Jeśli kiedykolwiek zetknęliście się z J.D. Overdrive, zapewne słyszeliście o ich uwielbieniu dla pewnego bursztynowego trunku. Powszechna teoria głosi, iż nadużywanie takich płynów może prowadzić do uzależnienia. Jeśli jednak diagnoza brzmi Fortune Favors The Brave to należy zastanowić się czy Jack Daniels nie powinien być refundowany przez NFZ. Już wkrótce, bo 13 maja 2013 jedna z naszych sztandarowych metalowych kapel wydaje nowy krążek o takim właśnie tytule, a my prezentujemy Wam przedpremierową recenzję ich najnowszego dzieła!

Przyznam, że z J.D. Overdrive jest pewien problem. Może nie tyle z nimi co z maniakami przyklejania etykietek. Jeśli nie zetknęliście się jeszcze z ich twórczością to powszechnie dostępne informacje o nich mogą was wprowadzić nieco w błąd. Oto do panów przylgnęła tylko jedno określenie stoner metal, co może przywodzić na myśl ekipy pokroju Corrosion of Conformity, Monster Magnet, czy Down. Fakt, są takie elementy w ich graniu, nawet wyraźne. Ale kontakt z ich muzyka narzuca również skojarzenia pokroju – Pantera, Godsmack, Black Label Society. Czyli co? Prawda jak zawsze leży gdzieś pośrodku.
Panowie uraczyli nas nowym krążkiem Fortune Favors The Brave i jest to ich drugie pełne wydawnictwo, a że zebrali za swój pierwszy materiał dość pochlebne recenzje może warto im się przyjrzeć bliżej.

Nowe dziecko katowickiego kwartetu otwiera tajemnicza radiowa wstawka, padają jakieś ostrzeżenia o ataku obcych, ich możliwym wyglądzie, po czym pukanie w deskę (czyli zabili go i uciekł) i jedziemy. Perkusista Łukasz 'Joorek’ Jurewicz stukanie młotka zamienia na rytm centrali i tak oto startujemy z otwierającym Born to Destroy. Mogę się oczywiście mylić, ale wydaje się, że radiowa wstawka nawiązuje tematycznie do liryki tekstu. Pierwszy numer to po prostu solidne, ciężkie granie. Grooviące walce to określenie, które najlepiej opisuje to co robi kompozycyjnie gitarzysta Michał 'Stempel’ Stemplowski. Jednak moją uwagę najbardziej przykuł wokalista Wojtek 'Suseł’ Kałuża. W Polsce raczej nie cierpimy na nadmiar solidnych gardłowych, a słychać, że Wojtek zdecydowanie wie co robić i już w pierwszym numerze słychać, że ten jegomość nie jest tam z braku lepszych kandydatów.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=O7u4j2Sn3uk
Z jednej strony charakterystyczne dla niego zwrotki, które przechodzą w bardziej śpiewane partie by na końcu w zwolnieniu uraczyć nas głębokim gardłowym wyziewem. Podobny wokalny popis Suseł daje w następnym Funeral Stopper. Stempel’ powinien zdecydowanie postawić mu butelkę markowej Whisky, gdyż podobnie jak w Born to Destroy to Suseł wyraźnie stawia kropkę nad i. Trzeci w kolejności czeka Beware the Boozehound. Nie może dziwić, że ten kawałek ma ciągnąć tę płytę. O ile dwa pierwsze numery mogły sprawiać wrażenie solidnych to tutaj mamy kilera. Na pewno zasługa w tym zaproszonych gości, oto udzielają się tutaj Piotr „Dziki” Chancewicz (MECH), którego solówka może przyprawić o szybsze bicie serca. Hammondy nagrał Piotr „Voltan” Sikora z Leash Eye i Exlibris, a wokalnie Susła wspieraja Rafał „Rufus” Trela (Corruption, Hellectricity). Tak notabene słuchając wspomnianej solówki Piotra przychodzi na myśl idea, iż być może warto by było dokooptować do składu J.D. Overdrive takiego gitarowego kilera. Stempel wydaje się być znacznie lepszym riff masterem niż mistrzem biegania po gryfie na czas. Z drugiej strony może nie było by czuć tej różnicy gdyby nie gościnny występ Dzikiego.

Następny Standing Tall to muzycznie bardziej popis sekcji rytmicznej, melodyczne zagrywki Stempla są wyraźnie bardziej wspierane przez dwóch Łukaszów – jest to basista Łukasz 'Peo’ Pomietło i wspomniany już perkusista Łukasz 'Joorek’ Jurewicz. Aż prosi się aby bas zabrzmiał bardziej solidnie w tym przypadku, widać były jednak powody dla których panowie nie zdecydowali się na taki ruch.
Call of the South to podobnie popis Susła wspartego przez kolegów. Śpiewane fragmenty z gardłowymi wstawkami a tu i ówdzie krzyczane fragmenty to jak się wydaje znak rozpoznawczy tego wokalisty. Wiosłowy w tym kawałku wyraźnie daje do zrozumienia, że kocha maszyny drogowe, gdyż zagrywki pokroju grooviące walce występują tu w stężeniu ponadnormatywnym, całości dopełnia kierowca tegoż walca w osobie perkusisty depczącego jak bozia każe podwójną stopę.
Po tym kawałku wstęp do Shadow of the Beast, zdaje się brzmieć ślamazarnie. Jednak to tylko wrażenie – Stempel nie daje nam zapomnieć o swoich drogowych korzeniach. Bardzo przyjemnie brzmi w tym kawałku ni to solówka, ni to melodia, którą nas potem wiosłowy raczy. Zdecydowanie lepszy patent niż grane przez niego typowe sola.

Jeśli tempo Shadow of the Beast was uśpiło to następny The Revelation wypłaci wam zdecydowanie solidnego kopniaka. Muzycznie znowu numer daje szansę sekcji rytmicznej i znowu pojawia się pytanie – czy basista przysnął w czasie miksów? Ostatnie dwa kawałki czyli Like Heroes to the Slaughter i Hope for the Best, Prepare for the Worst to raczej esencja tego co już słyszeliście.
Wnioski? J.D.Overdrive to wciąż nowa kapela na naszej polskiej scenie. Ich występ przed Down czy Black Label Society na pewno nie był dziełem czystego przypadku. Nowy krążek z jednej strony potwierdza obrany przez nich kierunek, a z drugiej? Nudzić może pewna powtarzalność kompozycyjnych patentów, wiele numerów jest też często w zbyt podobnych tempach. Stąd zapewne uwagę przykuwa szybszy The Revelation czy odmienny singlowy Beware the Boozehound. Może warto pomyśleć nad tym kierunkiem? O ile w przypadku drugiej płyty wyznawana dotąd idea jest całkiem słuszna to przy czwartym krążku podobne zagrywki i nie wiele różniące się tempa mogą bardzo szybko się znudzić. Póki co warto jeszcze zapoznać się z ich materiałem choć podejrzewam, że najbardziej ich granie sprawdza się live.
Setlista krążka, który już za kilka dni pojawi się na sklepowych półkach przedstawia się następująco.
J. D. Overdrive „Frotune Favors The Brave”
- Bad Karma
- Born To Destroy
- Funeral Stopper
- Beware the Boozehound
- Call of the South
- Standing Tall
- Shadow of the Beast
- The Revelation
- Like Heroes to the Slaughter
- Hope for the Best, Prepare for the Worst
Polecamy!