Na początku marca Pete Sandoval, były wieloletni perkusista Morbid Angel, udzielił obszernego wywiadu dla AndrewHaug.com. Muzyk mówił przede wszystkim o swoim nawróceniu na chrześcijaństwo i odejściu z death metalowej kapeli. Spore tłumaczenie rozmowy przeczytacie poniżej:
O swoim stanie zdrowia 5 lat po odbyciu operacji pleców:
Sprawy wyglądają teraz o wiele lepiej. Jestem w lepszym stanie niż 20 lat temu. Nawet moja gra stała się mocniejsza. Szybsza, niż zwykle. Nigdy nie czułem się tak dobrze, jak teraz.
O nowych perkusistach w ekstremalnym metalu:
Tak na prawdę to nie mogę ci wiele o tym powiedzieć… W obecnym czasie jest tak wiele kapel, tak wielu perkusistów… Nie jest tak samo, jak wtedy, gdy zaczynałem grać w Morbid Angel. Zmieniła się technologia. Pomimo tego, jest wielu świetnych, młodych perkusistów, którzy wynoszą tę muzykę na nowy poziom. Co mogę powiedzieć? Powodzenia. Bądźcie pozytywnie nastawieni. Wierzcie w siebie. Jeśli chodzi o mnie, to wierzę w siebie, ale przede wszystkim wierzę w Boga, bo bez niego nie byłbym teraz w miejscu, w którym jestem.
Czy jego odejście z Morbid Angel miało coś wspólnego z religijnym nawróceniem:
Powodem mojego odejścia z Morbid Angel nie była tak naprawdę religia. Zacząłem mieć wtedy problemy z plecami. Musiałem poddać się operacji w 2009 roku. Nie byłem jeszcze religijną osobą. Chodziło głównie o plecy. Musiałem je wyleczyć, a oni zamierzali czekać, aż wrócę do zdrowia. Jednak zajęło to wszystko więcej czasu, niż na początku przewidywałem. Sęk w tym, że Morbid Angel nie mogło czekać na mnie bez końca, bo mogłem nie być w stanie grać przez lata. Musieli więc znaleźć nowego perkusistę. To powód, dla którego nie gram już w tym zespole.
Wszystko zajęło 4 lata… Nie myślałem nawet, że wrócę i ponownie zacznę grać na perkusji, bo czułem się naprawdę źle. Przez ten czas Morbid Angel zdążyło już nagrać album z nowym muzykiem. W międzyczasie, w 2012 roku, zaraz po tym, gdy nagrałem z Terrorizer album ,,Hordes Of Zombies”, w jakiś sposób odnalazłem Boga. Wtedy moje życie zaczęło się zmieniać.
Czy jego poznaniu z Bogiem towarzyszył jakiś szczególny moment:
Moja matka i siostra są Chrześcijankami od ostatnich 12 lat, więc zawsze mówiły mi o Bogu i zachęcały do jego odszukania. Opowiadały mi o nim przez cały czas. W 2012 roku zacząłem czytać fragmenty Biblii, które poleciła mi moja mama. Przeczytałem je, ale wciąż nie uważałem, że potrzebuję Boga. Coś po prostu się wydarzyło. Powiedziałbym, że Bóg zstąpił do mojego serca, ponieważ Pismo Święte mówi, że powinieneś go szukać całym swoim sercem, umysłem i ukorzyć się przed nim, a wtedy on przyjdzie do ciebie.
Wierzę w to, że gdy próbowałem zrozumieć Biblię, Bóg zstąpił do mojego serca i otworzył moje oczy. Zeszło na mnie światło i zrozumiałem, że żyłem w świecie ciemności. To był dla mnie punkt zwrotny. Musisz tego doświadczyć, żeby zrozumieć, że to Bóg. Musisz go odczuć w swoim życiu i sercu. Od tego momentu moja wiara dramatycznie wzrosła. Im bardziej poznawałem Boga, tym więcej chciałem o nim wiedzieć. Pokochałem go. Kocham Boga i nic mnie od niego nie oddzieli.
