Swego czasu za ostatni wywiad z Cliffem Burtonem uważano jego rozmowę z rockowym dziennikarzem i autorem ponad 20 książek (w tym swoistej encyklopedii „Thrash Metal”), Garrym Sharpe-Youngiem, którą odbyli w Odeonie w Birmingham (UK) 20 września 1986r. Ten nigdy jej nie opublikował mimo licznych ofert i czy kiedykolwiek się to stanie – nie wiadomo, albowiem Gary zmarł przedwcześnie 12 maja 2011r. w wieku 45 lat z powodu tętniaka. Z jego rozmowy z Joelem McIverem na potrzeby biografii Metalliki „Justice For All” dowiadujemy się od niego, że:
Co zabawne, Cliff i ja rozmawialiśmy teoretycznie o tym, co zrobiłaby Metallica, gdyby jeden z członków zespołu zginął: rozmawialiśmy tak naprawdę o Led Zeppelin i Johnie Bonhamie. Dyskutowaliśmy hipotetycznie o spotkaniu się Larsa ze Stwórcą… Cliff powiedział, że zrobilby wielką, pijacką imprezę na jego cześć, a potem znaleźliby nowego perkusistę. Szybko.
Z czasem stało się jasne, że prawdziwie ostatni wywiad na zaledwie 14 godzin przed tragiczną śmiercią Cliffa przeprowadził z nim w Szokholmie szwedzki dziennikarz Jörgen Holmstedt. Pierwotnie jego fragmenty wraz z sesją zdjęciową ukazały się w magazynie OKEJ. Całość jednak ujrzała światło dzienne dopiero w 2004r. w lipcowym wydaniu „Sweden Rock Magazine”. Różnią się one od siebie nieznacznie (pierwszy jest krótszy, ma jednak parę wypowiedzi, których nie zawiera drugi). Cliff m.in wyznaje, że marzy mu się własny dom, mówi o kolejnym albumie, którego już nigdy nie nagrał, ochocie do grania lżejszych utworów, sławie, którą Metallika dopiero zaczyna się cieszyć bez pomocy mediów i in. Tłumaczenie obu znajdziecie wewnątrz naszego artykułu.

CZĘŚĆ I – Publikacja w „Sweden Rock Magazine” z lipca 2004r.
Obiecano mi później pogawędkę z Larsem, a w międzyczasie przeprowadziłem wywiad z Cliffem Burtonem, który siedział tutaj, trącając puszkę piwa. Basista Metalliki wyglądał tak jak zwykle – miał rzadkie wąsy, jasnorude włosy w hipisowskim stylu, które przylegały do jego głowy jak klej i sięgały poniżej ramion, będąc w nieładzie. Z bliska wyglądał na starszego niż 24 lata przez swoje przebarwione zęby, nieco pomarszczoną twarz, zmęczone spojrzenie i dość powolną mowę, która jest typowa dla kogoś, kto lubi sobie od czasu do czasu zapalić (komentarz nero: o to mu chodziło). Tak bardzo, jak jest szalony na scenie, spokojny jest poza nią.
Jego strój składał się z koszulki i zapiętej na niej koszuli, znoszonej bluzy dżinsowej i tych legendarnych „nieśmiertelnych” spodni dżinsowych, które w pudel-rockowym 1986 roku nosił z całą pewnością tylko on, gdyż wtedy najbardziej modne były nieznośnie obcisłe dżinsy ze streczem. Przed sobą miał zgromadzoną niewielką górę piw Tuborg, Löwenbrau i Pripps. Mówimy tu o prawdziwym charakterze.
I to, że cieszył się tego, że może otwarcie porozmawiać, to mało powiedziane.
Zacząłem pytać Cliffa, czy spodziewał się tego, że wszystko wyjdzie im tak, jak wyszło w tym konkretnym momencie.
– Jasne, że nie! – krzyknął i otworzył z głośnym „pssssz” kolejnego Löwenbraua klasy II, który miał temperaturę pokojową.
