W nowym numerze Mystic Art – tym, na którego okładce widnieje zdjęcie Metalliki – przeczytać można artykuł poświęcony „Death Magnetic” i kilku innym kwestiom związanym z zespołem. Przedstawiamy Wam znajdujące się tam i nie publikowane wcześniej wypowiedzi Ricka Rubina nt. współtworzenia nowego albumu.

Metallica to jeden z największych i najważniejszych zespołów na planecie Ziemia. I oni chcą, żebym pomógł im stworzyć kolejną dobrą płytę? Dlatego się z nimi spotkałem. Trochę się bałem… Bałem się, gdyż poprzednia płyta mi się nie podobała. Tak jak jeszcze kilka wcześniejszych. Pierwszy raz spotkaliśmy się w ich głównej kwaterze, HQ. Trochę pogadaliśmy, a potem zaczęliśmy słuchać naprawdę wczesnych demówek… Myślę, że większość tego materiału nawet nie trafiła na płytę. Ale chyba też nie o to chodziło. Chcieli mi pokazać, ile mają pomysłów, a nie gotowych kawałków. I co o tym wszystkim myślę.
HQ to już sławne miejsce. Tak naprawdę niewiele zespołów może sobie pozwolić na naprawdę własne, w pełni wyposażone we wszystko co niezbędne i zbędne miejsce do grania. Brodaty producent też był pod wrażeniem.
Podoba mi się klimat HQ. Jedyne co mnie naprawdę zaskoczyło i w pewnym stopniu przeraziło to fakt, jak dużą rolę w tworzeniu i nagrywaniu płyt tego zespołu przez ostatnie dziesięć, może piętnaście lat, odgrywała technologia. Mają tam taki wielki monitor, możesz dosłownie obejrzeć muzykę. Czyli raczej myśleli, jak to wszystko poukładać, a nie „Chodźmy po prostu pojammować”. To wyglądało bardziej jak fabryka niż jak miejsce twórcze.
Hammett tak wspomina pierwsze spotkanie z brodaczem:
Nasze spotkania z Rickiem i rozmowy o płycie raczej dotyczyły albumu jako całości, a nie koniecznie detali. Rick nie siadał, np. z Robem, i nie zastanawiał się nad jego linią basu. Taką funkcje spełniał raczej Greg Fidelman. Rick niesamowicie ufa Gregowi.

Rick opowiada dalej:
Piękno nagrywania na Pro Tools w porównaniu z nagraniami analogowymi polega na tym, że możesz spróbować wielu różnych rzeczy. Bardzo łatwo jest manipulować elementami i słyszeć różne rzeczy brzmiące razem bez potrzeby fizycznego grania ich. Takie rozwiązanie jest bardzo fajne dla zespołu, który może posłuchać wszystkich swoich pomysłów nie grając ich milion razy. Ale bez grania tego wszystkiego milion razy nie jesteś w stanie odnaleźć wielu niuansów. Dla przykładu: mamy riffy A, B, C, D, i F, chcesz usłyszeć jak riff A przechodzi w riff C, a potem jak riff A w B, potem chcesz usłyszeć wszystkie możliwe opcje, po prostu używasz do tego celu komputera. To bardzo łatwe i szybkie, ale kiedy grasz własnymi rękami riff A przechodzący w riff B fakt, że jesteś muzykiem i żywym człowiekiem, nie robotem powtarzającym czynności jednakowo z pewnością zagrasz riff B w nieco inny sposób. Wtedy możesz odnaleźć coś zupełnie innego. Dlatego robienie muzyki powinno polegać na graniu i ogrywaniu materiału, a nie na lepieniu dźwięków na komputerze.

Wspólne granie tak często jak to możliwe to podstawa, a przynajmniej Lars i James powinni to robić. Chociaż, gdy cały zespół jammuje razem to brzmi to znacznie lepiej i Robert wnosi do zespołu bardzo wiele. Efektem tego wszystkiego jest to, że album powstawał w sali prób, gdzie muzycy naprawdę grali i przebywali ze sobą, a nie na ekranie komputera. To niosło też ze sobą zmiany w technice nagrywania. Metallica zaczynała jako zespół heavy metalowy i po pewnym czasie myślę, że pojawiła się idea, że możemy być czymś więcej i myślę, że szukanie tego „więcej” mogło doprowadzić do wylania dziecka z kąpielą”.