Po wczorajszej relacji Pawła, który 'poza konkursem’ namierzył i skonfrontował ze sobą Metallikę w hotelowej restauracji, czas na Mateusza, który przy okazji koncertu w Chorzowie w 2008r. spotkał się z zespołem, lecz drogą oficjalną, tj. w ramach fanklubowego Meet & Greet przed koncertem. W środku jego sprawozdanie z kontaktu z Robem, Kirkiem, Jamesem i Larsem + więcej zdjęć.

Jeżeli również byliście na M&G z Metalliką, lub innym zespołem, albo zetknęliście się z nimi w innych okolicznościach, nadeślijcie swoje relacje, fotki itp. na kontakt@deathmagnetic.pl, a my je opublikujemy.
Relacja Mateusza:
„Jeśli chodzi o samo spotkanie to trochę naszukaliśmy się za stanowiskiem „Will Call”, gdzie miano nam udzielić nieco więcej informacji o Meet and Greet. Z Kubkiem trochę się nabiegaliśmy wokół całego stadionu:) Wreszcie dostaliśmy informacje od pana sprzedającego koszulki, który skontaktował się z Jeffem (Yeage’em), gdzie mamy się stawić. Trochę nam czasu zostało, także porozmawialiśmy zarówno o spotkaniu jak i ogólnie o zespole.
Wreszcie wybiła godzina zero – 17.30. Tam spotkaliśmy sie z resztą szczęśliwców, a także ekipą MetClubu z Jeffem na czele. Sprawdzono listę obecności. Niemałe problemy sprawiło przeczytanie Jeffowi mojego nazwiska. Nawet sie spytał: „Jak mi wyszło?”. Moim zdaniem całkiem nieźle:) Powiedziano nam, że mamy jeszcze 0,5 h czasu, żeby coś zjeść, wypić, bo na spotkaniu jest to zabronione. Oczywiście nikt sie nie ruszył z miejsca. Kto w takiej chwili mógłby coś przełknąć… Na pewno nie ja:) O godzinie 18 przyklejono nam naklejki informujące o tym, że jesteśmy uczestnikami M&G. Znowu trochę czekania i wreszcie ruszyliśmy do budynku na terenie stadionu. Ustawili nas w rzędzie (ja jako przedostatni), przypomnieli pokrótce zasady i nastąpiło wyczekiwanie. Mówię Wam, nogi miałem jak z waty. Każde uchylenie drzwi to nasze głosy: „Idą! Idą!”. Niestety z 3 razy był to fałszywy alarm.
Wreszcie przed godziną 19 przyszedł Rob, naturalnie przywitany przez nas oklaskami. Gdy podszedł do mnie byłem tak przejęty, że o nic nie zapytałem (a pytania miałem już wcześniej przygotowane), dałem tylko jego zdjęcie do podpisania, gdzie dał swój autograf, ale też dorysował papieroska [;)].
Następny był Kirk, tym razem jakoś ze mnie zeszło to ciśnienie i spytałem się go o proces tworzenia solówek na nowy album. Czy głównie są oparte na skali pentatonicznej, czy również na jakichś innych? Odpowiedział, że naturalnie pentatonika, skala jońska, chromatyka i wiele, wiele innych. Najczęściej jednak bywało tak, że brał gitarę i improwizował. Później podpisał mi fotkę i pochwalił za dobre pytanie.

I nadeszła kolej na najbardziej oczekiwanego człowieka przeze mnie, czyli Jamesa. Spytałem go o inspiracje do pisania tekstów na nowy album. Odpowiedział, że głównie to była muzyka, którą napisali, jego różne refleksje, doświadczenia, przemyślenia. Ale często bywało tak, że budził się rano, brał kartkę i długopis i po prostu pisał, bardzo spontanicznie. Spytał się od razu, czy ja piszę teksty. Odpowiedziałem, że nie, ale gram na gitarze od ponad 2 lat. I gdy James podpisywał już moją fotkę powiedziałem, że jest rzecz, która muszę mu powiedzieć… Spytałem go, czy pamięta scenę ze SKOM, kiedy przemawiał do więźniów w San Quentin o tym, czym dla niego w życiu jest muzyka. Przytaknął. Ja dodałem, że mógłbym powiedzieć to samo, ale nie ogólnie o muzyce, ale o Metallice. Powiedziałem, że zmienili totalnie moje życie i nie wiem jakby to wszystko wyglądało, gdybym nie poznał Metalliki. Dodałem, że wiem przez co James przeszedł, że jestem z niego dumny i jest dla mnie kimś niesamowicie ważnym, prawdziwą inspiracją. I na koniec dodałem „I love you, Man!!”… Gdy spojrzałem na jego twarz widziałem, że był niesamowicie przejęty i wzruszony (zresztą ja też) i aż łza mu sie w oku zakręciła. To było coś niesamowitego. „Padliśmy” sobie w ramiona. James podziękował mi za te słowa i dodał, abym nie przestawał ćwiczyć na wiośle.


I pozostał Lars, który spóźnił się i przez to nie było już czasu na dłuższą pogawędkę. Powiedziałem tylko do niego, że bardzo bym chciał usłyszeć „Justice” i „Disposable Heroes”. Lars po krótkim namyśle spytał, co bym wolał. Ja na to, że „… And Justice For All”. Spytał się czy to mój ulubiony kawałek. Ja odpowiedziałem, ze jeden z wielu. Jak wiemy zagrali oba kawałki (ponadto Disposable było zagrane na tamtej trasie tylko u nas), dzięki mu za to! Lars, z tego co zdążyłem zauważyć, wyglądał na lekko roztargnionego: 2 razy się ze mną żegnał, podpisał nie tylko swoje zdjęcie, ale też przez pomyłkę Roberta…
Na sam koniec Jeff spytał wszystkich, czy chcemy dostać opaski. Wszyscy oczywiście odpowiedzieli twierdząco. I grzecznie udaliśmy sie na stadion pełni wrażeń i serc bijący w szaleńczym tempie.
Ciężko to wszystko było opisać słowami, ale mam nadzieję, że w jakiejś części udało mi się oddać najwspanialszy moment w moim życiu.
Pozdrawiam!!”
