W specjalnym, kolekcjonerskim wydaniu magazynu Revolver poświęconym w całości Wielkiej Czwórce Thrashu (które ściągneliśmy z USA celem Wam przetłumaczenia), Lars Ulrich, Dave Mustaine, David Ellefson, Kerry King, Tom Araya, Dave Lombardo, Scott Ian i Charlie Benante wspólnie udzielili obszernego wywiadu, w którym rozpamiętują dawne czasy – od pierwszego grania ze sobą (Mustaine w Metallice, Metallica i Slayer na jednej scenie), rozstania, rywalizacji, śmierć Cliffa Burtona i in., po zjednoczenie sił w Sofii i dalsze koncerty Big 4. Lektura obowiązkowa. W środku również „wycięte” z pisma zdjęcia.

NA POCZĄTKU
Revolver: Na początku Slayer grał z Metalliką w Los Angeles, zanim Metallica przeniosła się do San Francisco. Co pamiętasz z tamtych czasów?
Tom Araya: Graliśmy z nimi w klubie w Anaheim, który nazywał się Woodstock. Było to na początku lat 80-tych. Pomyślałem, że są zajebiści. Bardzo nam się spodobał utwór „Hit the Lights”, był niesamowity. Kiedy ich zobaczyłem pierwszy raz, w składzie był jeszcze Ron McGovney i Dave Mustaine. Zdaje się, że widzieliśmy oryginalny skład.
Dave Lombardo: Z tego, co pamiętam, to koncerty Metalliki były brutalne. To był metal, mroczniejszy niż Judas Priest. Było ostro. To chyba najlepszy sposób, by to opisać.
Kerry King: Byłem fanem Musteine’a zanim jeszcze stworzył Megadeth. Kiedy to się stało, byłem mile zaskoczony, że chciał w swoim zespole takiego dzieciaka jak ja. Pomyślałem sobie, wow, chyba jestem dobry skoro ten gość chce mieć mnie w swojej kapeli.
Revolver: Lars, co myślałeś na temat Slayera?
Lars Ulrich: Pamiętam, że mieli w repertuarze cover Deep Purple. Myślę, że by to kawałek „Highway Star”, który z resztą był bardzo fajny. Był rok 1982, jestem w L.A. i w zasadzie wszystko to co się wówczas działo, było w jakiś sposób nacechowane Motley Crue.
Araya: Żyjąc wówczas w L.A., naszą muzyką chcieliśmy być przeciwko obecnej scenie metalowej. Ponieważ wszyscy wyglądali jak dziewczynki, my chcieliśmy wyglądać jak mężczyźni (śmiech). Stworzyliśmy więc styl muzyki, który obrażał wielu ludzi w L.A. (śmiech)
Ulrich: Kiedy zobaczyliśmy gości ze Slayera, robili coś zupełnie różniącego się od innych zespołów. Wszystko robili szybciej, mocniej. Miejsce, w którym graliśmy z nimi, było czymś w rodzaju miejscowej speluny na przedmieściach. Oczywiście wówczas nie był to jeszcze Slayer, który znamy z „Angel of Death”, lecz z całą pewnością byli na dobrej drodze. I można było z całą pewnością poczuć, że ta muzyka ma moc, z którą trzeba się liczyć.
Revolver: Metallica przeniosła się do San Francisco w 1982 roku, aby połączyć siły z basistą Cliffem Burtonem. Wpadliście na siebie, gdy Slayer wówczas tam koncertował?
Lombardo: Przyszli na nasz koncert w klubie Stone (w San Francisco). Pamiętam, że Hetfield miał dżinsową, lub skórzaną kurtkę z napisem „Razorback”. Podobała mi się. A z Larsem mogliśmy pójść zjeść sushi, napić się piwa i posłuchać innych lokalnych zespołów.
Ulrich: Pamiętam wiele zarywanych nocy. Było wiele, wiesz, agresywnej zabawy, picia, energii, nocy spędzanych na mieście. Jeżeli Dave pamięta to, że jedliśmy sushi, to zapewne tak było. Lecz ja tego nie kojarzę. Z całą pewnością dobrze się bawiliśmy. Zdaje się, że bardziej nam chodziło o sake niż o sushi, jeśli wiesz, co mam na myśli.
Revolver: Dave, pamiętasz jak pisaliście wówczas muzykę z Metalliką?
Dave Mustaine: Zawsze określałem nas jako „Czterech Jeźdźców”. Zanim byłem członkiem Metalliki, uwielbiałem zespół Montrose, a ich gitarzystą był Ronnie Montrose. Później założył zespół, który nazywał się Gamma. Jedno z ich nagrań (Gamma 2 z lat 80-tych) było niezwykle ostre, było zajebiste. W każdym razie on miał utwór nazwany „Four Horsemen”, który nagrałem z zespołem Panic, w którym byłem zanim jeszcze dołączyłem do Metalliki. Więc kiedy dołączyłem do Metalliki, miałem już kawałek „Mechanix” i zasugerowałem, abyśmy zajęli się „Four Horsemen”, ponieważ graliśmy wtedy covery. Pewnego dnia, gdy szliśmy na próbę, Lars powiedział coś o zwolnieniu tempa w moim „Mechanix”. Dopiero co przyszedłem do studia z Cliffem, a słuchaliśmy wtedy Lynyrd Skynyrd, zabawiłem się więc i zagrałem „Sweet Home Alabama” zamiast „Mechanix” i w zasadzie tak powstała środkowa część tego co znamy jako „Four Horsemen”.
Revolver: Krótko po tym jak Metallica przeniosła się do San Francisco zrobiło się dużo szumu wokół ich demówek, które trafiły do obiegu. Scott, Anthrax powstał na wschodnim wybrzeżu w Queens w Nowym Jorku w tym samym czasie, czy tak ich odkryliście?
Scott Ian: Byliśmy przyjaciółmi (właścicielem wytwórni Megaforce Records) Johnny’ego Zazuli, który prowadził w Jersey sklep z płytami, Rockn’ Roll Heaven. Ten sklep miał najlepszy materiał, więc w weekendy, Danny Linker, pierwszy nasz basista i ja chodziliśmy tam. Wszyscy metale się tam zbierali. Dowiedzieliśmy się o Metallice jak tylko Johnny zdobył demo No Life ‘Til Leather. Wysłali mu je licząc na kontrakt nagraniowy lub jakiekolwiek inne zainteresowanie. Kiedy puścił mi to pierwszy raz, pomyślałem tylko „Wow!”. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś takiego. Brzmiało to jak Motorhead, lecz riffy gitarowe znacznie bardziej intensywne. Zaświtała mi wówczas w głowie myśl, że są gdzieś na tym świecie ludzie, którzy w zasadzie robią to samo, co my. Wtedy królowało New Wave of British Heavy Metal, choć istniały też takie zespoły jak Ravel, Anvil i Venom, którymi byliśmy zafascynowani. I wtedy odkryliśmy ten zespół z zachodniego wybrzeża, który nazywał się Metallica. Robią to samo, co my.
Revolver: Nie było to długo przed tym, jak Johnny Zazula ściągnął Metallikę do Nowego Jorku, aby mogli zagrać kilka koncertów i nagrać debiutancki album. Kiedy ich poznałeś?
Ian: Powitałem ich, gdy przyjechali do Nowego Jorku. Zazula powiedział mi, „Sprowadzam Metallikę do Nowego Jorku, aby nagrać album. Jadą tu samochodem i nie mają gdzie się zatrzymać. Załatwiłem im salę prób w tym samym budynku, w którym wy macie swoją. Możesz się z nimi spotkać i pomóc im?”, „Taa, oczywiście”.
Revolver: Jakie pierwsze wrażenie zrobili na tobie?
Ian: Byli takimi samymi kolesiami jak my, lecz pili znacznie więcej. My wtedy tak nie piliśmy. Więc było to spotkanie ludzi, którzy byli w stanie funkcjonować muzycznie i pić (śmiech). Czasami próbowaliśmy za nimi nadążyć, ale wiesz, to był duży błąd. Byli wspaniałymi gośćmi, którzy byli naszymi przyjaciółmi. Mogli przyjść do nas do domu, aby wziąć prysznic, mogli używać naszego tostera i lodówki. Natychmiastowo staliśmy się przyjaciółmi.
Revolver: Lars, co pamiętasz z pierwszej wyprawy Metalliki do Nowego Jorku?
Ulrich: Przez kilka dni trzymaliśmy się z Johnnym Zazulą w New Jersey, powiedział nam, „Mam dla was miejsce, w którym możecie się zatrzymać”. Mieliśmy ze sobą nasz własny sprzęt, udaliśmy się z nim do miejsca zwanego „Music Building”, był ogromny, wielki pieprzony magazyn meblowy. Nie było w nim ogrzewania. Nie było ciepłej wody. Lecz kiedy ma się 22 lata, to ma się sporo ikry. Mieliśmy pokój, trzymaliśmy w nim cały nasz sprzęt. Spaliśmy z naszym sprzętem i powoli zapoznawaliśmy się z ludźmi z Anthrax. Scott Ian, lub też Scott Rosenfeld, jak go wtedy nazywano, mieszkał całkiem niedaleko, w całkiem dobrym sąsiedztwie w Queens.
