich urodziny (np. ciastem w twarz). Dorwali ciebie?
SW: Moje urodziny wypadają pomiędzy Świętami Bożego Narodzenia a Sylwestrem, więc jestem bezpieczny.
Pracując z zespołem.
VF: Praca z Larsem wymusiła na tobie to, że musiałeś przenieść się do Kalifornii. Jak twoi rodzice, rodzina, przyjaciele zareagowali gdy pierwszy raz powiedziałeś im „Hej, jadę do Kalifornii pracować z Larsem Ulrichem z Metalliki”. Ciężko było ci opuścić Minnesotę, czy byłeś gotowy opuścić rodzinne strony i rozpocząć nowe życie? Jak ta przeprowadzka z Minnesoty do Kalifornii odbiła się na tobie i czy podoba Ci się tu w Kalifornii?
SW: Tak właściwie to przeniosłem się do Kalifornii, aby pracować z Jasonem w The Chophouse [domowe studio Newsteda – red.]w 2000 roku. Stało się to wtedy, gdy Metallica miała dużą przerwę podczas procesu Napstera po Summer Sanitarium. Znałem się wówczas z Jasonem (z jego projektów pobocznych takich jak Papa Wheelie, Guzzinta Brothers, czy też z grania i trzymania się z Metalliką), powiedział, że chce wziąć się za Papa Wheelie na całego i że potrzebuje kogoś do pomocy przy nagrywaniu itp. Zaraz po tym jak mi to zaproponował, ja już robiłem projekty koszulek Echobrain o loga dla Jasona.

Kursowałbym tam i z powrotem, żyjąc w Minnesocie i pracując w Kalifornii, czekając aż znów będę musiał jechać, byłem, więc bardzo zadowolony, gdy Jason poprosił mnie abym do niego przyjechał i pracował dla niego. Mieszkałem już poza domem po studiach w Minnesocie (Duluth i Minneapolis) a moja rodzina pozostała w Michigan. Więc przeprowadzka do Kalifornii nie byłą dla mnie dużą sprawą. Czuję się tu jak w domu. Za każdym razem, gdy ląduję na lotnisku, czuję się zadowolony, że znów tu jestem.
Pracując dla Larsa.
VF: Nawet pomimo tego, iż mówiłeś już o tym wcześniej (mówiąc o Jasonie), czy pracę, dla Larsa jako jego asystent, oficjalnie rozpocząłeś po tym jak Jason opuścił Metallikę? Czy było to coś stopniowego, co samo się stało po pewnym czasie?
SW: Blisko. Stało się to zaraz po tym jak Jason opuścił Metallikę. Lecz domyślam się, że był to proces stopniowy do pewnego momentu, ponieważ byłem z nimi od jakiegoś czasu…

SW: Robiłem dla Larsa kilka osobistych rzeczy w przeszłości. Podczas nagrywania Garage, Inc. pracowałem dla Larsa przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zawsze mieliśmy ze sobą dobre stosunki, więc był to dla mnie łatwy wybór. Śmieszne to jest teraz, ponieważ Lars zawsze miał mi do powiedzenia coś mądrego w przeszłości – podczas gdy pracowałem dla Jasona – „Dlaczego nie pracujesz dla MNIE?”.
VF: W artykule, który napisałeś dla So What! 3.3 (o występach w klubach, latem 1996 roku), Jason komentował to, iż nie miał udziału w pisaniu utworów i zmienianiu setlist. Teraz jest to interesujące, nie wydaje ci się? W szczególności, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, iż Jason opuścił Metallikę a Metallica zmienia teraz setlisty z występu na występ.
SW: Tak, to jest interesujące.
VF: Istnieją jakieś konflikty bycia jednocześnie przyjacielem Jasona i pracownikiem Larsa?
SW: Nigdy nie zgodziłem się na to, aby NIE być przyjacielem Jasona. Dodatkowo nie pozwoliłbym sobie na to, aby być kontrolowanym w ten sposób. Z drugiej strony, nie powiedziałbym Jasonowi czegoś w stylu „Hej, masz tu haka na Metallikę z pierwszej ręki”. Moja przyjaźń z Jasonem była oparta na muzyce (Papa Wheelie, Guzzinta Brothers, itp.) i na tych samych zainteresowaniach muzycznych (Kyuss, Sabbath, itp.). Być może były momenty, gdy wszystko było do góry nogami, lecz nigdy nie dochodziło do takich sytuacji jak z Tobym (Metclub). Nigdy tak nie było (Steve nawiązuje do usuniętej sceny z DVD, na której Toby jest pomiędzy Jasonem a Jamesem, Larsem i Kirkiem].

VF: Co robi “asystent”? Proszę powiedz mi, że nie przycinasz trawnika Larsowi, że nie pierzesz jego brudów. HA HA HA!!! Opisz jak wygląda twój typowy dzień w pracy (o ile coś takiego w twoim przypadku istnieje)?
SW: Przykro mi, nie ścinam trawy i nie piorę. Typowy dzień? Wszystko zależy od tego gdzie jesteśmy – w drodze, w studiu, czy w domu. Robię wiele rzeczy. Wszystko się zmienia. Lars ma szeroki wachlarz możliwości – zależnie od tego czy ma chęć na robienie czegoś na rzecz zespołu czy nie, więc w zasadzie pomagam mu w robieniu tego, czym akurat on się zajmuje. Większość “rutynowych” rzeczy, do jakich zaliczam organizowanie wielu spraw dla Metalliki, komputery, biznes, sztuka, przypadkowe sprawy, itp. Pewne jest jedynie to, iż następnego dnia będę robił coś innego. Jak powiedziałby Lars „Jedyne co pozostaje takim samym to zmiana”. Jak mówi to przysłowie – ‘to nie jest praca, to jest styl życia’? Czasami coś może pójść nie tak… pomiędzy pracą a przyjaźnią jest zamazana linia, chodzi o to aby zachować równowagę. To jest bardzo ‘intymna’ sytuacja, ponieważ możne dojść do tego, że spędzisz razem z tym kimś dużo czasu – co oznacza, iż od wspólnego śmiania się i przeżywania niesamowitych przygód, można przejść do kłócenia się niczym para starych kobiet. Lecz my jesteśmy przyjaciółmi od ponad dekady, więc wydaje mi się, że dobrze się znamy.

