Niestety nie możemy udostępnić Wam wideo, ponieważ zarezerwowane jest ono jedynie dla mieszkańców Australii (jeżeli masz swój sposób na obejście takich ograniczeń, lub tam po prostu mieszkasz, zapraszamy tutaj), przetłumaczyliśmy dla Was jednak udostępnioną transkrypcję z rozmowy. Rob mówi o najnowszej EP-ce „Six Feet Down Under” (do posłuchania w całości tutaj), zmianach na trasie w stosunku do trasy St. Anger, o transformacji Jamesa na przestrzeni ostatnich lat i o znajomości ze Slashem.

[MTV:] A więc dlaczego twój zespół zdecydował się wydać EP-kę z nagraniami na żywo z Australii zamiast któregoś z wielu innych regionów?
[Rob:] Będąc zupełnie szczerym, nie wiem dlaczego zdecydowaliśmy się wydać produkcje z występów w Australii. Wiesz, pasuje nam bycie tutaj, a trochę już minęło, kilka lat.
Muszę powiedzieć tak – sądzę, że jesteśmy znacznie lepszym zespołem niż byliśmy, gdy byliśmy tu w 2004r., więc mam nadzieję, że ludzie nie będą krytykowali tego, co usłyszą, ale [zrozumieją, że] jest to nasz sposób, by pokazać ludziom w Australii, że jesteśmy podekscytowani mogąc tu być i chcemy dać im małe coś… Kocham surfing, kocham styl życia tu w Australii i jako zespół jesteśmy bardzo podekscytowani naszą obecnością tu.
[MTV:] Wasza EP-ka „Six Feet Down Under” pokrywa wachlarz przeszłych występów Metalliki, z których niektóre nie były przez was nawet nagrane. Jakie to uczucie odkryć tak ogromną siatkę przeszłych bootlegów?
[Rob:] Słyszałem może tylko trzy, lub cztery kawałki i oczywiście niektóre z nich były bardzo surowe i sądzę, że jest w tym pewna magia… Ale to jest piękno Metalliki, jesteśmy gotowi wydać to bez upiększeń. Chodzi mi o to, że nie próbujemy czegokolwiek ukryć – uważam, że to dobrze, że ludzie mogą doświadczyć przeszłości w teraźniejszości i może następnym razem jak tu będziemy damy im coś na przyszłość… kto wie.
[MTV:] No i ta EP-ka pokrywa też trasę St. Anger. Jak zmieniło się dla was bycie w trasie od ostatniej waszej wizyty tutaj?
[Rob:] Naprawdę szczerze myślę, że dojrzeliśmy. Zrobiliśmy Death Magnetic wspólnie, doświadczyliśmy całego procesu nagrywania jako zespół i bycia kreatywnymi, i również Ricka Rubina w naszym obozie, więc mieliśmy sporo dobrej zabawy. Wszystkim nam urodziło się wiele dzieci w ostatnich latach, tak więc samo życiowe doświadczenie jest bardzo wyjątkowe. Czujemy się uprzywilejowani i zaszczyceni, że znów możemy być tutaj i jesteśmy gotowi skopać parę tyłków, i myślę, że ludzie będą się dobrze bawić.
[MTV:] Wszystkie wasze koncerty wyprzedały się w mniej niż godzinę zyskując status najszybciej wyprzedanych aren w 2010r. Metallica osiągnęła tak wiele, czy zostało jeszcze coś do nadania wam odznaczenia?
[Rob:] Wydaje mi się, że będziemy musieli zagrać występ na Ayers Rock [słynna góra Uluru, zdj. poniżej – red.]. Wiesz, akustycznie pod gwiazdami, bębny kongo, skrzypce… Wiesz, po prostu sięgnąć prymitywizmu… To będzie następna rzecz – nie mówiłem tego jeszcze chłopakom, ale podzielę się tym z nimi. To będzie nasze następne duże, australijskie doświadczenie i potem może posurfujemy na Złotym Wybrzeżu przez chwilę.

[MTV:] Dołączenie do zespołu w późnym okresie jego kariery może być trudne. Czy jest cokolwiek, co zrobiłbyś [dziś] inaczej? I czy są rzeczy odnośnie innych członków Metalliki, które nadal cię zaskakują?
[Rob:] Wiesz, kiedy na początku dołączyłem do zespołu to był kruchy obóz. Sprawy miały się zdecydowanie ku lepszemu, ale myślę, że James Hetfield był wciąż mocno kruchy po wyjściu z odwyku i w ogóle tego wszystkiego, co działo się w jego życiu. A kiedy zabraliśmy się za nagrywanie Death Magnetic, zauważyłem dużą różnicę względem czasów St. Anger. Był po prostu znacznie bardziej na luzie, w niejako zabawniejszym duchu. Wcześniej trzeba było obchodzić się z nim jak z jajkiem. Wszystko było zgodne z rozkładem [dnia], więc jeśli spóźniłeś się 10 minut, dostałbyś spojrzenie mordercy, albo odbyłoby się na ten temat spotkanie i dla mnie wejście w to jako ten nowy… Mieszkałem wówczas w Los Angeles i przeprowadzka i tak dalej, to było dużo naraz, uczenie się wszystkich kawałków…
Teraz jest tak, jakby odzyskał swój czar, swój ogień. Death Magnetic było dla niego istotnym osiągnięciem. Był bardzo skupiony i dobrze się razem bawiliśmy w trakcie nagrywania, i po prostu świetnie jest być z tymi kolesiami teraz i on [James] również jest bardzo podekscytowany mogąc tu [w Australii]być. [czy oni z tej frazy uczynili kropkę zamykającą każde ich zdanie? 😉 – red.]
[MTV:] Oglądaliśmy w tym roku bardzo dużo Slasha, zastanawialiśmy się właśnie, czy go znasz, lub spotkałeś go?
[Rob:] Tak, spotkałem go kilkukrotnie, gdy grałem w Suicidal Tendencies jakiś czas temu, w zasadzie byliśmy w trasie z Guns N’ Roses i gość był bardzo fajny. Z drugiej strony, nigdy tak naprawdę nie spotkałem Axla, widziałem go jak przechodził parę razy i odwracał wzrok, i szedł byle dalej ode mnie, nie wiem, czy się mnie bał, ale Slash był zawsze bardzo spoko. Jest oczywiście niesamowitym gitarzystą i żywię do niego wielki szacunek, ponieważ nie stara się ograniczać swoich umiejętności do jednego gatunku. Lubi mieszać z różnymi rodzajami muzyków i zrobił to na swojej nowej płycie, więc bardzo go szanuję. Wiesz, myślę, że gdyby zrobił speedmetalowy album, byłbym bardzo podekscytowany. Mam nadzieję Slash, że zrobisz speedmetalowy album przy następnej okazji, ok?