Mam dobre wspomnienia z wizyt u niego w domu. Pamiętam, że pożyczył nam mikrofalówkę. Załatwiał nam też zupy w puszkach, te z ohydną polędwicą i starymi warzywami. Wkładaliśmy je do mikrofalówki i podgrzewaliśmy. Taki był nasz ciepły posiłek. Powoli zaczęliśmy grać koncerty z Anthrax. Neil Turbin był ich wokalistą, byli bardzo zafascynowani Judas Priest i Iron Maiden. Nie wiem czy również śledzili Diamond Head i Mercyful Fate. Lecz myślę, że wszyscy z całą pewnością wymienialiśmy się wpływami i nakręcaliśmy się.
Charlie Benante: Ja lubiłem Diamond Head – nie kochałem Diamond Head tak jak oni, jak Lars. Moim ulubionym zespołem z New Wave Of British Heavy Metal był Tygers of Pan Tang. Uważałem, że byli zajebiści.
Ulrich: Skoro lubiliśmy te same zespoły, Anthrax stał się jednym z tych zespołów, z którym najchętniej się trzymaliśmy. Pamiętam, jak siedziałem w domu któregoś z członków Anthrax i oglądałem MTV. Co godzinę można było zobaczyć teledysk Judas Priest lub coś innego, siadaliśmy więc i czekaliśmy. Czekaliśmy choćby po to, aby zobaczyć „Numer of the Beast” [Iron Maiden – red.], lub „Living After Midnight [Judas Priest – red.]. Czasami nawet grali jakieś wideo Saxon, to było coś. Lecz to były stare dobre czasy, siedzenie razem, picie Coors Light, lub jakiegokolwiek innego lokalnego, nowojorskiego piwa.
Revolver: Podczas pobytu w Nowym Jorku, Metallika pozbyła się Dave’a Mustaine’a i odesłała go do San Francisco. Niedługo potem on założył Megadeth. Co pamiętacie z pierwszych dni istnienia tego zespołu?
Lombardo: Pamiętam, że widziałem ich na naszej próbie w domu Toma. Pamiętam Gara Samuelsona, jako perkusista był niesamowity. Był naprawdę bardzo dobry. Uważałem ich za wspaniałych muzyków, z powodu tego, co robili, z powodu dźwięku gitar, skal, w jakich grali i całej tej warstwy technicznej.
Revolver: Kerry grał z Megadeth na początku. Jakie były te pierwsze występy?
Dawid Ellefson: Grał z nami pierwsze pięć koncertów jako drugi gitarzysta. Wydaje mi się, że Slayer nie był pewien, co do tego, co chcą robić, jaki kierunek obrać. Kerry zawsze twierdził, że widział Dave’a grającego z Metalliką w Whisky (klub Go Go w Los Angeles) i mówił jak bardzo zmieniło to jego życie. Grając z nami, Kerry naturalnie pasował do Dave’a, do jego stylu gry. Rozumiał jak grać te riffy.
Revolver: Kerry, dużo nauczyłeś się od Mustaine’a będąc członkiem Megadeth?
King: Cóż, jeśli by jego posłuchać, to powiedziałby „Taak” (śmiech). Tak długo jak będzie tym zainteresowany, będzie wam mówił, że mnie stworzył (śmiech). Słuchaj, nauczyłem się podchodzić do niego z zastrzeżeniami. Ma coś na myśli, a wychodzi coś w ogóle innego (śmiech). Myślę, że wszyscy nauczyli się tego po latach. Jestem pewien, że czegoś się nauczyłem od Dave’a. Byłem bardzo młody. Myślę, że on jest starszy ode mnie o kilka lat. Grał dłużej ode mnie.
Revolver: Jak czuła się reszta Slayera widząc Kerrego grającego w Megadeth?
Lombardo: To było dziwne. To było trochę dziwne, taa. Lecz wiesz, wszystko wyszło dobrze, zespoły działają do dziś.
Araya: Wydaje mi się, że Dave starał się stworzyć supergrupę. I domyślam się, że Kerry nie bardzo… Domyślam się, że ich osobowości starły się ze sobą (śmiech). Zagrał z nimi pięć koncertów. Kiedy z nimi grał, ja, Dave (Lombardo) i Jeff, powiedzieliśmy sobie, „Cóż, zdaje się, że możemy iść naprzód”. Nie powstrzyma nas to od robienia tego, co robiliśmy. Koniec końców, Kerry podjął dobrą decyzję (śmiech).
Revolver: David jak ty pamiętasz decyzję Kerrego o nieodchodzeniu ze Slayera?
Ellefson: Podczas tych pięciu koncertów, pokazaliśmy się w Record Vault w San Francisco. Wszyscy fani podchodzili do Kerrego skandując „Slayer! Slayer!” i wydaje mi się, że wtedy naszły go wątpliwości. Chwila moment, może nie powinienem przyłączać się do Megadeth, może powinienem wrócić do Slayera i zacząć działać. Myślę, że ta wycieczka Kerrego do San Francisco z Megadeth w lutym 1984 roku ponownie zmieniła jego percepcję, ponieważ musiał być w Bay Area, widzieć thrash metal, jego środek i front, które były właśnie tam. To jest zabawne, ponieważ wydaje mi się, że Slayer zmył makijaż z twarzy (wtedy mieli makijaż). Zdecydowanie odpuścili L.A. na rzecz thrashu.
Revolver: Lars, jak dużą uwagę zwracałeś na Megadeth?
Ulrich: Nie pamiętam, abym był zainteresowany ich pierwszym nagraniem, lecz gdy ukazało się Peace Sells… But Who’s Buying w 1986 roku, to dosłownie powaliło mnie. Pasowało mi idealnie. Ta płyta na długi czas dosłownie stała się moją ulubioną. Dave mógł grać w San Francisco. A ja zawsze mogłem go tam znaleźć, mogliśmy pójść się napić, uwalić dragami i posiedzieć razem. Wówczas, były to lata ’84, ’85, bardzo szybko się dogadaliśmy. Pamiętam, że podczas trasy …And Justice for All graliśmy w Irvine, niedaleko (Los Angeles), Dave pojawił się tam i był z nami przez kilka ostatnich koncertów tej trasy. To było może w ’89, nie było problemu abyśmy mogli się ze sobą trzymać. Tak właściwie to pamiętam jak zakończyliśmy trasę …And Justice for All w L.A. latem ’88 roku, puszczałem mu to w jakimś mieszkaniu o 5:00 nad ranem. Siedzieliśmy razem, graliśmy „Blackened” i kilka innych kawałków starając się nie zasnąć. Byliśmy z Davem przyjaciółmi, to było coś fajnego, co trwało przez większość tamtej dekady. Prasa nie interesowała się nami, aż oba zespoły nie stały się większe i rozpoznawalne, potem to było coś zupełnie innego niż to, co było faktycznie między nami. Istniały jakby dwie znajomości. Prasa kochała tę rywalizację pomiędzy Metalliką a Megadeth. I tak mi się wydaje, że nabrało to własnego życia. I można założyć, że to dzielenie nas przez prasę ewentualnie zaczęło przekształcać się w naszą właściwą znajomość i prawdopodobnie stało się to powodem, dla którego przez lata 90-te nasze kontakty ochłodziły się. Wiesz, co mam na myśli?
Revolver: Jak sądzisz, kiedy wasza przyjaźń się ożywiła?
Ulrich: Przez lata było tak, że raz było lepiej, raz gorzej. Graliśmy razem wiele koncertów w ’93 roku pod koniec trasy „Czarnego Albumu”, grali z nami w Europie, ponownie byliśmy wtedy bardzo blisko siebie. Ponownie trzymaliśmy się dopiero w ’99 roku w Milion Keynes w Anglii. I wydaje mi się, że Dave był wtedy w środku trasy promocyjnej jego nowego albumu, pojawił się, był z nami wtedy podczas koncertu, pamiętam jak grał utwory z płyty Risk. Mogliśmy posiedzieć razem, zawsze, gdy tylko byliśmy w tym samym mieście. Najchłodniej było zaraz po wydaniu „Some Kind of Monster”, kiedy przerwa w komunikacji pomiędzy nami była oczywista. Trwało to przez jakieś cztery lub pięć lat. W przeciwieństwie do tego, w latach 90-tych mogliśmy się widywać tu i tam. Mogliśmy się razem trzymać. Wszystko było w porządku. Istniały te dwie równoległe trajektorie. Był konflikt pomiędzy Metalliką a Megadeth stworzony przez prasę i byliśmy też ja i Dave, trzymający się razem, jakby robiący coś razem na boku, co mogło wówczas wyglądać nieco dziwnie. Można by odnieść wrażenie, że „Chwila, moment. Nie powinienem lubić tego gościa, ponieważ tak napisali w tym tygodniu w Kerrang!”. To było dziwne.
Revolver: Najwidoczniej wszystko jest teraz w jak najlepszym porządku. Jednym z najbardziej wzruszających momentów bonusowej, dokumentalnej części DVD Wielkiej Czwórki z Sofii jest chwila, gdy mówisz Dave’owi o tym, jak bardzo twój syn uwielbia jego zespół.
Ulrich: Myles, mój starszy syn, jest wielkim fanem Megadeth. Przez jakiś czas kilka lat temu w drodze do szkoły słuchaliśmy Rage Against the Machine lub System of a Down. Słuchaliśmy też Megadeth. Jego ulubionym utworem było „Hook in Mouth” (z płyty So Far , So Goud… So What!). Był więc taki okres jakiś czas temu, kiedy w zasadzie budziłem się i przygotowywałem moje dzieciaki do szkoły, wyjeżdżaliśmy o 7:40 i słuchaliśmy „Hook In Mouth” w drodze do szkoły (śmiech). To był taki jakby powrót do tego dobrego klimatu sprzed 15 lat.