VF: Co jest najgorszego w byciu asystentem Larsa?
SW: “Klątwa” (zapytajcie Larsa o to, gdy go spotkacie). Ah – i jeszcze Wiszące Gluty! Kiedy kicha, wówczas zwisają mu z nosa te długie, grube gluty. Na jednym z nagrań z MetOnTour można zobaczyć i usłyszeć jak wymiotuję, ponieważ znów widziałem ten jego glut. Zrobiłem zdjęcie (poniżej) do prowadzonej przez Larsa części ‘Word from the Sponsor’ (So What!9.2). Zmusił mnie, abym podszedł naprawdę blisko. Po tym jak zrobiłem to zdjęcie, porzygałem się (śmiech). On wie, że nienawidzę tego a on to uwielbia.

VF: Jako asystent Larsa, co robisz podczas koncertu? Oglądasz ich, siedzisz na backstage’u?
SW: Obecnie koncerty to jedna z niewielu chwil relaksu dla mnie w ciągu dnia. Zazwyczaj stoję w pobliżu Larsa, za nim lub za tą drucianą siatką. Zależnie od tego gdzie jesteśmy, jednakże, mogę cały koncert spędzić na zajmowaniu się gośćmi Larsa. Mogę coś zjeść, jeśli jest na to czas. Lars zawsze ma krótką przerwę podczas pierwszej połowy “Nothing Else Matters”, więc możemy chwilę porozmawiać o tym, co należ zrobić, itp.

VF: Ludzie myślą, że jesteście braćmi?
SW: Zadają nam to pytanie prawie każdego dnia trasy.

VF: Bycie asystentem Larsa oznacza także to, że podróżujesz do każdego miejsca, w którym gra Metallica. Lubisz podróżować, czy może już ci to zbrzydło? Jak to się ma do twojego życia osobistego?
SW: To nigdy nie jest nudne. Choć się powtarza (hotel – gig – lotnisko, hotel – gig – lotnisko, itd.), lecz nigdy nie jest nudne. Lars nie pozwala aby to się znudziło. Jest ambitną kulą energii. Bycie na “imprezie zespołu” (która składa się z czterech członków zespołu, menadżera trasy, osobistych asystentów i ochrony) bardzo, bardzo różni się od bycia na ich koncertach, jako fan, lub nawet jako członek załogi. Te imprezy zazwyczaj odbywają się tam gdzie jest zespół, podczas gdy cała obsługa trasy jeżdzi od miasta, do miasta autobusem, gdy jednocześnie fan jedzie samochodem, je byle co, zatrzymuje się na stacjach benzynowych, śpi w starych hotelach, widzi wszystkie te miejsca podczas podróży tam i z powrotem, itp. Jest w tym coś zabawnego… to uczucie bycia w drodze, lecz nie wiem czy mógłbym jeszcze kiedyś powrócić do tego. Jest to fajne, gdy ma się 20 lat, lecz nie wiem byłbym w stanie dziś tak podróżować – w szczególności z rodziną. Dodatkowo, zespół nie jeździ dziś tak jak kiedyś, więc nie jest tak źle jak było, choć oczywiście trasa ma wpływ na człowieka w taki czy inny sposób. Tydzień przed wyjazdem jest trudniejszy, w porównaniu z sytuacją gdy już nas nie ma. Przygotowania są znacznie bardziej stresujące: jestem w domu… nienawidzę pakowania… muszę załatwić wiele spraw zanim wyjadę… powiązać ze sobą luźne końce, itd. Lecz gdy już dotrzemy do celu, to nie jest tak źle. Nikt nie chce być daleko od domu dłużej niż musi. W porównaniu z gości z obsługi mam fart, ponieważ oni muszą jeździć od miasta do miasta i zostać w tym mieście nawet, jeżeli jest 3-4 dniowa przerwa pomiędzy koncertami. Czasami mogę pojechać do domu z zespołem, jeżeli jest kilka dni pomiędzy koncertami. Mogę, więc widywać się z rodziną nieco częściej.
VF: Teraz skoro podróżujesz z zespołem i oglądasz każdy koncert, czy pamiętasz ostatni koncert Metalliki, na którym byłeś wśród widowni? No dalej, przyznaj się, tęsknisz za tymi spoconymi, śmierdzącymi ludźmi, prawda?
SW: Szczerze mówiąc tęsknię za tym uczuciem. Lecz bardziej chodzi o to uczucie, niż o aspekt fizyczny całej sprawy. To młode, głodne, ciekawe uczucie. Być może nostalgia? Lecz zawsze wiedziałem, że będę mógł to robić tylko przez pewien czas.

