W wywiadzie dla Zoiks! Online zapytano Phila Anselmo o ciekawą rzecz, a mianowicie: Na ile osoba udzielająca wywiadu różni się od tej ze sceny?
Odparł tak…
Niezbyt się różni, stary. Istnieje pewne oczekiwanie, gdy wchodzisz na scenę i mikrofon jest w twoich rękach, a ty wiesz, że to jest twoje pieprzone show. Wg mojego doświadczenia musisz tam wykazywać pewną dominację – nie strach, nie uległość. To przywilej grać koncerty i to przywilej grać przed wspaniałymi tłumami. Prawdę mówiąc, każdy kto przychodzi na koncert, nieważne czy to 10 ludzi, 100 ludzi, czy 1000 ludzi, ci ludzie przychodzą zobaczyć jak się spisujesz i zasługują, byś dał z siebie wszystko, do pewnego stopnia, a ty musisz to na nich zesłać. Jestem tym samym gościem przez większość czasu. Jestem też dość wyluzowany, ale nadal rozemocjonowany na swój własny sposób; to po prostu zależy od tego, co akurat gramy.
– Czy podobnie jak niegdyś James Hetfield i Alice Cooper czujesz, że musisz być tym, kim jest na scenie przez 24 godz. na dobę? Czy to coś, z czym miewałeś problem, gdy np. wpadłeś na jakiegoś fana?
Tak, każdy chce… no nie każdy, ale powiem tak, że spotkałem kolesi, którzy chcą sprawdzić, czy mogą nagiąć strunę, lub poddać próbie twardziela [którego znają ze sceny], czy jakieś inne gówno tego rodzaju. Czego w istocie nie rozumieją to to, że kiedy jesteś na scenie, tak naprawdę po prostu starasz się być tam dominującą siłą. Czasami można to kompletnie źle odczytać. Wydaje mi się, że sypię dość wieloma żartami ze sceny, żeby ludzie wiedzieli, że jestem przyziemnym skurwielem, stary. Taka jest kurwa prawda. Osobiście, kurwa, nienawidzę gwiazd rocka. Dla mnie to godny pożałowania stek bzdur. Sądzę, że im bardziej prawdziwy generalnie potrafisz być dla ludzi, nie muszą być nawet fanami, czy coś, po prostu im bardziej potrafisz być autentyczny dla ludzi w swoim życiu, to.. rozumiesz.. szczerze, nie mogę powiedzieć, że jestem dobry w czymkolwiek poza tym, czym się zajmuję i jeśli muzyka to moja pieprzona specjalność, to nie znaczy, że mogę wejść w czyjeś buty i odwalić ich robotę, bo nie potrafię. Tak patrzę na wszystko, zwłaszcza w relacjach międzyludzkich. Jest mi dość trudno żyć we własnej skórze; Bóg jeden wie, bo ja nie umiem sobie wyobrazić, jak by to jeszcze było być kimś innym jednocześnie. Ten kij ma dwa końce, stary, a każdy z nas ma prawo wybrać. Ja wolę zdobywać przyjaciół zamiast mieć wyznawców, albo być stawianym na piedestale. To głupie, stary.