WIELKA CZWÓRKA
Revolver: Każdy zespół zdawał się mieć równowagę w połowie lat 80-tych, wydając klasyczne albumy w 1986 i 1987 roku. Kiedy pierwszy raz usłyszeliście nazwę „Wielka Czwórka” w odniesieniu do was?
Lombardo: Było to jakieś 9 miesięcy temu, lub jakoś tak. W czerwcu zdaje się zagraliśmy pierwszy koncert.
Ellefson: Najśmieszniejszą rzeczą w tym wszystkim jest to, że to nie my zaproponowaliśmy nazwę „thrash metal”, tylko media. Nie my wymyśliliśmy nazwę „Wielka Czwórka” – media i fani to wymyślili. Zmieniło się to teraz w to dziedzictwo mitologicznych proporcji. A my jesteśmy jakby czterema bóstwami (śmiech), które są obdarzone honorem przewodniczenia temu. Wówczas było także kilka innych zespołów. Mam na myśli to, że z całą pewnością na wschodnim wybrzeżu był Over Kill, dotrzymując kroku chłopakom z Anthrax. Na zachodzie był Exodus, Forbidden i Testament w Bay Area. W L.A. było Dark Angel i kilku innych rywali. Jeśli skupić się jedynie na USA, to była to garstka zespołów, które zapoczątkowały tutaj thrash metal. Interesujące jest to, jakim fenomenem była Metallica, jak szybko się to rozrosło.
Benante: Wydaje mi się, że tę nazwę zaproponował Don Kaye (piszący dla Kerrang!). I tak już jest. Zrobiła się z tego marka. Wielka Czwórka.
Ulrich: Myślałem, że to Geoff Barton (były redaktor Kerrang!) stworzył nazwę „Wielka Czwórka”. Lecz ślad prowadzi od Geoffa Bartona do Dona Kaye’a.
Araya: Wydaje mi się, że było to w latach 90-tych. Inaczej „Clash of the Titans” nie miałoby miejsca. Samą nazwę pierwszy raz usłyszałem jakiś czas temu. I była to bardzo dobrze pasująca nazwa – „Wielka Czwórka…”.
Ian: Dla mnie, osobiście, jest to coś, na czym nigdy się nie skupiałem, do momentu aż stało się to czymś aktualnym. Kiedy Metallica zapytała trzy pozostałe zespoły, „Hej nie chcielibyście zagrać kilku koncertów? Jako ‘Wielka Czwórka’? Pomyślałem, „Ok, czemu by nie?”
Ulrich: Nasze cztery zespoły były tymi, które jakby… nie wiem jak to powiedzieć, aby nie zabrzmiało tak jakbym się przechwalał. Staliśmy się tymi z „najwyższej półki”… dokładnie tak (śmiech). I w jakiś przewrotny sposób udało nam się pozostać w pobliżu siebie i niewątpliwie cała nasza czwórka jest w lepszej formie niż kiedykolwiek przedtem, biorąc pod uwagę to, że wciąż liczymy się w grze. Z całą pewnością dzielimy tę samą drogę, którą przemierzamy od przynajmniej 25, 30 lat.
Ellefson: Jedną z rzeczy, która naprawdę mnie ciekawi odkąd rozpoczęliśmy tą trasę w zeszłym roku, jest fakt, iż pomimo tego, że wszystkie te cztery zespoły są znane ze swojego wkładu w stworzenie tej thrashowej sceny, to każdy zespół brzmi unikalnie i inaczej. Nie otrzymujesz jednego tego samego riffu lub uderzenia w bęben, walącego w twoją głowę przez sześć godzin do momentu, gdy wszystko staje się monotonne i nudne. Są to cztery różniące się zespoły, które grają cztery naprawdę różniące się style w obrębie thrashu. I myślę, że to czyni je fajnymi, ponieważ każdy zespół nie robi jednego i tego samego. Każdy zespół zaczął ewoluować, robić różniące się między sobą rzeczy. I to właśnie tworzy swego rodzaju muzyczną podróż przez thrash metal.
Revolver: David wspomniał kilka innych wpływowych, thrash metalowych zespołów. Poza Wielką Czwórką jest wiele zespołów, które miały znaczący wkład w thrash, czyż nie?
King: Absolutnie. Pamiętam jak podczas Europejskiej trasy Wielkiej Czwórki ludzie pytali mnie „Dlaczego wy? Dlaczego wy jesteście Wielką Czwórką?”, odpowiadałem wtedy „Wy nas tak nazwaliście, my tego nie wymyśliliśmy”. Prasa nas tak nazwała. Exodus, Testament, przykro mi. Są zespoły, które po dziś dzień wciąż kopią tyłki. Dlaczego nie mogą one być częścią Wielkiej Czwórki? Chciałbym, aby były one częścią tego przedsięwzięcia, choćby jako zespoły otwierające koncert, ponieważ nadal się liczą.
Lombardo: Gdyby miała zaistnieć Wielka Piątka, to wybrałbym Exodus, ponieważ Metallica wzięła Kirka Hammetta właśnie z Exodusu. Więc jeżeli miałby być kolejny zespół, to brałbym ich. Nie wiem czy ktoś ma na ten temat jakieś inne zdanie. Takie jest moje zdanie.
Benante: Taa, zawsze czułem, że Exodus jest jednym z tych zespołów, które powinny zostać dodane do Wielkiej Czwórki. Jeżeli rzecz miałaby się sprowadzić do pierwszych thrash metalowych albumów, to „Bonded by Blond” jest prawdopodobnie numerem 1. Słucham go także dzisiaj, dostaję gęsiej skórki słuchając go, ponieważ sprawia, że powracam do tamtych dni i jest absolutnie szalony. A utwory na tym albumie są wprost zajebiste. A gdybyśmy żyli w idealnym świecie, to kolejnym zespołem byłaby Pantera. Ludzie odnoszą się do zespołów Wielkiej Czwórki, ponieważ my mieliśmy trochę więcej tego ulicznego polotu. I myślę, że jeżeli jakiś zespół miały dołączyć do Wielkiej Czwórki, to byłaby to Pantera.
Revolver: Megadeth, Slayer i Anthrax byli razem w trasie w 1991 roku nazwanej Clash of the Titans. To wtedy ludzie byli najbliżej zobaczenia pełnego składu Wielkiej Czwórki, aż do poprzedniego roku.
Benante: Poprzez lata 80-te tytuł Wielkiej Czwórki był wspólny dla tych czterech zespołów. I wtedy gdzieś w latach 90-tych jeden z zespołów Wielkiej Czwórki stał się wielki. W zasadzie to nie było już Wielkiej Czwórki. Było tak, jakby starszy brat poszedł na studia i stał się Billem Gatesem (śmiech). „Proszę, napisz coś czasami”. I to było tyle. Nie było już Wielkiej Czwórki. Metallica była tym samowystarczalnym zespołem. Oni byli tym wielkim bytem. Kiedy ma się płytę taką jak „Czarny Album”, kiedy coś jest niczym „Back In Black” lub „Dark Side of the Moon”, to jest pozamiatane. Koniec, wiesz, do widzenia. Nie potrzebujesz niczego innego.
King: Myślę, że zyskaliśmy rozgłos w tym samym czasie. Nasza trójka tworzyła Clash of Titans – Metallica nie potrzebowała nas. Nie potrzebują nas teraz. Uważam to za fajny element, to, że cztery zespoły są razem w trasie. Jest to bardzo podobne do roku ’91 kiedy mieliśmy Clash of Titans, ponieważ pamiętam naszą trójkę razem i wiedziałem, że Metallica nie byłaby częścią tego ponieważ nie potrzebowali nas. Mieli „Czarny Album”, człowieku, oni sami dla siebie byli klasą. Teraz nadal są gwiazdami i całą trójką możemy grać razem jak wcześniej, lecz myślę, że pociągającym element tego jest, iż teraz cała nasza czwórka gra razem.
Revolver: Jak myślisz, co jednoczy zespoły Wielkiej Czwórki? Jest to tylko wspólne dorastanie?
Ulrich: Wspólne dorastanie – z całą pewnością tak (śmiech). Przede wszystkim to. Nigdy nie miałem co do tego wątpliwości i wydaje mi się, że Mustaine powiedział jakiś rok temu, że te cztery zespoły są największymi czterema zespołami z Ameryki. W kategoriach muzyki rockowej. Nigdy nie myślałem o tym jak o czymś związanym ściśle z Ameryką, lecz sądzę, że ma rację.
King: Taa, pamiętam jak Mustaine mówił coś jakby, „Jesteśmy czterema największymi zespołami ze Stanów”. Nie myślałem o tym w ten sposób. I pomyślałem sobie, że jest to coś fajnego. Dorzuciłbym jeszcze Panterę. Lecz jeśli chodzi o to zdanie, to myślę, że… bez jaj. Nie zakładamy istnienia pewnych rzeczy, mam na myśli ludzi, z którymi się trzymam. Nie myślę o naszej spuściźnie. Myślę o tym dopiero, gdy dziennikarze i inni tacy zaczynają o to pytać. To jest tak samo jak z tym, co powiedział Dave. Nigdy o tym tak nie myślałem. Jest to coś fajnego.
Araya: To, co nas jednoczy, to fakt, iż jesteśmy bardzo podobni do naszych fanów. Jako ludzie jesteśmy fanami naszej muzyki. Gram w zespole Slayer, lecz jestem też jego fanem. Zawsze jak pracujemy nad nowym materiałem, to zawsze muszę stanąć trochę z boku i posłuchać tego jako fan i powiedzieć sobie, że jest to coś zajebistego (śmiech). Zawsze tak robiliśmy. Można założyć, ze wszystkie cztery zespoły tak postępują. Że siadają, słuchają i myślą jak fani.