VF: Nie tęsknisz za staniem przy barierkach na koncertach Metalliki i nawalaniu głową?
SW: Tak jak powiedziałem, tęsknię za tym uczuciem, w pewien nostalgiczny sposób, nie chciałbym tego teraz powtarzać, jednakże zabawnie by było móc cofnąć się w czasie do tych ‘starych dobrych czasów’ i znów je przeżyć.
VF: Czy możesz nam powiedzieć, co się stało o 3:30 w nocy 17 stycznia 1997 roku w Cleveland w Ohio?
SW: Chodzi o Guzzinta Brothers?
VF: Najwidoczniej pomiędzy tobą a Jasonem jest jakaś specjalna więź. Wytłumacz jak Guzzinta Brothers powstało? Kto wymyślił nazwę? Używaliście z Jasonem takich instrumentów jak keyboard, elektryczna perkusja i gitary. To musiało zaowocować jakimś ciekawym brzmieniem, tak?
SW: Zarówno Guzzinta Bros. jak i Papa Wheelie są nazwami, które wymyślił Jason. Ja prawdopodobnie wybrałbym bardziej „poważne” nazwy, lecz słowo Guzzinta ma bardzo wyróżniający wydźwięk. Jak dotąd nie słyszałem czegoś podobnego. W wolnych dniach pomiędzy koncertami trasy “Load” trochę zrazem graliśmy. Skoro musieliśmy podróżować bez sprzętu i grać w późnych godzinach nocnych aż do świtu w pokojach hotelowych, to wszystko musiało być elektroniczne, perkusja, gitary, wszystko. A i tak nie brakowało nam problemów.

VF: Piosenka nazwana “Satannie” mówi o 5-cio letniej dziewczynce, która wychwala diabła. Bardzo interesujące!!!
SW: Raj dla tabloidów! Mieliśmy interesujące podejście do tematów, którymi się zajmowaliśmy.
VF: Którym z braci Guzzinta byłeś, Galvinem czy Gilroy’em?
SW: Zapomniałem… ale prawdopodobnie Gilroy’em, skoro jest drugi.
VF: Czy „Freak Bitches” jest jedyną waszą publikacją?
SW: Raczej NIE – wydany!
VF: Możesz podać kilka szczegółów nt. Papa Wheelie?
SW: Papa jest głównym projektem Jasona i moim. Graliśmy razem pod tym szyldem przed ponad dziesięć lat. Ja grałem na gitarze – teraz głownie na perkusji. Jason gra na gitarze i śpiewa. Wydaliśmy dwie płyty – “Unipsycho” i “Live Lycanthropy”. Joefus jest basistą i byłym właścicielem sklepu z rowerami. Papa Wheelie nadal daje czadu. Jason miał pewne problemy z barkiem w ciągu ostatnich kilku lat – przechodził rekonwalescencję po kilku operacjach, przez to nie graliśmy przez jakiś czas. Jednakże, gdy w pełni wyzdrowieje i nasz rozkład na to pozwoli, wówczas jestem pewien, że znów będziemy grać(w listopadzie 2006 roku Jason miał problemy z barkiem po tym jak próbował złapać swój ważący 40 kilogramów bas, spadający z wzmacniacza).

VF:Pomówmy o Chophouse. Jak to działa?
SW: W zasadzie to wygląda to tak, że ktokolwiek jest w mieście, może przyjść i zagrać z Jasonem i ze mną. Mamy TONY zespołów. Ja, Jason i Piggy (z Voivod, R.I.P.) mieliśmy projekt nazwany BLOODSICLE, tak jakby blood popsicle [krwawy lód na patyku – red.]! Piggy grał na basie, Jason na gitarze a ja na perkusji. Lecz teraz, Chophouse (a co za tym idzie także nasza strona internetowa) jest w stanie hibernacji.
VF: Jesteś także członkiem innego zespołu, The Martichora. Daj nam jakieś szczegóły: jak to się zaczęło, typ granej muzyki, pozostali członkowie, czy nazwa ma jakieś znaczenie?
SW: Wszystko zaczęło się dawno, dawno temu. Zaczęło się od mego przyjaciela Richa, który dorastał po drugiej stronie ulicy w Michigan, gdy miałem 4 lata. Zaczęliśmy razem tworzyć muzykę bardzo wcześnie i wszystko, co tworzyliśmy było oznaczone jako THE MARTICHORA. Wiele się działo.

VF: Więc grasz na basie, gitarze, perkusji i jeszcze śpiewasz? Masz jeszcze jakieś specjalne talenty? Może jakieś umiejętności artystyczne? Sam projektowałeś okładki swoich albumów, koszulki, loga itp. dla swoich zespołów, tak?
SW: Zacząłem od pianina i organów, potem była trąbka, potem perkusja, gitara… robię większość projektów artystycznych dla zespołów, w których działam… do innych moich umiejętności zalicza się edycja oznakowań szatni w czasie trasy (zdjęcia poniżej).


VF: Narysowałeś coś dla Metalliki?
SW: Taa, wiele rzeczy, wzory koszulek dla członków zespołu, coś dla HQ, itd. Zrobiłem kilka osobistych rzeczy dla Jamesa. Manager trasy poprosił mnie, aby zrobił coś na trasę promującą St. Anger, więc wykonałem napis „Madly In Anger With The World Tour” pod logo zespołu i przefaksowałem do niego. Nie mieli jeszcze gotowej nazwy dla trasy, aż nagle zaczęli ją tak nazywać.

