Jak to zwykle bywa w przypadku zespołów z jednym słynnym muzykiem z całego składu, wywiadów z pozostałymi muzykami jest jak na lekarstwo. Dzisiaj prezentujemy Wam obszerny archiwalny wywiad z Jessiem Farsworthem – gitarzystą zespołu Jasona Newsteda, w którym opowiada między innymi o graniu z Newsted, wizycie w Europie, swoich ulubionych zespołach, a także o jego pobocznych projektach.
Jak trafiłeś do tej muzyki? Jakie były twoje pierwsze płyty? Pierwszy koncert, na którym byłeś?
-Wkręciłem się w tę muzykę w bardzo młodym wieku. Urodziłem i wychowałem się na wschodnim wybrzeżu w Connecticut, które moim zdaniem wywarło bardzo duży wpływ na moje inspiracje Nowojorskim punkiem czy rock’n’rollem. Odkąd pamiętam moją matkę, cały czas puszczała w domu The Ramones, The Clash czy Sex Pistols.Jednak rzeczą, która naprawdę wkręciła mnie do tej muzyki był mój wujek, który grał na basie w mojej ulubionej kapeli wszechczasów – The Reducers. Byli oni dla mnie wszystkim tym, co kochałem w tej muzyce. Ich styl łączył pub rocka, punka i rock’n’rolla. Co jak co, ale oni nie mieli złej piosenki. Wygląda na to, że nie opuściłem żadnego koncertu Reducers, nawet kiedy jeździłem jeszcze w dziecięcym wózku! Rzeczą, która trzymała Reducers poziom wyżej ponad innymi kapelami tamtych czasów nie było nawet to, że mieli dobre piosenki, ale to, że mieli potężny katalog świetnych coverów. Zaczynając od Dr. Feelgood’a poprzez Chrisa Speddinga na The Clash i Ramones kończąc. Na przełomie lat ‘80 mieli na koncie 3 płyty studyjne, które praktycznie nie opuszczały odtwarzacza w naszym domu. Mój ojciec miał solidną kolekcję płyt, która również na mnie wpłynęła. Miał tam Judas Priest, Maiden, UFO, Sabbath, AC/DC… Płyty tych zespołów były w regularnym obrocie w jego samochodzie.
Pierwszy koncert, na który zabrał mnie ojciec to był Ozzy Osbourne na trasie No More Tears Tour z 1991 roku. To było w czasie, kiedy zaczynałem mieć swoją własną kolekcję płyt i kupiłem pierwszą gitarę. Pierwsze płyty jakie miałem to Diary of a Madman Ozzy’ego, …and Justice For All i Czarny Album Metalliki, Number of The Beast Ironów, Appetite For Destruction Guns N’ Roses, Alive Kissów i kilku zespołów hair metalowych, których nazw wolałbym nie wypowiadać publicznie.
Pierwszy raz spotkaliśmy się w 2010 roku, kiedy koncertowałeś z Jetboy. Kiedy do nich dołączyłeś? Jak to się stało? Była to twoja pierwsza wizyta w Europie?
– Dołączyłem do Jetboy na początku 2010 roku, kiedy przygotowywali się do wydania ich epki – Off Your Rocket. Byłem do nich podobny. Miałem kasetę z Feel The Shake, gdy byłem mały. Znałem również Sama Yaffe zanim do nich dołączył. Przeczytałem, że poszukują sekcji rytmicznej. Nie byłem tym wtedy zainteresowany, lecz powiedziałem o tym Jesusowi (Mendezowi, aktualnemu perkusiście Newsted). Okazało się, że miał on kumpla w otoczeniu zespołu. Mógł ustawić sprzęt na próbę dla siebie i dla mnie. Powiedział mi, żebym wpadł i spróbował swoich sił na basie.
Na początku nie byłem zbytnio przekonany, ale nauczyliśmy się 4-5 kawałków, polecieliśmy do SF i chwilę później jammowaliśmy z Billy’m i Fernim. Wyszło w porządku. Kilka dni później odebraliśmy telefon z pytaniem czy nie chcielibyśmy dołączyć. Oczywiście zgodziliśmy się i kilka tygodni później polecieliśmy do LA, przygotowywać się do pełnej trasy wraz z Mickiem Fynnem. W tym składzie zagraliśmy kilka koncertów w Stanach, a później zabukowaliśmy trasę po Europie. Niestety Mickey nie mógł z nami wtedy wystąpić, więc zadzwoniłem po mojego kumpla DK Revella. Zgodził się z nami zaśpiewać i w taki sposób wylądowaliśmy w Europie. Byłem tam kilka razy wcześniej na wakacjach, ale to był pierwszy raz, kiedy byłem tam na trasie. Krótko mówiąc… Było zajebiście!
