Helloween od prawie roku w najlepsze koncertuje w ramach Pumpkins United World Tour. Nic dziwnego, że koncerty cieszą fanów „dyniek”. A to z prostego powodu. Do składu dołączyli byli muzycy zespołu – wokalista Michael Kiske i gitarzysta Kai Hansen. A jak doszło do tego, że panowie występują razem?
Michael Kiske, którego przepytywał Jimmy Kay, w wywiadzie dla kanadyjskiego The Metal Voice podzielił się swoimi refleksjami na ten temat:
Przez długi czas było to dla mnie całkowicie niemożliwe, ponieważ byłem zraniony, pełen gniewu i nie chciałem mieć z tym nic wspólnego. Długo też nie chciałem mieć nic do czynienia ze sceną metalową. To poszło bardzo głęboko. Jednak w ciągu kilku ostatnich lat przed reunion, czego nie zauważyłem, rzeczy jakoś się zmieniły i zdałem sobie sprawę, że coś jest inaczej, gdy w 2013 r. natknąłem się na Michaela Weikatha – gitarzystę Helloween. To było na festiwalu we Francji. Nagle stanąłem przed nim, a on powiedział coś w stylu: „Michael, co ja zrobiłem, że nie możesz mi wybaczyć?” – co uważałem za świetną kwestię. Wtedy odpowiedziałem: „Wiesz co? Myślę, że przebaczyłem ci dawno temu.”. Tak właśnie się poczułem. Nie było gniewu, byłem całkowicie zrelaksowany. Rozmawialiśmy trochę i tak to wszystko się dla mnie zaczęło. Nie wiedziałem, że przez te lata dokonała się we mnie zmiana. Wierzę, że jesteśmy tutaj, aby się uczyć. Wierzę, że w życiu nie chodzi o to, żeby przytyć i być po prostu szczęśliwym i zadowolonym przez cały czas – chodzi o to, aby ciągle przechodzić trudne okresy i wyrastać z nich. Myślę, że przez większość czasu wychodzimy z trudnych okresów, dzięki którym dorastamy. Szczęście czyni nas raczej dekadentami.
A kto wyszedł z pomysłem, żeby ponownie połączyć siły z byłymi kolegami? Michael mówi:
To właściwie byłem ja. Byłem tym, który w pewien sposób to zaczął. To znaczy, Kai zawsze chciał to zrobić – ciągle powtarzał, żeby zrobić to przynajmniej jeden raz. Pamiętam, że później po tym zdarzeniu z Michaelem Weikathem we Francji zdałem sobie sprawę, że jestem już innym człowiekiem. Potem mieliśmy kilka świetnych koncertów w Hiszpanii z Unisonic. Pamiętam, że kiedy koncert się skończył, a my byliśmy za kulisami, Kai odwrócił się, spojrzał na mnie i powiedział: „Michael, jeśli nie zrobimy czegoś jeszcze pod nazwą Helloween, to będzie głupie.”. Powiedziałem: „Wiesz co, jestem otwarty.”.
Michael Kiske i Andi Deris dzielą razem scenę podczas koncertów. Co Michael myśli o Andim, jak się dogadują i czy byli pewni, że pomysł występowania razem wypali?
Nie wiedzieliśmy, czy to zadziała, ponieważ nie znałem Andiego – nigdy wcześniej go nie spotkałem. Byłem jego bólem w tyłku przez wiele lat, kiedy został skrytykowany przez moich fanów, a on był moim bólem w tyłku, ponieważ przejął moją pracę. Nie znaliśmy się, ale oczywiście wywieraliśmy na siebie wzajemny wpływ. Interesującą sprawą było spotkać się i oboje byliśmy bardzo zdenerwowani. Ciekawym doświadczeniem było sprawdzić, jak dobrze dogadujemy się jako ludzie. Teraz lubimy się nawzajem, co jest bardzo pomocne. Nie musisz wchodzić na scenę i udawać, nienawidząc jednocześnie drugiej osoby. Nie mogłem tego zrobić. Naprawdę cieszę się, że to zadziałało – ale tego nie wiedzieliśmy wcześniej. To było coś, co musieliśmy sprawdzić i zobaczyć, co się stanie. Okazało się to naprawdę przyjemne. Lubię z nim spędzać czas, co jest bardzo fajne.
Od jakiegoś czasu wiadomo, że na początku przyszłego roku pojawi się koncertowe wydawnictwo Helloween dokumentujące obecną trasę, a na 2020 rok planowany jest studyjny album w siedmioosobowym składzie. Kiske opowiada o pomyśle wydania nowej płyty:
To nie był pierwotny plan na początku. Musisz robić to krok po kroku. Chcieliśmy sprawdzić, jak to działa i jak sobie radzimy. Niemniej wszystko poszło tak dobrze i zaskoczyło na poziomie ludzkim, co jest wspaniałym doświadczeniem – nawet lepszym niż inne rzeczy, które zrobiłem później – więc oczywiście pojawiła się ta idea. Usiedliśmy razem i podjęliśmy tę decyzję: „Cholera, zróbmy album z tą grupą ludźmi i z dwoma wokalistami.”. To daje więcej możliwości. Artystycznie, pod względem tworzenia albumu, jest to interesująca sprawa, ponieważ jesteśmy bardzo różnym typem wokalistów i możesz pracować z tym podczas tworzenia utworów. Szczerze mówiąc, mam swoje zdanie na temat tego, co bym zrobił, ale nie jestem głównym autorem piosenek. Nie wiem nawet, czy napiszę na tę płytę jakiś utwór. Zobaczę, co się stanie. W tym zespole są inni muzycy, których uważam za kluczowych autorów piosenek. To zdecydowanie Andi, Kai, Weiki i Sascha. Ostatecznie będzie to zależeć od tego, co oni wymyślą. Chciałbym zaśpiewać kilka rzeczy w stylu „Keeperów”, ponieważ wciąż lubię te płyty. Podoba mi się też trochę rzeczy, które zrobili później. Nie słuchałem tego przez wiele lat, ale teraz, gdy robimy to razem, miałem uwolniony umysł i serce, aby tego posłuchać. Zrobili całą masę rzeczy, które moim zdaniem są całkiem fajne. Wszystko, co zrobiliśmy pod nazwą Helloween, moglibyśmy zrobić ponownie. To może być cokolwiek, ale chciałbym mieć materiał, który ma trochę „Keeperowego” klimatu do pośpiewania. Byłoby świetnie.
Ekipa z Hamburga wspólnie nagrała jak dotąd jeden utwór, który pojawił się w zeszłym roku.