VF: Jesteś członkiem jakiegoś innego zespołu? Byłeś w innym zespole niż Guzzinta Brothers, Papa Wheelie, Bloodsicle i The Martichora?
SW: Jestem członkiem pewnego ‘tajnego zespołu’, o którym tak właściwie nie powinienem mówić…
VF: Jakich innych zespołów/muzyki jeszcze słuchasz?
SW: Słucham wszystkiego, co można określić słowem ‘heavy’ – ciężko mi jest bez muzyki Glenna Danziga (Jestem wielkim fanem Samhain, Misfits i Danziga). Nie ważne, co by się działo – z jakiegoś powodu – zawsze lubiłem słuchać jego muzyki. Przychodzi mi to z niesamowitą łatwością. Mógłbym go słuchać bez końca. Zwłaszcza w czasie lotów międzynarodowych. Przez pewien czas interesowałem się Kyuss, więc staram się być na bierząco z tym, co Josh Homme (wokalista/gitarzysta Queens of theStone Age / poprzednio w Kyuss) i Queens of the Stone Age robią. Zawsze miałem w sercu specjalne miejsce dla Faith No More. Mike Bordin (perkusista Ozzy’ego / były perkusista Faith No More) jest moim przyjacielem od wielu lat, on zna wiele historii związanych z Cliffem Burtonem. Byli przyjaciółmi i grali razem. Mike jest też przyjacielem Roberta Trujillo. Muzyka Mike’a Pattona (wokalista Faith No More / Mr. Bungle)zawsze przykuwała mą uwagę. Widziałem go ostatnio na afterparty organizowanym przez Queens of the Stone Age w San Francisco. Podobają mi się wczesna nagrania Mr. Bungle. Pomimo iż zabrnęli trochę za daleko jak na mój gust, lecz nadal jest kimś, kogo doceniam. Lubię dokonania Ricka Rubina: Johnny Cash… Reigh In Blond (Slayer)… System of a Down jest fantastycznym zespołem… i Neil Diamond też daje radę… i mówię to z poważną miną (śmiech). Miałem kilku gości u siebie na kolacji i zagrałem fragment albumu Neila Diamonda (tego, którego producentem był Rick Rubin) a oni na to, „Co to jest??”, Odpowiedziałem „To jest Neil Diamond”. Odparli „Człowieku, to jest naprawdę dobre!”. Lecz ogólnie nie ograniczam się – chodzi o to aby wykorzystać okazję (gotowanie, podróżowanie, jazda samochodem, romans itd.).
VF: Czego obecnie słuchasz jadąc samochodem?
SW: Obecnie słucham płyty nazwanej “BS”. Jest to kompilacja, którą zrobiłem na prośbę Larsa, złożona z 12 coverów, które chcieli zagrać na Bridge School Benefis Party. Są to oryginalne wersje utworów takich wykonawców jak Garbage czy Dire Straits, itp… Nie mogę ujawnić więcej szczegółów, ponieważ Metallica może je zagrać w przyszłości! (Metallica zagrała klika z tych utworów na wspomnianym gigu 27 i 28 października 2007 roku, były to: „I just want o celebrate” (Rare Earth), „Please don’t Judas me (Nazareth), „Only happy when it rains” (Garbage), „Brothers In Arms” (Dire Straits) i “Veteran of psychic wars” (Blue Oyster Cult)). Kolejną płytą, której słucham jest album mojego przyjaciela Jerry’ego Hannana, nad którym ostatnio pracował. Napisał utwór nazwany „Society”, który jako cover w wykonaniu Eddie’go Veddera znalazł się na ścieżce dźwiękowej do filmu “Into the wild”. Ta płyta jest takim szorstkim mixem jego albumu, który to album jest bardzo dobry. Tak właściwie to byłem niedawno w The Plant Recording Studio (gdzie spędziłem niezliczone godziny pracując z Metalliką i nagrywając z Papa Wheelie) nagrywałem partie perkusji wraz z Jerrym na nowy album. Słucham także “The Lost Track of Danzig”. Naprawdę bardzo dobry materiał. Jeżeli jesteś w nastroju na nowego starego Danziga, wówczas z całą stanowczością polecam ci sięgnąć po ten album.
VF: Czy jesteś równie podekscytowany (tak jak my) wiedząc, że Rick Rubin jest producentem nowego albumu Metalliki? Nie jest ci przykro, że Bob Rock musiał odejść?
SW: Emocjonalnie – ciężko jest patrzeć jak Bob odchodzi, lecz pod względem twórczym przybycie Ricka jest ekscytujące. Rick jest bardzo dobry w wydobywaniu z ludzi tego, co najlepsze. Spójrzcie tylko na jego dokonania. Sledzę go od lat!
VF: Wierzysz w to, że Rick Rubin jest producentem nowej płyty Metalliki? HA!HA!
SW: Bardzo bym chciał w to wierzyć, lecz to musi być naturalna decyzja podjęta przez zespół. Nawet, jeżeli nie pomogłem w wyborze producenta, to z całą pewnością potem pomagałem w utrwaleniu tego wyboru. W idealnym świecie Bob kręciłby się po studiu a Rick przychodziłby od czasu do czasu i robiłby swoje.