Jakim sposobem dołączyłeś do Newsted? Słuchałeś w młodości Metalliki i Flotsam & Jetsam? Granie kawałków takich jak Whiplash twarzą w twarz z fanami Metalliki musi być czymś niesamowitym!
-Możliwość grania z Newsted zdobyłem po raz kolejny przez Jesusa. Graliśmy razem w kilkunastu projektach na przestrzeni lat. On pierwszy spotkał się z Jasonem, jakoś 15 lat temu wykonując drobne prace dla Metalliki. Kiedy Jason ich opuścił dla Echobrain, Jesus został technicznym ich perkusisty. Wkrótce jammowali sobie w studiu Jasona – The Chophouse. Minęło kilka lat i ja również zostałem zaproszony do jammowania razem z nimi.
Rok temu Jason wspominał coś o możliwości nagrania kilku kawałków. Powiedział, że da nam znać. Tak też zrobił i na początku września spotkaliśmy się w Chophouse. Weszliśmy do studia w październiku na około 10 dni, gdzie nagraliśmy 6 kawałków. W tym miejscu nie mieliśmy jeszcze żadnych planów na epkę czy też pełny album. Nie wiedzieliśmy czy będziemy grać dalej, nie wiedzieliśmy jak zostaniemy przyjęci przez publiczność. Kiedy postanowiliśmy zacząć, informacje o zespole rozeszły się momentalnie. Kolejną rzeczą jaką zrobiliśmy było znalezienie sobie menagera. Potem nagraliśmy pierwszy teledysk (Soldierhead) i wróciliśmy do studia nagrywać kolejne kawałki. Epka wyszła w styczniu, więc zaczęliśmy planować trasę koncertową. Zagraliśmy małą klubową trasę po Stanach na początku roku, a na resztę roku mieliśmy zabukowaną festiwalową trasę po Europie.
W międzyczasie do składu dołączył Mike (Mushok, gitarzysta prowadzący), nagraliśmy kolejną serię kawałków i kończyliśmy przygotowywać się do trasy. To wszystko było dla mnie dosyć surrealistyczne. Zdecydowanie dorastałem słuchając zarówno Metalliki jak i Flotsam. Jason od zawsze był moim ulubionym członkiem tych kapel. Miał swój styl, tą energię. Zawsze daje od siebie absolutnie wszystko. Uwielbiałem oglądać koncerty Metalliki, gdy Jason śpiewał Whiplash, więc to, że gramy to również teraz wydało się czymś naturalnym.
Wróciłeś właśnie z Europejskiej trasy z Newsted, na której zagraliście koncerty na kilku największych festiwalach. Jak było? Spotkałeś tam muzyków z jakichś zespołów, które lubisz?
-Tak jak mówiłem, Europa była zajebista. Nigdy bym nie pomyślał, że będzie mi dane uczestniczyć w czymś takim. Pamiętam jak w młodości oglądałem koncertowe video AC/DC – Donnington 1992. Jedyne co wtedy myślałem, to było coś w stylu „O kurwa, też chcę grać przed takim tłumem ludzi!”. Przyzwyczaiłem się do grania w małych klubach, przed kilkoma osobami, więc zamiana takich koncertów na wielkie, festiwalowe sceny była czymś totalnie szalonym.
Śmieszne w tym wszystkim jest to, że nadal miewam tremę grając w małych klubach, a nie mam jej grając przed 10 tysiącami. To jest tak dziwne uczucie, że w zasadzie nie odczuwam, że ci ludzie tam są. Występ na francuskim Hellfeście był jednym z koncertów, które zapamiętałem najbardziej. Przynajmniej pod względem ilości fanów i ich zaangażowania. To było fajne uczucie rozbijać się na backstage’u tych festiwali ze wszystkimi gwiazdami sceny. Spotkałem między innymi Steve’a Harrisa i Adriana Smitha (Iron Maiden), Briana May’a (Queen), Pete Shelley’a i Steve’a Diggle’a z Buzzcocks, Scotta Gorhama z Thin Lizzy. Minąłem się też kilkakrotnie z gośćmi z Krokus, Accept, Redfang czy Mastodon.
