Mick Wall – autor najnowszej biografii Metalliki pt. „Enter Night” – który już wcześniej wypowiedział się na jej temat bez ogródek, w nowym wywiadzie zdradził m.in. kilka kolejnych rewelacji nt. zespołu wprost ze swojej książki, a także nieco krytycznych uwag (jednocześnie dostrzegając pozytywy) na jego temat. Po raz kolejny stawia odważne tezy, mówi prawdę – dość na przekór powszechnym opiniom i 'bajkom’. Takie podejście sprawiło, że jest wrogiem publicznym nr #1 na (zapewne niekrótkiej) czarnej liście Axla Rose’a, o którym pisał w przeszłości, ale mimo wszystko – jak się dowiadujemy – nie Larsa, z którym niedawno o swej książce rozmawiał.

– Podobnie jak muzyka, dziennikarstwo rockowe jest teraz otwarte dla każdego, kto ma blog i swoją opinię. To dobrze, czy źle dla dziennikarstwa rockowego?
Prawdopodobnie źle, ale ciągła erozja postępowała już od lat. Dni, kiedy ludzie jak ja i ty kupowali Rolling Stone albo Creem i rozkoszowali się jakąś dużą konfrontacją między Lesterem Bangsem i Lou Reedem dawno minęły. MTV było początkiem końca. Gdy już prasa muzyczna straciła ogromną moc, którą miała, musiało to wpłynąć na sprzedaż płyt i zbudować reputacje i kariery, gdy już teledysk na MTV sprzedawał więcej płyt niż okładka w Rolling Stone, ten zawsze musiał iść na kompromis, by przetrwać.
Kluczową sprawą jest dostęp. Bez niego nie masz wiele. Obecnie ten dostęp jest przyznawany i kontrolowany dużo bardziej przez artystów i wręczany bezpośrednio ich fanom przez sieć i Twitter, i Facebook, etc. Prasa muzyczna dostaje tylko wgląd jako [stały] element listy zadań. Kiedyś jeździłem w trasy z Metallikę przez tydzień. Dziś dostaje się telefon. Co do blogów jednak, sądzę że są niczym spluwy, są dobre lub złe tylko w takim stopniu, jak ludzie, którzy się nimi posługują.
– A’propos Metalliki, wiem że opanowałeś ich historię w swojej nowej książce. Chcesz coś trochę o tym powiedzieć?
Tak. Ukończyłem biografię Metalliki zwaną „Enter Night”. Powinna pojawić się w USA jakoś na wiosnę. [w Europie i in. już jest – red.]
– Inaczej niż w przypadku Zeppelinów, Metallica nadal jest całkiem aktywna. Wraz z wydaniem Death Magnetic (2008) wielu spośód fanów przekonało się, że zespół nadal ma coś ważnego do powiedzenia. Co sprawiło, że zdecydowałeś się zabrać za Metallikę w tym momencie ich kariery?
Nie trzeba pisać książki tylko, gdy [jakaś] historia się skończyła. Metallica obchodzi swoją 30. rocznicę w tym roku, co znaczy, że byli razem blisko trzykrotnie dłużej niż Zeppelini, albo prawie czterokrotnie dłużej niż the Beatles. To sporo do ogarnięcia.
Ponadto, osiągnęli interesujący moment w swojej historii, pozornie zataczając pełne koło. Z tym wyjątkiem, że to tylko iluzja. Są teraz prawdopodobnie nawet dalej od siebie z lat ’80, muzycznie i osobiście, niż byli kiedykolwiek. Są teraz mniej zespołem, a bardziej marką. I jest to prawdziwie wybitne osiągnięcie jak na zespół, który ustawił się tak bardzo daleko na krawędzi. To zdecydowanie coś, czego żadni z ich rówieśników nie mieli rozumu lub talentu rozważyć, nie mówiąc już o zbliżeniu się w rywalizacji.
Również, podobnie jak Zep[pelini], nie zauważyłem o nich dobrej książki na rynku, która by mnie zaciekawiła. Najbliższą była książka Joela McIvera, którą wielbię, ale to bardziej książka fanowska, naszpikowana świetnym info, ale w zasadzie napisana przez fana dla innych fanów. Podziwiam i szanuję Metallikę, ale nigdy nie byłem fanem. Jak mógłbym nim być, skoro jestem od nich starszy? No i już nie pisuję książek fanowskich. Piszę książki nie dla nich – zespołów i fanów, ale dla nas, ogólną populację czytelników, kumasz?
