Pełen wywiad tutaj, my natomiast przytoczymy samą esencję:
– Jak nowe utwory brzmią w porównaniu do poprzednich produkcji Jane’s?
Perry:
Cóż, wszystko, co mogę powiedzieć, to to, że jesteśmy na właściwej drodze. Łatwo byłoby powiedzieć: „Mam świetną reputację. Nie będziesz mi mówił, jak mam pisać kawałki. Wiem, jak się pisze utwory. Wiem, jak grać na swoim instrumencie. A oto jeden z pomysłów.” To dziś nie załatwi sprawy. Uszy wszystkich potrzebują ekscytować się nowymi dźwiękami, interesującymi strukturami akordów, aranżacjami i kompozycjami. I niełatwo jest wpaść na coś oryginalnego i świeżego. Co może pomóc to sprzęt elektroniczny. Pomógł mi bardzo nie spieszyć i nie chełpić się sobą, i uzmysłowić sobie, że sama reputacja nie przeprowadzi cię przez to.
Poza tym wspomniał, że choć mają już ze trzy albumy muzyki, skrócą to do jakichś 9 utworów, tj. ~45 minut materiału. W przyszłym tygodniu wchodzą do studia, by połączyć ze sobą wszystkie dotychczasowe pomysły, którymi dzielili się przez e-mail.
Przy okazji wspomniał również, że po odejściu Duffa McKagana, który był u nich na basie w 2010r., zapanowała chwila ciszy, panował smutek jak w „drużynie sportowej, która działa razem, gdy ktoś doznaje kontuzji”, jednak musieli trwać dalej. Ich producent stwierdził: „Hej, mam takiego kolegę..” – był nim Dave Sitek, który aktualnie poza grą na basie jest również członkiem „kreatywnego teamu” zespołu.