VF: Miałeś kiedyś okazję posłuchać nowego materiału, nad którym Metallica obecnie pracuje?
SW: Słyszę to cały czas. Nie mogę się od tego oderwać (śmiech). Zazwyczaj jestem z nimi w studiu. Są szybkie, ciężkie a także wolniejsze momenty. Niekiedy brzmi to trochę w stylu Fade to Black / Sanitarium / One… czysty kanał, riffy, rewelacyjna melodia… zwrotka z ciężkim refrenem a końcówka wywala wszystko pod sufit. Fajnie jest móc znów słyszeć jak ponownie robią taką muzykę. To, dlatego Rick mówił – nie bójcie się robić więcej tego, co robicie bardzo dobrze. Nie próbujcie na nowo wynaleźć koło. Poprostu nagrajcie dobry album.
SW: Jak dotąd, z tego, co mi wiadomo, James sam pisze teksty, nie ma potrzeby powtarzania tego, co miało miejsce podczas nagrywania St. Anger (wkład całego zespołu w pisanie tekstów). Wydaje mi się, że Rick wolałby, aby James udał się do swego własnego świata, wsłuchał się w swoje życie i napisał tekst wprost z serca. Sam pisałem teksty utworów (dla zespołów, w których grałem) oboma sposobami (samotnie i we współpracy) i obie metody mają swe mocne jak i słabe strony. Myślę, że James już udowodnił, iż jest w stanie napisać zajebisty tekst, kiedy tylko zagłębi się sobie. Jestem ciekaw tego, co on napisze.

VF: Jeden z naszych członków słyszał pogłoski, które mówią, iż album zostanie wydany tej zimy (Styczeń – Marzec ’08). Czy to jest prawda?
SW: Był bym zdziwiony gdyby ten album został wydany przed wiosną. Wciąż trzeba popracować nad tekstami. Rick mówił, aby się nie zamartwiać datą wydania albumu, ważne jest, aby nagrać dobry album. A jeżeli miałoby to zająć 2 miesiące, 2 lata, albo więcej, to nic nie szkodzi. Zróbmy najlepszy album, jaki możemy, wydamy go wtedy, gdy będzie gotowy. Dodatkowo są inne sprawy, na których trzeba się skupić: rodzina, wakacje, promocja albumu, itp. Uczciwie przyznaję, że płyta zostanie wydana w 2008 roku. Myślę, że zostanie UKOŃCZONA w tym roku – lecz nie mogę powiedzieć kiedy zostanie wydana. Wiem, że wielu ludzi mówi „Przestańcie się opierdalać! Po prostu wydajcie ten album!” (śmiech).
SW: Jeżeli Rick będzie robił wszystko po swojemu, wówczas będzie dążył do tego aby album był wysokiej jakość i jak dotąd taki jest. Dopiero, co przeprowadzili kolejny wywiad (dla So What! 14.4) dzięki czemu z pierwszej ręki dowiesz się jak Metallica podchodzi do tego albumu… mniej więcej tak jak mówiłem (w tym wywiadzie).

VF: Wiesz, że muszę o to zapytać…
Jaki jest twój ulubiony album Metalliki?
Jaki jest twój ulubiony utwór Metalliki?
Jaki jest twój najmniej lubiany album Metalliki?
Jaki jest twój najmniej lubiany utwór Metalliki?
SW: Trudno mi jest wybrać najbardziej przez mnie lubiany i nielubiany album, ponieważ oni cały czas się zmieniają, jednak generalnie moim ulubionym albumem jest “Master of Puppets” razem z “Garage Days $5.98 EP”. Te albumy i ich moc załatwiają dla mnie sprawę tego pytania. Albumem, który najmniej przypadł mi do gustu po prostu musi być „St. Anger”. Trudno mi się go słucha. Gdybyś dał mi stos płyt, ten album zapewne oda razu znalazłby się na samym dole. Nieco więcej uznania mam dla „Load” i „Reload” – w szczególności dla demówek. Być może trochę przesadzono z produkcją, lub treść była zbyt słabo rozpowszechniona, lecz słuchając tych albumów po pewnym czasie, myślę, że te dwa albumy zawierają wspaniałe klasyczne rockowe idee. Co do moich ulubionych utworów, “The Thing That Should Not Be” był jednym z pierwszych utworów Metalliki, które mi się spodobały. Ta piosenka brzmi inaczej… jest bardzo ciężka. “For Whom the Bell Tolls” to kolejny utwór, który dosyć wcześnie mi się spodobał. Pamiętam jak słuchałem tego utworu i nagle odkryłem, że istnieje inna piosenka z dzwonami na początku (AC/DC – „Hells Bells”). Lubię też „Seek and Destroy”, „Battery”, „Fight Fire with Fire”, „The Call of Ktulu” i „Orion”. “Orion” wciąż jest jednym z moich ulubionych utworów Metalliki. Jeżeli jest wyszczególniony na setliście, to muszę zobaczyć jak to grają. „Disposable Heroes” reprezentuje wszystko to co lubię w Metallice… monumentalny rozmiar tego utworu. Czy mogę powiedzieć, że moimi ulubionymi albumami są pierwsze cztery?

VF: Czy podczas nagrywania teledysku do St. Anger (Maj, 2003 rok), ktoś z obsługi, ty, lub może zespół, był niepewny tego, co może się stać (np. zostanie zakładnikiem, śmierć, itp.)? Czy więźniowie nie sprawiali wam kłopotów?
SW: Nie, lecz dało się wyczuć napięcie (np. strażnicy nie negocjują, ludzie mówią, że można wyjść nogami do przodu, itp.) wokół całego przedsięwzięcia, lecz jak już tam dotarliśmy to poczuliśmy się całkiem spokojnie. Kiedy weszliśmy do środka, zobaczyliśmy, że wszystko jest sprawnie zorganizowane, wokół pełno strażników. Nie było tak strasznie jak można by przypuszczać. Pomiędzy ujęciami do tego video, Lars rozmawiał z niektórymi z więźniów. Gdy byliśmy eskortowani do innych części więzienia, powiedział jednemu z strażników „Hej, ten więzień wydawał się być fajny”. Wtedy usłyszał odpowiedź “Taa, jak na trzykrotnego mordercę”. Tak, spotkaliśmy się z niektórymi z więźniów oraz mieliśmy prywatną wycieczkę z przewodnikiem po komorze gazowej. Pod koniec dnia, gdy już opuszczaliśmy więzienie pod eskortą, było ciemno, księżyc się pojawił. Mijaliśmy pewien budynek z małymi oknami, słyszeliśmy a niego krzyki “ZABIJĘ CIĘ KURWA!! ARGHH!!”. Tam trzymają tych najgorszych więźniów. To było surrealistyczne, jakoś zapadło nam to w pamięć, smutna chwila. To było cenne doświadczenie. To był zaszczyt być tam… jako obserwator, nie jako jeden z więźniów. Nie było to tak przerażające jakby się mogło wydawać…

