Po wydaniu albumu „The Satanist” Behemoth wyraźnie jest na topie, o czym świadczy na pewno sukces w postaci 10tys. sprzedanych kopii albumu na terenie USA już w pierwszym tygodniu od premiery. W związku z tym ukazuje się wiele wywiadów z członkami zespołu. Poniżej przeczytacie pełne tłumaczenie rozmowy Oriona z Anne Johanna dla portalu metaltalk.net, przeprowadzonej w zeszłym tygodniu.
Zagraliście do tej pory trzy koncerty podczas europejskiej trasy. Jak było?
Jak na razie bardzo dobrze, do tej pory nigdy nie było tak gładko na początku trasy. Mieliśmy długą przerwę w graniu, a gramy 6 lub 7 utworów z nowej płyty, których nie graliśmy nigdy wcześniej na żywo, więc wciąż potrzebujemy trochę czasu, aby w to wszystko wejść, ale na razie idzie bardzo dobrze.
Jesteście co-headlinerem w trasie z Cradle of Filth. Macie tą samą setlistę każdego wieczoru czy raczej ciągle ją zmieniacie?
Zmieniliśmy połowę setlisty w porównaniu do tego, co graliśmy kilka miesięcy temu. Modyfikujemy piosenki każdego wieczoru i nie ma tutaj tak naprawdę znaczenia, czy zamykamy występ, czy nie, ponieważ wraz z Cradle of Filth co wieczór mamy tyle samo czasu scenicznego.
Co z innymi zespołami podczas tej trasy, czy powiedziano wam, kto będzie na liście?
O tak, chcieliśmy zagrać z In Solitude ponownie. Ci goście to nasi dobrzy przyjaciele a ich ostatni album jest świetny, kocham go. Jestem również szczęśliwy grając znów z Inquisition, lecz nie wystąpią tego wieczoru z powodu jakichś bzdur na granicy (Inquisition stawili się jednak na miejscu, w samą porę na ich set – przyp. red.)
Wasz nowy album, „The Satanist”, wyszedł dopiero w zeszłym tygodniu, a recenzje już są imponujące. Czy w Polsce reakcje są podobne?
Będąc szczerym, reakcje w Polsce nie różnią się wiele od tego, co otrzymujemy z całego świata, wszędzie są one entuzjastyczne, nigdy wcześniej tak to nie wyglądało. Więc cały ten szum, ta ‘rzecz’, która dzieje się wszędzie jest wielka, a my staramy się za tym wszystkim nadążyć, ale zaczyna się to robić niemożliwe. Zdarzyło się tak wiele dobrych rzeczy w tym samym czasie, co jest dla nas cudowne, ale straciliśmy nad tym wszystkim rachubę. Czujemy, że cały wysiłek i cała praca, którą wykonaliśmy, była tego warta.
Album miał wyjść w środku zeszłego roku. Skąd to opóźnienie?
To długa historia. Datę wydania mieliśmy ustaloną na wrzesień i wtedy zaczęliśmy miks albumu. Wiesz, w tego typu produkcjach jest wiele rzeczy, które muszą być zgodne z harmonogramem przez cały czas. Zaczęliśmy więc miks z Colinem Richardsonem, który miksował poprzedni album, „Evangelion” i po 5 tygodniach on po prostu zrezygnował. Powiedział, że nie zamierza robić tego w sposób, w jaki chcemy. Jesteśmy bardzo ciężcy we współpracy i mamy tego świadomość. Jeśli byłbym osobą po drugiej stronie, naprawdę nie lubiłbym z nami pracować. Czasami potrafimy być prawdziwym wrzodem na dupie.
Koleś nie chciał już tego robić, więc pozostało nam znaleźć kogoś innego do miksów, a nie jest to decyzja, którą można podjąć w 5 minut. Musieliśmy odbyć wiele konwersacji, e-maili i rozmów telefonicznych, po czym wybraliśmy kilku facetów, z którymi chcielibyśmy pracować. W końcu padło na Matta Hyde’a. Pierwszy miks, który od niego dostaliśmy, nie był po prawdzie tym, czego oczekiwaliśmy, więc sporządziliśmy kilka komentarzy na temat jego pracy. Za drugim razem otrzymaliśmy od niego coś, co było wprost niesamowite, więc pomyśleliśmy coś w stylu „kurwa, tak to właśnie będzie wyglądało”.