O tym, jak czuje się, patrząc wstecz na swoje dokonania z Morbid Angel:
Czuję się z tym świetnie. Jestem dumny ze wszystkiego, co zrobiłem z Morbidami i Terrorizer. Nie sądzę, że chciałbym cokolwiek w tym zmienić. Uważam, że wszyscy ci ludzie, których spotkałem po drodze, pozwolili mi trafić do miejsca, w którym teraz jestem. Musiałem przez to przejść, bo pomimo tego, że osiągnąłem sukces, byłem – lub jestem – świetnym perkusistą, odwaliłem kawał dobrej roboty, to ludzie tak naprawdę nie znali mojego osobistego życia. Każdy myślał coś w stylu: „Wow, to świetny album, to świetny perkusista. Wspaniała kapela. On musi mieć wszystko i być najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.”
Prawda jest jednak taka, że prędzej czy później ten sukces na ziemi dobiegnie końca, a my, robiąc to wszystko, powoli niszczyliśmy nasze życia. Piłem i paliłem bardzo dużo. To rzeczy, które skierowały mnie na drogę zagłady i destrukcji. To dlatego uważam, że żyłem w świecie mroku. Wielu ludzi w kapelach robi teraz to samo. Nawet pomimo tego, że osiągnęli sukces w tym co robią, powoli niszczą swoje życia. Imprezy, picie, palenie, złe żywienie, to wszystko powoli doprowadza cię do upadku. Widzieliśmy to wszystko dookoła nas. Jest wielu muzyków, którzy zmarli z powodu alkoholu czy narkotyków.
Ludzie mówią: „Jest nam przykro”, „Oh…” Nikt jednak nie zastanawia się głębiej nad tymi przypadkami i tym, jak taki świat potrafi niszczyć życie. Żyjemy z dnia na dzień, cieszymy się chwilą i sukcesem, wydaje się nam, że wszystko jest dobrze, ale na końcu kończy się to śmiercią. Widziałem to na przykładzie mojego wieloletniego przyjaciela i brata, Jesse Pintado (gitarzysty Napalm Death, zmarłego w 2006 roku – przyp. red.). Biedny facet. Zostawił po sobie spuściznę, ale nikt już nie zrobi nic z faktem, że niszczył on swoje życie poprzez alkohol. Przez lata, powoli, aż do śmierci. Jego rodzice, przyjaciele powinni powinni powiedzieć mu: „Co ty wyprawiasz? To doprowadzi cię do przedwczesnej śmierci.”
Idziemy na koncert i widzimy setki dzieciaków, które niszczą swoje życia, palą i piją, każdego dnia wiele osób umiera z tego powodu. Myślimy, że to normalne. Nie, ludzie. To nie jest normalne. Uważam, że wszystko jest konsekwencją naszego życia. Życzyłbym sobie, żebym znał Boga wtedy, gdy Jesse powoli się zabijał, bo opowiedziałbym mu o nim i uświadomił, co Bóg zrobił ze mną.
Czy istniałaby szansa pozostania w Morbid Angel, nawet po jego nawróceniu:
Nie, te dwie ścieżki się nie łączą. Są tylko dwie drogi – jedna z Bogiem, druga bez niego. Morbid Angel to definitywnie satanistyczny zespół. Nigdy nie wróciłbym do takiej kapeli po tym, jak odnalazłem Jezusa Chrystusa, mojego wybawcę i odkupiciela, osobę, która pomaga mi każdego dnia. Chcę mówić ludziom, że Bóg naprawdę potrafi zmienić nasze życie, potrafi wskazać egzystencję w obfitości, swoją drogę do zwycięstwa – bo teraz właśnie na takiej drodze jestem. Czuję to w mojej grze, w tym, jak ma się moje ciało. Bóg ogromnie mi pomógł, czuję się jakbym miał 20, 30 lat pod względem fizycznym. Pragnę przekazać ludziom, że Bóg potrafi uczynić nas najlepszymi w tym, co robimy.
Pete grał w Morbid Angel w latach 1988-2010 i nagrał z zespołem 7 albumów studyjnych. Ostatni z nich, ,,Heretic”, ukazał się w 2003 roku. Obecnie perkusista udziela się w swojej drugiej kapeli – Terrorizer.