VF: Jakie państwo / miasto / miejsce było twoim ulubionym?
SW: W stanach ze wszystkich miast uwielbiam Nowy Jork i Chicago. W Europie natomiast, Skandynawia jest dla mnie niczym dom. Kopenhaga jest wspaniała. Uwielbiam spędzać czas z Finlandii i Szwecji. Paryż to już następny poziom; w Zurichu było zabawnie; Londyn jest w porządku; Tokyo było ciekawe; Sydney daje czadu; Canada ma swoje chwile; Hiszpania ma dobrą atmosferę; Irlandia jest rewelacyjna, lubię też Koreę. To tyle co mogę teraz powiedzieć.

Południowa Afryka była prawdopodobnie najbardziej unikalnym miejscem, gdzie zawitaliśmy nie grając koncertu. Pojechaliśmy na safari i przebywaliśmy w wioskach i rezerwatach. To było bardzo fajne doświadczenie. Był z nami Jim Breuer, co dodało tej wyprawie rozrywki!


Jeżeli chodzi o koncerty – Ateny, w Grecji było fajnie… ludzie byli odpalali race świetlne i wspinali się na drzewa. Waszyngton również jest unikalnym miejscem, pod względem wizualnym. Wydaje mi się, że Metallica grała tam ostatnio w 1998 roku.
Trudno jest wybrać kilka ulubionych miejsc, ponieważ, nie mam wpływu na to gdzie się zatrzymujemy, więc większość z miejsc, w których jestem przypada mi do gustu. Generalnie nie chodzi o to, jakie to jest miasto lub państwo, lecz o ludzi i doświadczenia.

Prawdopodobnie moim ulubionym miejscem do słuchania muzyki na żywo jest Fillmore w San Francisco,
VF: Twoim zdaniem, które państwo lub miasto miało najlepszy tłum na koncercie Metalliki?
SW: To z drużynami piłkarskimi.
VF: Z pośród wszystkich supportów Metalliki, jakie miałeś okazję oglądać, który/re zespoły są twoimi ulubionymi?
SW: Myślę o Corrosion of Conformity i Kid Rock. Po tym jak CoC było w trasie z Metalliką (1997), zrobili swoją własną mini trasę. Jeździłem z nimi i nagrywałem dla nich DVD z tej trasy (zatytułowane „Seven Daze”), które następnie wydali. Robiłem też dla nich wiele projektów graficznych. Pamiętam jak po gigu w Iowa, byłem z Pepperem [Pepper Keenan – frontman Coc – red.] w barze, który był blisko miejsca, w którym CoC dopiero co dało koncert. Zaczęliśmy, więc grać utwory Black Sabbath, Coc i Metalliki w tej oborze przed grupą pijanych ludzi. Jerry Cantrell [Alice in Chains – red.] też był zabawny. On i Sean Kinney (perkusista Jerry’ego Cantrella / Alice in Chains) są parą ludzi, którą warto mieć ze sobą w trasie. Człowieku, jest ich zbyt wiele by wszystkich wymieniać. Zapewne nie byłym w stanie wymienić choćby połowy z nich. Gdybyś dał mi listę zespołów, które grały z nimi [z Metalliką – red.]przez ostatnie 10 lat, wówczas prawdopodobnie mógłbym kilka z nich skojarzyć. Jedną z najlepszych tras, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy była trasa “The Big Day Out in Australia” (styczeń 2004 roku). Mieć ze sobą tylu różnych wykonawców, jeżdżących razem niczym mała karawana, bez pośpiechu, to było fajne. Każdy miał szansę zapoznać się z każdym. Przez dwa tygodnie każdej nocy mogłeś pić drinki z Fergie, The Strokes i The Mars Volta na końcu świata [w Australii – red.]. To było coś zupełnie innego niż te super metalowe festiwale.
VF: Gdy Metallica zdecyduje się przejść na “emeryturę” (miejmy nadzieje, że nie w najbliższym czasie), to co wtedy będziesz robił?
SW: Wtedy prawdziwa praca się zacznie! Widzę książki pisane o i przez członków Metalliki, może też reedycje wydawnictw Metalliki w boxach. Jest to następnym logicznym krokiem, po tym jak już nie tworzysz muzyki… przejście w ten „reflekcyjny” stan. Mogą odkopać stare materiały z przeszłości. Uważam, że Lars pójdzie w tym kierunku… mentalnie już się do tego przygotował. Kiedy kurz opadnie a Metallica przestanie istnieć, wówczas on może się skupić właśnie na tym (książki, wydania grupowe, największe przeboje, itp.). Jednakże nie zakładam, że przestaną tworzyć muzykę, chyba że fizycznie już temu nie podołają. Ponieważ tworzenie muzyki mają we kwii.