– Łapię, aczkolwiek zdaje się, że podmioty takich biografii rzadko to rozumieją. Chcesz podzielić się jakimis nowymi rewelacjami, których możemy oczekiwać w Enter Night?
Cóż, to trudne, bo oczywiście nie chcę uprzedzać rzeczy zdradzając ciekawe fakty. Chciałbym raczej podkreślić, że nie jest to książka pisana przez fana Metalliki dla innych fanów Metalliki. To książka napisana przez autora, który zna zespół wzdłóż i wszerz od ponad 25 lat, który zna wszystkie inne wielkie gwiazdy rocka tej samej ery i poprzedniej, i wiele [nowych]od tego czasu, i który również pracował w biznesie muzycznym jako PR-owiec, menadżer i szef wytwórni płytowej. I który napisał to dla innych dorosłych, którzy doświadczyli życia i którzy są na tyle dużymi chłopcami i dziewczynkami, by usłyszeć prawdę, nie bajeczki.
Więc, nie, po śmierci Cliffa Burtona nie kontynuowali, ponieważ to było coś, czego chciałby Cliff, jak każda inna książka i historyjka, którą kiedykolwiek przeczytaliście na ten temat wam mówi. Nie, oni kontynuowali, ponieważ chciel itego Lars i James. Cliff, tak naprawdę, rozmawiał z Jamesem o zastąpieniu Larsa kimś innym, zanim zginął.
– Wow…
Inny przykład – tak, no pewnie, że się „sprzedali” robiąc „Black Album” wraz z Bobem Rockiem. To czyni ich tak wspaniałymi. O ile nudniejsza byłaby ich historia, gdyby pozostali, niczym Slayer, pozostali „wierni swym korzeniom?” Zamiast tego, zrobili coś całkowicie bajecznego i stworzyli album nie tylko lepszy niż od tych, które robili wtedy Bon Jovi i Guns N’ Roses, ale który SPRZEDAŁ się lepiej. Akt odwagi i wizja zupełnie nieobecna w większości innych kapel.
I tak, naprawdę chcieli zwolnić Jasona w ciągu tygodni od jego dołączenia [do zespołu]. Wyperswadował im to ich bardzo błyskotliwy menadżer, Peter Mensch, jednak Jason pozostał dziwką zespołu na resztę swojego czasu z nimi. Ale to tylko kilka stron znacznie większej opowieści. W książce jest w istocie wiele więcej.
– Muszę o to zapytać, to na swój sposób zapalne – Lars Ulrich często sprawia wrażenie [na siłę]obstającego przy swoim, w pewnym sensie aroganckiego, i wydaje się pławić w swych osiągnięciach. Czy to uczciwy osąd? Jak to jest robić z nim wywiad?
Lars to wszystkie te rzeczy i od cholery więcej. W sumie rozmawiałem z nim znowu dwa tygodnie temu. Powiedział mi, że kupił książkę i przeprosił za to, że odrzucił możliwość bardziej bezpośredniego zaangażowania się w nią. Chciał się upewnić, bym nie postrzegał tego jako osobistego problemu do mnie. Uświadomiłem ich, że robię tą książkę na wczesnym etapie i taką samą ofertę złożyłem Jimmiemu Page’owi, o tym, że chcę by się zaangażowali lub nie na tyle, na ile im pasuje. Spasowali mówiąc, że nie czuli jeszcze, by był to dla nich właściwy czas na wyciąganie wszystkich brudów, co uszanowałem. Lars powiedział, że: „Wiedzieliśmy, że jeżeli ktokolwiek miałby napisać świetną książkę o Metallica, byłbyś to ty.” Widzisz, klasa. I błyskotliwość. Doceniam to bardzo, bardzo mocno.
Inaczej niż większość gwiazd rocka, z którymi pracowałem przez ostatnie 35 lat, on naprawdę ma wielki mózg. Co do tego, jak to jest robić z nim wywiad, to łatwe, ponieważ on kocha gadać. Trudno czasami uzyskać odpowiedź na kluczowe pytania, bo jest zręczny i nie ma zamiaru rozdmuchiwać swoich planów na przyszłość, ale upewnie się, że odejdziesz z dość dużą ilością rzeczy do opisania. A i jest zabawnym, dobrym kompanem.
Dalej w wywiadzie dostał kilka szybkich pytań, a m.in.:
– NWOBHM czy Thrash?
Oooh, podchwytliwe… mogę wykonać telefon do przyjaciela (nazywa się Lars)?