Niestety, kolejne półtora miesiąca zajęło to, aby dotrzeć do punktu, w którym zaczniemy miksy albumu, a oznaczało to reakcję łańcuchową, więc musieliśmy odroczyć wszystko na 3 miesiące naprzód. Jednak dzięki temu mieliśmy dużo czasu aby stworzyć wideo do pierwszego singla z „The Satanist”, co było bardzo na naszą korzyść.
Jak to było, gdy Nergal po raz pierwszy zaczął pokazywać nowy materiał reszcie kapeli – jaka była reakcja? Czy już wtedy czułeś, że to będzie coś trochę odmiennego?
Sposób w jaki pracujemy to rozpoczęcie od riffów i części piosenek, pracując nad nimi jako cały zespół. Zamykamy się z dala od wszystkiego, na, powiedzmy, 3 miesiące i pracujemy nad utworami. Były one bardzo różne od tego, co robiliśmy wcześniej, ale nie spowodowały tego, że zaczęliśmy myśleć inaczej o muzyce, którą chcemy przenieść na nowy album. Myślę, że zaczęliśmy aranżować wszystko na całkowicie odmienny sposób.
Wiesz, wciąż był problem długiej na niemal 5 lat przerwy od naszego ostatniego albumu oraz hospitalizacji Nergala. Również ja i Inferno przeszliśmy przez wielkie zmiany w naszym życiu prywatnym. To był ciężki czas, ale nauczyliśmy się wiele. Zaszło wtedy wiele zmian, przez co podejście do komponowania muzyki również stało się czymś całkowicie nowym.
Kiedy Nergal przynosił riffy i fragmenty piosenek nie byliśmy wcale zaskoczeni. Po raz pierwszy nie musieliśmy walczyć czy konkurować z kimkolwiek innym czy z inną kapelą. Myślę, że zaczęliśmy się wtedy słuchać nawzajem w lepszym stopniu, a muzyka, którą tworzyliśmy, była po prostu tym, co chcieliśmy usłyszeć.
Między waszymi ostatnimi dwoma albumami była długa przerwa. Czy to, jakie będą publiczne reakcje, może stać się stresujące?
Pamiętam, że byłem nerwowy, ale nie w tym czasie. Z pewnością byliśmy nerwowi o przyszłość po wydaniu „Evangelion”, ponieważ zaczęliśmy koncertować i próbowaliśmy rozmawiać na temat nowych rzeczy, które powinniśmy zrobić w przyszłości. Wracając do tamtych chwil, nie mieliśmy żadnego pojęcia, to było coś w stylu „Co do chuja powinniśmy teraz zrobić, czy jest coś, co moglibyśmy zrobić jeszcze lepiej?” To był zły sposób, w którym myśleliśmy.
Doszliśmy potem do punktu, w którym rozpoczęła się praca na „The Satanist”, pozbyliśmy się wtedy tych wszystkich myśli. Spotkaliśmy się w miejscu na próby i zaczęliśmy o tym rozmawiać. W tym czasie nie było już żadnej nerwowości.
Czy pojawi się jeszcze jakieś wideo do nowego albumu?
Tak, będzie jeszcze jedno lub dwa.
Czy możesz powiedzieć o tym, jakie one będą?
Więc… nie powinienem tego robić, ale prawdopodobnie pojawi się wideo to tytułowego utworu z „The Satanist” i może zrobimy coś jeszcze do jednego kawałka, ale nie powiem do którego. Ale przecież to oczywiste, daj spokój (śmiech).
Czytałam w innym wywiadzie, że wszyscy macie bardzo różny charakter. Co każdy z was wnosi do zespołu?
