Na następny krążek Metalliki będziemy czekali krócej, niż na „Hardwired… to Self-Destruct”. Tak przynajmniej twierdzi Robert Trujillo, w wywiadzie przeprowadzonym przez Drewa Delby’ego. Muzyk bardzo chwali sobie pracę z głównym producentem płyty, Gregiem Fidelmanem, podkreśla jego profesjonalizm oraz zaangażowanie w tworzenie nowego nagrania, co pozwoliło na uzyskanie zadowalającego brzmienia albumu. Oddając głos Robowi:
Z producentem takim, jak Greg Fidelman, praca jest samą przyjemnością, okazją do eksperymentów.
Metallica potrzebuje trochę czasu aby wydać płytę, to długi proces, ten ostatni zajął 8 lat. Oczywiście nie oznacza to, że przez te 8 lat pracowaliśmy nad albumem, nowy materiał to sprawa ostatnich paru lat.
Jestem dumny z brzmienia basu i perkusji, również wokale Jamesa i ogólna produkcja przypadły mi do gustu. Wszystko ładnie składa się w całość, pasuje do siebie.
Basista nie ukrywa zadowolenia z końcowego efektu pracy w studiu, zaznacza też, że nie może doczekać się pracy nad kolejnym krążkiem:
Według mnie, choć słyszałem też taką opinię od wielu innych ludzi, jest to jedno z najlepszych brzmieniowo dokonań Metalliki. Wielka w tym zasługa producenta, jego zaangażowania, bycia w każdym momencie powstawania nowego materiału. Nie było mowy o odwalaniu roboty przez telefon, czegoś w stylu: „Ok, to tylko partie basu, nie potrzebujecie mnie do tego. Pomoże wam asystent”. Miałem w przeszłości takie sytuacje.
Pierwszą płytą Metalliki, przy tworzeniu której udzielałem się twórczo, była „Death Magnetic”, teraz postawiłem drugi krok. Nie mogę się doczekać kolejnego. Już teraz zaczynam zbierać pomysły, to owoce naprawdę efektywnej współpracy między zespołem a Gregiem Fidelmanem, zdecydowanie dodała skrzydeł. Osobiście dopilnuję, aby nowy album pojawił się szybciej, niż po 8 latach.
Rob nieco usprawiedliwia konieczność tak długiego czekania intensywną aktywnością zespołu poza studiem:
Między „St. Anger” a „Death Magnetic” urodziło się nam w sumie, jeśli się nie mylę, pięcioro dzieci. To oczywiście ograniczyło nasz czas na prace nad nowym materiałem. Potem, w ostatniej 8-letniej przerwie, nagraliśmy film „Through The Never” oraz album z Lou Reedem. Graliśmy „czarny album” w całości, zagraliśmy 'Frayed Ends of Sanity’ na żywo. Nie spoczywamy więc na laurach, podoba mi się fakt, że stawiamy sobie nowe wyzwania, to pomaga stworzyć materiał na dobrą płytę. Długo to zajęło, ale nareszcie mamy ten wyczekiwany album.
https://www.youtube.com/watch?v=THM_rOlCDZk