– Tak naprawdę niczego nie oczekujesz w tym biznesie. Z pewnością nie staliśmy się gwiazdami z dnia na dzień. Cały czas robiliśmy to, na co mieliśmy ochotę. Nigdy nie dążyliśmy do tego, by zostać gwiazdami rocka czy coś takiego.
Nawet wtedy, gdy podpisaliście kontrakt z główną wytwórnią w Stanach, Elektrą?
– Dla nas była to bardziej możliwość zakupu nowego sprzętu i spędzenia większej ilości czasu w studiu. Wiesz, po prostu sposób na jeszcze większe umocnienie tego, co już mieliśmy.
Czy odnosisz wrażenie, że wiele mass mediów gardzi kapelami thrash metalowymi takimi jak Metallica zważywszy na to, o ile więcej uwagi poświęca się wielkim zespołom rockowym występującym na arenach, mimo że wy jesteście teraz na tym samym poziomie po wydaniu waszego świetnie sprzedającego się albumu “Master of Puppets”?
– Mamy gdzieś, co mówią czy piszą te mass media. Musimy mieć takie nastawienie, bo inaczej mogłyby one na nas wpłynąć, a u nas to nigdy się nie zdarzy. Rekordowa sprzedaż mówi sama za siebie. Robimy to, co robimy.
Czy możesz opisać uczucie, które ci towarzyszy, kiedy widzisz, że twój album pnie się coraz wyżej w rankingach, wyżej nawet niż wiele albumów wydanych przez popularniejsze i bardziej uznane zespoły?
– Zdziwienie to jedyne słowo, które przychodzi mi do głowy. To nie jest coś, czego się spodziewasz, zwłaszcza że naszych kawałków nigdy nie grano w radiu. Daje ci to przeświadczenie, że jest jeszcze nadzieja dla naszego gatunku muzycznego. To dowód na to, że tak naprawdę wcale nie potrzebujesz radia.
Powiedzieliście, że prawdopodobnie wydacie singiel z “Master of Puppets” z dwoma utworami, których ostatnio nie wypuściliście na drugiej stronie (kasety – przyp. tłum.), co się z nim stało?
– Planowaliśmy to zrobić, człowieku, ale James miał kontuzję kostki u nogi i nie mógł zagrać kawałków na drugą stronę.
Więc nie zostały wam już żadne utwory z nagrania “Master of Puppets”, które moglibyście wykorzystać zamiast tego?
– Nie, próbowaliśmy zrobić jeszcze kilka dodatkowych kawałków, ale nie wyszły nam tak jak chcieliśmy, więc przerwaliśmy (komentarz nero: powiedział to bardziej w stylu „więc stwierdziliśmy “jebać to””).
Teraz, skoro już jesteście na szczycie (kn: naprawdę sławni), a w każdym razie bardzo blisko tego, czy wszystko jest tak, jak mieliście nadzieję, że będzie?
– Mamy dużo więcej do zrobienia, możesz to zapisać. Ale tak naprawdę nie myślisz w ten sposób, w sensie – czego się spodziewasz. Po prostu, kurwa, spróbuj tego i patrz na to krytycznie, kiedy to już się skończy. Bo inaczej będziesz skołowany.
Przynajmniej zarabiacie teraz więcej pieniędzy?
– Tak, powinniśmy, ha ha! Dostaliśmy trochę więcej pieniędzy, żeby podróżować, a potem poczekamy na więcej po sprzedaży nowego albumu. Przetrwaliśmy. Teraz wyjazdy w trasę stały się przyjemne, kiedy już mamy lepszy autobus i tak dalej.
W tym momencie odruchowo zatrzymałem taśmę, którą udało mi się znaleźć w starej szufladzie w mojej zakurzonej piwnicy. Zapomniałem, że Cliff paradoksalnie docenił autobus, w którym ostatecznie zginął. Ale w końcu 14 godzin wcześniej wszystko było w porządku. Wciskam ponownie przycisk „play”.
Jeden z twoich przyjaciół powiedział, że rok 1986 to tak naprawdę pierwszy rok, w którym zarabiacie jakieś pieniądze.
– To prawda. Wszystkie wcześniej zarobione pieniądze wróciły prosto do zespołu na zakup nowego sprzętu.