To dobre pytanie. Nergal jest tym z pomysłami i wizją. Ja jestem z tych, którzy są bardzo rzeczowi oraz osobą, która stara się uczynić wizję czymś prawdziwym- od pisemnych notatek do technicznych rzeczy i sposobu ich aranżacji w prawdziwym życiu, co bardzo różni się od samej wizji. A Inferno… no… on jest bardzo wyjątkową osobą (śmiech). Wystarczającym będzie, jeśli powiem, że on przynosi swoje bębnienie do zespołu i to już jest coś niesamowitego.
Jak wygląda sytuacja z Sethem – wciąż nie jest pełnoprawnym członkiem Behemotha?
Nie, i prawdopodobnie nim nie będzie. To idea Nergala, zespół stworzony z 3 części. Dopóki ja nie zrezygnuje (śmiech). W każdym razie, jest on z zespołem od 10-ciu lat i myślę, że ta sprawa już się nie zmieni. Jest częścią rodziny, jest częścią tego co robimy niemal od zawsze i jest zaangażowany w cały proces tworzenia muzyki i koncertowania. Wciąż jednak jest kilka zespołowych rzeczy, które dotyczą jedynie naszej trójki.
Behemoth zbliża się do dwudziestolecia. Jak wygląda dla ciebie szczyt sukcesu? Czy chcesz, aby zespół stał się jeszcze większy, niż teraz?
Po prawdzie nie próbujemy do tego dążyć, ale niektóre rzeczy, które aktualnie się wydarzyły, są dla nas czymś nowym i naprawdę to doceniamy, jesteśmy z nich szczęśliwi. Jeśli chodzi o następny duży krok, który wykonamy- w tej chwili, gdy rozpoczął się cały cykl po wydaniu płyty, a potem ta trasa, starając się zdobyć jak najwięcej rozmachu, ale by zmierzyć sukces… myślę, że jesteśmy bardzo sukcesywnymi ludźmi. Robimy to co kochamy, to jest życiowy sukces. Jeśli porównywałbym to do liczby sprzedanych albumów czy czegokolwiek- mogę przyjąć tę informację, ale to nie sposób, w jakim myślę o sukcesie.
Zamierzacie uderzyć w USA i Kanadę po tej Europejskiej trasie. Czy macie zamiar wrócić, aby pozaliczać europejskie festiwale w tym lecie?
Tak. Plan jest taki, żeby zrobić tą europejską trasę, potem trasa po USA i Kanadzie w kwietniu i trzy tygodnie w Rosji. Nasz droga doprowadzi do Władywostoku, który, z naszego punktu widzenia, jest końcem świata! Po tym nadchodzi czas na letnie festiwale. Zamierzamy zaliczyć 23, 25 festiwali, łącznie z tymi dużymi. W końcu zagramy na Wacken, po 12-stu latach. Po tym wszystkim zamierzamy zrobić sobie przerwę we Wrześniu, potem objedziemy Polskę, następnie Południową Amerykę i Afrykę… Koncertowanie dopiero się zaczęło, a zamierzamy zostać w trasie przez prawdopodobnie kolejne 2 lata.
A co jeśli chodzi o ciebie? Czy robisz coś ze swoimi dwoma innymi zespołami, Vesanią i Black River?
Black River od dawna jest martwe. U wokalisty zdiagnozowano chorobę zagrażającą życiu, teraz ma się dobrze, ale powiedział, że już nigdy nie powróci do śpiewania, więc całkowicie zakończyliśmy działalność zespołu. Moje inne dziecko, Vesania – powiedzmy że się przebudza – miksujemy nowy album od dwóch miesięcy i mamy w planach europejską trasę we Wrześniu.
Jakieś ostatnie słowa mądrości, którymi chcesz się podzielić z MetalTalk?
(Śmiech) Jestem szczęśliwy z tego, jak wszystko przebiega. Gdy myślę o tym, czego jeszcze doświadczymy po drodze, tylko zdrowie może nas powstrzymać. Jesteśmy gotowi być częścią tego, co właśnie się dzieje.

