W wywiadzie dla szwedzkiego Metalshrine, frontman Machine Head został zapytany, czy kiedykolwiek nagrałby z zespołem coś zupełnie innego, coś jak Metallica i Lou Reed. Oto odpowiedź:
„Cóż.. to całe Lulu ssie. Jest kurwa okropne.”
– A czy powiedział to Metallice podczas trasy?
„Nie pytali mnie [o opinię], a gdyby spytali, powiedziałbym im, co o tym myślę. Mówiłem to już publicznie, więc wiedzą, bo ci goście mają świadomość, co ludzie [w danej chwili]mówią o Metallice.
Ja tego nawet nie rozumiem. Jeżeli ci goście muszą robić takie rzeczy, żeby się czasami na wszystkich wypiąć, to w porządku i ja ich szanuję, ale eeehhh… czy nie było pod ręką Lemmiego? Czy jebany Iggy Pop nie był dostępny? [śmiech] Myślę, że jest bardzo wielu ludzi, którzy mogliby stanowić lepszy wybór. Nie znam gościa [Lou Reeda], ale może jest najbardziej charyzmatycznym facetem na świecie, nie wiem.
Nie mogę kurwa znieść Lou Reeda. Nie podoba mi się jego kariera solowa i nie lubię The Velvet Underground, więc nie znam nic poza „Walk On The Wild Side”
W środku tłumaczenie reszty – Robb wywodzi się nt. próbowania nowych rzeczy w muzyce (ale niekoniecznie nagrywania ich).

Reszta wypowiedzi:
Czy ja bym coś takiego nagrał? Tak, tzn. piszemy wiele utworów, które niekoniecznie są tym, czym jest Machine Head. Kocham The Cure, więc pisuję trochę łagodnych rzeczy, które są super-gotyckie i… gejowskie. [śmiech] Ale myślę, że to w porządku. Jamujesz przez chwilę i wychodzi ci masa rozmaitego gówna. To co jest wspaniałe w Machine Head to to, że mamy spore pole do popisu. Nie boimy się żadnych pomysłów, przynajmniej spróbowania czegoś i sprawdzenia, dokąd nas to zabierze, bo nigdy nie wiesz, jak to będzie, jesteśmy więc głupio odważni w tym sensie, że po prostu próbujemy pomysłów i w większości wypadków, jeżeli taki pomysł nie wypali w ciągu jakiegoś tygodnia czy dwóch, to jesteśmy cholernie dobrzy w zdaniu sobie z tego sprawy.
Bóg wie, że mamy kilka śmierdzioszków w naszym katalogu, ale ogólnie myślę, że jakby spojrzeć na… mamy za sobą już siedem płyt i wielką karierę i daliśmy radę przetrwać i utrzymać poziom i zwyczajnie powoli rosnąć w siłę. Nigdy nie spadliśmy na dno, co jest niesamowite. Jestem naprawdę dumny z faktu, że byliśmy w stanie jakby mieć wizję i ją zachować. Nigdy nie mieliśmy Lulu, ani nawet czegoś w stylu Blaze’a Bayleya [w odniesieniu do krótkiej współpracy Iron Maiden z tym brytysjkim wokalistą – red.], rozumiesz o co mi chodzi? [śmiech] Czegoś, gdy ludzie myślą, „O co tu chodzi?” Zawsze potrafiliśmy to robić i jeżeli spojrzysz na całość naszej muzyki, jest dość pionierska i dość jednolita i to z tego jestem dumny.
Tzn. istnieje rdzenne brzmienie Machine Head, ale nigdy nie chcemy, by jakiś album brzmiał jak poprzedni i myślę, że czasami odbiegliśmy niemal zbyt daleko od tego, czego dopiero dokonaliśmy. Sądzę, że teraz jesteśmy w tym lepsi niż kiedykolwiek i po prostu brniemy naprzód. Tak, spróbujmy tego i zobaczmy, co będzie. To może być zupełnie zła droga, ale musimy spróbować. Muszę zobaczyć, co tam jest i muszę iść tą drogą, byle tylko zobaczyć, czy jest słuszna, bo wiesz co? – to może być najlepsza droga, jaką kiedykolwiek podążymy. Nigdy nie wiesz, póki nie spróbujesz.
Dla mnie pisanie muzyki jest jak… i będzie to bardzo dziwaczna analogia, ale lubię sobie dużo pobiegać, więc często gdy się budzę z mega-kacem, myślę, „OK, musisz się dobrze zabawić, ale teraz musisz to kurwa wszystko wypocić, żeby zachować równowagę, nie?!” Więc wstaję skacowany jak chuj w jakimś pieprzonym hotelu, czy pieprzonym klubie, lub auli i nie mam zielonego pojęcia gdzie jestem, ale po prostu wychodzę i zaczynam biec i jakby się na chwilę gubię. Nie wiesz nic, wszystko jest nowe, a nic cię do niczego nie przymusza, więc w końcu myślisz, „OK, wracać?” – i wtedy w końcu dochodzisz do wniosku: „OK, znam drogę powrotną, wiem dokąd idę.” Chodzi o to, że musisz wyjść i się zgubić na moment zanim zdasz sobie sprawę, dokąd zmierzasz.”