Jakie masz dzisiaj odczucia w związku z twoim pierwszym albumem, “Kill’em all”?
– Nie słuchałem go od ponad półtora roku, ha ha! Wciąż gramy utwory z tej płyty, ale nieco inaczej niż na albumie. Myślę, że stały się szybsze i cięższe.
Dlaczego nagrywając wasze albumy korzystacie ze studia Sweet Silence w Kopenhadze?
– Po pierwsze jest to dobre studio i mają tam dobrego technicznego, Flemminga Rasmussena. Również dlatego, że tam możemy to robić po niskiej cenie. Wiemy, że tam możemy uzyskać dobre brzmienie. To wszystko sprawia, że Sweet Silence to fajne miejsce. Jest tam tylko jedno pomieszczenie studyjne, więc nie czają się tam ciągle inne zespoły. Możesz skoncentrować się na swojej pracy.
Brzmienie na “Master of Puppets” jest raczej w stylu lat 70., z dość suchym dźwiękiem i dużym echem bębnów, czyli prawie takie same, jak mają Ozzy i Dio na swoich albumach. Zgodzisz się?
– Tak, chcieliśmy, by dźwięk był dość suchy, ponieważ wtedy to brzmi naprawdę solidnie. Michael Wagener miksował album i za każdym razem, gdy wpadaliśmy posłuchać, dodawał prawie na wszystko duży poziom reverbu. Od razu stwierdziliśmy, że to nie tak ma być, żeby zdjął reverb z gitar. Było słychać tylko “ssssszplaaaaaaahh”. Naprawdę paskudne brzmienie. Nie działało to w szybszych kawałkach, po prostu zrobiła się z tego papka (kn: tak właśnie powiedział). Nie chcieliśmy przesadzić z dodawaniem efektów na albumie, więc powiedzieliśmy mu, że chcemy by był suchy i solidny, tak bliski naszemu brzmieniu na żywo, jak to tylko możliwe.
Obecnie kilka tak zwanych kapel thrash metalowych podpisuje kontrakty z wielkimi wytwórniami, np. Anthrax i Metal Church. Wygląda na to, że wszystko zaczęło się od Metalliki. Czy czujecie się jak trendsetterzy?
– Nie, nie czujemy się tak. To byłoby dziwne, gdybyś myślał o sobie w tych kategoriach. Wytwórnia płytowa może nas postrzegać jako trendsetterów, ale my z całą pewnością tak nie robimy. Ciekawie będzie przekonać się, jak długo te zespoły zagrzeją miejsce w wielkich wytwórniach.
Nie sądzisz, że ten gatunek muzyki się jeszcze bardziej rozwinie?
– Wiele rzeczy się zmieni. Wiesz, nagle dzieje się coś nowego, zanim w ogóle zdążysz się zorientować. Ale zawsze pozostanie trochę ocalałych [zespołów].

Czy mieliście czas, by napisać jakieś nowe utwory od czasu nagrania “Master of Puppets”
– Nie. Wyjeżdżamy w roczną trasę. Mamy trochę riffów tu i tam, pomysł, może kilka tytułów, ale nic nie jest jeszcze ukończone.
A robicie jakieś próby zanim wejdziecie na scenę?
– Tak, lubimy tak sobie pochrzanić nasze kawałki, ha ha! Czasami na próbie wpadamy na jakieś pomysły na nowe utwory, ale równie często się wygłupiamy i nagle jednocześnie gramy cztery różne kawałki. Nagrywamy nasze własne pomysły sami, a później gramy je przed resztą zespołu. Kiedy nie jesteśmy w trasie, składamy je w całe utwory.
Kiedy kończy się ta trasa?
– Trasa europejska? Ech, nie pamiętam… Według planu trasy ostatni koncert w Europie odbędzie się 26 października na Aardschok Festival w Holandii, na jednym z największych festiwali metalowych w tym czasie, razem ze Slayerem i Anthraxem. Dużo było plotek o tym, jakie by to było wyjątkowe wydarzenie – trzy największe kapele thrashowe na tej samej scenie.
Ale przeznaczenie chciało inaczej. Cliff kontynuował.
