Gitarzysta Guns N’ Roses jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych na świecie. Nie sposób jest wyobrazić go sobie bez nieodłącznego cylindra oraz… oczywiście gitary. Okazuje się jednak, że muzyk zaczynał od basu. Co więc skłoniło go do zmiany instrumentu? O tym, w rozmowie z Music Aficionado, opowiadał:
Moje zainteresowanie muzyką wzięło się od rodziców. Jako dziecko obracałem się w muzycznym, rockowym świecie. Oboje pracowali w tym biznesie. Mama projektowała ubrania dla muzyków, a tata pracował dla David Geffen. Byłem zauroczony koncertami, na które chodziliśmy. Mimo dorastania w takim klimacie nie myślałem wcale o zostaniu muzykiem. Nie sięgałem po gitarę aż do 15 roku życia. W końcu to zrobiłem, bo poznałem Stevena Adlera, który grał na niej i chcieliśmy założyć zespół. To było jeszcze takie dziecinne. Ale ponieważ on grał na gitarze, to ja musiałem na basie. Chodziłem też do szkoły muzycznej i rozmawiałem z jednym nauczycielem. Miał gitarę i pewnego razu zaczął grać riff 'Sunshine of Your Love’ (Cream). Powiedziałem wtedy: „To jest właśnie to, co chcę robić!”. On odparł, że to nie bas a gitara. Moja babcia miała w szafie schowanego hiszpańskiego akustyka. Miał jedną strunę, zacząłem na niej grać. Wróciłem do tego nauczyciela, a on pokazał mi, jak założyć resztę strun. Nauczył mnie też podstaw, jak np. skale. Powiedział, że nauczy mnie wszystkiego, co chcę. Na koniec każdej lekcji puszczaliśmy jakiś kawałek, a on grał riff ze słuchu. Myślałem wtedy: „Kurwa, mogę to robić.”. I właściwie skończyłem, właśnie to robiąc.
https://www.youtube.com/watch?v=S2njxAIKcPc
