Ostatni już wywiad z serii ekskluzywnych rozmów w zw. z Big 4 w Indio ze strony LA Weekly. Wcześniej wypowiedzieli się Tom Araya, Kerry King i Dave Mustaine. Czas, by swoje pięć groszy – na częściowo podobne, a częściowo właściwe tylko dla niego pytania – dorzucił frontman Anthraxu. Poza pytaniami o Big 4, stare czasy (wyrzucenie Dave’a z Metalliki) i dzisiejszy występ, powie nam też np. jaki jest thrash i o jego korzeniach w USA.
![]()
– Jakie są twoje oczekiwania w związku z występem?
Na ten występ przyjdzie 50,000 z jednego powodu – chcą zobaczyć najlepszy koncert metalowy, jaki kiedykolwiek odbył się w Stanach. Nikt się nie rozczaruje. Przypuszczam, że 23 kwietnia zobaczę największe młyny w mojej karierze. Dzieciaki, które nie są w dobrej formie mają problem. [śmieje się]
– Ta impreza odbędzie się w miejscu festiwalu Coachella. Byłeś na nim kiedyś?
Nigdy nie byłem i nigdy bym nie poszedł. To nasz własny koncert. Po prostu zdarzyło się, że gramy w tym samym miejscu, podobnie jak było z festiwalem Silver Lake.
– Masz jakieś zarzuty do Coachella?
Nie jestem fanem snobistycznego świata. Zespoły metalowe nigdy nie były zapraszane albo nie miały okazji grać przed takimi super fajnymi kolesiami i jakoś mi to nie przeszkadza. Nie chcę cię oglądać, nie lubię twojej muzyki, nie lubię waszych występów, przeszkadza mi twoja broda i wasze głupie czapki. W takim razie idź na Coachella, bierz narkotyki i oglądaj gówniane zespoły. Proszę bardzo.
– Jaki jest thrash?
Thrash jest mądry. W muzyce jest wiele inteligencji, podobnie jak w tekstach i w członkach tych czterech zespołów. To kupa inteligentnych ludzi. Może nie wyglądamy na najmądrzejszych na świecie, ale w tych czterech zespołach grają naprawdę inteligentne osoby – kreatywne, profesjonalne. Wszyscy mieliśmy na to swoje pomysły.
– W Indio będzie pełno ludzi. Czy to dalej jest underground?
Metallica jest jak Coca-Cola. Cały czas tak samo dobra, oczywiście przedarli się do mainstreamu, ale są dalej zespołem thrash-metalowym. Metallica jest duża, ale nie tak jak gwiazdy popu. Wciąż nie są tak znani jak U2, czy Lady Gaga. To ciągle underground. Te 50,000 ludzi przychodzi zobaczyć jebaną grupę zespołów grających niekomercyjną muzykę.
– Czemu trzy z czterech zespołów powstały akurat w Południowej Kalifornii?
Mieli tam na co się wkurzać. U nas w Nowym Jorku nie było takich zespołów hair metalowych jak w latach ’80 w L.A. Nie musieliśmy walczyć o występ, wszystkie kluby szukały wtedy jakichś lalusiowatych kapel. W Nowym Jorku nie było sceny thrashowej. Nic się nie działo. Mimo wszystko nikt nam nie przeszkadzał. Może te trzy zespoły powstały akurat tam, bo nie było już kogo nienawidzić.
– W Nowym Jorku nie było hair metalu?
Nie takiego jak tam. Nie lubię nazywać tego „hair metalem”, ponieważ nie było w tym nic z metalu. To nie był też glam, bo dla mnie prawdziwy glam to David Bowie i New York Dolls. W latach ’80 chłopaki przebierali się za dziewczyny, nie wiem jak to teraz nazwać. Może to jakiś crossover, na przykład cross-dressing.
– Jesteś zaskoczony, że z tej ery przetrwał tylko thrash?
Jeśli mam być szczery, to tak. Nikt, kto zakłada zespół nie przewiduje, że czeka go 30-letnia kariera. Lata mijają, a ja nie mogę w to uwierzyć. Przez cały ten czas każdy z nas pracował. Nawet w czasie, kiedy było na przemian, bardzo dobrze i źle, jak przejażdżka kolejką górską, zawsze byliśmy razem. Przetrwaliśmy już niemal wszystko. Dzięki temu zawsze będzie przy nas publiczność. Obecne jest ona dużo większa niż kiedyś.
– Co sprawia, że to wciąż klasyczny Anthrax? Mieliście przecież wiele zmian w składzie.
