Niedawno z dobrym skutkiem zachęcaliśmy Was na przerzucenie się na słuchanie muzyki z winyli (od Metalliki, rzecz jasna). Jednocześnie przestrzegaliśmy przed wątpliwej jakości remasterami wszelkiej maści. Okazuje się, że fuszerka w ich wypadku niestety sięga głębiej niż uwsteczniająca manipulacja dźwiękiem. Trudno winić za to zespół – raczej wytwórnię, czy wręcz same fabryki (zależnie od kwestii), nie zmienia to jednak faktu, że produkty reklamowane jako audofilskie i kolekcjonerskie w istocie – mimo wysokiej ceny – generalnie dostarczają gorszą od dawnej jakość dźwięku i – o czym dzisiaj – jakość wykonania. Wewnątrz poznacie fakty prosto od kupujących, w tym naszego czytelnika, które każą się Wam 2x zastanowić przed wydaniem pieniędzy na podstawie ładnych zdjęć i opisów (o ile w ciemno nie zbieracie wszytkiego z logiem Metalliki).

Sprawa fabrycznych defektów dotyczy dwóch rodzajów nowych płyt winylowych Metalliki:
1. Najnowsze, 'audiofilskie’ remastery (zarówno 33 1/3 jak i 45rpm), które od Kill’Em All po St. Anger były do niedawna wydawane, a które znaleźć można w oficjalnym sklepie zespołu.:
Doniesienia z oficjalnego forum Metalliki mówią, że odsłuch 'skacze jak cholera’ (jakby płyta była bardzo mocno porysowana), do tego charakterystyczne, wysokie piski. Autor tematu (i wtórujący mu użytkownicy) mówią tu konkretnie o jednej stronie Ride The Lightning i całym Master of Puppets. Oczywiście nie dotyczy to każdego egzemplarza, ale okazuje się, że problem jest dość znany. Nowe płyty brzmią po prostu jak zniszczone, lub w ogóle nie nadają się do grania.
Natomiast z obserwacji człowieka, który kupił wszystkie te wydania w obu wersjach wynika, że niektóre faktycznie pod pewnymi względami mogą brzmieć lepiej niż oryginalne, ale tylko w określonych warunkach sprzętowych, czyt. drogich i to nie wszystkich, zależnie od charakterystyki.
Zainteresowanych odsyłam do jego analizy.
2. Kolorowe, 'kolekcjonerskie’ reedycje, wydawane za pośrednictwem MetClubu i Consequence of Sound w limitowanym nakładzie po 1000 egz. :
O ile cena za nie już sama w sobie budzi lekkie wątpliwości ( $110 za szt.), zwiększają się one jeszcze bardziej po odpakowaniu. Tutaj głos przekazujemy Maciejowi, który przesłał nam zdjęcia i opisał sytuację:
’Jako ze moi znajomi wiedza, ze jestem wielkim fanem Metalliki i cokolwiek zwiazanego z owa jest najlepszym prezentem, sprezentowali mi ostatnie zielone vinylowe wydanie AJFA. Radocha wielka do momentu otwarcia, bo pozniej lekki ….. niesmak. W sumie wydanie kolekcjonerskie, wiec wydawaloby sie ze powinno byc pieknie wydane, dopieszczone itp, w koncu kosztuje drozej. No coz, wyglad dwoch plyt pozostawia wiele do zyczenia. Zalaczam zdjecia jednej, na pewno nie do konca oddaja jak to wyglada, ale deko przyblizaja „bublowatosc” wydania. A wyglada to jak „pochlapane” czyms, jakies szare, zielone , nawet jakis kawalek czerwieni na krawedzi, wszystko zatopione w strukturze plyty, nic na wierzchu, wszystko w srodku. ’
Wspomniane zdjęcia z wadami tutaj: raz, dwa, trzy, cztery.
Raz jeszcze więc: nie potrzebujesz mieć wszystkiego, co zespół kiedykolwiek wydał, a chcesz słuchać z winyla jak na faceta / babkę z klasą przystało – postaraj się o starsze wydania – nie remastery, nie kolekcjonerskie, jeśli kolekcjonerem nie jesteś. Najlepiej jeżeli będą to wydania tzw. Direct Cut Vinyl (DC) – te przebijają jakością dźwięku wszystko. Są droższe i rzadsze, ale w ich wypadku warto się postarać.