W sierpniowym numerze Magazynu Gitarzysta w dodatku basowym, pojawił się wywiad, który Marcin Kubicki przeprowadził z Jasonem Newstedem przed koncertem na Impact Festivalu w Warszawie. Przeczytacie u nas fragment tej rozmowy.

Wiesz, inspirowanie się Motorhead i trzymanie tej stylistyki to jedno, ale nazywanie płyty „Heavy Metal Music” to już przecież totalny banał.
(…) nie chcę by zabrzmiało to buńczucznie, ale gdy słyszysz „Newsted”, wiesz jakiej muzyki powinieneś się spodziewać. Kiedy słyszysz „metal” – również wszystko jest jasne – nieważne w jakim języku świata mówisz. Nie mylisz tego z czymkolwiek innym. Nie ma tu trików ani innych sztuczek. „Heavy Metal Music” to z jednej strony banał, ale z drugiej reprezentacja tego, czym żyję ja i wielu ludzi na całym świecie. Nie pamiętam czy komuś o tym opowiadałem, ale pierwotny plan był taki by wydać trzy EPki przez iTunes: „Heavy”, „Metal” i „Music”, z których utwory miały później złożyć się na longplay. (…)
Skoro mówimy o tym, że płyta jest tak oldschoolowa, to czemu nie zdecydowałeś się nagrać jej bez Pro Toolsa?
Bo mnie na to nie stać. Ten longplay to pierwsza płyta długogrająca z Chophouse, do której zarejestrowania musiałem włożyć i tak dużo kasy, m.in. w trochę gratów, takich jak chociażby mikrofony i przedwzmacniacz. Pro Tools to dla wielu ludzi oszustwo, „brudne określenie”. Gówno prawda. Jeśli miałbym odpowiedni sztab ludzi, czas i pieniądze – nagrałbym ten album analogowo. Ale wiesz, mogę stanąć przed tobą z zespołem i odegrać ten materiał 1:1 własnymi rękami i to się liczy najbardziej. Technologia jest dobra, czasami tylko trafia w ręce nieodpowiednich ludzi, którzy jej nadużywają.

Czy jest jakaś rzecz, której naprawdę żałujesz z przeszłości?
Pierwsza rzecz o której myślę, to nie żal a zawiść, że nie pojechałem w niektóre miejsca przed Metallicą. To samolubne, ale chciałbym dotrzeć z moim basem i krzykiem do jak największej liczby krajów, w których chcieliby tego słuchać. Do tej pory byłem w 52 krajach, oni w 56 czy 57. Wyprzedzili mnie w tym i będzie mi ciężko ich dogonić.
To bardzo zawodowe, a co z życiem prywatnym? Wszyscy pamiętamy jak wyglądał ostatni okres twojej obecności w Metallice i co się działo z zespołem później.
Kiedy jesteś w takim zespole jak Metallica, U2, Kings Of Leon, czy w innej potężnej marce, życie wygląda tak, że sam koncert to faktycznie najjaśniejszy punkt dnia. I to nawet nie dlatego, bo jest wspaniale, choć jest, ale dlatego, bo pozostałe 22 godziny doby potrafią być naprawdę przytłaczające, zwłaszcza po pewnym czasie. Jeśli komukolwiek wydaje się, że czas przed kamerami, wywiady, chodzenie na rozdania nagród to sama przyjemność – nie wie co mówi. Nie ma w tym ani grama nie doceniania miejsca w którym się jest – miło mi jak tu teraz siedzimy i rozmawiamy. Musisz jednak zdać sobie sprawę z tego, że ucieczka by robić coś naprawdę cennego z prywatnego punktu widzenia jest dla takich osób jak ja bardzo skomplikowana. Możesz być kimś sławnym, ale to nie oznacza, że pstrykniesz palcami i możesz zrobić coś z rodziną, kimś kogo kochasz, czy ogólnie kimś kto jest dla ciebie bliski. A nawet jeśli masz taką okazję – to nie jest priorytet i te chwile nie są dla ciebie na pierwszym miejscu. Nawet jeśli chciałbyś by tak było – nie mogą być, bo zawsze najważniejszy jest zespół.
Warto się aż tak poświęcać?
Kiedy staje się to kwestią wyboru, najczęściej jest już za późno i musisz poświęcić wszystko, co posiadasz. Po 15 latach stwierdziłem, że dalej tak nie mogę. Ludzie wytykali mi, jak mogę tak się zachowywać, jak mogę odpuszczać rzecz, która dla wielu byłaby życiowym darem. A ja naprawdę regularnie odkładałem pieniądze, by móc uciec. Trzeba być sobą, mieć kontrolę nad tym wszystkim, bo inaczej ten biznes pożre cię żywcem. Pewnie, może jest coś takiego jak przeznaczenie, ale trzeba też myśleć na przód o konsekwencjach i o tym, że są pewne wybory dzięki którym będziemy czuli się lepiej lub gorzej, co również dotknie naszych bliskich. (…) Prawda jest taka, że żal o który pierwotnie ci chodziło, pojawia się, gdy zaczyna wyliczać w głowie momenty, kiedy fani byli ważniejsi niż ludzie, którym naprawdę na tobie zależy. Zawsze będę nosił w sercu tych, którzy kiedyś mnie potrzebowali, a mnie nie było. Ludzi, którzy odchodzili, umierali, a ja wtedy przepieprzałem swój czas. (…)
Czy teraz czujesz, że wszystko jest już w porządku?
Teraz tak, ale zajęło mi dziesięć lat, by wrócić na ziemię i do pełnej stabilizacji. To cholernie dużo czasu. Ludzie mogą mi zazdrościć wielu rzeczy, ale nie wiedzą o tym, że ostatecznie wcale nie potrzebują tyle pieniędzy ile myślą, ani tak dużego poklasku jak im się wydaje. Ważne, żeby poukładać sobie w głowie, co jest ważne i wartościowe. Ja dzisiaj wiem.