Najnowszy numer kwartalnika So What! wydawanego tylko i wyłącznie na potrzeby MetClubu jest numerem specjalnym poświęconym osobie ś.p. Cliffa Burtona i zawiera przede wszystkim wspomnienia autorstwa Jamesa, Larsa, Kirka i Roba, pełne nieznanych i przeważnie zabawnych historii o nieodżałowanym basiście.
W drugiej części rozmowy Ray opowiada m.in. o tym, jakim człowiekiem był jego syn, o jego podejściu do sławy, wypadku z nożem oraz o okolicznościach, w jakich Cliff został przyjęty do zespołu.

Świetnie jest usłyszeć to z innej strony. Ludzie mogą mieć pewną, nie do końca prawdziwą wizję tego kim był Cliff. Utożsamiają go z szybką, wściekłą Metalliką podczas, gdy niekoniecznie taki był.
Nie. Opowiadałem to już nie raz – co jest świetnym przykładem charakteru Cliffa. Dostaliśmy list kondolencyjny, w którym młoda dziewczyna opisuje, razem z kondolencjami, swoje doświadczenie z koncertu Metalliki w takim a takim miejscu – wydaje mi się, że gdzieś w Ohio – wyszli po występie, wzięli prysznice i tak dalej. I wszystkie dzieciaki, które zebrały się i czekały zaczęły z nimi rozmawiać. Pisze, „Cliff zauważył mnie, a stałam poza murem z ludzi.” Odłączył się od innych, podszedł i rozmawiał z nią przez jakieś 20 albo 25 minut. To co dostrzegła w nim wspaniałego, to że była na wózku a on sam ją zauważył i spędził z nią dłuższą chwilę. Cliff był więc takim typem człowieka.
Kiedy zaczął zarabiać, lubił zabierać mnie i Jan do naszej ulubionej restauracji sushi w Hayward. Czasami jego szkolni koledzy wpadali i od razu zaczynał rozmowę „Hej, i jak tam, jak leci?” … ale nigdy, nigdy nie docierało to do niego. Ktoś kiedyś nazwał go gwiazdą rocka czy jakoś tak a on powiedział, „Nie jestem gwiazdą rocka i nie próbuj mnie więcej tak nazywać!” Zdenerwowało go to, bo widział jak gwiazdy rocka stają się cholernie zarozumiałe. On nie chciał taki być. Mocno stąpał po ziemi. Lubił też swoją muzykę i grał ją dobrze. Moim zdaniem godny podziwu.
Bardzo interesujące byłoby zobaczyć jak w 1991, kiedy zespół rozszerzył działalność a on byłby w pobliżu, jaki miałoby to na niego wpływ.
Bardzo często myślę o tym, co mógłby wnieść albo jaki – cóż, po prostu tego nie wiesz! Jestem pewien, że miał duży wpływ na zespół, ale czasami myślę sobie, czy został by w Castro Vallet. Wiem, że chciał kupić sobie działkę w tych górach, ale to są wszystko rzeczy, o których można spekulować i zgadywać.
To są bardzo hipotetyczne i niemal nieuczciwe pytania, ale jedno (nic nie poradzę) nasuwa się samo. Tak jak wspomniałeś powiedział, „Nie nazywaj mnie gwiazdą rocka”. Trzy lata później Metallica stała się gwiazdą rocka. Zastanawiam się jak by sobie z tym poradził.
Według mnie śmiał by się z tego. Zupełnie tak jak Rock and Roll Hall of Fame, cieszyłby się z tego bardzo, ale jednocześnie … wcale nie –
Brał by tego na poważnie.
– wcale nie napawał by się tym. Po prostu całkowicie cieszył się występami … jeden z powodów, dla których chciał nauczyć się grać na basie. Powiedział również, „Mogę nauczyć się muzyki, ale wolałbym nauczyć się jej dobrze.” Więc jest to coś co jestem pewien, że by podjął, ale jest to tylko jedna z wielu rzeczy … (milknie, żeby o czymś jeszcze sobie przypomnieć) Nie wydaje mi się, żeby kiedykolwiek chciał pływać. Ale łowił na wędkę. Boże, jak on uwielbiał łowić.
Rozumiem, że cierpiał mocno podczas łowienia.
Tak. Patrzysz na jego zdjęcie i widzisz mały palec u prawej ręki. Większość gitarzystów grających palcami używa wszystkich pięciu. Grał więc tak na prawdę tylko czterema bo tym czymś … nie wiem czy byłby w stanie uderzyć strunę tak, żeby wydobyć odpowiedni dźwięk.
Na zdjęciach to po prostu jest.
Jan i ja oboje mamy sobie za złe, że nie mieliśmy pieniędzy, żeby to poprawić.
Co to spowodowało?
