Najnowszy numer kwartalnika So What! wydawanego tylko i wyłącznie na potrzeby MetClubu jest numerem specjalnym poświęconym osobie ś.p. Cliffa Burtona i zawiera przede wszystkim wspomnienia autorstwa Jamesa, Larsa, Kirka i Roba, pełne nieznanych i przeważnie zabawnych historii o nieodżałowanym basiście.
Trzecia i ostatnia część rozmowy z Rayem, w której opowiada o planach Cliffa, swoim podejściu do fanów oraz stosunku Metalliki do niego samego.
Kiedy jechałem tutaj, myślałem o kierunku w jakim rozwinął się zespół. Często zastanawiam się, gdzie by teraz byli, gdyby czwarty album został nagrany z Cliffem, bo wydaje mi się, że …And Justice For All jest przesadnie agresywny z powodu ich ówczesnego gniewu.
Ja tak to rozumiem … Wiem, że Cliff miał kilka pomysłów – ze mną nigdy o tym nie rozmawiał, ale jego matka mówiła, że chciał grać gitarę prowadzącą.
Na basie?
Ta, na basie. Oglądałem Jaya Leno i słyszałem jego obecny zespół, Ricky Minor, jest frontmanem zespołu i gra na basie. Jako gitara prowadząca. To jest świetna, niewielka grupa. Widzę go i myślę, że prawdopodobnie Cliff chciałby to tak zrobić. Jednak po jakimś czasie musiałby odpuścić potrząsanie głową, ponieważ jak robisz tak przez dłuższy czas, to odbija się na twoim karku!
Tak, jak odbiło się na Jasonie.
Musiałby więc zmienić sposób w jakim się poruszał, ale jestem pewien, że wyszłoby mu to na dobre.
Przeglądałem album, który Harold O. i Brian Lew wydali wspólnie jako zbiór zespołów z Bay Area głównie z okresu wczesnej Metalliki i znalazłem tam jedno świetne zdjęcie Cliffa złapanego w połowie pogowania z głową opuszczoną w dół i z oczami biegnącymi już w górę. W pełni oddawał się muzyce.
Tak było. Wiele razy na jesień czy zimę, wracałem do domu po zmroku gdzieś między 5:30 a 6:00. Cliff miał w swoim pokoju lampkę,i kiedy tylko siedział pomiędzy nią a zasłoną, to można było zobaczyć jego cień. Stawałem na parkingu i widziałem jak Cliff ćwiczy to coś (pogo – przyp. red.). Później zdarzało się mu mówić, „Nie rozumiem, dlaczego boli mnie szyja.” A ja mu odpowiadałem, do diabła robisz cały czas te swoje ruchy góra-dół, a to może uszkodzić ci kark! Jaka jest masa głowy, coś koło 4 kilo? To całkiem sporo, żeby człowiek tak nią rzucał na około.
Zespół utrzymywał z tobą kontakt przez te lata? Czy może gdzieś się to urwało?
Wiem, że tam są. Wszyscy maja swoje rodziny, więc nie nachodzimy się nawzajem. Ale za każdym razem kiedy ich spotykam są dla mnie bardzo życzliwi. Dogaduję się z nimi wszystkimi, traktują mnie wspaniale.
Zawsze miałem wrażenie na podstawie słów i zachowania Jamesa … szczerze myślę, że traktuje cię szczególnie.
Jednego razu, nie pamiętam kiedy u diabła grali. Zadzwoniłem dzień wcześniej, żeby spróbować dostać bilety. Kiedy zobaczyłem ich później, powiedziałem „Jiminy, James, przepraszam, że poprosiłem o bilety tak późno. Postaram się dać ci trochę więcej czasu następnym razem.” A James powiedział „W porządku Ray. Ray Burton jest zawsze mile widziany. Zawsze znajdziemy bilety.” I to by wyczerpywało temat.

Jak się czułeś na scenie pierwszego dnia w San Francisco podczas koncertów na 30-lecie?
To była prawdziwa frajda.
Tłum był za głośny dla ciebie.
