Schyłek roku 2011 przyniósł upragnione wieści o zjednoczeniu Black Sabbath w oryginalnym składzie. Na listopadowej konferencji pierwotny lineup ogłosił prace nad nowym albumem oraz trasę koncertową – oba zdarzenia zaplanowane są na ten rok, a bilety na festiwale, na których pojawią się Ozzy, Tony, Geezer i Bill sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Jednak po informacji o chorobie Tony’ego Iommi z obozu Sabbath nadciągają kolejne niepokojące wieści, tym razem dotyczące perkusisty. W liście do fanów Bill Ward informuje, że dość prawdopodobna jest jego rezygnacja z udziału w przedsięwzięciu. Jako powód muzyk podaje krzywdzącą go propozycję umowy:
Nie pragnę niczego bardziej, niż kontynuować prace nad albumem i trasą Black Sabbath, jednakże jest to niemożliwe dopóki nie powstanie umowa godna podpisania; kontrakt traktujący mnie z godnością i szacunkiem jako członka oryginalnego składu.
W zeszłym roku starannie i w dobrej wierze pracowałem z Ozzym, Tonym i Geezerem. Również w dobrej wierze uczestniczyłem w konferencji prasowej w L.A.
Przed kilkoma dniami, po trwających niemal rok negocjacjach, wręczony mi został kolejny kontrakt niegodny podpisania. (…) Podpisując to, co mi zaproponowano, będę musiał przygotować się na utratę moich praw, godności i szacunku jako muzyk rockowy.
Wierzę w wolność słowa.
Wychowywałem się w zespole rock/metal. W tamtych czasach byliśmy symbolem, nasza muzyka szczerze płynęła z serc. Lubię łączyć, obce mi są choroby korporacji.