Ulrich: Oczywistym jest to, że wszyscy, w ten czy w inny sposób, pochodzimy z tych samych muzycznych nasion, z tej generacji przed nami – Judas Priest, Iron Maiden, Motorhead i Saxon oraz wielu innych. Oni byli grupą zespołów. My byliśmy kolejną grupą zespołów, która z całą pewnością miała jedną wspólną rzecz: wszyscy byliśmy zainspirowani przez Judas Priest, Iron Maiden, Motorhead, Saxon, Diamond Head, ta lista jest długa. I to tyle. Oczywiście wiele razy nasze drogi rozdzielały się. Ze Slayerem graliśmy w ’82 w L.A. W ‘83 pojawiło się Megadeth, my nagraliśmy płytę, Anthrax stał się nam bardzo bliski, gdy byliśmy w Nowym Jorku. Wszyscy wyrośliśmy z tych samym nasion.
Revolver: Anthrax i Metallica od zawsze były bardzo blisko ze sobą. Byliście razem w trasie w 1986 roku, w tym samym roku zginął Cliff Burton. Jakie są wasze najcieplejsze wspomnienia związane z Cliffem?
Benante: Pamiętam jak kiedyś byliśmy na wspólnej trasie w Wielkiej Brytanii. Metallica dopiero co wydała „Master of Puppets”. Pewnego ranka wraz z Scottem, Cliffem i Kirkiem poszliśmy na śniadanie. Zamawialiśmy jedzenie, a ja mówiłem o utworze „Master of Puppets”, pytałem „Co do cholery James krzyczy tuż przed solówką?”, Cliff odpowiedział „Myślę, że ‘Naleśniki’ [Pancakes!]”. I przez całą tę trasę oglądałem ich z boku sceny, Cliff spoglądał na mnie tuż przed tą częścią utworu i wymawiał słowo ‘Naleśniki’. I tak powstała historia z naleśnikami. Choć oczywiście tam jest „Fix me”. Opowiedziałem tę historię Jamesowi, odparł „Bardzo ci dziękuję, że opowiedziałeś mi tę historię. Nie pamiętam już wszystkich tych chwil z okresu, gdy Cliff był z nami. Mówiąc mi tę historię dałeś mi to wspomnienie.” Po tym jak opowiedziałem to Jamesowi, następnego dnia ktoś mi powiedział, „James cię szukał. Cały czas krzyczał ‘Naleśniki!’” Lecz nie było mnie z boku sceny. Wydaje mi się, że jest to coś zabawnego. To jest jedno z moich ulubionych wspomnień o Cliffie. Ten jego humor.
DROGA DO SOFII
Revolver: Jak powstał pomysł koncertów Wielkiej Czwórki?
Ulrich: Byliśmy w Paryżu w 2009 roku po kilku koncertach. Było to przed tym jak Metallica została przyjęta do Rock and Roll Hall of Fame. Był tam Biff (Byford, wokalista zespołu Saxon), przez pewien czas trzymaliśmy się razem, ciesząc się z mającego nadejść wydarzenia. Choć jednocześnie czuliśmy nostalgię z tego powodu. Zapraszaliśmy na tę galę wszystkich naszych przyjaciół i ludzi, z którymi współpracowaliśmy. Rozmawialiśmy razem, różne rzeczy walały się wokół, podczas gdy my pochłanialiśmy kilka butelek wina, świętując istnienie thrash metalowej sceny z Bay Area. Pojawiło się wiele tematów na rozmowę, ale około 2:00 nad ranem większość tych tematów to czysty nonsens. Jednak wisiało nad nami coś, co sprawiło, że zdecydowaliśmy, że byłoby fajnie gdybyśmy spróbowali zrobić coś, co zebrałoby wszystkich. Nie dla pieniędzy, nie dla kariery lub czegoś takiego. Po prostu dla zabawy. Powstało to w dosyć naturalny sposób.
Ian: Charlie i ja zostaliśmy zaproszeni na galę wprowadzenia Metalliki do Hall od Fame. Po całej ceremonii, byliśmy na after party w tym małym barze z Larsem. Wypiliśmy wiele drinków, Lars zapytał Charliego, „Co sądzisz o Wielkiej Czwórce?”. Charlie na to „Co masz na myśli, chcesz wiedzieć, co sądzę o Wielkiej Czwórce?”. Lars odpowiedział „Co sądzisz o zrobieniu tego. Aby pojechać i zagrać kilka koncertów z Wielką Czwórką?”.
Benante: Scott i ja tylko spojrzeliśmy na siebie z wyrazem twarzy mówiącym, że byłoby to coś zajebistego. Tyle myśli pojawiło się wtedy w mojej głowie. Z perspektywy fanów, to było by coś… to byłoby jak Woodstock dla metali.
Ian: Odparliśmy „Taak!”. A Lars na to „Taa. Heh, heh”. Wziął łyk swojego drinka i z tego co pamiętam, nie rozmawialiśmy już o tym. Następnego dnia dużo o tym myślałem. Nieco później tego roku usłyszeliśmy plotki mówiące, że zrobimy kilka koncertów Wielkiej Czwórki. I oto jesteśmy. Jest to dla nas wielki przywilej, że te cztery zespoły biorą w tym udział. Wielu ludzi na całym świecie jest zainteresowanych tym, co robimy.
Mustaine: Jest wiele różniących się między sobą wersji tego, jak do tego doszło, lecz opowiem wam moją, która jest prawdopodobnie najbliższa prawdzie. Zapytano nas i zgodziliśmy się (śmiech). Powiedziano mi, że James powiedział, że chce to zrobić i wydaje mi się, że był to świetny pomysł.
King: Rozmawiałem o tym z moim managerem. Koniec końców Lars i James to zapoczątkowali. Myślę, że jak tylko zdali sobie sprawę z tego, że jest to dobry pomysł, to wzięli się za to.
Ulrich: I tak to się zaczęło, po 15 miesiącach zagraliśmy kilka koncertów w Europie. To był wspaniały maraton. Nikt tak naprawdę nie wiedział co ma się stać, lub jak to ma wyglądać. Lecz wszyscy wydawali się dobrze bawić. Wszystko to miało ducha i klimat. Wszystko zdawało się działać, nie tylko dla rozentuzjazmowanych fanów, lecz także zespoły dobrze się bawiły. Nastrój był odpowiedni. Poniekąd świętowaliśmy wszystko to, co ci ludzie sobą prezentowali, lecz także rozwój każdego z zespołów.
Revolver: Co oznaczają dla was te koncerty?
Ulrich: Dla mnie te koncerty oznaczają dumę i historię. Oznaczają moment w czasie, który współtworzyliśmy. Czuło się w powietrzu to podniecenie, to było wspanialsze niż my sami, coś czego jesteśmy częścią. I wtedy, po latach, niektóre z tych rzeczy stały się, nie wiem, jakby folklorowe. Trzeba się mieć na baczności, aby to co grasz nie wywoływało nostalgii, aby nie było mierne. Lecz myślę, że idea Wielkiej Czwórki wyryła sobie ścieżkę, która pozostała czysta, nie skomplikowała się i pozostała wiarygodna.
Mustaine: Cóż, byłem zaszczycony będąc częścią tej sceny muzyki. Przez lata byłem czarną owcą. Byłem tym, którego łatwiej było nie lubić, jeśli wiesz co mam na myśli. Wiele z tego miało początek w tym co mówiłem i co robiłem. Lecz wiele z tych rzeczy można przypisać czasom, w których żyliśmy. Wszyscy walczyliśmy, było pijaństwo, narkotyki. Parałem się wywoływaniem duchów i czarną magią, nasiąkłem przez to naprawdę niedobrymi fluidami. Przez lata nie dawało mi to spokoju. Ludzie mówili, „Oh, Dave ma takie trudne życie”. Cóż, nie, wcale że nie, Dave ma wspaniałe życie. Miałbym nawet lepsze życie, gdybym nie bawił się czarną magią.
Ellefson: Te koncerty są dla mnie tym, że nie konkurujemy ze sobą, lecz raczej łączymy siły dla wspólnego dobra, dla tej sceny muzyki. I wydaje mi się, że w minionych latach cały czas wydrapywaliśmy sobie drogę na szczyt i tak to postrzegając, wszyscy byliśmy na szczycie tej góry i wszyscy znamy widok roztaczający się z jej szczytu (śmiech). Wydaje mi się to być czymś fajnym, że cała nasza czwórka może dosłownie stanąć obok siebie gdy gramy „Am I Evil?” i naprawdę zrobić coś niezwykłego dla wszystkich tych fanów, którzy nas wspierali przez te wszystkie lata.
Ian: Skoro już o tym wspomniałeś, to co najbardziej mnie zaskakuje to fakt, że te cztery zespoły były ze sobą taki kawał czasu i nadal liczą się w tej grze, wciąż robią to, co wychodzi im najlepiej. A ludzie na całej planecie chcą tego, co nazywa się „Wielką Czwórką”. Wszyscy na tej planecie chcą abyśmy przyjechali na ich miejscowy stadion i zagrali dla nich. To mnie rozwala. Minęło 27 lat od wydania naszej debiutanckiej płyty „Fistful of Metal”, a w lipcu będzie 30 lat odkąd wraz z Dannym Lilkerem założyłem ten zespół. I to, że nadal gram po tych 27 latach, nie wiem nawet jak mam to określić, jaką skalą to mierzyć. Całkowicie mnie to rozwala.