– W każdym razie powinniśmy być gotowi na styczeń 1987 – myślał wtedy. – Albo na luty, jeśli będą dodane jakieś koncerty. Może marzec, co ja tam wiem do cholery, ha ha! O to właśnie chodzi, zawsze mówią ci „jedziesz w trasę tu i tam, i tyle”. A mimo to, później jest tak: “o, tak w ogóle to przedłużyliśmy wam trasę o pięć tygodni, bo teraz wasze albumy zaczęły się też sprzedawać w tych krajach”.
Ale nie masz nic przeciwko temu, prawda?
– Nie, skądże. W ten sposób właśnie takie zespoły jak nasze stają się popularniejsze. Skoro nie dostajemy czasu na antenie radiowej, musimy jeździć w trasy tak dużo jak się da. Ta trasa po Europie trwa około miesiąc dłużej. Później jedziemy w dwutygodniową trasę po Ameryce, a później do Japonii na jakieś dziesięć dni. W Japonii zaczęło iść naprawdę dobrze odkąd dostaliśmy tam ten wielki kontrakt z CBS/Sony. „Master of Puppets” sprzedawał się w Japonii dużo lepiej niż nasze dwa ostatnie albumy, więc nie mogę się doczekać wyjazdu tam. Tak naprawdę nie wiemy, co się później stanie. Może pojedziemy do Australii, może do Ameryki Południowej, ale te plany są teraz na etapie planowania. Później weźmiemy urlop i pobędziemy w domu, zanim zagramy na zachodnim wybrzeżu w styczniu, jako że ominęliśmy dużo tej części kraju, kiedy supportowaliśmy Ozzy’ego, który miał problemy z gardłem i musiał odwołać koncerty.
Co wiesz o Szwecji?
– Obawiam się, że niewiele.
Yngwie Malmsteen i wódka Absolut?
– To by było na tyle.
Nadal mieszkasz w San Francisco?
– Tak. Mieszkam w mieszkaniu rodziców. Ale wiesz, i tak nigdy mnie nie ma w domu. Zawsze dokądś jadę. Nie ma sensu płacić czynszu za jakieś miejsce, które i tak ciągle stałoby puste.
Więc nie planujesz kupić mieszkania, które mógłbyś nazwać swoim domem?
– Zrobię to tak szybko, jak będę mógł. Ale nie mam na to funduszy. To moje marzenie, żeby kupić swój własny dom. Pewnego dnia, mam nadzieję, będę miał wystarczająco pieniędzy.
Myślisz, że zostaniesz w San Francisco?
– Tak, w Bay Area. To moje ulubione miejsce. Wszyscy z zespołu, poza Larsem, są gotowi zostać w Bay Area.
Nazywani jesteście kapelą thrashową, ale jeśli dobrze zrozumiałem, nie słuchacie zbyt dużo thrashu, prawda?
– Cóż, trochę, ale niedużo. Jest duża różnica między tym, co słuchamy, a tym, co sami gramy. Ja sam słucham dużo rzeczy, które nie są takie ciężkie, np. R.E.M., słyszałeś o nich?
Jako 24-letni metalowiec musiałem się przyznać, że nie wiedziałem zupełnie nic o popowym zespole Michaela Stipesa, który miał nieco później podbić świat.
– To taki lekki zespół inspirujący się południowym brzmieniem – wyjaśnił Cliff.
– Lubię też Petera Gabriela, Roxy Music i starszą muzykę jak Thin Lizzy, Blue Öyster Cult, Rush i Black Sabbath. Te stare rzeczy. I punk jak The Misfits.
Kiedy słuchasz lżejszej muzyki, masz wrażenie, że mógłbyś kiedyś napisać coś takiego?
– Ech, tak, czasami. Ale wiesz, nie ma na to czasu. To, co robimy teraz, wymaga całego naszego czasu i energii. Może pewnego dnia, kiedy będziemy mieli więcej czasu, to wtedy mogłoby tak być. To z pewnością ciekawy pomysł.
Jak myślisz, jaki okaże się następny album?