To dzięki temu ludzie odkryli Anthrax. To prawda, zyskaliśmy wielu nowych fanów, którzy by tego nie tknęli przed zmianami w latach ’90 i później, jednak wszyscy wracają do tego, co było kiedyś. Widzisz to, kiedy grasz na żywo. Nieważne, kto grał w tym zespole, najlepsze utwory w historii zespołu to te z Among the Living. To jest ten album. To nas definiuje,jako zespół.
– Jak wyglądały koncerty Wielkiej 4 w Europie?
To coś w rodzaju wielkiego zjazdu. Taki obóz letni. Uwielbialiśmy te tłumy, które traciły przy nas głowy. Metallica jest tak wielka przez wiele rzeczy. Jedną z nich jest to, że pracują jak dobrze naoliwiony pociąg. To jak jakaś militarna misja. Kiedy coś robią, robią to dobrze.
Co podobało ci się w muzyce Metalliki, kiedy po raz pierwszy ich spotkałeś w 1983?
Dawali z siebie 10 razy tyle co Motorhead. Byli bardzo intensywni. W tamtym czasie nie było nic bardziej intensywnego od Metalliki.
– Byłeś świadkiem dramatycznych momentów, kiedy zespół odwiedził Nowy Jork, żeby nagrać swój pierwszy album.
Kiedy patrzę wstecz to wszystko wygląda tak pięknie. Wszystko z wątkiem śmierci Cliffa, poza tym nie mam żadnych negatywnych odczuć. Wtedy tylko imprezowaliśmy, piliśmy piwo i każdego dnia zabijaliśmy pozerów. Pracowaliśmy do upadłego, ćwiczyliśmy i pracowaliśmy każdej nocy. Robiliśmy wszystko, co tylko się dało, biorąc przy tym pod uwagę wszelkie możliwości.
– Byłeś tam, kiedy wyrzucono Dave’a Mustaine’a.
Anthrax skończył próbę, poszedłem do nich, patrzyłem jak grają i wróciłem do domu. Następnego dnia zobaczyłem Cliffa, który stał na zewnątrz i palił papierosa. Powiedziałem, „Hej Cliff! Co tam?”. On mi na to, „Och, niefajnie. Wylaliśmy dziś Dave’a. Jest właśnie w drodze do Kalifornii,” odpowiedziałem „Rozumiem.” Poszedłem na górę, zobaczyłem Larsa i Jamesa, oni mi powiedzieli, „To prawda, odesłaliśmy Dave’a do domu.” Pomyślałem, „O cholera! Co my teraz zrobimy? Mieliśmy teraz koncertować przez dwa tygodnie!” Graliśmy już parę razy razem, więc powiedzieli mi, „Już mamy tego gościa z Exodusu, Kirka.” Jasna cholera. Co się tak naprawdę stało? „Wiesz, obudziliśmy go tak, że ledwo cokolwiek czaił i wsadziliśmy go do autobusu.” Poczułem, że ich plan polegał na tym, żeby wywalić go, zanim on zda sobie sprawę z tego, co się dzieje. Był zaspany i w dodatku na kacu.
– Kiedy ponownie zobaczyłeś Mustaine’a?
To była nasza pierwsza trasa w stanach, wiosną ’84 graliśmy w klubie County, a Mustaine i [David] Ellefson przyszli na te występy. Dave miał demo płyty Killing is My Business i był bardzo podekscytowany, bo chciał mi je puścić. Nie widzieliśmy się od kiedy wyleciał z Metalliki w ’83, więc było fajnie znowu go zobaczyć. Pamiętam, że siedzieliśmy w czyimś samochodzie na parkingu przed Country, a on puścił mi to demo, które totalnie mnie zmiotło. Wywalili go z zespołu, wtedy Metallica nie była w żadnym stopniu wielka, ale on wkurzył się i zaczął od nowa. Dzięki temu stworzył zabójcza płytę.
– Jak podobało ci się granie „Am I Evil?” w Bułgarii razem z tymi wszystkimi zespołami?
Ciągle tam jestem. Nigdy nie opuściłem tego miejsca. To był naprawdę magiczny moment. Niesamowicie intensywny, wspaniały, zabawny, piękny, ciężki, szalony moment i kulminacja 30 lat pracy. To naprawdę ryło banie, patrzyłeś w lewo i widziałeś Dave’a, a na prawo Jamesa. Nawet rąk nie czułem grając.
– Czy zrobicie coś takiego po raz kolejny?
Mam nadzieję. Nikt nic o tym nie mówił. Słyszałem tylko plotki.