Jason Newsted – człowiek-legenda. Mimo iż nie należy do wirtuozów basu, w rozumieniu „technicznego wymiatacza, który wyszukanymi solówkami przyćmiewa nie tylko basistów”, to swoją metodyczną, dobrze osadzoną w tradycji ciężkiego rocka grą wspomagał największych metalowych wykonawców ostatnich trzech dziesięcioleci. Teraz na nowo odkrywa swoje muzyczne powołanie jako frontman młodej kapeli, którą firmuje własnym nazwiskiem.

W sierpniowym wydaniu TopBassu znajdziecie rozmowę, jaką przeprowadził z muzykiem redaktor TopGuitar Mikołaj Służewski. Jason Newsted opowiada w niej m.in. o tym, jak i dlaczego stał się liderem własnego zespołu:
Wydaje mi się, że każdy chce być frontmanem, niezależnie od tego, czy ostatecznie zostaje basistą, czy perkusistą. Ja w każdym razie gdzieś głęboko w środku zawsze chciałem nim być.
Co ciekawe, przyznaje także, że nie zarabia „złamanego centa” na żadnym z tych koncertów.
Gram swoją muzykę dla ludzi, ponieważ to jest to, co chcę robić w tym momencie, a nie dlatego, że ma to coś wspólnego z pieniędzmi.
Wszystkich zainteresowanych opowieścią Jasona Newsteda o muzyce i swoich koncertowych doświadczeniach zapraszamy do lektury wywiadu z sierpniowego wydania TopBassu, dodatku dla basistów w magazynie muzyków TopGuitar. Fragment wywiadu publikujemy poniżej:
TG: Jak określiłbyś twój nowy materiał? Czy zgodnie z tytułem jest to po prostu „Heavy Metal Music”, czy jest tam jakiś haczyk?
Zdecydowanie jest to „Heavy Metal Music”. Nie ma tu żadnej fałszywej reklamy, to jest dokładnie taka muzyka: na „Metal” EP jest po prostu metal, a LP to muzyka heavymetalowa, jak głosi tytuł. Oczywiście nie każda piosenka jest tu szybka i nie każda jest wolna, ale każdy utwór jest ciężki, jest metalowy i jest muzyką. Wydaje mi się, że jest wiele zespołów, które potrafią grać ciężko, wiele kapel, które grają metal, ale nie każda z nich tak naprawdę gra muzykę. Dlatego dla każdego z tych kawałków ważne jest to, by zawierał w sobie wszystkie te trzy elementy.

TG: W tej muzyce słychać wiele klasycznych wpływów, jak Motorhead, Black Sabbath itp. Czy są też jakieś współczesne zespoły, które stanowią dla ciebie inspirację?
Większość inspiracji wynika z moich życiowych doświadczeń, przede wszystkim z ludźmi, z którymi grałem nieprzerwanie przez piętnaście lat, później Voivod, Echobrain – to kombinacja tych wszystkich rzeczy, które przyjął mój mózg i które teraz wypluwam z powrotem. Niektóre z nich są bardziej oczywiste niż inne, a do niektórych trzeba by się trochę głębiej dokopać. Nie jest tajemnicą, od jakich zespołów się uczyłem ani w jakich zespołach grałem, możesz je wszędzie usłyszeć. Jestem tym, kim jestem, a to, co słyszysz, to moje doświadczenie. Jak mogłoby być inaczej?
TG: Jesteś w pełni odpowiedzialny za całą muzykę i teksty na najnowszym albumie?
To wszystko moje pomysły, jeśli chodzi o podstawowe szkielety kompozycji. Poskładałem je do kupy w programie Garage Band: zaprogramowałem bębny, nagrałem gitary rytmiczne, bas, wokale, napisałem teksty. Następnie dałem to chłopakom, którzy później wpadli do mnie, by dokończyć dzieło. EP-ka została nagrana przez power trio w składzie: Jessie Farnsworth, Jesus Mendez i ja. Podczas nagrywania LP dołączył do nas drugi gitarzysta Mike Mushok. Jesteśmy obecnie zespołem czteroosobowym, który działa w tym składzie dopiero od czterech miesięcy. Aktualnie jesteśmy w trasie obejmującej sześćdziesiąt–siedemdziesiąt koncertów na całym świecie, wydaliśmy EP-kę i LP, a w przygotowaniu są kolejne koncerty, także rzeczy dzieją się dość szybko…