– Tego nie da się przewidzieć. To jest przyszłość i teraz nas to nie obchodzi. Koncentrujemy się na tym, co mamy zrobić teraz. Zobaczymy, co się stanie, kiedy przyjdzie czas. Nie rozmawialiśmy o producentach, czy coś takiego. Myśleliśmy o tym, czy powinniśmy mieć jakiegoś bardzo znanego producenta przy „Master of Puppets”, ale kiedy przyszedł czas, to uznaliśmy, że to nie byłoby właściwe. Wiemy, że Flemming Rasmussen uzyskuje brzmienie takie, jakie chcemy. Ale jestem pewny, że przyjdzie dzień, kiedy zatrudnimy kogoś innego. Zwłaszcza, że tak długo zajęło nagrywanie “Master of Puppets”. Jeśli wybierzemy kolejnego producenta, to myślę, że będzie to ktoś, kto zmusi nas do nieco szybszej pracy.
Historia pokazuje, że Cliff miał rację – Metallica, jak wiecie, eksperymentowała później z lżejszym brzmieniem, najpierw na Czarnym Albumie z 1991 roku. Przy produkcji widniało naprawdę wielkie nazwisko, Bob Rock. Jednak to nie przyspieszyło pracy, a wręcz przeciwnie.
Przypuszczam, że następny album nie będzie nagrywany w Kopenhadze, bo o ile wiem, macie już dość tego miasta?
– Ha ha! Jeśli o to chodzi, to jeśli uda nam się spełnić nasze życzenie, to być może będziemy nagrywać w Kalifornii. Prawdopodobnie w Los Angeles. Automatycznie tempo będzie tam szybsze. W Kopenhadze nie masz skąd czerpać energii. To nie jest coś, co jest odzwierciedlone w muzyce, ale mieszkaliśmy tam pięć miesięcy, w środku najgorszej zimy. Następnym razem byłoby fajnie zrobić to gdzieś, gdzie jest światło i mnóstwo słońca.
14 godzin po tym wywiadzie Cliff zagrał swój ostatni koncert, na którym James Hetfield po złamaniu ręki znów mógł grać po raz pierwszy od pewnego czasu, dzięki czemu po raz ostatni naprawdę zagrali razem. Wspominając Cliffa James ostatnio przyznał, że to mogło być zrządzenie losu.
httpv://www.youtube.com/watch?v=yQsXEmm7FF4
***
CZĘŚĆ II – Krótszy wywiad / artykuł jaki ukazał się oryginalnie w magazynie OKEJ
Dzisiaj mija 10 lat odkąd basista Metalliki, Cliff Burton, zginął w wypadku autobusu w Smalandii, w Szwecji.
W listopadzie zespół wrócił do Szwecji na trasę. Dziennikarz z „Aftonbladet”, Jörgen Holmstedt, przeprowadził ostatni wywiad z Cliffem Burtonem. 14 godzin później basista już nie żył.
Po nagraniu “Master of Puppets” nastąpił dla Metalliki okres przełomowy i Cliff Burton był w dobrym nastroju. Usiadł razem z resztą zespołu w jednym z pomieszczeń wytwórni płytowej Alpha w Råsundavägen w Solna, w Sztokholmie. Żartowali sobie, śmiali się i popijali piwo. Do tego momentu Metallica była zajęta żmudną pracą.
Zespół wynalazł mniej więcej nową gałąź na drzewie hard rocka – szybki, złożony i punkowo brutalny thrash metal. Kilku krytyków potraktowało ich poważnie, ale dwa pierwsze albumy, „Kill’em All” z 1983 roku i “Ride the Lightning” z 1984 nie sprzedawały się najlepiej.
Jednak z premierą trzeciego, nowego albumu, sprawy przybrały inny obrót. Sprzedał się on w 470 tysiącach egzemplarzy w samych Stanach Zjednoczonych i wkrótce Cliff oraz pozostali członkowie Metalliki mieli na koncie pierwszą złotą płytę. Spytałem Cliffa Burtona, czy się tego spodziewał.
