Tuż przed występem w Helsinkach przed kilkoma dniami Kirk Hammett, jak za starych czasów, porozmawiał z MTV o muzyce. W dostępnych dotąd transkrypcjach mówi m.in. o zaskoczeniu mało zróżnicowanymi setlistami autorstwa fanów Metalliki oraz z sentymentem wspomina kulisy kontrowersyjnej kolaboracji z Lou Reedem z 2011r.
O fanach głosujących w ramach Metallica By Request i ostatecznych wynikach:
To naprawdę niesamowite, ponieważ z początku sadziliśmy, że fani wybiorą same dziwne rzeczy i jakby zostawią już w spokoju utwory, które gramy od zarania dziejów, ale w miarę jak napływały wyniki, [okazało się, że] ludzie głosowali na wszystkie te same rzeczy, które JUŻ GRALIŚMY. Przykładowo, najwyżej notowane są „Nothing Else Matters”, „Enter Sandman”, „Sad But True”, „Creeping Death”… I w wielu różnych miejscach to wyszło podobnie, co dla nas było interesujące. Były może ze 3-4 utwory, które się przebiły, które są kawałkami, jakich zwykle nie gramy i mieliśmy nadzieję, że dostaniemy jeszcze z kilka takich właśnie utworów, ale tak się nie stało. Jednak kiedy spojrzeliśmy na wszystkie wyniki – bo mieliśmy je jeszcze przed rozpoczęciem trasy – zauważyliśmy, że najdziwniejsze, najbardziej nietypowe życzenie napłynęło z Finlandii i chodziło o „The Frayed Ends of Sanity”. Pomyśleliśmy, „Tak! Jest miejsce, w którym naprawdę chcą usłyszeć 'The Frayed Ends of Sanity’.” Bo nigdy nie graliśmy tego wcześniej. To był kawałek, któremu nie poświęcaliśmy wiele uwagi, to dość niszowa perełka. Tak więc ćwiczyliśmy go sporo i zagramy go dziś po raz pierwszy, i naprawdę nie możemy się doczekać. Mam tylko nadzieję, że damy radę zagrać go dobrze, ponieważ na scenie jest bardzo zimno. Ale tak, myślę, że to będzie całkiem ekscytujące, bo będzie to dla nas coś nowego tu w Helsinkach.
httpvh://www.youtube.com/watch?v=BwuZ7gJS6hk
O pracy z Lou Reedem nad „Lulu”:
Kiedy nagrywaliśmy z Lou, był to pierwszy raz, kiedy w ogóle nagrywaliśmy z kimś spoza zespołu i dlatego byliśmy nieco poddenerwowani tym, jak to wyjdzie. Ale Lou przewodził tym sesjom; chodzi mi o to, że jego osobowość wyszła na wierzch.
Weszliśmy w ten projekt jako zespół stojący za Lou. I to było dla nas bardzo interesujące, bo… normalnie uczymy się utworu i gramy go przynajmniej 30 razy – PRZYNAJMNIEJ 30x – zanim go nagramy. A to jest, wiesz, konserwatywne. Z Lou Reedem uczyliśmy się kawałka, zrobiliśmy 2 czy 3 podejścia, grałem sobie utwory myśląc o tym, co mam grać za moment, w solówce, czy po prostu w partii gitarowej. I graliśmy to, kończyliśmy, a Lou wtedy mówił, „Świetnie! Następny kawałek.” A my na to, „Ee?! Czekaj, nawet nie dopracowałem do końca swoich partii gitarowych.” A Lou odpowiadał, „Oh, to brzmiało świetnie. Nie Przejmuj się tym.” A kiedy próbowałem wstawić solo, mawiał, „Żadnych solówek”. Ja wtedy myślałem, „OK, to będzie ciekawe.” Ale wtedy po tamtym wieczorze, kiedy powiedział „Żadnych solówek”, napisałem do niego długi list o tym, dlaczego moim zdaniem solówki są ważne w muzyce. Nie pasują do wszystkich utworów. Stanowią miłą przerwę, jeśli o dynamikę chodzi. Wszystko zależy od tego, kto jest gitarzystą. Zasadniczo musiałem sprzedać Lou Reedowi te 2 solówki, które pojawiają się na „Lulu”.
To było niesamowite doświadczenie. Widzieć Lou w akcji w tamtym momencie jego życia, kiedy nie był w najlepszym zdrowiu i nie miał wiele energii, widzieć go w akcji i to jak myśli, to było wspaniałe. To była dla mnie osobiście tak niesamowita sprawa, bo byłem fanem Lou Reeda odkąd pamiętam i samo bycie z nim w jednym pomieszczeniu, rozmawianie z nim i słyszenie jego głosu mówiącego do mnie… zupełnie, zupełnie niesamowite. I nigdy tego nie zapomnę.
Kocham ten album na zabój. Wielka szkoda, że inni ludzie nie widzą tego tak samo jak ja, ale co można na to poradzić? Ja nic nie mogę na to poradzić. Mogę nadal go uwielbiać. I jeśli ludzie go lubią, świetnie. Jeśli ludzie go nie lubią, to też świetnie. To tylko muzyka.

