Lars Ulrich, podobnie jak Kirk Hammett i James Hetfield odwiedził siedzibę Guitar Center, by tam opowiedzieć o swojej wieloletniej współpracy ze znanym producentem zestawów perkusyjnych TAMA. Perkusista Metalliki wspomniał również o drodze do obecnego ustawienia bębnów oraz dał kilka rad początkującym muzykom. Kilka przetłumaczonych wypowiedzi Larsa znajdziecie wewnątrz newsa.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=uI07pAt34i0
Gdy mój pierwszy zestaw został skradziony wiosną 1984 roku, pożyczałem perkusję przez następne 6-8 miesięcy. Działo się tak zawsze, gdy graliśmy w Europie. Natrafiliśmy w końcu na Cliffa Burnsteina z Q-Prime. Wkrótce staliśmy się ich klientami, a oni szybko zapoznali mnie z firmą TAMA.
Ludzie z TAMA ustawili mi zestaw perkusyjny zgodnie z moimi oczekiwaniami. Na takim ustawieniu gram do dziś.
Hi-hat miałem postawiony dość daleko od siebie. Zdanie zmieniłem dopiero po graniu na salce prób Alice In Chains razem z Seanem Kinney’em. Jego talerz był ustawiony bardziej po skosie – pomyślałem, że taki układ jest wygodniejszy.
Przez wiele lat drugi floor tom służył mi jako stojak na kawę – nigdy go specjalnie nie używałem, a nie miałem też miejsca, gdzie mógłbym położyć pałki lub coś do picia.
Jeśli ktoś myśli: „Chcę być gwiazdą rocka, mieć kupę kasy i masę dziewczyn” mówię „OK”. Można też pomyśleć: „Chcę tworzyć muzykę, pisać utwory, komunikować się z ludźmi przez medium, jakim jest muzyka”.
Tak naprawdę trzeba określić swoje priorytety. Im mniej się nad tym wszystkim zastanawiasz, tym większa jest szansa stworzenia czegoś, co osiągnie sukces, czegoś dobrego. Mimo to podkreślam, że można przecież czuć się spełnionym bez bycia powszechnie rozpoznawalnym.
Nie chcę tutaj siedzieć i mówić, jaka jest jedyna droga do osiągnięcia sukcesu. Wiesz, każdy ma swoją własną prawdę. Ja po prostu chcę grać muzykę.
Na scenę patrzę jak na najbardziej bezpieczne miejsce, w jakim mogę się znaleźć w ciągu dnia. Nikt za mną tam nie łazi, nie puka mnie w ramię, nikt nie dzwoni. Tam po prostu czuję się wolny, na scenie wszystko ze sobą współgra.
To, że możesz podczas występu nawiązać kontakt z trzema pozostałymi członkami zespołu i widownią oraz robić to, co aktualnie czujesz jest bardzo oczyszczające.
Nie mamy wrażenia, że musimy coś robić. Sam fakt, że wciąż istniejemy i jesteśmy doceniani przez znaczną ilość fanów, jest znaczący.
Kocham grać z Jamesem, Kirkiem i Robertem, nie czuję żadnej presji, nie mam myśli typu: „Teraz zrobię sobie rok przerwy i wejdę na Mount Everest”. Lubię być wśród nich i niczego nie chcę zmieniać.