Tłum był cudowny, jak i całe show. Żeby wytłumaczyć ci jak bardzo było to dla mnie wspaniałe, powiem, że była trzecia nad ranem kiedy zamykali, co pokazuje, że występ był bardzo przyjemny. Nie pamiętam czy była to Barbara (Coldwell) czy ktoś inny, ale zapytał „Masz to na piśmie?” Ja powiedziałem, że nie, ale właśnie lecę to załatwić. Popatrzyła na mnie w taki śmieszny sposób. Więc starałem się powiedzieć to do niej tak jak teraz rozmawiam z Tobą. Jedyny prawdziwy problem jaki miałem z tym związany, to setki rzeczy jakie mogłem zrobić lub powiedzieć trochę inaczej. Ale zdałem sobie sprawę, że gdybym miał wtedy zapisane słowa, mógłbym tam wtedy wyjść, położyć tę pierdoloną kartkę przed sobą i po prostu przeczytać. Dużo łatwiej rozmawiać mi z kimś twarzą w twarz. Bez względu na temat, staram się pamiętać co mam mówić. Jak na razie całkiem dobrze to wychodzi.
Wiem, że twoja przemowa podczas Hall of Fame była jedną z najważniejszych dla społeczności fanów. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi mogąc Cię zobaczyć i usłyszeć co masz do powiedzenia. Dobrze wiem, że czy to podczas festiwalu Orion w ubiegłym roku, czy po prostu kiedy się Ciebie spotyka, to bardzo uszczęśliwia ludzi.
Też doszedłem do takich wniosków, na przykład po NAMM. Dzieciaki całkowicie … ja też ich lubię. Dan ja nie wiem kim są, nigdy ich nie widziałem i nie zapamiętuję ich. Ale to są interesujący ludzie, z którymi mam wspólną, że tak powiem, słabość do Cliffa. Łatwiej jest więc nawiązać rozmowę, kiedy ma się jakieś wspólne zainteresowania – oni ewidentnie są zafascynowani Cliffem i z pewnością mają dobre pojęcie, jakim typem człowieka był. Bardzo łatwo mi z nimi rozmawiać – tak jak mówiłem, jedynym problemem jest całe „po”, kiedy myślę „O Boże, mogłem powiedzieć to czy tamto.” Ale to jest całkiem ludzkie. Kiedy byłem w podstawówce i ogólniaku, miałem stanąć przed całą klasą i coś zrobić, tak bardzo się denerwowałem, że dochodziłem prawie do płaczu. O Boże, wspominam to, a to po prostu oznaka niedojrzałości. Kiedy dorastasz wyrabiasz w sobie nastawienie „mam to gdzieś”.
Skąd wzięło się Cliffowe „mam to gdzieś”? Od ciebie?
Jego matka miała cudowne poczucie humoru. Jan była bardzo rozrywkowa. Miała też swoje momenty powagi. Jan żyła poszukiwaniem pewnego rodzaju religii. Miała żydowskie korzenie, ale nie mogła zaakceptować żydowskiej wiary; zawsze jej szukała. I do dnia swojej śmierci nie znalazła żadnej, która by ją satysfakcjonowała. Ale to poczucie humoru! Jestem pewien, że Cliff odziedziczył to z jej strony, chociaż moja rodzina też posiada niezłe poczucie humoru. Nigdy tylko nie robiliśmy sobie uwłaczających żartów z naszych krewnych. Była tylko zabawa. Dlatego Cliff był zawsze bardzo zatroskany poważnymi sprawami, ale jednocześnie potrafił dojrzeć lekkomyślności w życiu i widział pomiędzy nimi różnicę. Pochodząc od matki, która była poważna, ale miała doskonałe poczucie humoru oraz od ojca, który doceniał dobry humor, który jest ateistą, to po prostu wyciera. Oczywiście niektóre historie, które Cliff by opowiedział … Spastik Children!
Widziałeś kiedykolwiek któryś z tych występów?
Nigdy żadnego nie wiedziałem, ale te historie, mogę sobie to wyobrazić. Zwłaszcza Cotton, jak mu było na imię, wokalista? Fred! Powiedział, że część utworów na jednym z krążków była nieco głupia. Jedna była zatytuowana „I Like Farts”. Spotykasz Freda Cottona a to jest naprawdę zabawny koleś.
Widziałeś się z nim w Fillmore?
Jestem pewien, że właśnie tam go widziałem, bo było to całkiem niedawno. Wydaje mi się też, że był na Hall of Fame. Tak czy inaczej, nigdy wcześniej go nie spotkałem … a co to był za dzieciak. James i Cliff wyjeżdżali kiedy chcieli się zabawić. Jechali do Ruthie’s w Berkeley, małego klubu, gdzie James grał na bębnach, Cliff na swoim basie, było tam też wielu innych gitarzystów a śpiewał właśnie Fred Cotton. Wymyślał własne piosenki, a Cliff mógł się tam nieźle wybić. Uwielbiał tam jeździć.