VF: Swój debiut filmowy miałeś w “Metallica: Some Kind of Monster”. Co myślisz o tym filmie? Czułeś się dziwnie widząc siebie na dużym ekranie?
SW: Nie było to coś dziwnego- przynajmniej dla mnie. Jedną z rzeczy, która mnie uderzyła, było oglądanie dwóch i pół roku czasu skondensowanego do dwóch i pół godziny. Dobry montaż – w końcu musiał taki być – rozumiem, że montażyści robią takie rzeczy dla zachowania dramaturgii. Trzeba zrobić z tego film, który da się obejrzeć i dodać nieco dramaturgii, kiedy to jest potrzebne.

VF: W 2001 roku byłeś, z Larsem na wycieczce w Winnebago w północno zachodnich Stanach (jak to opisano w So What! 8.3). Fajnie było?
SW: Pamiętam tylko tyle, że byliśmy na wyciecze, dowiadując się przy okazji wielu rzeczy o Jamesie, podczas gdy on był na odwyku. To były bardzo mroczne czasy. Pamiętam ten cytat Larsa z SKOM “Nie był bym zdziwiony gdyby on [James – red.] odszedł z Metalliki”. Wtedy tak naprawdę nikt nie wiedział, w którą stronę James się skieruje a on tego nikomu nie mówił. Nie jestem pewien czy on sam wiedział, w którym momencie swego życia się znajduje.

VF: Robiłeś coś ekscytującego na tej wycieczce?
SW: Przeczytałem artykuł Larsa… zatopiłem skuter wodny w jeziorze. Mamy gdzieś film przedstawiający jak robiliśmy zdjęcie na okładkę So What! 8.3 w Parku Narodowym – audio jest bezcenne. Musisz pamiętać, że Lars stał w lodowatej wodzie płynącej wprost z lodowca!

VF: Czy to nie ty jako pierwszy widziałeś się z Jamesem po jego odwyku?
SW: Taa! Byłem pierwszą osobą z obozu Metalliki, która go zobaczyła (po tym jak opuścił klinikę odwykową). Wpadłem na niego w centrum handlowym. Prawie się nawzajem uderzyliśmy. To było jeszcze zanim był gotów z kimś rozmawiać. Ta scena (usunięta scena) w SKOM, na której pomagam Larsowi i Kirkowi zalogować się na MetClubowy czat, miała miejsce tego samego dnia, kiedy spotkałem Jamesa.

Wszystkie te spotkania, które odbyli z Philem Towlem [terapeuta Metalliki z czasów nagrywania St. Anger – red.]… byłem pełen szacunku dla ich prywatności. Wątpię jedak aby James miał z nimi jakiś kontakt. Myślę, że James rozmawiał z Kirkiem, tylko po to, aby powiedzieć ‘cześć’, lecz pamiętam Boba jak mówił, że James był niczym ‘Wielka Stopa’… tak jakby „Widziałeś go / to?” Wtedy wszedłem i nie wiedziałem jak wielka była przepaść pomiędzy Jamesem a Larsem, Kirkiem i Bobem. Powiedziałem „Widziałem właśnie Jamesa w centrum handlowym” a oni na to „WOW!!! I co powiedział?” Jak tylko to powiedziałem, Joe Berlinger [reżyser SKOMu – red.] wpadł do pokoju, rzucił we mnie mikrofonem i zaczął mnie nagrywać. „Zacznij mówić! Zacznij mówić!” powiedział. Lecz w tym samym czasie ja już skończyłem opowiadać Larsowi, Kirkowi i Bobowi, co się stało.
VF: Więc wpadłeś na niego… w centrum handlowym???
SW: Taa. Wpadłem na niego w miejscowym centrum handlowym. Odbierał naprawione okulary, czy coś takiego. W jednym z wywiadów w So What! Steffan [Steffan Chirazzi; naczelny So What! – red.] mówi o tym spotkaniu. Żartowali sobie na ten temat. To było naprawdę bardzo interesujące, gdy go zobaczyłem, ponieważ, z całą stanowczością można powiedzieć, że był zupełnie inną osobą. Kiedy tak rozmawialiśmy, to od samego początku mogłem to zauważyć, sam przy okazji powiedział, że się zmienił. Wiesz, on nie jest zbyt dostępny – on jest “Wielkim Hetfieldem”! Jest dużym gościem, nie jest małym czarusiem, jakim jest Lars. Nie mówi więcej, niż musi. Lecz nagle stał się grzeczny. Włosy jakby mu podrosły. Nie wyglądał jak Hetfield. Był wychudzony. Miał nowe okulary – niemal nie do poznania. Był łagodny… a to nie jest słowo, które ktokolwiek użyłby opisując Jamesa Hetfielda! Był delikatny – niemal złamany. Śmiało można powiedzieć, że przeszedł poważny proces oczyszczenia, tak duchowego jak i fizycznego. Przypomniał mi kogoś kto odszedł, odnalazł siebie samego i powrócił, trochę jak główny bohater “Ino the Wild”. Ta jego aura rozbrzmiewała we mnie. Może za bardzo się w to wczytywałem, lecz było w tym coś nowego… jakby narodził się na nowo… nie tak jak chrześcijanie to rozumieją, lecz przez cokolwiek przeszedł, zaczynał wszystko od nowa. Zaczynał życie na nowo. To była miła rozmowa… była to najdłuższa nasza rozmowa, od pewnego czasu. Tak właściwie to była to naprawdę długa rozmowa o życiu – o osobistych sprawach. Nie mówiłem nic w stylu „Hej, kiedy znów zaczniesz grać?”, raczej coś w stylu „Jak się masz/ Jak tam życie?”.
VF: Swój debiut aktorski miałeś w filmie Seana Penna “Into the Wild”. Nawet pomimo tego, iż nie jest to film z dużym budżetem, to grało w nim kilku lepszych aktorów (Vince Vaughn, William Hurt, Marcia Gay Harden, Catherine Keener, itd.) Jak dostałeś rolę? Wyjaśnij kogo grasz w filmie? Z kim grasz? Było to fajnym doświadczeniem?
SW: “Into the Wild” jest filmem opartym na prawdziwej historii a jednocześnie bestsellerze autorstwa Jona Krakauera. Po zakończeniu studiów w 1992 roku, jeden z lepszych studentów i sportowiec Chrisopher McCandless – który był wychowywany w Annandale w Wirginii – opuszcza swe rodzinne strony, swe całe oszczędności w wysokości 24,000 dolarów przekazuje na cele charytatywne i jedzie stopem na Alaskę aby żyć w dziczy. Dwa lata potem jego rozkładające się ciało zostało znalezione przez myśliwych. Gorąco polecam wszystkim obejrzeć film i przeczytać książkę. Christophera McCandlessa zagrał Emile Hirsch.

