Aktualnie Newsted występuje razem z Megadeth i Black Label Society na mini trasie Gigantour. Jak leci? Czy te występy bardzo różnią się od waszych festiwalowych występów?
Występy na Gigantour idą na razie całkiem nieźle. Dosyć znacznie różnią się od Europejskich koncertów, choćby pod względem publiki. W kolejce jest 6 zespołów, a my wychodzimy na scenę jako jedni z pierwszych, więc nigdy nie wiesz co cię czeka. Ilu będzie ludzi itp. To nie ważne, może być 5 osób, może być 5000, my zawsze damy takie samo show i skopiemy wasze dupy! Atmosfera na backstage’u jest świetna. Wszystkie zespoły trzymają się razem, bawią się razem.
Masz również swoją własną kapelę – The Backstabbers. Możesz ją przedstawić? Planujecie nowe wydawnictwo?
Backstabbers są w biznesie od ponad 4 lat. Gramy w trójkę. Ja na gitarze i wokalu prowadzącym, Kevin Thomason na basie i Wade Krause na perkusji. Jesteśmy mocno związani z punkiem, rock’n’rollem z przełomu lat 70/80. Żeby trzymać fanów w napięciu, nigdy nie gramy na koncercie takiego samego setu. Zawsze staramy się jakoś go urozmaicać, wrzucać jakieś covery, których akurat słuchamy. Ja i Kevin zawsze odkrywamy nowe czy stare kapele i podajemy je sobie nawzajem. Właśnie to podtrzymuje nasze inspiracje i pozwala Backstabbers działać.
Mało jest kapel (jeśli w ogóle jakieś są) w naszej okolicy grające w naszym stylu, więc kiedy jakaś fajna kapela gra u nas, zawsze staramy się grać z nimi. Zagraliśmy kilka koncertów z kapelami pokroju Nashville Pussy, The Supersuckers, The Vibrators, The Hangmen. Rok temu wydaliśmy naszą pierwszą epkę – „Full Blast!”. Możecie znaleźć ją na ITunes i naszej stronie w Bandcamp. Mieliśmy ostatnio sporą przerwę, bo byłem mocno związany ze sprawami Newsted, ale kiedy znajdę chwilkę przerwy wrócimy! Mamy kilka nie skończonych kawałków i masę odrzuconych kawałków z sesji do epki, więc definitywnie niedługo pojawi się nowy materiał. Mamy z czego wybierać.

Możesz nam opowiedzieć o kapelach, które coś dla ciebie znaczą? (Jak się o nich dowiedziałeś, twoje ulubione płyty itp.?)
1) Ramones: Jak mówiłem w pierwszym pytaniu, pierwsze 4 płyty Ramones moi rodzice katowali bez końca. One były jak infekcja. Każdy kawałek był hitem. To głównie ustanowiło moje poglądy na to jak powinien wyglądać dobry kawałek. Jeśli miałbym wybrać mój ulubiony album, wybór pada na „It’s Alive”. Najlepiej reprezentuje to czym Ramones było. Nie ma opcji, żebym mógł wybrać tylko jeden ulubiony kawałek Ramones. Wszystkie są klasykami.
2) Dead Boys: Ten zespół był dla mnie po prostu dziki i niebezpieczny. Stiv Bators był nieobliczalny na scenie. Uwielbiam tą brudną dzikość pierwszej płyty. Ulubiony kawałek: What Love Is.
3) Hanoi Rocks: Świetny band. Michael Monroe jest jednym z topowych frontmanów. Kocham energię, którą emanują ze sceny. Kiedy grałem w Jetboy mieliśmy okzję otwierać dla nich koncert. Co tu dużo mówić, ich zajebistość dosłownie mną miotała. Wiele bym dał za ponowne zobaczenie Hanoi z tamtych lat. Pierwszy ich album jaki miałem, to koncertówka „All Those Wasted Years”, więc to ona zostaje moją ulubioną. Uwielbiam ścieżki basowe Samiego. Moje ulubione kawałki to Tragedy, Malibu Beach, Nightmare czy Motorvatin.
4) Tom Petty & The Heartbreakers: Jestem wielkim fanem twórczości Toma. On jest świetnym tekściarzem, a The Heartbreakes to jedni z najlepszych muzyków jakich kiedykolwiek widziałem. Mike Campbell wywarł na mnie duży wpływ swoimi prostymi, melodycznymi gitarami prowadzącymi. Są jednymi z ostatnich dobrych amerykańskich rockowych kapel. Nie umiem wybrać od nich jednego ulubionego albumu, ale jeśli miałbym wybierać utwór, biorę „I Need To Know”. Zawsze kopię mi dupę.
5) Motorhead: Najgłośniejsza kapela jaką kiedykolwiek widziałem (aluzja do słynnego tekstu Lemmy’ego o byciu najgłośniejszą kapelą na świecie). Motorhead wybudowali most pomiędzy punkiem a metalem. Jestem wielkim fanem klasycznego składu z Fast Eddiem Clarkiem i Philtym. Po raz kolejny muszę wybrać album koncertowy, jako ulubiony. No Sleep ‘Till Hammersmith to absolutny klasyk. Iron Fist, Overkill, The Chase Is Better Than The Catch to moje ulubione kawałki Motorów. Często zamykamy koncerty Newsted dwoma kawałkami Motorhead – (We Are) The Road Crew oraz Love Me Like a Reptile, które zresztą są bardzo fajne do grania i stylistycznie idealnie wpasowują się w moje gusta.
Ostatnie zespoły, które widziałeś na żywo?
-Iron Maiden, The Buzzcocks, Motorhead, Red Fang, Accept, Tom Petty i The Rolling Stones.
Masz jakieś ulubione albumy na teraz? Może słuchałeś jakichś płyt, jeżdżąc z festiwalu na festiwal?
– Ciężko jest wybrać jeden album, za dużo się tego przewija. Często kładę się spać z włączoną jedną płytą, a budzę się z inną. Ostatnio dużo słucham The Replecements i jestem strasznie napalony na ich reaktywacyjne koncerty. Płyty, których słucham ostatnimi czasy to dwie pierwsze płyty Iron Maiden, solowa płyta Ace’a Frehleya z ‘78, Rock And Roll Over Kissów, najnowszy album The Hangmen – East of Western, pierwsza płyta The Clash czy „Heaven & Hell” Black Sabbath.
Debiutancka płyta Newsted będzie miała premierę w sierpniu. Co będzie potem? Zarówno u ciebie jak i u Newsted?
-Po zakończeniu trasy myślę, że weźmiemy urlop, odpoczniemy trochę, naładujemy swoje baterie. Przez ostatni rok pracowaliśmy naprawdę ciężko, prawie bez żadnej przerwy. Wiem, że będziemy grać w Australii i być może w Japonii. Chcemy też wybrać się na drugą rundkę do Europy. Ja osobiście planuję zagrać parę koncertów z Backstabbers i popracować trochę nad materiałem do innych projektów.