– Jasne, że nie. W tym biznesie nigdy nie możesz niczego oczekiwać. Nie do końca chodzi tu o to, żeby stać się gwiazdą z dnia na dzień. Jestem zaskoczony, że zaszliśmy tak daleko, mimo że naszych kawałków nie grano w radiu. Pokazaliśmy, że jest nadzieja dla naszego gatunku muzycznego.
Myślisz, że będzie się on nadal rozwijał?
– Cóż. Wszystko się zmienia. Nowe trendy przychodzą i odchodzą zanim zdążysz je choćby zauważyć. Ale zawsze są jakieś kapele, które mocno trzymają się starych rzeczy.
Co też zrobiła Metallica. Pięć lat temu stała się największym zespołem hard-rockowym na świecie po wydaniu „Czarnego Albumu”, który do dzisiaj sprzedano w ponad 15 milionach egzemplarzy, i który uczynił czterech członków Metalliki – Jamesa Hetfielda, Larsa Ulricha, Kirka Hammetta i zastępcę Cliffa Burtona, Jasona Newsteda – multimilionerami.
Kiedy dziesięć lat temu Cliff Burton siedział w Solna i pił zielonego Tuborga prosto z puszki, wciąż nie zarobił żadnych pieniędzy w Metallice.
– To prawda – przyznał. – Pieniądze, które razem zarobiliśmy przeznaczamy na dalszą działalność zespołu, zakup sprzętu i wyjazdy w trasy.
Mówił mi o lepszym życiu, w tym materialnym sensie.
– Wciąż mieszkam z rodzicami. Ale kiedy tylko będzie mnie na to stać, kupię sobie swój własny dom. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę miał pieniądze.
Legenda Cliffa Burtona, podobnie jak legenda innych zmarłych gwiazd rocka, stała się przez lata jeszcze bardziej sławna.
Dołączył do Metalliki na początku 1983 roku po długich namowach Larsa, Jamesa i Kirka. Postawił jednak warunek, że cała trójka ma opuścić Los Angeles, którego Cliff nienawidził, i przeprowadzić się do jego rodzinnego miasta, San Francisco.
Cliff Burton znacznie podniósł poziom gry na basie odkąd zespół wykopał Rona McGovneya. Dzieciak był ultra-utalentowanym muzykiem, który niemalże grał na basie tak, jakby to była gitara, i uczył resztę grupy wielu rzeczy o strukturze utworu, kompozycji i dynamice. Pozostali członkowie zespołu darzyli Cliffa ogromnym szacunkiem.
Wielkim idolem Cliffa Burtona był Jan Sebastian Bach. Tak naprawdę słuchał bardzo mało thrash metalu.
– Jest duża różnica między tym, co robimy, a tym, czego słuchamy – wyjaśnił. – Słucham rzeczy, które nie mają nic wspólnego z hard rockiem, np. R.E.M. Słyszałeś o nich? Lubię też Petera Gabriela, Roxy Music i starszy hard rock. Wiesz, Thin Lizzy, Blue Öyster Cult, Rush i Black Sabbath, a także punk taki jak The Misfits.
Cliff Burton podczas swojego ostatniego wywiadu przewidział przyszłość Metalliki jako bardziej stonowanego rockowego zespołu, grającego w wolniejszym tempie i o łagodniejszej aparycji.
– Czasem kiedy słucham muzyki lżejszej niż ta, którą gramy, mam ochotę pisać takie utwory. Jednak w tym momencie nie ma na to czasu. Ale myślę, że pewnego dnia tak będzie.
Pamiętam, że pomyślałem wtedy, że Cliff Burton wyglądał na dużo starszego niż 24 lata, przez jego przebarwione zęby, zmęczone spojrzenie i nieco powolną mowę.
Pożegnałem się i kilka godzin później Metallica zagrała swój ostatni koncert z Cliffem Burtonem. Odbył się on w Solnahallen i zakończył się dużym sukcesem.
Wpół do szóstej następnego rana Metallica miała straszny wypadek. Ich wielki nocny autobus był w drodze na kolejny koncert w Kopenhadze, kiedy to na drodze E4, koło Dörarp, w pobliżu Ljungby, wylądował w prawym rowie.
Cliffa Burtona wyrzuciło przez okno i został on przygnieciony przez autobus.