Cóż, wędkowaliśmy. On, jego matka i ja pojechaliśmy nad jezioro Clear Lake do Lake County, to największe naturalne jezioro w Kalifornii nie licząc jeziora Tahoe, ponieważ Tahoe jest na pograniczu Kalifornii i Nevady. To jest bardzo duże jezioro i bardzo dobrze biorą tam ryby. Byliśmy tam raz i wiedzieliśmy, że są tam … ja ciągle myślę, że szczupaki, ale to nie były szczupaki. Były wielkie! Pływały przy powierzchni wody, jakby wynurzały się i zanurzały i były bardzo leniwe, nie ugryzły by. Kładłeś przynętę zaraz przed nimi, a one nic. Byliśmy w łodzi i Cliff powiedział, „Zaraz dźgnę jednego.” Miał nóż do łuskowania i sięgnął ostrzem w dół. Cholerna ryba była zaraz przy łodzi, a to była płytka łódź i Cliff zrobił coś takiego (pokazuje gestem sięganie po rybę) i przeklęty nóż trafił kręgosłup, przez co ostrze się mu wyślizgnęło i ręka przejechała po ostrzu. I wydaje mi się, że przecięło palec przy pierwszej kostce bo nie pamiętam, żeby któryś z palców był wyprostowany. Nigdy tego nie poprawiliśmy. Nie byłoby to niespodzianką, skoro zarabiali więcej kasy, żeby to zrobił (poprawił) ponieważ wydaje mi się, że teraz można by to poprawić do tego stopnia, żeby nadać mu pewną ruchliwość. Ale tego nie zrobił.
Przynajmniej nadało mu to charakteru.
Przypomina mi to Django Reinhardta, wielkiego francuskiego gitarzystę jazzowego. Wydaje mi się, że miał tylko trzy palce. (dwa palce zostały sparaliżowane w pożarze – przyp. red.) Był świetny, grał palcami, nie używał piórka. Był jednym z kilku jedynych w swoim rodzaju w latach trzydziestych – w Paryżu – nazywali się Quintet of the Hot Club of France. Był tam skrzypek jazzowy Stephane Grappelli, który był absolutnie wspaniały. Widziałem go dwukrotnie. Przyjechał do San Francisco z małym kwartetem, chyba kwartetem, ale był utalentowanym skrzypkiem i grał również średnio na fortepianie.
Jesteś bardzo biegły w muzyce.
Od zawsze lubiłem muzykę w każdej odmianie. Country i western, jazz, blues, po prostu to kocham, a jeszcze skrzypce, opera. Po prostu cudowne. Powiedziałem do Cliffa, „Za każdym razem, kiedy komponujesz lub grasz, utrzymywanie w miarę możliwości odrobiny melancholii w swojej muzyce sprawia, że jest świetna.” To jest chyba jeden z powodów, dla których Duke Ellington jest taki dobry; potrafi tak dobierać muzyków do zespołu, żeby wydobyć ten melancholijny dźwięk wydobywający się z instrumentów, i również z aranżacji. Widziałem Duke’a Ellingtona, przyjeżdżał do Trianon Ballroow w South Gate, na Firestone Boulevard o ile sobie dobrzy przypominam. Był tam dobry parkiet, a chłopie gość był dobry! Oczywiście w tańcu najlepszym jakiego tam widziałem był Louis Armstrong. Armstrong zazwyczaj występował z małą grupą pięciu albo sześciu, siedmiu muzyków. Ale kiedy kończyliśmy ogólniak występował w Trianon ze stałym jak pamiętam 16-osobowym zespołem tanecznym. Pojechaliśmy tam po uroczystości zakończenia i chłopie, rozmawiaj o świetnym rytmie i muzyce tanecznej.
Niewątpliwie przekazałeś tę miłość dalej.
Nigdy w życiu nie wziąłem instrumentu do ręki, ale z pewnością było w moim życiu sporo muzyki. Jan lubiła muzykę więc było jej zawsze dużo w domu. Ale Cliff lubił swój heavy metal.
Jak to było, kiedy nagle zadzwonił telefon i w L.A. pojawili się ci goście z heavy-metalowym zespołem?
Większość czasu spędzałem w pracy. Ale jednego dnia, kiedy byłem w domu – mogło to być w weekend, nie wiem. To był chyba trzeci raz w ciągu dnia, kiedy Cliff wisiał na telefonie przez jakieś 20, 30 minut. Jan powiedziała, że rozmawiał z zespołem spoza L.A., który chciał, żeby do nich dołączył. Chcieli, żeby przeniósł się do L.A. a Cliff powiedział, że nie ma mowy, nie ma zamiaru wyjeżdżać do L.A. Koniec końców wydaje mi się, że powiedział im, że jeżeli przeniosą się tutaj, to dołączy do ich zespołu, czy jakoś w tym stylu. Więc Dave Mustaine, James Hetfield i Lars Ulrich przenieśli się wszyscy do San Francisco a Cliff dołączył do zespołu.
Jakie było Twoje pierwsze wrażenie po spotkaniu tej trójki?
Polubiłem ich. Wszyscy trzej byli mili. Nie miałem co do nich żadnych obiekcji. Cliff się z nimi dogadywał, a o to chodziło. I lubił ich heavy-metalową muzykę. Tak czy inaczej, jak tylko się przeprowadzili wszystko zaczęło się układać coraz lepiej. Kiedy zapakowali samochód na swoją pierwszą trasę i dostaliśmy telefon z Cheyenne, Wyoming czy jakiegoś miejsca gdzie mieli wypadek … tak czy owak, wydostali się stamtąd i wrócili prosto do Bostonu, i wydaje mi się, że to była ich pierwsza noc tam, a nadal mieli samochód i niestety …
Cały sprzęt … zniknął. Skradziony.
Tak, cały sprzęt zniknął. I Cliff od razu powiedział, „Jesteśmy winni Jonny’emu Z. (dyrektor Megaforce Records) $30,000.” Ale nie poddali się. Pojechali na tę swoją małą trasę a grali dość wcześnie i wydaje mi się, że tutaj Dave Mustaine nawalił i cała trójka powiedziała „Tutaj masz bilet na autobus Greyhound”, i chyba był nieźle wkurwiony, że posłali Kirkowi bilet na samolot.