Benante: Powiedzmy sobie prawdę: bez Metalliki, która to zapoczątkowała, nie doszłoby do tego. Jestem więc wdzięczny za to im, jak i pozostałym zespołom. Robią to nie tylko dla nas, lecz także dla fanów. Jestem zadowolony z obecnego składu zespołu, z Joey’em na wokalu, ponieważ to jest część Wielkiej Czwórki, jego głos, z tymi nagraniami, z tymi utworami. Wydaje mi się, że właśnie tego ludzie chcą.
Araya: Te koncerty wiele znaczą dla metalu. Te koncerty wiele mówią o tym gatunku muzyki, który my poniekąd ukształtowaliśmy. Mówią wiele o muzyce, którą te zespoły tworzą. Minęło nam trzydzieści lat. To spory kawał czasu (śmiech). To naprawdę długi czas, który był niezwykły. Ta trasa jest czymś, co chcieliśmy zrobić w przeszłości, gdy tworzyliśmy „Clash of Titans”. Ta idea powstała wtedy. I wierzcie w to lub nie, lecz Metallica miała propozycję przyłączenia się do tego. Koniec końców, były tylko trzy zespoły. Więc, tym razem to jest coś niesamowitego.
Lombardo: Wyczuwalne jest braterstwo w tym wszystkim. W metalu istnieje pewna więź braterstwa. Uważam, że fajnie się stało, że do tego doszło. Miłość dla tej muzyki i tworzenie tak dużego festiwalu jak ten naprawdę promuje całą tę pozytywną energię, którą te zespoły mają do zaoferowania. Co prawda niektórzy z nas są muzycznie nieco po ciemnej stronie mocy, moim zdaniem np. Slayer. Lecz jest w tym coś dobrego dla tej muzyki.
Ulrich: Wielka Czwórka oznacza… co to w ogóle oznacza? Wielka Czwórka to muzyka, przyjaźń, wspomnienia, pijaństwo. Wielka Czwórka to wszystkie te pokręcone rzeczy.
Revolver: Metallica rozpoczęła europejską trasę Wielkiej Czwórki od kolacji, na którą zaproszeni byli jedynie członkowie zespołów. Co pamiętacie z tego wieczoru?
Ulrich: Na dzień przed pierwszym koncertem zapytaliśmy wszystkich, czy nie chcieliby wspólnie coś zjeść, po prostu wyluzować się, odpocząć od asystentów, ochrony, menedżerów i wszystkich tego typu rzeczy. Nie było żadnych sprzeciwów, więc na dzień przed pierwszym koncertem spotkaliśmy się w restauracji gdzieś w Warszawie, w Polsce, wyglądało to jak spotkanie klasy po latach. Tak jakby spotkać się ze starymi znajomymi spośród których niektórych widziało się dopiero co, a niektórych nie widziało się od dłuższego czasu. A my po prostu siedzieliśmy w jednym pomieszczeniu, jedliśmy coś z kuchni włoskiej, popijaliśmy winem i przechwalaliśmy się historiami z naszego życia, przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. To było takie naturalne.
Lombardo: Pamiętam, jak siedziałem przy stole obok Trujillo, Larsa i Mustaine’a. Wszyscy jakby krążyli od stolika do stolika prowadząc rozmowy. Zajebiście się bawiliśmy.
Ian: Chcieli, aby zeszli się jedynie członkowie zespołów, bez ekipy technicznej, bez menedżerów, bez partnerek, bez żon. Na początku pomyślałem, że jest to trochę dziwne. Nie można przyprowadzić żony? Wszyscy dobrze wiemy, kto z kim jest i nikomu to nie przeszkadza, lecz nie przeszkadzało mi to szczególnie. Lecz właśnie wtedy dotarło to do mnie, gdy w jednym pomieszczeniu znalazło się 17 ludzi połączonych przez Wielką Czwórkę, co oczywiście nigdy wcześniej nie miało miejsca. Wszyscy się ze sobą trzymaliśmy, to był pierwszy raz, kiedy byliśmy wszyscy razem w jednym pokoju. I przez jakieś trzy godziny nadrabialiśmy zaległości, śmialiśmy się, jedliśmy, piliśmy, wyglądało to jak zwykłe towarzyskie spotkanie, nie było rozmów o biznesie, nie było ciśnienia, nic z tych rzeczy. I muszę przyznać, klimat tego spotkania utrzymywał się przez kolejne dwa tygodnie. Wszystko było wprost super.
Benante: Pamiętam, że w pewnym momencie siedziałem przy stoliku z Larsem, Mustainem i Lombardo i ktoś przy stoliku powiedział, „O mój Boże, odwróćcie się”. I z jakiegoś powodu wszyscy basiści siedzieli razem przy jednym stoliku, to było bardzo dziwne. Stało się to więc takim kawałem. Zazwyczaj powstają kawały o perkusistach, lecz tym razem powstał kawał o basistach.
Araya: Siedziałem przy jednym stoliku z basistami (śmiech). Nie, tak właściwie to siedziałem z Robertem Trujillo, którego znam z Suicidal Tendencies, wspaniały z niego gość. Więc byłem zadowolony, że mogłem się z nim zobaczyć. Rozmawiałem z nim, rozmawiałem z Davem Ellefsonem i Frankiem Bello. Rozmawialiśmy o dzieciach, rodzinie i o tym jak nam się powodzi w życiu. I o tym jak wdzięczni jesteśmy z tego gdzie jesteśmy, o tym, że 30 lat minęło a my wciąż trzymamy się razem i robimy swoje. To było coś bardzo osobistego. To był naprawdę dobry sposób aby zapoznać się ze wszystkimi.
King: Najśmieszniejsze było to, że ja, Shawn Drover i Chris Broderick najdłużej siedzieliśmy przy barze. Następnie udaliśmy się do pomieszczenia, w którym wszyscy jedli, tam okazało się, że był tylko jeden stolik wolny, ponieważ wszystkie pozostałe były zajęte. Tak więc byłem ja, Drover i Broderick, rozejrzałem się wokół i powiedziałem, „Mamy tu wielu znanych ludzi”. To było coś dziwnego.
Ian: Pamiętam jak rozmawiałem z Larsem, lub może z Kerrym, nie pamiętam dokładnie, lecz kilka metrów od nas stali Mustaine i Kirk, którzy ze sobą rozmawiali. Nigdy wcześniej nie widziałem ich dwóch w tym samym miejscu, a znam ich obu od 28 lat. Było tam wiele takich niesamowitych chwil.
Benante: Móc zobaczyć Jamesa i Dave’a razem tego wieczoru było niezwykłe. I myślę, że każdy się wówczas zastanawiał ile my mamy lat? Ile my mamy lat aby żywić do siebie stare urazy z 1983 roku? Warto? Nie było w tym pomieszczeniu ani jednej osoby, która powiedziałaby „pierdol się”. Nic takiego nie miało miejsca. Jeżeli do czegoś doszło, to tylko do wzajemnego okazywania sobie szacunku.
Revolver: Trzymaliście się ze sobą w ten sposób w ciągu tych siedmiu koncertów?
Ellefson: Cóż, pamiętam jak podczas pierwszego koncertu James Hetfield stał przed szatnią Metalliki. Stał tam i pozdrawiał wszystkie zespoły, które się pojawiały, zupełnie jakbyśmy mieli wjechać wózkami golfowymi na scenę, która miałaby być oddalona o pół mili. Byliśmy więc eskortowani aż na scenę, a tam James przybijał nam piątkę. Tak na zachętę. Było w tym pełno gościnności. Naprawdę czułem, że Metallica poczyniła wszelkie starania, aby było to dla nas wszystkich niezwykłe doświadczenie.
Benante: Co chwilę można było zobaczyć kogoś ze Slayera w naszym pokoju, lub kogoś od nas trzymającego się z chłopakami z Megadeth. Wszyscy trzymaliśmy się razem. Widzicie nas wszystkich na jednej scenie na tym DVD i uwierzcie mi, jesteśmy bardzo podekscytowani wspólnym graniem i myślę, że z łatwością możecie dostrzec to na naszych twarzach.
Lombardo: Myślę, że dzień przed koncertem w Bukareszcie Lars nieźle się zabawił z chłopakami. Próbowali mnie wyciągnąć, ale odparłem, „Nie dzięki, mam koncert do zagrania jutro”. Oni na to, „No chodź, wszyscy jutro gramy” – odpowiedziałem, „Nie, niestety nie mogę”. Byłem zmęczony. Po prostu odpuściłem.
Revolver: Co się działo noc przed koncertem w Bukareszcie?
Ulrich: Trochę się spiliśmy w Bukareszcie wraz z gośćmi z Anthrax, zdaje się, że to był Frankie oraz Charlie i jeszcze Shawn z Megadeth. Siedzieliśmy w hotelowym barze, po chwili poszliśmy do jakiegoś klubu, w którym działo się wiele dziwnych rzeczy. Weszliśmy i ktoś dał mi jakiś koktajl lub inny drink o jakimś dziwnym kolorze, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Nagle jak mnie uderzyło, poczułem jakby coś miało mi wyjść z żołądka. Pamiętam jak szedłem chodnikiem o 3:00 nad ranem i wywaliłem się w jakieś krzaki.
King: Mnie tam nie było (śmiech). Nie możesz mnie za to winić.
Revolver: Lars wpadł w krzaki? Jak do tego doszło?
Benante: Wyszedłem wcześniej, lecz wróciłem do hotelu około północy. Poszedłem do baru i tam zastałem Shawna z Megadeth i Franka [Bello – red.]. Przysiadłem się do nich na drinka. Po chwili wszedł Lars. Dopiero co się obudził. Zaczęliśmy pić i zanim się zorientowaliśmy wyszliśmy w miasto. Byliśmy w kilku barach i totalnie się schlaliśmy.
