W wywiadzie dla magazynu What’s On, Robert Trujillo zdradził m.in. że choć nowy album nie będzie brzmiał jak Death Magnetic, to inspirują się swoją ostatnią płytą tworząc nowe aranżacje. Zdradza też sekret na długowieczność zespołu, opowiada o spędzaniu wolnego czasu, benefitach, jakie członkostwo w Metallice daje mu jako surferowi i in. Tłumaczenie wewnątrz.
– Metallica istnieje od ponad 30 lat. Skąd bierze się Wasza motywacja?
Jakkolwiek banalnie to brzmi, to nasza muzyka – albo może muzyka w ogóle. Gdy jesteśmy w u siebie domu i zakładamy gitary to po prostu się dzieje. W tej chwili jesteśmy w trakcie pisania nowego albumu i, jeśli coś jest nie tak, to że mamy zbyt wiele riffów. To dowodzi, że jest w nas nadal bardzo wiele muzyki.
– Co ciągnie Was na powrót do Zjednoczonych Emiratów?
Rzadko planujemy teraz pełne trasy – zamiast tego preferujemy robić krótkie trasy w miejscach jak Australia, Południowa Afryka, Ameryka Południowa, etc. To przeradza się dla nas w fajną zabawę, zarówno pod względem dania nam szansy na pisanie nowego albumu, jak również pewności, że się nie wypalimy koncertując [zbyt wiele]. Zeszłym razem, gdy byliśmy w Abu Dhabi, wyszliśmy na spotkanie pustyni i świetnie się bawiliśmy. W takim punkcie się teraz znajdujemy – chcemy grać na żywo i dobrze się bawić.
– Co było znamienne na ostatnim koncercie w Abu Dhabi?
Spostrzegliśmy ubiegłym razem, że wśród publiczności było bardzo wielu młodszych fanów, co jest świetne, bo mimo grania od 30 lat, nowa publika zaczyna odkrywać muzykę i kupować ją. Myślę, że metal ogólnie uległ regeneracji, jako że więcej młodych ludzi zaczęło słuchać kapel takich jak my, Black Sabbath, czy nawet AC/DC. Wchodzą w to i zdają sobie sprawę, że nadal żyjemy, nadal dajemy czadu i że mogą wpadać na nasze koncerty. To sprawia, że wciąż się liczymy.
– Czy sądzisz, że istnieje przyszłość dla metalu na Środkowym Wschodzie?
Tak, tak sądzę. To jeden z powodów, dla których wracamy. To prosty proces popytu i podaży. Jeżeli istnieje dość miłości i popytu dla Metalliki, to tak długo będziemy wracać – a otrzymujemy wiele miłości ze Środkowego Wschodu.
– Co porabiacie, kiedy nie gracie?
Wszyscy dość mocno się różnimy. Kirk i ja uwielbiamy pośmigać na falach. Kochamy chodzić w nowe miejsca, odkrywać miejscowe fale i surfować po nich. Lars uwielbia sobie trochę ponurkować, podczas gdy James jest nieco bardziej kulturalny; woli bardziej wypad na miasto, by poczuć otoczenie i klimat miejsc takich jak Południowa Afryka czy Japonia.

James Hetfield z córką na Hawajach, zdjęcie z wczoraj (16.4.13)

James z córką, 15 kwietnia 2013

James Hetfield z żoną, 16 rocznica małżeństwa, 7 kwietnia 2013

James z synem, 2 kwietnia 2013
– Wiesz, że w Abu Dhabi jest basen z falami, prawda?
[śmiech] Tak, widziałem go w internecie w ostatnim tygodniu i pomyślałem, „Wow, gdzie to jest? W Abu Dhabi? Musimy tam pojechać i tego spróbować!”
– Kiedy surfujesz, czy ludzie dziwnie się na ciebie patrzą?
W zasadzie ludzie są bardzo podekscytowani, co jest pomocne, bo to oznacza, że pierwsi możemy wybrać falę [śmiech]. Surfing potrafi być agresywnym i terytorialnym sportem, więc to świetnie, że miejscowi surferzy są dla nas zwykle mili i pozwalają nam złapać fale, których normalnie byśmy nie mieli okazji złapać. Zdaje się, że tak długo jak będziemy w Metallice, dobre fale będą nasze.
– Jak idą prace nad nowym albumem?
Cóż, nie możemy powiedzieć zbyt wiele, bo wciąż go piszemy, ale sporo słuchaliśmy naszego ostatniego albumu, Death Magnetic, co inspiruje aranżacje, które aktualnie piszemy. Tamten album ma w sobie coś, z czego naprawdę jesteśmy dumni i chcemy zachować pewien standard. Czy nowy album będzie brzmiał podobnie do Death Magnetic? Prawdopodobnie nie, ale nadal znajdzie się na nim ten metallikowy groove i thrashowe elementy.
– Czy nadal dręczycie Larsa za tę całą sprawę z Napsterem?
Wiesz co, wszyscy dają sobie popalić w zespole. Panuje atmosfera żartów i dużej, pozytywnej energii – i to odgrywa ważną rolę w tym, że wciąż trzymamy się razem. Musisz znaleźć sposoby, żeby dobrze się bawić i pozostać zdrowym na umyśle. To ważne, by wszystko zbalansować, pisanie, trasę i zabawę – to cię napędza i sprawia, że sprawy mają się pozytywnie. Gdybyś kiedykolwiek usiadł z nami na próbie zdziwiłbyś się, jak dobrze się bawimy.
– Na przykład?
James robi coś bardzo zabawnego, że – nieważne gdzie jest – gdy kiedykolwiek zobaczy coś, co należy odczytać w dany sposób, wyjmuje Sharpiego [swój marker] i zmienia napis. Przychodzą mu na myśl naprawdę zabawne rzeczy.
– A zatem waszym sekretem na długowieczność jest dostosowywanie się do sytuacji?
Tak właśnie jest. Musieliśmy zmienić swój tryb życia, żeby dostosować się do starzenia się. Nadal chcemy mieć energię do grania jak zwykle, bo ostatnią rzeczą, jaką wam zaserwujemy, to koncert Metalliki na pół gwizdka – do tego po prostu nie dojdzie. Pewnego dnia surfowałem w Australii z trzydziestką miejscowych, a wśród nich był facet po sześćdziesiątce. Patrzyłem na niego i pomyślałem, że to na swój sposób fajne, że ten starszy gość surfuje. Ale wtedy zdałem sobie sprawę, że ja byłem tam drugim najstarszym gościem! Oto ja, prawie 50-letni, surfujący z tymi dzieciakami, grający te rockowego koncerty. Za wiele rzeczy mogę być wdzięczny. Moje życie jest całkiem dobre.