Historia Chrisa jest mi bliska. Identyfikuję się z nim na pewnych poziomach. Po liceum chciałem odkrywać pewne nowe przygody z dala od domu i oderwać się od wszystkiego co znałem. W skrócie, Metallica była moją Alaską.
Dobra, teraz o tym jak dostałem rolę: po wielu latach znajomości, Sean Penn i ja zostaliśmy dobrymi przyjaciółmi. Przez ten czas trzymaliśmy się ze sobą. Pewnej nocy wziął mnie na bok i zapytał czy myślałem kiedyś o zostaniu aktorem. Było to mniej więcej wtedy kiedy składał ekipę do „Into the Wild”. Chciał zobaczyć jak wyglądam przed kamerą, więc dałem mu kilka nagrać na których wraz z żoną udajemy niemieckich turystów. Spodobało się mu to co zobaczył i powiedział, ze chce mnie w tym filmie. Dał mi scenariusz i powiedział abym wybrał sobie rolę. Moją postacią był więc strażnik Lee Ferry.

Grałem razem z Emilem Hirschem. Emile wiele razy improwizował, bawił się scenariuszem. Generalnie trzymaliśmy się scenariusza, lecz scena rozmowy przez telefon była improwizowana. Sceny w których grałem były kręcone w Page (tam rzeka Kolorado wpada do Wielkiego Kanionu). Byłem także zaproszony do kilku innych miejsc w których kręcono sceny do filmu jak na przykład Alaska. Alaska przypomniała mi moje rodzinne strony – stan Michigan z jego florą i dzikością.

VF: Czy granie w filmach jest czymś co chciałbyś robić?
SW: Chciałbym. Aktorstwo jest wspaniałym i kreatywnym ujściem dla mnie teraz i daje mi to szansę by wyrazić siebie samego poza Metalliką. Tak właściwie to dostałem już rolę w filmie Gusa Van Zanta pod tytułem „Milk” [w Polsce film ten znany jest jako „Obywatel Milk” – red.], który kręcony jest tutaj w San Francisco. Gram ostrożnego, pruderyjnego (prawie homofoba), katolika irlandzkiego pochodzenia, który jest właścicielem sklepu z alkoholem. Nazywa się on McConnely. Jestem niezbyt miłym powitaniem dla Harvey’a Milka (granego przez Seana Penna) i jego chłopaka (granego przez Jamesa Franco).


VF: Jak dotąd masz bardzo ciekawe życie, zwiedziłeś cały świat, widziałeś rzeczy, które mogło zobaczyć jedynie kilku ludzi, spotkałeś się z wieloma wspaniałymi ludźmi, którzy teraz są twoimi przyjaciółmi, doświadczyłeś rzeczy, których niewielu może doświadczyć. Co nastąpi teraz dla Stevena Wiiga? Gdzie widzisz siebie za 10, 20 lat?
SW: Niech pomyślę… więcej Metalliki? Więcej filmów? Więcej dzieci? Kto wie co przyszłość przyniesie. Jestem lojalny Larsowi i Metallice. Są dla mnie jak rodzina. Lars jest ojcem chrzestnym mojego syna Mangusa. Kto wie? Zobaczymy gdzie to wszystko zawędruje. Jestem ciekaw jak ten pociąg zwany Metalliką dojedzie do stacji końcowej – jeśli to w ogóle nastąpi! Zespoły takie jak Led Zeppelin, Aerosmith i Black Sabbath wciąż działają mając trzydziestkę na karku – to będzie interesujące! Z całą pewnością w Metallica nadal ma pełno sił a oni zawsze lubili iść na przód. Osobiście oczekuję etapu „refleksji”. Stanie się to czy nie, to mam do opowiedzenia kawałek historii, do której sam się przyczyniłem. Nie w sensie „wszystko na raz”, lecz wydaje mi się, że razem z Larsem moglibyśmy napisać ciekawą książkę. Zaufaj mi.
VF: Dzięki za wywiad Steve!!!

______________________________________________________________________________
Jeżeli interesuje was osoba Stevena Wiiga i jego działalność, to odsyłamy was do tych stron:
- The Martichora (MySpace)
- The Martichora (Oficjalna strona zespołu)
- PapaWheelie (MySpace)
- Steven Wiig (IMDB)