Znany przede wszystkim z występów ze Slayerem Paul Bostaph udzielił interesującego wywiadu dla From-Zero-To-Hero. Muzyk mówił o różnicach w koncertowaniu na przestrzeni lat, swojej opinii o mediach społecznościowych a także o nagraniach z koncertów prosto zza bębnów, dostępnych na jego kanale na YouTube. Odpowiadał chętnie i obszernie, zachęcamy więc do lektury.
O tym, co różni współczesne życie muzyka od koncertów w latach 80.:
Po pierwsze, kiedy rozpocząłem podróżowanie z zespołem w latach 80., nie było Internetu. Nie było telefonów komórkowych, nie było pagerów, więc świat wyglądał nieco inaczej. Jeżeli chciałeś, by ktoś poznał twoje demo, musiałeś wysłać je pocztą bądź wręczyć mu osobiście, było to więc bardziej osobiste doświadczenie. Koncertowanie wyglądało inaczej z wielu różnych powodów. Kiedy pierwszy raz zawitałem do Europy… Pamiętam że grałem najpierw w Paryżu, razem z Forbidden, nikt nie mówił po angielsku. Nie byłem do tego przyzwyczajony. Było oczywiście bardzo ciężko się dogadać. Dla mnie jedną z najważniejszych zmian, szczególnie w Europie, jest przyswojenie języka angielskiego jako drugiego języka. Bardzo mnie to zaskakuje. No i kiedyś nie mogłeś wysłać maila do domu ani przesłać żadnej wiadomości. Dziś mogę być w cały czas w kontakcie z bliskimi. Wtedy musiałem wysłać pocztówkę albo list, ewentualnie dzwoniłem z budki telefonicznej.
O mediach społecznościowych:
Uruchomiłem swoją stronę internetową, mam konto na Facebooku, Instagramie, YouTube i inne takie rzeczy, ponieważ jest to trochę zło konieczne. Z jednej strony jest mnóstwo ludzi, którzy potrafią być naprawdę okrutni wobec innych. Kiedy dorastałem, mówiąc coś przykrego drugiej osobie, mówiłeś jej to w twarz, a jeżeli czuli się urażeni – musiałeś liczyć się z konsekwencjami.[…] Tak jak mówiłem, jest to zło konieczne. W jakimś stopniu przynosi wiele korzyści fanom, ponieważ możesz pokazać im materiał, którego normalnie nie mogliby dostać. I właśnie w taki sposób staram się z tego korzystać. Nie próbuję znajdować i wrzucać byle czego, po to, żeby ludzie mieli zajęcie. Jeżeli nie czuję, że coś będzie interesujące – nie publikuję tego. Czasami potrafi upłynąć trochę czasu, bo jasne, mógłbym cyknąć sobie zdjęcie albo zrobić fotkę tu na tle czegoś. Ale chcę mieć pewność, że patrząc na takie zdjęcie wiedziałbym, że gdybym był fanem, pomyślałbym „to naprawdę fajne!”.
O swoich nagraniach z koncertów Slayera zza perkusji:
Zamierzam wykorzystywać to jeszcze w przyszłości. W zasadzie robię to na każdym koncercie obecnej trasy i fani mogą spodziewać się kolejnych takich nagrań. Moja narzeczona zajmuje się edycją i wrzucaniem na YouTube, jest w tym naprawdę dobra. Mógłbym sam się tym zająć, ale po całym dniu jestem zmęczony i nie wrzucałbym tyle materiału, ile ukazuje się obecnie.
Na pomysł wpadłem, czytając wywiad z Mattem Cameronem, wydaje mi się że to był on. Stwierdził wówczas, że nagrywa się każdego dnia w czasie gry na perkusji, ponieważ sporo się uczy oglądając ten materiał. Pomyślałem, że to fascynujące i sam chętnie zobaczyłbym jak gram, zawsze bowiem staram się poprawiać jakieś błędy techniczne, ustalić co robię dobrze a co źle. Obnaża to też czasami, że coś, co robiłeś, będąc pewien, że wygląda to „fajnie”, wygląda zdecydowanie „nie fajnie”. Może robisz zbyt dużo ruchów? Jak headbanging w ciemnościach – nikt tego nigdy nie zauważy! Dlatego zdecydowałem się na GoPro, robiłem to dla siebie, ale filmiki wyglądały tak dobrze, że uznałem: „ustawmy te kamery pod różnymi kątami i udostępnijmy efekty ludziom”. Nie miksujemy nagrań, jeżeli kamera znajdowała się przy talerzu z prawej strony to na pewno będziesz go wyraźnie słyszał. Widać także technikę, więc sam, będąc perkusistą, ale i fanem, chciałbym coś takiego zobaczyć, bo mógłbym się wiele nauczyć.