Lombardo: Pisali do mnie sms-y o treści, „Wyłaź kurwa, potrzebujemy cię”.
Ian: Nie było mnie z nimi, więc prawdopodobnie mam największy ubaw, ponieważ się tak nie zniszczyłem. Nie wiedzieć dlaczego, upity Lars postanowił przeskoczyć wielki żywopłot. Lecz zamiast go przeskoczyć, wpadł w ten żywopłot i oni musieli go wyciągać, mówił coś jakby „Boże, nie robiłem tego od 25 lat i to dlatego ta trasa jest tak zajebista”.
Benante: Następnego dnia Lars pytał się nas, „Czy ja wskoczyłem w krzaki?”. Odpowiedzieliśmy mu, „Taa, facet, wskoczyłeś”. Odparł „Człowieku, zajebiście się wczoraj bawiłem”. Wszystkim nam odwaliło. Wiesz, mieliśmy wiele szalonych nocy, ale ta była jedną z najlepszych.
CZY JESTEM ZŁEM?
Revolver: Większość z was zagrała razem na scenie utwór Diamond Head „Am I Evil?” w Sofii. Jak do tego doszło?
Ulrich: Myślę, że wszyscy poczuliśmy, iż powinniśmy sprawdzić, czy możemy wszystkich zebrać. Oczywiście czuliśmy też presję całego świata. Wydawało się to być oczywiste miejsce dla podzielenia się tym z ludźmi, klimat był tam odpowiedni. Chcieliśmy dać szansę naszym fanom na całym świecie aby poczuli ten klimat.
Ian: Wydaje mi się, że byłem z barze z Coreyem Taylorem [wokalista Slipknot i Stone Sour – red.]na dzień lub dwa przed tym koncertem dostałem sms-a od Kirka, który brzmiał, „Hej, w Bułgarii myślimy o zagraniu ze wszystkimi ‘Am I Evil?’ powiadom swoich”. Odpisałem mu, „Taa, oczywiście. Piszemy się na to”.
Ulrich: Powód dla, którego wybraliśmy „Am I Evil?” był prosty, granie utworu Metalliki byłoby zbyt samolubne. A wszyscy muzycy chcieliby powrócić do tego natchnienia muzyką Diamond Head. Trudno prawdopodobnie byłoby znaleźć zespół, który jest bardziej odpowiedzialny za, lub przynajmniej niebezpośrednio odpowiedzialny za pojawianie się thrash metalu. A „Am I Evil?” jest wspaniałym utworem, niemal hymnem, który także nie jest zbyt skomplikowany. Wydaje się być zatem odpowiednim do podzielenia się z wszystkimi przez te pięć minut, bez potrzeby wchodzenia do salki prób. Mustaine i cała reszta dobrze znają ten riff, więc wybór wydawał się być całkiem logiczny.
Benante: Pierwsza wiadomość jaką dostałem w tej sprawie – wydaje mi się, że była od Kirka – mówiła „Będziesz grał na gitarze”. Taka była pierwsza wiadomość jaką dostałem. To było coś zajebistego. Byłoby wspaniale. Pomyślałem, co inni ludzie by pomyśleli, że niby jak perkusista miałby grać na gitarze, podczas gdy pozostali perkusiści mieliby nic nie robić? Nagle więc postawiono przede mną werbel. Nie miałem nic przeciwko temu, pasuje mi to.
Lombardo: Kocham jamming. W domu w Hollywood cały czas tak gram. Więc dobrze się bawiłem mogąc zagrać ze wszystkimi na scenie, nie mogłem odpuścić takiej okazji, gdy wszyscy moi pozostali przyjaciele tam byli. Byłem pozytywnie nastawiony do tego.
Revolver: Co pamiętacie ze wspólnych prób?
Ellefson: Było wspaniale. Jak tylko się pojawiłem w sali, Robert Trujillo podszedł i powiedział do mnie, „Hej junior, dobrze, że tu jesteś”. I podał mi swój bas mówiąc, „Masz, graj”. Dobra, czemu by nie, w końcu jestem gitarzystą basowym. Więc zagrałem i nieźle się bawiłem, będąc tam z nimi. Lars oczywiście grał na perkusji, trzymaliśmy się razem, ponieważ bardzo dobrze się dogadywaliśmy przez lata. Rozejrzałem się i zobaczyłem Brodericka, Hetfielda, Mustaine’a, Scotta Iana, Joey’a Belladonne, wszyscy tam stali. To był jeden z tych klasycznych momentów. Pamiętam, że jako dzieciak mogłem przejrzeć cały magazyn muzyczny i zobaczyć w nim zdjęcia Jimmy’ego Page’a, Paula McCartney’a i Keitha Richardsa stojących razem w tym samym pomieszczeniu. Dla mnie to był nasz moment. To byli ci goście, którzy nigdy wcześniej nie byli razem w jednym pomieszczeniu. Tym bardziej z tymi gitarami, kreatywnie pracując razem nad czymś. Muszę przyznać, że James Hetfield był naprawdę łaskawym gospodarzem. Sprawił, że wszystko było na luzie i ze śmiechem, to było bardzo fajne, ponieważ w zasadzie zostaliśmy zaproszeni do sekretnych komnat Metalliki (śmiech). Sprawili, że było to dla nas relaksujące, łatwe i zabawne.
Ulrich: Zdaje się, że to ja byłem tym opóźniającym wszystko. Wszyscy tylko stali, patrzyli na siebie. Więc rzuciłem hasło, „Ok, zagrajmy coś”. Więc zaczęliśmy grać „Breaking the Law” (Judas Priest). Atmosfera się rozluźniła i zaczęliśmy dobrze się bawić.
Ellefson: Zabawne było to, że wszyscy ćwiczyli cały dzień. To jest tylko jeden prosty riff, wszyscy byli za kulisami podczas prób, a także w naszej szatni. Tak więc Scott i Charlie i Frank i w ogóle wszyscy przychodzą do naszego namiotu, gramy tam, robimy tam próby, pracujemy też nad materiałem. To była jedna z tych rzeczy, kiedy wszyscy chcieli, aby wszystko wyszło perfekcyjnie. Wszyscy chcieli, aby było to coś wspaniałego.
Ulrich: Oczywiście, był taki okres kiedy wszyscy między sobą rywalizowaliśmy, lecz nie czuję już tego. Nie ważne jak bardzo ludzie będą naciskać na prasę, lub jak wielu ludzi będzie w to wierzyć. Mogę wam powiedzieć z ręką na sercu, że nie ma między nami rywalizacji. Nie jesteśmy bandą 27-latków chcących zobaczyć kto ma większego chuja. Anthrax, Megadeth, Slayer, Metallica, wszyscy mamy swoją niszę, miejsce, które należy tylko do nas. Więc sprawa nie sprowadza się do tego „Kto jest w tym lepszy?”. Ponieważ koniec końców, wszyscy robimy swoje. Jeżeli chodzi o perkusję, to Dave Lombardo jest bez wątpienia bogiem. Nie ma między nami rywalizacji, lecz gdyby była, to Dave by wygrał. Lombardo skopałby nas jednym ruchem małego palca. Więc nie rywalizujemy między sobą. Mogę powiedzieć, że teraz to jest największą różnicą pomiędzy nami. Gdyby 15 lat temu ktoś powiedział, „Spróbujmy to zrobić”, ludzie zapewne usiedliby i zaczęli narzekać nad tym lub tamtym. Lecz teraz cała nasza czwórka robi swoje i cieszymy się z faktu, że wszyscy jesteśmy unikalni i oryginalni. Może ktoś prześledził to przez co wszyscy przeszliśmy, aby się tu znaleźć. Nie wiem, czy byłoby to możliwe 20 lat temu.
Ellefson: To bardzo fajnie, że wszyscy dorośli do tej okazji. I ponownie wszystko wyjaśniło się na scenie, ponieważ szczerzyliśmy się do siebie niczym banda dzieciaków z piaskownicy.
Revolver: Jeden z najbardziej emocjonalnych momentów ma miejsce wtedy, gdy Dave Mustaine i James Hetfield ściskają się.
Mustaine: Kiedy dokończyliśmy grać ten utwór, podszedłem i uściskałem Jamesa. Tłum był ogłuszający. Kiedy graliśmy wszyscy się dopingowali. Lecz pod koniec, kiedy podszedłem i uściskałem Jamesa, wszyscy nagle zaczęli ryczeć. Pomyślałem sobie, „Człowieku, jeżeli nie jest to pojednanie brązowego i zielonego Gargantuy [chodzi tu o japoński film o dwóch potworach z 1966 roku pt. The War of the Gargantuas – red.,]to co to było?”
Ian: Nie jestem w stanie powiedzieć ci ile razy w ciągu ostatnich dwóch tygodni Dave powiedział mi, “Scott, kocham tę trasę. Kocham ją tak bardzo. Jest wspaniała. Jest tak rewelacyjna dla nas wszystkich”. Powiedział mi też, „To jest rozstrzygnięcie, na które czekał od tak dawna”. To było niezwykłe.
Ellefson: Myślę, że w dużym stopniu była to niezabliźniona rana, aż do tego momentu. Widząc Dave’a godzącego się z tym i gości z Metalliki, którzy byli naprawdę otwarci na tę zgodę… ja to rozumiem, ponieważ dorastałem z Davem. Prawdopodobnie rozumiem to lepiej niż większość ludzi. Widząc jak to się dzieje, było to coś więcej niż tylko rodzinne pojednanie. Ten moment naprawdę uleczył ranę, która przez wiele lat potrzebowała tego wyleczenia. Śmieszne jest też to, że od tamtego czasu nie ma żadnych zatarć, czy złej woli. I żadne drzwi nie są zamknięte. Można wyczuć jakby wszystko składało się na spójną całość i idealnie wpasowywało się kiedy gramy. Zabawne, że gramy utwór „Am I Evil?” i że ten utwór tworzy pojednanie.
Revolver: Lars, jak się czułeś grając ponownie z Mustainem?
Ulrich: Było wspaniale. Słuchaj, zawsze go podziwiałem. Jest niezwykle utalentowanym muzykiem. Granie z nim nie jest niczym niezręcznym. To był jeden z tych momentów kiedy chcesz zwolnić. Fajnie było móc znów to zobaczyć, gdy obejrzałem DVD. Można powiedzieć, że był w tym ten dobry klimat. I mam nadzieję, że ludzie się z tym łączą.
Revolver: Jak czuliście się po zagraniu „Am I Evil?”?
Benante: Po tym jak zagraliśmy, wszyscy schodziliśmy ze sceny, zatrzymałem się ze wszystkimi i dotarło do mnie. To był ten moment, to był ten wielki moment, którego nie powinniśmy brać za coś pewnego, ze względu na jego unikalność. Nie jestem nawet pewien czy w tym momencie szliśmy po ziemi, my po prostu się unosiliśmy. To, co mogę powiedzieć o Metallice, to fakt, iż jak tylko znaleźliśmy się na scenie i zaczęliśmy grać, to wszystko zrobiło się takie brutalne. To było niesamowite.
Ian: Przyjrzyj się nagraniu, a zobaczysz, że wszyscy byli uśmiechnięci a perkusiści mają się dobrze. Atmosfera była taka jakby dosłownie wszyscy mieli znów 16 lat. Dokładnie tak było na scenie. To jest coś, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło i być może nigdy się nie powtórzy. Jestem wielce zadowolony, że mamy to nagrane. Ponieważ stojąc na scenie wydawało się, jakby te cztery i pół minuty naszej wspólnej gry minęły w pięć sekund. Jestem zadowolony, że mogłem to ponownie zobaczyć i pomyśleć sobie jak zajebiste to było.
Revolver: Tom i Kerry, wy dwaj wraz z Jeffem Hannemanem nie uczestniczyliście we wspólnym jammie „Am I Evil?”, dlaczego?
King: Nie miałem czasu na ćwiczenie „Am I Evil?”, ponieważ musiałem zająć się edycją naszego występu dla potrzeb przekazu, który był następnie wyświetlany w kinach. Tylko ja nad tym pracowałem. Ktoś musiał się tym zająć i padło na mnie. Tak się stało, że byłem jedynym pozostałym członkiem Slayera, który zagrałby ten jam, lecz nie mogłem robić tego i tego jednocześnie.
Poza tym, powiedziałem przed koncertem Jamesowi, „Nie chcę być uszczerbkiem. Chcę być częścią tego, lecz jeśli nie mogę, to nie chcę się angażować”. Jak patrzę wstecz na to, to żałuję, że nie mogłem tam być, lecz jestem też szczęśliwy, że się na to nie zgodziłem i nie spieprzyłem tego (śmiech).
Araya: Powiedzmy, że jamming z innymi ludźmi mi nie pasuje. Myślę jednak, że dobrze się stało, że oni zagrali razem. Nie wiem dlaczego tak jest, po prostu mi to nie pasuje. James przyszedł do nas porozmawiać, powiedziałem mu, „Myślę, że to jest wspaniały pomysł, abyście razem zagrali. Lecz mi to nie pasuje. Wyjdę po wszystkim na wspólne zdjęcie, lecz to po prosu nie jest w moim stylu”. On na to, „Ok, ok”. Wydawał się być lekko niepocieszony. Przykro mi (śmiech).
Revolver: Macie ze sobą kontakt, po tej trasie?
Ulrich: Otrzymuję czasami sms-y od Kerrego, napiszę też czasami do Mustaine’a lub zdzwonimy się z Shawnem.
King: Lars pisze do mnie gdy jest w mieście. Wiem, że grali koncert w związku z wydaniem jakiejś gry, napisał wówczas do mnie. To było miłe popołudnie, byliśmy już z żoną po kilku głębszych. Odpisałem, „Hej, gdybym trochę wcześniej się zorientował, że do mnie napisałeś, to byłbym tam z wami. Lecz jestem już trochę wstawiony, lepiej abym nigdzie się nie ruszał”.
Revolver: Po trasie Wielkiej Czwórki, Slayer i Megadeth wyruszyli w trasę American Carnage Tour. W San Francisco na prośbę Larsa Megadeth zagrało „My Last Words” z Peace Sells.
Ellefson: Lars przychodził na wszystkie koncerty Megadeth i miał oko na wszystko co robimy. Powiedział „Człowieku, „My Last Words” to jeden z moich ulubionych utworów. Możecie to zagrać?” Nigdy nie wiesz, czy Lars podpowiada ci w stylu, „Powinniście zagrać to”, lub czy to była po prostu prośba (śmiech). Lecz męczył nas o to kilka razy. Więc odparliśmy, „Wiesz, skoro uczymy się grać te numery dla wszystkich jakoby na ich prośbę, zupełnie jakbyśmy zapytali nasz fanclub jakie kawałki chcą usłyszeć, więc pomyśleliśmy, że nie mamy nic do stracenia. To jest jego ulubiony numer, więc nauczmy się tego”.
Ulrich: To jest mój ulubiony utwór z Peace Sells. Pomiędzy „My Last Words” a „Devil’s Island” na tej płycie jest wiele rewelacyjnych numerów, lecz “My Last Words” zawsze zajmował specjalne miejsce w mym sercu. Zawsze sobie z nim żartowałem na temat grania tego numeru.
Ellefson: Pracowaliśmy trochę nad tym za kulisami podczas koncertu Wielkiej Czwórki w Rumunii. Lecz coś po prostu nie pasowało z setem, wiec odpuściliśmy ten utwór. Po kilku miesiącach graliśmy w Cow Palace w San Francisco podczas trasy Carnage, Lars i James pojawili się na tym koncercie. Byli z nami w naszej szatni, następnie przeszliśmy na scenę i wydaje mi się, że po drodze na scenę powiedziałem coś jakby, „Hej, zagrajmy „My Last Words”” (śmiech). James i Lars stali z boku sceny, przez chyba całe nasze show, to było bardzo fajne. To było tak, jakbyśmy cofnęli się w czasie, wiesz, wszyscy znów są w mieście. Więc graliśmy „My Last Words”, tak właściwie to wyszło nam całkiem przyzwoicie. A fani byli zaskoczeni, ponieważ nie słyszeli tego utworu od lat.
Revolver: Podczas ostatniego koncertu tej trasy Kerry zagrał wraz z Megadeth ich utwór „Rattlehead”. Jak do tego doszło?
King: Zrobiłem to tylko dlatego, aby zamknąć ludziom pyski, cały czas pytali mnie dlaczego nie zagrałem wspólnie „Am I Evil?”. Myślę, że zgodziłem się na zagranie „Rattlehead” ponieważ czułem, że muszę wyjść i pokazać kim jestem, a także czym Megadeth było, kiedy z nimi grałem.
Ellefson: To zabawne, ponieważ on [King – red.] nie grał „Am I Evil?”, a to jest taki łatwy utwór, lecz wtedy bardzo chciał zagrać z nami „Rattlehead”, niezwykle skomplikowany utwór i bardzo trudny do zagrania. Ćwiczył przez trzy dni.
King: Cóż, miałem czas, aby się go nauczyć. Nauczyłem się go w trzy dni z czterech, które miałem. Na nauczenie się „Am I Evil?” w ogóle nie miałem czasu.
Ellefson: Napalił się na to. Mówił, „Chcę aby to wyszło naprawdę rewelacyjnie”. Kilkukrotnie sprawdzał nagłośnienie. Fajnie było móc zobaczyć Kerrego i Dave’a działających razem, ponieważ wiem, że przez lata były między nimi pewne zatargi. Dobrze też się stało, że nie było żadnego hierarchizowania. Na scenie było po prostu dwóch gości grających razem na gitarach. To był kolejny naprawdę fajny moment. Szkoda, że nie udało nam się ująć tego na DVD z Sofii.
King: Wydaje mi się, że to było coś fajnego. W szczególności dlatego, że Megadeth nie grało tego utworu zbyt często. Dave chciał zagrać to na wcześniejszej trasie, lecz jakoś mi to nie pasowało, „Cóż, nie róbmy tego dzisiaj, wiem, że będziemy mieć więcej koncertów w przyszłości. Dlaczego by nie zagrać tego podczas ostatniego koncertu. To będzie w L.A., to tam wszystko się zaczęło”. I tak zrobiliśmy. I było fajnie. Dobrze się bawiłem grając ten numer. Jeżeli znów będę go grał, to zagram go lepiej. Nie chodzi mi o to, że słyszałem grane przeze mnie błędy, lecz nie byłem zadowolony z sposobu w jaki to zagrałem. Mogłem zagrać to lepiej.
… I SPRAWIEDLIWOŚĆ DLA WSZYSTKICH
Revolver: Nareszcie, 24 kwietnia 2011 roku, Wielka Czwórka zawita do Stanów. Co to dla was oznacza?
Ulrich: Po pierwsze, nie chcę być niemiły wobec 49 stanów, naprawdę, lecz granie w Południowej Kalifornii, myślę, że jest w tym coś z powrotu do domu. Metallica została założona w Południowej Kalifornii, Slayer został założony w Południowej Kalifornii i Megadeth zostało założone w Południowej Kalifornii. Lecz nie ważne jak bardzo byś się starał, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie jedynie narzekał. Taka już jest natura tych rzeczy. Choć oczywiście granie w Stanach, w Południowej Kalifornii, moim zdaniem to jest po prostu coś niezwykłego.
Ellefson: Wiesz, wydaje mi się to być interesującym, ponieważ tak szybko jak tylko ogłoszono pierwszą datę koncertu Wielkiej Czwórki rok temu, odbiło się to echem na całym świecie. Fani wprost oszaleli. Nawoływali „Sprowadźcie Wielką Czwórkę do Ameryki Południowej”, „Sprowadźcie Wielką Czwórkę do Australii”, „Sprowadźcie ją do Japonii”. Z jednej strony myślę, że wszyscy bardzo byśmy chcieli pojechać razem w taką wielką światową trasę, myślę też, że utrzymywanie tego jako ekskluzywnego wydarzenia, którego nie wszyscy mogą doświadczyć, także jest ciekawym podejściem do całej sprawy. Jest to interesujące, ponieważ wszystkie cztery zespoły mają swoją osobowość i grupę fanów. Mała liczba koncertów Wielkiej Czwórki sprawia, że są one bardzo unikalne i przez to bardzo fajne. Kiedy byłem dzieciakiem, były takie festiwale jak Iowa Jam, Texas Jam , California Jam i ludzie byli w stanie przemierzać mile, niekiedy przez kilka stanów , aby się tam znaleźć. Robili to ze względu na ten unikalny line-up, który miał miejsce tylko ten jeden jedyny raz i jeśli się tego nie zobaczyło, to było po sprawie. Więc myślę, że mentalność Wielkiej Czwórki jest poniekąd związana z tymi old-schoolowymi festiwalami.
Mustaine: Zabawne jest to, że mamy zdjęcie jak gramy w L.A. Coliseum. Nigdy nie byłem w Indio, nie wiem jak tam jest. Lecz patrząc w przeszłość zaczęliśmy jednym potwierdzonym koncertem w Europie i zrobiło się z tego kilka takich koncertów. Powiedziałbym więc, że ci ludzie, którzy są wierzący i się modlą, niech tak czynią. A tym, którzy się nie modlą powiem, aby zaczęli się modlić o więcej koncertów. Wierzę, że jeżeli coś ma się stać, to tak się stanie. Osobiście bardzo chciałbym aby doszło do tego, że będzie więcej tych koncertów.
Revolver: Sądzicie, że będziecie robić w Stanach wspólny jam, tak jak z „Am I Evil?” ze wszystkimi zespołami?
Ian: Jeżeli i tym razem wszystko wypali, to myślę, że dojdzie to tego bez zastanawiania. Jeżeli Metallica jest w czymś dobra, to na pewno w byciu nieprzewidywalną. Ostatnią rzeczą jaką każdy nas chciałby zrobić jest powtarzanie się, tak jakby „Znowu to samo. Tak samo było w Bułgarii i teraz to powtórzymy”. Choć pomimo wszystko, byłoby to coś zajebistego, to jednak wolałbym tym razem zagrać cały numer. Ponieważ chciałbym zagrać tą środkową część (śmiech). Zagrajmy całość.
King: Jeżeli Metallica chce wspólnie grać „Am I Evil?” to już wcześniej, po tamtym jebanym koncercie, mówiłem Larsowi, „Zagram to o każdej porze dnia i nocy. Potrzebuję tylko trochę czasu aby się tego nauczyć”. Ale jestem pewien, że zagram wspólnie z Maustainem. Nie sądzę aby to było w Indio, ponieważ ostatnio graliśmy w Hollywood, więc jeżeli znów mielibyśmy to zrobić to upierałbym się przy Europie.
Lombardo: Jeżeli coś nowego miałby się pojawić na horyzoncie, to jak najbardziej będę za.
Ulrich: Skłamałbym, gdybym powiedział, że e-maile przelatują w tę i z powrotem. Lecz jestem pewien, że jak tylko trochę się zbliżymy, to być może coś wykombinujemy. Może wszyscy razem pożonglujemy, kto to może kurwa wiedzieć (śmiech)? Może cała nasza siedemnastka będzie parkingowymi „Ok Dave, ty bierzesz tego. Scott ten jest twój. Tom zajmij się tamtym”. Zobaczymy, jestem pewien, że wydarzy się coś śmiesznego. Jebać to, spontan zawsze jest najlepszy.
Revolver: Jakich reakcji spodziewacie się po waszych amerykańskich fanach?
Ulrich: Jestem naprawdę podekscytowany aby zobaczyć co amerykańska publiczność z tego wyniesie. Oczywiście tego typu festiwale są od wielu, wielu lat czymś normalnym w Europie. Myślę, że jest to bardzo dobre, że festiwale typu Lollapalooza, Austic City Limits i Bonnaroo sprowadzają do Stanów ten europejski typ festiwalu wraz z jego nastawieniem i klimatem. Tak więc możliwość zrobienia gigu Wielkiej Czwórki w Ameryce jest z całą pewnością czymś bardzo fajnym. I miejmy nadzieję, że odzew będzie na tyle duży, że zagwarantuje kolejną wizytę, lub może nawet trasę po Stanach. Jesteśmy na najlepszej drodze, aby zagrać kilka metalowych koncertów na stadionach w Ameryce. To jest coś rzadkiego, więc nastawiamy się, aby być częścią tego.
Ian: Myślę, że to będzie coś zajebistego. Ta energia, sądzę, że będzie wprost niesamowicie. Ludzie oszaleją. To będę pierwsi ludzie w Stanach, którzy zobaczą Wielką Czwórkę razem, no chyba że ktoś tamtego lata przeleciał się do Europy. Wydaje mi się, że będzie ostro.
Benante: Wiedziałem o tym koncercie od pewnego czasu. Kiedy został ogłoszony, oczywiście znaleźli się ludzie piszący w internecie, „Jebać to, tylko jeden koncert”. Wiesz, niektórzy ludzie czasami są tak głupi. Sprawdzamy czy to zadziała. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to jestem pewien, że będzie więcej tych koncertów.
Araya: Wielu fanów, którzy zaczynali ze Slayerem i Metalliką, jest w moim wieku, lub może mają kilka lat mniej niż ja. Wielu z tych fanów Slayera, Metalliki, Anthrax i Megadeth jest teraz doktorami, prawnikami, policjantami, strażakami. Są na wysokich stanowiskach i wciąż słuchają metalu. Widzę reklamy telewizyjne z metalowymi kawałkami. Nie uświadczyłbyś tego wtedy, gdy to wszystko się zaczynało. Powodem, dla którego można je zobaczyć jest fakt, że ludzie, którzy je robią są fanami metalu. I próbują znaleźć sposób aby zasymilować metal z amerykańskim stylem życia (śmiech). Zaszczepić go w te amerykańskie struktury. Myślę, że to jest miejsce, w którym się znajdujemy.
Revolver: Jak myślicie, co dla świata metalu oznacza zjednoczenie się Wielkiej Czwórki?
Araya: Trzydzieści lat pozostawia ślad. Duży ślad. Pozostawiamy po sobie silne metalowe dziedzictwo czterech zespołów. Dając temu gatunkowi muzyki dużą dawkę energii (śmiech).
Ellefson: Był taki niedobry okres dla muzyki pod koniec lat 90-tych, człowieku to nie sprzyjało heavy metalowi ani trochę, w szczególności thrash metalowi. Fakt, iż przeżyliśmy te mroczne czasy dla metalu i kontynuujemy, kwitnąc po raz drugi z całą swoją mocą, jaką cały czas posiadaliśmy, jest świadectwem dla naszych fanów, którzy trwają przy tym w co wierzą, a wierzą w miłość do thrash metalu. A to oni do tego doprowadzili. Myślę więc, że jest w tym ten autentyczny, prawdziwy duch i wdzięczność tych czterech zespołów za możliwość występowania.
Ian: Mam nadzieję, że jest to czymś inspirującym. Mówiłem to wiele razy przez ostatnie 25 lat. W tej chwili, w garażu siedzi dzieciak, który stworzy następny wielki zespół. Gdzieś tam jest ktoś, kto napisze riffy, które spodobają się ludziom na całym świecie. Mam jedynie nadzieję, że to co robimy na scenie jest niezwykle inspirujące dla kogoś. Kiedy miałem 13 lat zobaczyłem na żywo Kiss i opuszczając koncert powiedziałem sobie, „Właśnie to będę robił. Tak chcę spędzić swoje życie”. Nigdy, przenigdy nie zszedłem z tej ścieżki. Mogę jedynie mieć nadzieję, że ktoś obserwował co robiliśmy i że ten ktoś przejmie tę energię pochodzącą z tego DVD i z naszych występów i ze wspólnego zagrania „Am I Evil?” i że zainspiruje to kogoś aby stworzyć swoją własną ścieżkę.
Mustaine: Patrzę na to teraz i myślę, że jest to najlepszy moment w mojej karierze, kiedy mam możliwość aby zatoczyć koło, aby rozpocząć coś, aby zostać wyrzuconym, aby zostać powitanym, aby usiąść na dachu świata. Wiesz, patrząc w przeszłość, nie miałem najlepszego startu, ale mam zajebisty finisz.













